Biden obciążeniem dla demokratów
Niedziela, 30 czerwca 2024 (17:06)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Za oceanem odbyła się debata kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Każdy, kto śledził tę debatę i ostatnie kilkanaście miesięcy urzędowania Joe Bidena, przyzna, że jest to człowiek wiekowy, mający problemy ze zdrowiem, który chyba nie nadaje się na prezydenta. Dlaczego więc jego kandydatura jest tak usilnie forsowana?
– Odpowiedź wydaje się prosta: otóż obóz demokratyczny w Stanach Zjednoczonych nie ma lepszego kandydata. To jest też kontynuacja decyzji sprzed czterech lat, ponieważ zwykle jest tak, że to urzędujący prezydent ubiega się o reelekcję. Jeśli Joe Biden nie ubiegałby się o reelekcję, to oznaczałoby to duże straty dla koterii, która za nim stoi i liczy na zyski wynikające z ciągłości władzy. Dlatego jeśli Joe Biden zrezygnowałby, to oni odejdą wraz z nim i układ czerpiących zyski siłą rzeczy się zmieni. Natomiast stan psychofizyczny i w ogóle kondycja Joe Bidena, który sprawuje urząd prezydenta największego mocarstwa na świecie, nie są dzisiaj najlepsze, co było widać gołym okiem podczas debaty.
Biden gubił wątki, chwilami mówił nie na temat, de facto nie wyglądało to dobrze i raczej nie jest to sprawa niedyspozycji w danym dniu. Swoją drogą już przed czterema laty, startując w wyborach, Joe Biden nie był okazem zdrowia i sprawności. Dzisiaj ten stan się tylko pogłębił, co jest rzeczą naturalną, charakterystyczną dla pewnego wieku. I patrząc na to, po debacie – w prasie amerykańskiej – widać wyraźnie nawoływanie do wymiany Bidena na innego kandydata. Generalnie do demokratów dochodzi, że jeśli kandydatem tej formacji będzie dalej Joe Biden, to porażka w listopadowych wyborach jest pewna.
Możemy mieć podmianę kandydata Partii Demokratycznej, do czego wzywają polityczni komentatorzy? Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Polsce…
– Owszem, może się tak wydarzyć. Polska czasem wyprzedza pewne trendy, które się objawiają w polityce w świecie Zachodu. Z tym że Joe Biden musiałby sam w lipcu nie przyjąć nominacji Partii Demokratycznej. Ale czy to zrobi, skoro dzień po debacie z Trumpem mówił, że zdaje sobie sprawę, że nie jest już tak sprawny jak wcześniej, że działa wolnej, ale cały czas może rządzić Ameryką. Nic zatem nie wskazuje, żeby miał zrezygnować, a bez jego zgody i ustępstwa do zmiany kandydata raczej nie dojdzie.
Może zostanie przekonany?
– W mojej ocenie będą go przekonywać do rezygnacji. Szczególnie silne ośrodki medialne wskazują, czym grozi upieranie się Bidena przy ubieganiu się o reelekcję, bo w tym stanie on tych wyborów nie wygra. Zresztą już z sondażu przeprowadzonego przez CNN po debacie aż 67 proc. respondentów uznało, że wygrał Trump, natomiast Bidena jako zwycięzcę wskazało tylko 33 proc.
Wspomniał Pan Profesor, że już cztery lata temu stan Bidena nie był rewelacyjny, ale wtedy mówiło się o tym, że w trakcie kadencji, a już na pewno w kolejnych wyborach kandydatem demokratów na prezydenta będzie Kamala Harris. Prędko jednak okazało się, że pani wiceprezydent nie nadaje się, by przewodzić państwu…
– I tak zostało do dziś. Dlatego Joe Biden jako urzędujący prezydent został niejako automatycznie kandydatem na kolejną kadencję. Swoją drogą to typowe dla kobiet z lewicy, mocno zideologizowanych. W polityce polskiej też znamy panie podobne do Kamali Harris w sensie mentalnym, wiedzy, obycia czy ideologii.
Jeśli chodzi o wiek Trumpa – 78 lat, i Bidena – 81, to różnica nie jest jakaś wielka, ale kontrast jest zauważalny?
– Wiek jest czasem mylący, jeśli chodzi o ocenę sprawności. Natomiast z reguły kondycja fizyczna idzie w parze z wiekiem. W pewnym wieku człowiek jest dotknięty pewnymi ograniczeniami i było to widać w przypadku Joe Bidena. Dotyczy to ograniczeń na poziomie zdrowotnym i umysłowym. Nie chodzi tu absolutnie o wyśmiewanie kogoś starszego, któremu się należy zawsze szacunek, ale ludzie w podobnym wieku mogą mieć różną kondycję. Jeden świetnie się trzyma i idąc na emeryturę, jest aktywny umysłowo i fizycznie, a ktoś inny może być w tym samym wieku już poważnie schorowany. Są więc różnice nie tylko wieku, ale przede wszystkim zdrowia.
Robiono wszystko, żeby Donaldowi Trumpowi odebrać argumenty, bo sama debata odbyła się de facto na warunkach Joe Bidena – bez publiczności, wśród której Trump czuje się jak ryba w wodzie. Mimo to nie zaszkodziło to Trumpowi, który nawet nie musiał się specjalnie wysilać, bo Biden sam się wyłożył z powodów, o których już wspomnieliśmy...
– Donald Trump, widząc, że jego przeciwnik niedomaga, nie był nawet zbyt agresywny jak to ma w zwyczaju. Wiedział doskonale, że nie musi być, dając tym samym szansę na popłynięcie Joe Bidenowi. I to mu dało przewagę.
Obóz Bidena nie bez trudu, ale chwali postawę Bidena, ale sama siebie przeszła chyba żona Bidena – Jill, która gratulowała mężowi, że odpowiedział na wszystkie pytania...
– Jeśli wyznacznikiem udanej debaty mają być słowa żony Bidena i gratulacje, że odpowiedział na wszystkie pytania, to brzmi to wręcz komicznie. Oczywiście chwała jej za to, że broni swojego męża, natomiast znacznie lepszym wyznacznikiem jej pełnej troski wobec Joe Bidena byłoby wcześniej przekonanie męża do niekandydowania w kolejnych wyborach prezydenckich. Wtedy Joe Biden po zakończeniu obecnej kadencji odszedłby jako ten, który skutecznie wspierał Ukrainę w wojnie z Rosją. Teraz po obrazach, jakie obiegły cały świat, może odejść w pewnej niesławie – podobnie jak w Polsce „prawdziwa prezydent” Małgorzata Kidawa-Błońska.
Czy Pana zdaniem – biorąc pod uwagę stan zdrowia, szczególnie stan umysłowy, problemy z kojarzeniem itd. – Joe Biden wciąż jeszcze samodzielnie sprawuje władzę, czy może jest figurantem?
– Trudno powiedzieć, bo nie jestem w środku amerykańskich wydarzeń. Natomiast obserwując z zewnątrz, wyciągając wnioski na podstawie zachowań Joe Bidena i składając to wszystko razem, wygląda na to, że jego sprawowanie władzy związane z wiekiem i obciążeniami zdrowotnymi jest iluzoryczne. Kiedy rozmawiam z lekarzami, pytając ich właśnie o ocenę stanu zdrowia Bidena, to słyszę, że w pewnym wieku człowiek na rzeczy dotyczące chociażby codziennej pielęgnacji, higieny, także na gimnastykę itd. musi poświęcić o wiele więcej czasu niż człowiek młody, zdrowy, bez obciążeń. Musi też niejako obejść pewne ograniczenia, poradzić sobie także z bólem, który może się pojawiać. To wymaga sporo czasu i skupienia umysłu na tym, co zdrowemu, młodemu człowiekowi zajmuje parę chwil.
Przeciętny człowiek w pół godziny jest w stanie się umyć, ubrać, zjeść śniadanie i wyjść do pracy. Natomiast człowiek starszy, schorowany takim czynnościom musi poświęcić dużo więcej czasu, i to nie tylko raz w ciągu dnia. Biorąc to wszystko pod uwagę – jest fizycznie niemożliwe, żeby Joe Biden mógł realnie sprawować władzę w Stanach Zjednoczonych. W mojej ocenie to koteria skupiona wokół Bidena w jakimś sensie wywarła na niego wpływ, zmusiła czy namówiła go do ubiegania się o reelekcję, bo sam Joe Biden powinien po prostu odpocząć.
Co wybór Trumpa oznaczałby dla wojny kulturowej, jaka się toczy w Stanach Zjednoczonych i cały czas przybiera na sile, co więcej za prezydentury Bidena ten proces jeszcze bardziej przyspieszył?
– Joe Biden to jest katolik tzw. reformowany. Taki katolicyzm reformowany pojawia się na przykład w Niemczech, ale także w Polsce są ludzie, którzy deklarują się jako katolicy, tymczasem ich poglądy z doktryną katolicką nie mają nic wspólnego – zwłaszcza w dziedzinie moralności – szczególnie tej seksualnej. I tak to jest z Joe Bidenem, który deklaruje się jako katolik, a jest za zabijaniem dzieci nienarodzonych. Natomiast Donald Trump – wychowany w wierze protestanckiej – prezentuje o wiele bardziej konserwatywny nurt. Dlatego wydaje się, że jego powtórny wybór na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych byłby poważnym ciosem dla obozu lewicowo-liberalnego. Nic więc dziwnego, że te ośrodki robią wszystko, żeby zblokować Trumpa i uniemożliwić mu powrót do Białego Domu.
A jaki wybór byłby lepszy z punktu widzenia interesów Polski?
– Najważniejszy jest zawsze interes Polski, która musi sobie układać relacje ze Stanami Zjednoczonymi niezależnie od tego, kto aktualnie jest prezydentem. Natomiast dla nas lepiej, gdyby to Donald Trump został kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych, bo to oznaczałoby wzmocnienie pozycji naszego kraju. Natomiast jedyna wątpliwość co do Trumpa dotyczy jego stosunku do Ukrainy. Jest sprawą wiadomą, że republikanie mają nieco inny stosunek wobec wsparcia dla Kijowa i nie do końca wiadomo, jak mogłoby to wyglądać po wyborze Trumpa. Natomiast wszystkie inne kwestie – z punktu widzenia Polski – wskazują na korzyść Trumpa.
A jak wyglądałyby relacje transatlantyckie po wyborze Trumpa? Niemcom, którzy chcą wypchnąć Stany Zjednoczone z europejskiej orbity, bliżej jest do Bidena…
– Ideologicznie Niemcom jest oczywiście bliżej do Bidena niż do Trumpa. Pamiętajmy, że nie jest tak, że w poszczególnych krajach rządzą tylko interesy międzynarodowe, bo to wszystko się ściera z interesami ideologicznymi – międzynarodówki marksistowskiej czy neomarksistowskiej, która chce przeformatować cały świat. I w tym względzie ta międzynarodówka działa w różnych konfiguracjach, są wspólne cele. Dla takiej Europy czy dla Niemiec absolutnie korzystniejszy byłby ponowny wybór Joe Bidena, który jest dla nich partnerem.
Jeśli chodzi o Donalda Trumpa i jego relacje z prezydentem Andrzejem Dudą, to należy je określić jako dobre, jeśli nie bardzo dobre. Natomiast trudno coś takiego powiedzieć o Trumpie i Tusku…
– Jakie są relacje między prezydentem Dudą i Trumpem, to wielokrotnie mogliśmy obserwować zarówno podczas prezydentury Trumpa, jak również później. Są to relacje bardzo dobre, oparte na wzajemnym szacunku. Jeśli natomiast mówimy o relacjach Trump – Tusk, to te relacje są złe bądź bardzo złe, i to Tusk do tego dorowadził. Tusk reprezentuje interesy niemieckie na arenie międzynarodowej, więc jeśli Niemcom nie wypadało atakować Trumpa, to wysługiwali się Tuskiem – także kiedy piastował on stanowisko szefa Rady Europejskiej. Ponadto jeśli politycy rządzącej „koalicji 13 grudnia” nazywają dziś ewentualnego przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych szaleńcem, to trudno sobie wyobrazić relacje z administracją Donald Trumpa, jeśli to on zasiądzie w Białym Domu. Podobnie rzecz ma się z szefem polskiej dyplomacji, Radosławem Sikorskim, i chociażby z jego kontrowersyjnym wpisem na Twitterze po wysadzeniu gazociągów Nord Stream, gdzie de facto oskarżył o to Amerykanów, a jego narrację podjęli także sami Rosjanie.