• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Przykręcanie śruby najuboższym

Czwartek, 20 czerwca 2024 (21:59)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Komisja Europejska objęła siedem państw w tym Polskę procedurą nadmiernego deficytu. Rząd Tuska będzie musiał przedstawić Brukseli plan naprawczy. Co nas może czekać?

– Z całą pewnością brak stanowczości, a raczej służalczość, czołobitność ekipy Donalda Tuska wobec Komisji Europejskiej i urzędników brukselskich, ale to nic nowego. Zobaczymy, jakie będzie uzasadnienie i co napiszą w swoim programie naprawczym obecnie rządzący w Polsce. Obawiam się, że nie będzie tam nic ambitnego, tylko to, co im podyktuje Unia Europejska. I to będzie rozwiązanie najgorsze z możliwych. Natomiast widać, że nastroje w rządzie Donalda Tuska są minorowe, nie wspominając już o polskim społeczeństwie. Nic nie wskazuje, żeby miało być lepiej. Gospodarka Unii Europejskiej się kurczy, również gospodarka Polski zwalnia, jest zwijana na skutek działań „koalicji 13 grudnia”. Widzimy również, na co stać lewicę europejską, liberałów, ale też, co robi na polskim gruncie Platforma. Dla nich nie liczą się ludzie, tylko jednostki, biznesy, a nie sprawy państwa, sprawy narodu. I nad tym należy ubolewać. Należy między bajki włożyć obietnice, jakie złożył Donald Tusk w kampanii wyborczej, bo tych tzw. stu konkretów po prostu nie będzie. To pokazuje, że wyborcy zostali wystawieni do wiatru. Reasumując, zostali ośmieszeni wyborcy, a ci, którzy obiecywali, skompromitowali się.

Metodą na redukcję deficytu w Polsce mógłby być szybki wzrost gospodarczy. Tylko że przy ekipie Tuska zaciągającej hamulce polskiej gospodarce trudno liczyć na jakikolwiek wzrost...

– W tym momencie mamy raczej do czynienia ze spowolnieniem gospodarczym, które jest coraz bardziej widoczne i odczuwalne. Do tego powiększa się luka VAT-owska, co jest chyba już elementem charakterystycznym wszystkich rządów Donalda Tuska. Zatem wpływy do polskiego budżetu maleją. Cytując ministra finansów w poprzednich rządach koalicji PO–PSL można powiedzieć, że „piniendzy po prostu nie ma i nie będzie…”. Nic więc nie wskazuje, żeby wpływy do budżetu państwa miały być większe. Zdaje się, że rząd Tuska już pracuje nad scenariuszem cięć wydatków budżetowych. Obawiam się, iż oszczędności, ciecia dotkną znów ludzi najbiedniejszych, a Tusk i cała ta ekipa rządząca schowają głowę w piasek i będą udawać, że nic nie wiedzą. Tak jak udawali, że nie wiedzą o dramatycznej sytuacji na polsko-białoruskiej granicy i zagrożeniu polskich żołnierzy. To wstyd i kompromitacja na całej linii. Tak się nie rządzi, próbując uciekać od odpowiedzialności za państwo, za obywateli, a jedynie wykonując dyrektywy z Brukseli.

Jeśli rząd nie zdecyduje się na zwiększenie dochodów budżetowych, to będzie musiał zmniejszać wydatki, tylko w których obszarach. Czy czeka nas likwidacja programów społecznych, a może podniesienie wieku emerytalnego? Tusk z Kosiniakiem-Kamyszem mają już w tym spore doświadczenie...

– Z całą pewnością na pierwszy rzut pójdą cięcia wydatków społecznych. To jest najłatwiej, najprościej zrobić, bo efekty są natychmiastowe. Natomiast cięcia w sferze społecznej z całą pewnością spotkają się z protestem, a kto wie, czy nie z buntem społecznym. Jeśli władza zaczyna od przykręcania śruby najuboższym, to taka władza się długo nie ostoi. Tej „koalicji 13 grudnia” nic nie uratuje. Owszem, może ona trwać jeszcze jakiś czas, ale będzie to wyłącznie dryfowanie, a nie rządzeniem państwem. Nie będzie więc żadnych prorozwojowych, czasem trudnych decyzji, ale będzie trwanie dla władzy, dla przypodobania się Unii Europejskiej. Dlatego ta władza będzie próbowała przykrywać działanie antyspołeczne tematami zastępczymi, a więc tematami personalnymi –kto na przykład będzie wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. A wszystko po to, żeby Polaków skłonić do dyskusji nad mało istotnymi tematami, podczas gdy rządzenie i rozwój państwa polskiego będzie leżał odłogiem.

Skoro mowa o obsadzie stanowisk na unijnych szczytach, to czy sprawa wyboru nowego szefa Komisji Europejskiej się powoli klaruje? Tusk miał zaproponować na to stanowisko dotychczasową szefową Ursulę von der Leyen…

– Niemka Ursula von der Leyen wciąż jest w grze, ale z nikłymi szansami na reelekcję. Nawet w szeregach Europejskiej Partii Ludowej jest podział w tej sprawie. I to jest pierwsze ustalenie. Drugie jest takie, że Włosi chcą przeforsować na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej swojego kandydata. Jest też trzeci wariant, mianowicie że to Donald Tusk – jeśli coś nie wyjdzie, jeśli nie uda się znaleźć kompromisu, będzie wyjściem awaryjnym. Jeśli się nie uda za pierwszym podejściem, to trzeba będzie zrobić drugie. Możemy więc mieć za miesiąc szokujące kandydatury. Trudno jest dzisiaj dokonać sensownej analizy, dlatego, że tworzą się grupy.

Na dzisiaj wygląda to tak, że Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy przeskoczyli liberałów w liczbie foteli w europarlamencie. Jednak z drugiej strony nie wiadomo też, czy Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy nie skręcą w inną stronę, a wszystko za sprawą Włochów. Jeśli spełnią się zapowiedzi, że kontynuowana będzie polityka migracyjna, jeśli kontynuowany będzie Europejski Zielony Ład, a także budowa superpaństwa europejskiego, to wszystko to z całą pewnością odrzuci nas od Włochów i pójdziemy własną drogą.   

W związku z powyższym, czy można powiedzieć, że jest zawód, jeśli chodzi o postawę premier Giorgii Meloni? 

– W obecnej chwili można powiedzieć, że tak, ale nie wiemy, jak sprawy się dalej potoczą i jak to się skończy. Na pewno premier Meloni jest przymuszana, szantażowana, jest na niej wywierana wielka presja – zwłaszcza jeśli chodzi o stanowisko szefa Komisji Europejskiej, do którego stanowiska aspiruje jeden z Włochów. I być może dlatego jest niestała i labilna w tym, co robi. Na razie można stwierdzić, że jest zawód w odniesieniu do premier Giorgii Meloni.

Wcześniej wspomniał Pan Poseł nazwisko Tuska w gronie kandydatów do fotela szefa Komisji Europejskiej. Komu potrzebny jest słaby Tusk, który nie potrafi zadbać nawet o interesy własnego kraju?

– Donald Tusk właśnie z tego powodu jest potrzebny środowisku niemieckiemu. Z tego nie będzie jednak żadnych konfitur dla Polski. Konfitury będą jedynie dla samego Tuska, nie dla jego wyborców. O Lewicy nie wspomnę, bo zdaje się, że ta grupa polityczna powoli znika ze sceny politycznej – podobnie jak Trzecia Droga. Tkwiąc w tej „koalicji 13 grudnia” przestała walczyć o program, a liczą się tylko stanowiska, stołki i miejsca przy stole rządzących w Polsce.     

Posłowie PSL mogą poprzeć forsowany przez Lewicę projekt dotyczący tzw. związków partnerskich?

– Mówią, że nie poprą, jeżeli projekt będzie zawierał zapis o możliwości przysposabiania i adopcji dzieci przez osoby pozostające w takich związkach. Twierdzą też, że zgodnie z zasadą obowiązująca w PSL w sprawach światopoglądowych, nie będzie dyscypliny podczas głosowania. Zobaczymy, jak zagłosują. Myślę, że część może się „pomylić”, część wyjmie karty, ale głośno tego nie powiedzą, bo drżą o stołki. Dla tego ugrupowania najważniejsze są przywileje, stanowiska. To jest smutne, bardzo niedobre dla polskiej wsi. Dlatego sympatycy PSL widząc, co się dzieje, chcą już innej czy innych koalicji. Podobnie część parlamentarzystów widzi, że ich formacja traci grunt pod nogami, dlatego chcą zmian. Myślę, że to też jest ważny sygnał dla decydentów, a jak to się skończy, pokaże czas. 

Gdzie są wartości ludowców, że tkwią w tej koalicji Tuska?

– W wielu środowiskach, jeśli w grę wchodzi władza, tam wartości idą w odstawkę, po prostu ich nie ma. One są tylko w teorii, pojawiają się w kampanii przy okazji wyborów, natomiast później, kiedy scena polityczna się ułoży, jeśli są z tego korzyści, to wartości znikają, a prym wiodą grupy interesu, które korzystają z rządzenia. I te grupy interesu trzymają u góry polityków PSL, którzy są podatni na sojusze czy to z SLD, czy z Platformą.

Z czego może wynikać postawa Władysława Kosiniaka-Kamysza wobec Donalda Tuska?  

– Myślę, że ze strachu oraz z chęci zrobienia sukcesu, i to każdym kosztem. To jest złe, niedobre nie tylko dla formacji, ale przede wszystkim dla Polski. Nic więc dziwnego, że ludzie – PSL-owskie doły – zaczynają głośno artykułować, że trzeba zmienić liderów, że należy zrezygnować z tej niszczącej Polskę „koalicji 13 grudnia”, że partia z historią i tradycją nie może dłużej grzęznąc w odmętach absurdu przykładać ręki do szkodzenia Polsce i Polakom. Owszem, Władysław Kosiniak-Kamysz piastuje funkcję wicepremiera i ministra obrony narodowej, ale jak na razie ma na koncie same porażki. Resort obrony – tak istotny z punktu bezpieczeństwa państwa polskiego, zwłaszcza że trwa wojna za naszą wschodnią granicą – wygląda na to, że nie staje na wysokości zadania. Można długo wymieniać, ale na pierwszy plan wybija się sytuacja na polsko-białoruskiej granicy oraz śmierć polskiego żołnierza, której można było uniknąć.

To pospekulujmy: przecież zdaje się, że Kosiniak-Kamysz nie musi robić kariery w rządzie Tuska, bo mógłby zrobić większą, przechodząc do koalicji ze Zjednoczoną Prawicą...

– No tak, mógłby to zrobić i wziąć rozbrat z Tuskiem. Myślę, że byłoby to najprostsze rozwiązanie. Tylko pytanie brzmi, czy sam tego chce... Bo zdaje się, że inni, nawet z jego najbliższego towarzystwa parlamentarnego, chcą. I to jest moim zdaniem najciekawsze.

 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki