• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Działanie na szkodę sprawy polskiej

Poniedziałek, 24 czerwca 2024 (21:01)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

 

Działania, jakie podejmuje „uśmiechnięta” władza Tuska, coraz bardziej rozbijają państwo polskie. Za destrukcją instytucji państwa polskiego, za destrukcją gospodarczą kraju podążają: walka z religią w szkołach, walka z krzyżami w przestrzeni publicznej i de facto walka z Kościołem. Trudno to wszystko pojąć.

– To rzeczywiście trudno zrozumieć. Niewątpliwie są to próby, a w zasadzie już działanie, które ma na celu podważyć autorytet i ograniczyć rolę Kościoła w Polsce. Każdy, nawet niekoniecznie wierzący, ale rozumny człowiek doskonale wie o wianie, jakie Kościół katolicki wniósł na przestrzeni wieków i wciąż wnosi w naszą narodową kulturę. Każdy wie, czym jest Kościół katolicki dla naszej świadomości i jak fundamentalną rolą odgrywa w naszym codziennym życiu. Poprzez te obecne ataki na to, co dla nas, Polaków, przez wieki było najświętsze, podejmuje się walkę, próbuje się uderzyć w świadomość społeczną,
w świadomość narodową. Mówiąc wprost: mamy walkę
z Polską. Mamy do czynienia z niszczeniem tego wszystkiego, co stanowi narodową tkankę. W przypadku oświaty działania, jakie obserwujemy, to jest  posunięcie wyjątkowo zbrodnicze. I to jest chyba najwłaściwsze określenie dla tego typu działań, bo prowadzą one do wyrwania z nas tego, co do tej pory było podstawą, zalążkiem, fundamentem, w oparciu o który rozwijaliśmy się jako Naród, jako wspólnota. To, co widzimy dzisiaj, to jest próba rozbicia tej wspólnoty narodowej, wreszcie to jest działanie wrogie, a zatem przestępcze.

Jaki jest poziom tych, którzy dzisiaj te działania rewolucyjne wobec własnego państwa i Narodu podejmują?

– Te działania podejmują ludzie, którzy – po pierwsze – nie mają pełnego rozeznania o naszych wartościach w polskiej kulturze. Myślę, że najpełniej zostało to wyrażone w skrajnie lekceważącym stosunku minister Barbary Nowackiej wobec wspaniałego twórcy, eseisty, dramaturga, poety już od dwóch lat nieżyjącego, Jarosława Marka Rymkiewicza. To jest nikczemna próba podważenia czegoś, co do tej pory było i wciąż zresztą jest – rzec można – kanonem naszej polskiej kultury. Wprowadzenie do przestrzeni publicznej tego typu obcego myślenia jest działaniem na szkodę sprawy polskiej, na szkodę polskiej myśli, polskiej edukacji, natomiast jest zgodne z oczekiwaniami tych, którzy byli kiedyś zaborcami, a dzisiaj też mają aspiracje, żeby nas kontrolować w zakresie umysłowym i kształtować nasze pokolenia na swoją modłę, na modłę tak naprawdę antypolską.

Skąd jednak taka agresja wobec religii, wobec wiary, wartości chrześcijańskich
i wobec Kościoła? Czy nie jest to też pokłosie słabości, braku gotowości do obrony wiary, braku solidarności nas, wierzących, co doskonale wyczuwają rewolucjoniści, właśnie w ten obszar kierując swoje ataki?

– Rzeczywiście my, Polacy, przeżywamy dziś kryzys naszej świadomości narodowej. Przypomnę, że wielokrotnie w naszych rozmowach – przy innych okazjach – podkreślałem związki państwowości polskiej z religią,
z wiarą, z etosem chrześcijańskim. Powoływałem się też na Stefana Żeromskiego, który choć był kalwinem, to był Polakiem, i dostrzegał wyraźnie, jak to wyglądało w naszych dziejach – od zarania, od chrztu Mieszka I, gdzie tak mocno się sprzęgły państwowość z katolicyzmem, że – jak w swojej twórczości wskazywał – każdy, kto chce je rozdzielić, to ma krew pod siekierą. Dzisiaj rzeczywiście przeżywamy pewien kryzys polskości, gdzie połowa naszego społeczeństwa deklaruje, że w razie konfliktu zbrojnego daje drapaka z Polski. Są to ludzie, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z obroną polskiej tożsamości, co jest przerażające. I to jest pierwsza sprawa, natomiast jest jeszcze kryzys religijny. Dzisiaj kryzys wiary jest widoczny gołym okiem, ale wielokrotnie w historii przeżywaliśmy rozmaite kryzysy. Z kryzysów wychodzi się albo wzmocnionym, albo – niestety – osłabionym. Mam nadzieję, że obecny kryzys będzie dla nas, Polaków, wzmacniający.

Tylko że zanim nastąpi odrodzenie, to wrogowie skrzętnie będą wykorzystywać czas zamętu?

– A jakże. Nasi wrogowie tylko czekają, żeby na tym ogniu ugotować własną pieczeń i aby nasz katolicyzm osłabić, i to za wszelką cenę. W momencie kryzysu znajdują jakichś zastęp popleczników i to jest oczywiście dla nich woda na młyn. Mają do tego rozmaite międzypaństwowe instytucje, zdeklarowanych wrogów polskości, na przykład w samej Polsce, żeby móc podejmować tego typu działania. To jest po prostu koniunktura, która – mam nadzieję – nie potrwa długo i od planów naszym wrogom nie uda się dojść do realizacji celów. Jeśli bowiem udałoby się to zrealizować,  powinniśmy już mówić o alternatywnej nauce i to zarówno w odniesieniu do przedmiotów tzw. obywatelskich, jak i do religii, która jest pewną wiedzą o naszym dziedzictwie,
o naszej służbie wobec państwa.

W czasach PRL-u, kiedy walczono z Panem Bogiem, z religią w szkołach, potrafiliśmy się zreflektować i oprzeć się ateizacji oraz walce z Kościołem. Duża część z nas nie pozwoliła zniszczyć w sobie fundamentów polskości, Polacy stali po stronie Kościoła,
a młodzież  się organizowała i jak za okupacji niemieckiej mieliśmy tajne komplety. Czy dzisiaj jesteśmy w stanie się zorganizować i nie pozwolić wyrwać sobie tego, co jest  naprawdę ważne?

– Chciałbym być optymistą, ale jest to naprawdę trudna walka. Jest trudna, bo ma wsparcie wielu środowisk zewnętrznych i wewnętrznych, osób uchodzących w tych kręgach za tzw. autorytety, którym udaje się dokonać  destrukcji myślenia, a mówiąc wprost: wyprać mózgi części z nas. Wspomniał pan redaktor o tym, co było kiedyś,
i wiele jest w tym racji. Wtedy dzieliliśmy się tylko na dwa obozy: naszych i obcych. Wróg był więc stosunkowo łatwy do zidentyfikowania, a my byliśmy po jednej bądź drugiej stronie barykady. Z tym, że wielu tych, którzy wówczas otrzymywali wsparcie od Kościoła, okazało się niewdzięcznych, i później od tego Kościoła się odwracali czy wręcz pluli na niego. Zresztą dzisiaj mamy tego konsekwencje. Mimo że Kościół wielu ówczesnym opozycjonistom udzielał różnorakiej pomocy, często też schronienia, ratował ich przed więzieniem i represjami ze strony komunistycznych władz, to dzisiaj ci ludzie, zamiast okazywać wdzięczność, są niestety zdeklarowanymi wrogami Kościoła. Co więcej, ci ludzie ciągną za sobą legendę bojowników o wolność, a tak naprawdę stają się siewcami trucizny. Dlatego dzisiaj trudne, ale konieczne jest to, żeby na nowo zdefiniować ,kto jest prawy, a kto jest wrogiem polskości. I w momencie, kiedy zobaczymy kto jest kim w Polsce, łatwiej nam będzie odrodzić ducha narodowego. Wiem też z historii, że ci, którzy często poprzez ofiary dochodzili do sukcesu, którzy na przykład
w 1918 roku byli dziedzicami niepodległości, mawiali, że wraz z odzyskaniem własnej podmiotowości państwowej nie udało się nam odrodzić ducha narodowego. I coś z tego – mimo upływu lat – ciągnie się za nami. Dzisiaj możemy powiedzieć, że ten duch narodowy jest mocno zatruty, bo jest to podział mniej więcej po połowie, dlatego konieczna jest wytężona praca nad tym, żeby do grona ludzi prawych wrócili ci, którzy się pogubili i zdeklarowali się po drugiej stronie.      

Jak odnowić, jak ożywić tego ducha polskości w nas, kto ma nas w tym wspierać, ukierunkować, prowadzić na tej drodze?  

– To jest rzeczywiście problem. Na pewno musi być symbioza, współdziałanie na rzecz Narodu, na rzecz Polski, pomiędzy dostojnikami Kościoła, ale nie chodzi tylko
o biskupów, księży, musi to być także współpraca między wiernymi świeckimi związanymi z Kościołem a tymi, którzy mają poczucie misji państwowej i moralnej.
To współdziałanie powinno dać efekt, przynieść spodziewane owoce. Jednocześnie modlitwa, przykład autentycznego życia religijnego jest tutaj atutem
i mobilizuje. Chciałbym przy tej okazji podzielić się pewną refleksją o sile Różańca, o sile modlitwy różańcowej. Mianowicie kiedyś to kobiety czy dzieci były postrzegane jako osoby modlące się na różańcu. Natomiast dzisiaj widzę zastępy mężczyzn, którzy często nazywają się plutonami, czyli tak bardziej po żołniersku, i ci mężczyźni są skupieni wokół Różańca, odmawiają Różaniec, i robią to z dumą. To jest dla mnie piękny znak czasu. Kiedyś mężczyźni mniej się angażowali, a przynajmniej nie pokazywali się, nie manifestowali swojej wiary, co nie znaczy, że się nie modlili – wprost przeciwnie. Jednak dzisiaj angażują się bardziej, dają świadectwo przywiązania do Pana Boga, do Matki Najświętszej i do Kościoła. I takie postawy, to rozmodlenie budzi nadzieję, optymizm, ale to musi być jeszcze bardziej intensywne, musi promieniować, aby było nas więcej. Trochę
z zazdrością spoglądam na Węgry, bo tam nastąpiła odnowa religijna, co więcej, głębiej przeorała świadomość ludzką. I to jest nam dzisiaj potrzebne także w Polsce, bo takie przykłady mobilizują. Potrzeba więc, żeby również
u nas dopełnić tej przemiany na płaszczyźnie duchowej, co będzie rzutowało także na nasze życie narodowe, społeczne.

Czyli od odnowy religijnej, od przemiany serc, powinna się zacząć przemiana Narodu Polskiego?     

– Tak, bezwzględnie. Bez ożywienia etosu, bez ożywienia tego, co jest w nas, co jest duchem naszego Narodu, nie będzie żadnej przemiany. My, Polacy, mamy swoistą duchowość, mamy swoje chrześcijańskie korzenie,
z których wyrastamy jako Naród. Tego nie da się pominąć, nie zauważyć, zakłamać, tego nikt nam nie odbierze. Bez tego, co stanowi o nas jako Polakach, nie będziemy mogli być pewni naszej państwowości i naszej niezależności.

                        Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki, Nasz Dziennik