• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Uzależniony od Niemiec

Środa, 3 lipca 2024 (20:57)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM

Wczoraj w Polsce gościł kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Jedną ze spraw poruszonych
w czasie konferencji z Tuskiem była kwestia reparacji wojennych od Niemiec.
I usłyszeliśmy, że sprawy reparacji wojennych zostały już załatwione i prawnie zamknięte. Rząd Tuska kapituluje przed niemiecką narracją... Za co Tusk przehandlował polskie interesy?

– Za władzę, którą ma dzięki wsparciu Brukseli, a w istocie dzięki Niemcom. Dlatego czuje się zobowiązany i chce się odwdzięczyć w każdy możliwy sposób, stawiając na szali sprawy polskie. Ponadto nie jest tajemnicą, że Donald Tusk od lat zależy od Niemiec, w związku z tym wie, że nie może sobie pozwolić na zajęcie innego stanowiska wobec Berlina jak podlegle. Dla kanclerza Olafa Scholza jest to oczywiście ważne, bo jemu zależy, żeby tę sprawę, niewątpliwie trudną i niewygodną dla Niemiec, zamknąć raz na zawsze, nie ponosząc przy tym większych kosztów. Wbrew pozorom, mimo prób lekceważenia kwestii reparacji, jest to dla Niemiec sprawa bardzo trudna – przede wszystkim wizerunkowo.

Niemcy od lat konsekwentnie i metodycznie prowadzą kłamliwą politykę historyczną, politykę tuszowania, zamazywania faktów, że to oni wywołali II wojnę światową i dopuścili się zbrodni ludobójstwa. Natomiast chcą się kreować na państwo otwarte, praworządne. Dlatego jeśli nawet wypłacą nam jakieś grosze, a Donald Tusk potwierdzi, że sprawa reparacji jest zamknięta, to będą mieli sprawę z głowy. Polityka, jaką prowadzi Tusk, opłaca się Berlinowi.  

Prezydent Andrzej Duda nie podziela stanowiska Tuska, że polskie władze zrzekły się skutecznie prawa i roszczeń do zadośćuczynienia za zbrodnie dokonane na polskim Narodzie przez Niemców w czasie II wojny światowej?

– To dobrze, że prezydent Andrzej Duda mówi to, o czym my wszyscy myślimy. Natomiast Donald Tusk, który dobrze wie, gdzie jest jego mocodawca, prowadzi swoją politykę. Zresztą on mówił już wcześniej, że zamiast reparacji zależy mu na refleksji historycznej po stronie Niemiec, że chodzi mu o ewentualne wypłacenie ofiarom jakichś odszkodowań za straty wojenne. Powtórzył to zresztą wczoraj Olaf Scholz, mówiąc, że Niemcy będą realizować wsparcie na rzecz ocalałych z II wojny światowej. Tylko że takich ludzi jest niewielu.

Zanim Niemcy przystąpią do realizacji tego zobowiązania, to będzie ich jeszcze mniej. 

– To prawda, ale tak czy inaczej i tak są to grosze,
i Niemcy są w stanie je wypłacić po to, żeby mieć problem z głowy. To jest nic, to jest tylko i wyłącznie symbol, który z całą pewnością jest niekorzystny dla nas, za to jest bardzo korzystny dla Niemiec. Jak widać, Donald Tusk jest w stanie położyć nawet najważniejsze polskie interesy na stole wielkiej polityki niemieckiej w Europie, co więcej, jest ich reprezentantem. Dobrze wiemy, że nie byłoby go dzisiaj w fotelu polskiego premiera, gdyby nie zewnętrzna presja manifestowana na tysiąc sposobów. Z tym, że wiedzieliśmy o tym, że są takie plany, i można się było tego spodziewać.

Jak ma się to stanowisko Tuska – lekką ręką zwalniającego Niemcy z wypłaty reparacji wojennych Polsce do ofiary sześciu milionów obywateli państwa polskiego, którzy zginęli za wolność Ojczyzny
z niemieckich rąk?  

– Przede wszystkim to są kwoty, które mają się nijak do państwa polskiego, które zostało doszczętnie zniszczone. Polska straciła ogrom swojej ludności poprzez zbrodniczą, ludobójczą politykę Niemiec. Dlatego zwalnianie Niemiec
z naprawy szkód, jakie poczynili wobec Polski i Polaków, jest skandalem. To, czego jesteśmy świadkami, jest żałosne. Jest sprawą oczywistą, że Niemcy nie chcą płacić
i sprawa reparacji pewnie ciągnęłaby się jeszcze latami, ale dla dobrego wizerunku musieliby z tego jakoś wybrnąć. Natomiast Tusk chce im podać rękę, a wtedy Niemcy, chcąc uniknąć zapłaty należnych nam pieniędzy, będą mogli się powoływać już nie na oświadczenie Bieruta z 1953 roku jak dotychczas, tylko będą się powoływać na Donalda Tuska – demokratycznie wybranego premiera. I o to im chodzi.

W trakcie konferencji z Scholzem Tusk stwierdził, że intencją jego i kanclerza było nadanie nowego impetu, impulsu współpracy polsko-niemieckiej. Tylko czy da się budować relacje międzynarodowe, relacje partnerskie na ustępstwach, i czy takie uległe państwo może liczyć na szacunek? Jaką pozycję międzynarodową ma władza, która nie dba o interesy własnej Ojczyzny?

– Tu nie ma mowy o szacunku, natomiast jest mowa
o podległości w stosunku do niemieckiego partnera. To jest postawa żałosna, co zresztą zauważyło wielu obserwatorów i komentatorów życia politycznego. Uległy ton Donalda Tuska, wasalna postawa w gestach i słowach, to wszystko jest przerażające. Ale Polacy tak wybrali i stąd dzisiaj mamy to, co mamy.

Jak odnieść się do właściwie jałmużny, jaką ma być powstanie Domu Niemiecko-
-
Polskiego oraz pomnika w Berlinie, czyli miejsc upamiętniania polskich ofiar II wojny światowej i niemieckiej okupacji?

– Takich pomników czy upamiętnień deklarowanych przez Niemców miało być wiele, ale jakoś do dziś ich nie ma. Jak wybudują, to wtedy zobaczymy. Natomiast kwestia jest tego typu, że Niemcy nie mają świadomości zbrodni, jakich dokonali na polskim Narodzie, wypierają to swoje sprawstwo z przestrzeni edukacyjnej i trzeba przyznać, że robią to dość skutecznie.

Co gorsze, rząd Tuska im w tym pomaga... 

– Tak, my im w tym pomagamy. Tylko że z tego sztucznego pojednania nic nie będzie, natomiast poważnie ucierpią interesy Polski. To wszystko jest iluzją. Natomiast jeśli mówimy o autentycznym partnerstwie, to Niemcy powinny zaprzestać ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski, nie doprowadzać do ingerencji w proces wyborczy, nie okładać nas sankcjami finansowymi i innymi za pośrednictwem Brukseli. Nie może być też mowy o odbieraniu nam podmiotowości, jeśli chodzi o inwestycje strukturalne, co
w sposób oczywisty może nas stawiać w konkurencji m.in. wobec Niemiec. Ale rozwój gospodarczy i każdy inny jest sprawą wewnętrzną i prawem każdego suwerennego państwa. Zatem czy chcą, czy nie, muszą się dzielić tym tortem, tyle tylko, że te rzeczy za rządów „koalicji 13 grudnia” nie będą mieć miejsca. Robienie sztucznego pojednania na zasadzie manifestacji, ostentacyjnego zachowania, za którymi nic konkretnego nie idzie i nic
z tego dla nas nie wynika, oprócz dobrego samopoczucia niektórych, jest żałosne i nie powinno mieć miejsca.     

Podczas konferencji, a wcześniej konsultacji międzyrządowych pod przewodnictwem Tuska i Scholza był poruszany m.in wątek współpracy w zakresie obronności. Tusk – jak wskazywał – cieszy się na współpracę militarną z Niemcami i że Niemcy są gotowe wziąć współodpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy. Do tej pory ilekroć Niemcy brali się za zapewnienie bezpieczeństwa Europie, kończyło się to tragicznie, nic więc dziwnego, że w wolnej Polsce jak dotąd żaden rząd nie akceptował niemieckiego planu, a już na pewno nie podawał w tym ręki Niemcom. Tusk jest pierwszy…

– Dokładnie, ilekroć Niemcy zaczęli troszczyć się o bezpieczeństwo w Europie, to rzeczywiście kończyło się to źle dla wszystkich. To po pierwsze, po drugie, Niemcy dzisiaj nie są w stanie fizycznie wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy, bo nie mają odpowiednio licznej
i wyposażonej armii, którą systematycznie, latami demontowali. Realnie więc patrząc, to ile Niemcy mają dzisiaj dywizji, wyszkolonych żołnierzy i na czym miałoby polegać to wzięcie przez nich odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy? Przecież to jest śmieszne. Co więcej, Donald Tusk nie mówił o roli Stanów Zjednoczonych w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO, tylko rozpływał się o roli Niemiec.

Niemcy, które doprowadziły do destabilizacji sytuacji
w Europie poprzez współpracę gospodarczą z Moskwą, teraz mają odpowiadać za stan bezpieczeństwa Starego Kontynentu. Ktoś, kto tak twierdzi, uprawia wasalną politykę wobec Berlina. I jak to któryś z profesorów słusznie zauważył, komentując zachowanie Tuska, mieliśmy hołd Polski w stosunku do Niemiec. Owszem, część społeczeństwa być może temu przyklaśnie, będzie się cieszyć, że klęczymy przed władzami w Berlinie, ale druga część – ta patriotyczna – widząc to, co się dzieje, zagryza zęby ze złości. I tak to na razie wygląda.

Patrząc na ustępstwa Tuska wobec Niemiec, czy możemy już zapomnieć o wypłaceniu przez władze niemieckie 6,2 biliona złotych, bo na tyle zostały wycenione straty poniesione przez Polskę w wyniku agresji
i okupacji niemieckiej. Tusk załatwi to już definitywnie, zamykając przed Polską drogę roszczeń, czy po zmianie władzy można będzie jeszcze powrócić do tematu?

– Zobaczymy, jak pójdzie. Na pewno dobrze, że reaguje prezydent Andrzej Duda, który jest odpowiedzialny za politykę zagraniczną Polski. Widać, że sprawy te obchodzą go jako głowę państwa i przy jego sprzeciwie będzie Tuskowi trudno tę sprawę załatwić definitywnie. Jest przecież kwestia jakiejś umowy międzynarodowej, nad czym musiałby głosować parlament RP, a „koalicja 13 grudnia” nie ma do tego wystarczającej większości. Dlatego Tusk i jego ekipa, przy pomocy usłużnych mediów, będą zapewne próbowali tę sprawę wykorzystywać medialnie. Tusk coś powie, Niemcy coś nam rzucą,
a później będą się powoływali na Tuska. I tak to się będzie kręcić.

Z całą pewnością sprawa ta osłabia nas jako państwo

– Zamiast kontynuować politykę rządu Zjednoczonej Prawicy w zakresie domagania się od Niemiec reparacji wojennych i przycisnąć Berlin, to my podajemy im rękę, dajemy im argumenty, aby mogli się z tego wywinąć. Pamiętajmy też, że największą presją dla Niemiec są nie tyle kwestie prawne – o czym wielokrotnie mówiliśmy na łamach „Naszego Dziennika” – ale presja moralna. Najbardziej się obawiają, że zostanie obalony mit Niemiec jako mocarstwa moralnego. Nie da się bowiem od strony moralnej obronić braku rzetelnego uregulowania krzywd, jakie Niemcy wyrządzili Polsce i Polakom podczas II wojny światowej i okupacji.

I jeśli Donald Tusk zwalnia ich z tego obowiązku, twierdząc, że sprawy reparacji od Niemiec zostały definitywnie załatwione w sensie formalnym i prawnym, ponadto cieszy go, że Niemcy są gotowe do decyzji, które mogą zadośćuczynić tym, którzy byli bezpośrednimi ofiarami wojny, to tym samym Niemcy otrzymują gotowy argument moralny. Zawsze będą mogli powiedzieć, że dali ileś tam milionów euro, tylko że z punktu widzenia państwa są to grosze. I to jest nie tylko śmieszne, ale jest to też działanie bardzo złe z punktu widzenia państwa polskiego.     

                     Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki