• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Tusk prowadzi Polskę na manowce

Wtorek, 18 czerwca 2024 (21:52)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM

Na ulicach polskich miast coraz częstszy staje się widok imigrantów. W internecie są nagrania pokazujące ich agresję. Wygląda, że problem nielegalnej imigracji znany nam dotąd z przekazów medialnych w państwach zachodnich zaczyna i nas dotyczyć. Rząd Tuska po cichu przyjmuje imigrantów, których pozbywają się Niemcy? 

– Wygląda, że Donald Tusk swoimi działaniami wyprzedza pakt migracyjny, który ma zacząć obowiązywać w 2026 roku. Przyznam, że mam pewien dylemat i nie wiem, czy podejmując te wszystkie działania, robi to świadomie, czy też jest lekceważony przez siły zewnętrzne, przez władze niemieckie, które znając jego dotychczasową uległość w różnych kwestiach, uważają, że nie jest on w stanie się im przeciwstawić. Zdaje się, że właściwa jest ta druga opcja, a więc uzależnienie Donalda Tuska od Berlina i Brukseli. Tym nie mniej wydaje się on w swoich działaniach bezwolny.

A jeszcze nie tak dawno twierdził, że nikt w Unii Europejskiej go nie ogra?

– Tymczasem, jak widać, jest ogrywany i to w sposób bezwzględny przez Berlin i Brukselę. Zdaje się jednak, że mamy tylko przedsmak tego, co może nas czekać, że to jest dopiero początek problemu czy problemów. Wygląda, że za jego rządów już tak będzie.

Niemcy tłumaczą, że w ramach umowy o readymisji odsyłają do nas tylko tych imigrantów, którzy dotarli do nich przez granicę z Polską. Tymczasem wcale tak nie musi być?

– Dokładnie. Przypadek, gdzie niemiecka policja radiowozem podrzuciła do Polski, do przygranicznego Osinowa Dolnego, rodzinę z Bliskiego Wschodu i tu ją zostawiła, jest kuriozalny. Teraz jak poinformował wiceminister spraw wewnętrznych, Niemcy podobno mieli przyznać, że doszło do naruszenia obowiązujących procedur i że do podobnych sytuacji więcej nie dojdzie, ale fakt miał miejsce. Co więcej, słowa przepraszam nie słychać. Oczywiście, że są procedury, które muszą zostać dopełnione przez dane państwo – w tym wypadku przez Niemców. Widać więc, że działając w ten sposób Niemcy testują, na ile my będziemy przymykać oko i zgadzać się na tego typu procedery, na ile w tym wszystkim będziemy bezwolni. Owszem, że pewnie trudno jest udowodnić, wykazać, że dany imigrant dotarł do Niemiec z Polski, natomiast może to być zwyczajnie pozbywanie się przez władze niemieckie imigrantów, z którymi sobie nie radzą. Strona polska powinna tego pilnować i nie dawać się ogrywać. Cały ten projekt, pakt migracyjny skrojony jest pod Niemcy, które w ten sposób mogą się podzielić problemem, który sami stworzyli w 2015 roku, otwierając bramy Europy na oścież dla nielegalnej imigracji.

Unijna dyrektywa azylowa z 14 maja br. zrównuje socjal wypłacany imigrantom, który ma być wypłacany w jednakowej wysokości, we wszystkich państwach unijnych…

– To pokazuje, że tu chodzi o cel, i jest tylko kwestia doboru środków do jego realizacji. Cel jest prosty, otóż w założeniu cała Europa – mam na myśli model Europy – ma być taki, że ma nie być narodów, państw narodowych, mają je zastąpić mieszanki etniczne połączone ideologią multi-kulti. Według tej koncepcji, jeśli gdzieś pojawia się problem, to wszędzie ma on być taki sam i dotyczy to, jak widać, także świadczeń socjalnych dla imigrantów, których koszty mają ponosić podatnicy. Jest też pytanie, czy będą tę pomoc dla imigrantów zrównywać do tych krajów, które dają najmniej czy najwięcej?

Zdaje się, że ma to być tyle, ile w Niemczech, czyli w przeliczeniu na złotówki ok. 2455 zł na osobę…

– No właśnie. Wychodzi więc na to, że imigrant muzułmański, absolutnie obcy nam kulturowo, religijnie itd. będzie otrzymywał świadczenie wyższe niż polski obywatel korzystający ze świadczeń socjalnych, a więc będzie bardziej uprzywilejowany. Niestety, gro ludzi w Polsce wciąż wierzy, i to się ujawniło w trakcie referendum w sprawie relokacji imigrantów, że europejski model życia, model rewolucyjny, to jest przejaw nowoczesności, postępu, że to jest coś, co będzie nas dźwigać, ubogacać itd. I jak widać po tej koncepcji zrównującej wypłatę świadczeń socjalnych dla imigrantów, jesteśmy dziś czy wkrótce będziemy świadkami tego ubogacania.

A czym faktycznie jest i czym może się skończyć to „ubogacanie” nas przez imigrantów?

– To jest droga na manowce, która zakończy się chaosem, zniszczeniem poczucia bezpieczeństwa Polaków, którzy wobec zaistniałej sytuacji mają prawo być niespokojni, pełni obaw. To zmierza też w kierunku zniszczenia ładu kulturowego, cywilizacyjnego. Podobnie jak ideologia neomarksistowska, która praktycznie jest ogromną siłą niszczącą, bo taką ma w sobie moc i tym się charakteryzuje.

W ten klimat wpisuje się także ocieplanie wizerunku imigrantów w niektórych mediach w Polsce…

– Media komercyjne zachowują się podobnie jak ich odpowiedniki w zachodniej Europie. Tam gwałty, sprawcami których są imigranci, czy rozboje z ich udziałem są przemilczane, a jeśli dochodzi do zamachów terrorystycznych, to przemilcza się motywacje religijne bardzo często deklarowane przez fundamentalistów islamskich. Na Zachodzie już mamy, a widać, że także w Polsce zaczynamy mieć do czynienia z poprawnością polityczną. 

Przypominam sobie nasze wcześniejsze rozmowy, kiedy Pan Profesor mówił o ładzie stworzonym przez Boga, także w sensie umiejscowienia różnych ras, kultur w świecie, w co nie należy ingerować, bo to się może skończyć bardzo źle. Dziś chyba jesteśmy tego świadkami?

– Na pewno jest coś takiego, że nie tylko ludzie są stworzeni, ale również narody funkcjonują z woli Bożej i jako takie są pewnym dobrem, są wartością, także wspólnotą, w której przychodzimy na świat, rozwijamy się i żyjemy. Niszczenie tego ładu, ingerowanie w ten porządek, który funkcjonuje od wieków, jest niszczeniem bytu wspólnotowego – bardzo ważnego, można nawet powiedzieć fundamentalnego w naszym kręgu cywilizacyjnym, jakim są narody.

Tymczasem słyszymy, że w ostatnich miesiącach do Polski z Niemiec mogło trafić nawet 7,5 tys. nielegalnych imigrantów. Widzimy też, do czego zdolni są ci ludzie, o czym świadczą obrazy przemocy z ich udziałem z różnych polskich miast. Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na to, co przeżywa Zachód, a co do nas docierało tylko za pośrednictwem środków masowego przekazu?

– Gdyby w Polsce władze sprawowali jacyś rozsądni ludzie, gdybyśmy mieli sensowny rząd dbający o polskie interesy i o bezpieczeństwo państwa oraz obywateli, to wcale nie musielibyśmy być skazani na taki scenariusz.

Ale takiego rządu póki co nie mamy?

– No właśnie. Jest więc pytanie, jak na to, co zaczyna się dziać u nas, zareaguje Naród, jak zareaguje polskie społeczeństwo, które do tej pory było bezpieczne, a teraz to bezpieczeństwo jest zachwiane. Czy Polacy będą bezwolni, czy też wyrażą swoją dezaprobatę wobec działań tej władzy jakimś protestem, czy Naród Polski będzie wywierał presję na rządzących? Trudno mi jednak powiedzieć, jaka będzie reakcja społeczna, zwłaszcza że sami dokonując wyboru, daliśmy prawo decydowania za nas takim, a nie innym ludziom. Warto się też odwołać do wspomnianego wcześniej referendum w sprawie nielegalnej imigracji, gdzie mogliśmy zobowiązać, związać wolą narodu ten czy każdy inny rząd do nieprzyjmowania nielegalnych imigrantów do Polski. Tymczasem nie skorzystaliśmy z okazji i w ubiegłorocznym ogólnokrajowym referendum frekwencja nie przekroczyła wymaganej połowy uprawnionych. Nie chcieliśmy zabrać głosu w tak fundamentalnej sprawie, jaką jest bezpieczeństwo nasze i naszych rodzin. Teraz ten brak frekwencji, brak naszego udziału w tym referendum i zmarnowana szansa będą się na nas mściły. Niestety.

Klamka zapadła…

– Niekoniecznie. Jest kwestia pewnej presji społecznej, refleksji, pewnych zachowań w kolejnych wyborach. W przyszłym roku odbędą się wybory prezydenckie. I to są fundamentalne sprawy, które będą stanowić o przyszłej polityce państwa polskiego.

Do wyborów prezydenckich pozostał niecały rok. Patrząc na tempo niszczenia i destrukcji państwa przez rząd Tuska, bo jeśli po pół roku rządów finanse państwa są w opłakanym stanie, a deficyt jest najwyższy od dekady, nie mówiąc już o wstrzymanych inwestycjach, czy zagrożeniu bezpieczeństwa Polski, to za rok może nie być co zbierać?   

– Musimy przeżyć to zagrożenie, bo taka jest logika zdarzeń. Jako wspólnota, jako naród podjęliśmy taką a nie inną decyzję i musimy przez to przejść, oby przy jak najmniejszych stratach dla państwa polskiego. Oczywiście, trzeba patrzeć tej władzy na ręce, trzeba też ponieść konsekwencje swoich wyborów, a jednocześnie zdobyć się na refleksję. Szansa będzie przy okazji przyszłorocznych wyborów prezydenckich.  

Wygląda, że Radosław Sikorski nie będzie się ubiegał o stanowisko szefa do spraw  obronności lub stanowisko szefa unijnej dyplomacji w nowych powyborczych strukturach Unii Europejskiej. Tusk chce go zatrzymać w rządzie. O czym to świadczy, czyżby Tusk obawiał się konkurencji?

– Być może, ale powiedzmy też sobie uczciwie, że Radosław Sikorski nie ma mocnych kart po stronie zachodniej. Po swoich wybrykach, o których mówił cały świat, jest raczej uważany za skandalistę, a nie za poważnego, aspirującego do międzynarodowych funkcji polityka. Dlatego ani Donald Tusk, ani też unijni decydenci nie muszą go widzieć na ważnych politycznych urzędach w Brukseli.

Tusk jest w lepszej sytuacji?

– Donald Tusk wydaje się, że jest wciąż w grze. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie. Przede wszystkim zobaczymy, jakie będą losy Ursuli von der Leyen, czy uzyska ona ponowną nominację na przewodniczącą Komisji Europejskiej – na czym bardzo jej zależy. Myślę, że Donald Tusk bierze to jako opcję. Natomiast jeśli Niemce, by się nie powiodło, to może on znaleźć się na szali, bo wygrał europejskie wybory, sprawuje władzę w Polsce i może tym szafować. Czy tak będzie i czy to mu się uda, wkrótce zobaczymy.

Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki