Mądra strategia rolników
Poniedziałek, 3 czerwca 2024 (09:46)ROZMOWA / z Pawłem Sałkiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.
Rolnicy z całej Unii Europejskiej będą jutro protestować w Brukseli przeciwko polityce klimatycznej.
– Problem jest bardzo widoczny, a wszystko sprowadza się do jednego: jeszcze tylko chwila i całe rolnictwo europejskie na różnych poziomach, w różnych sektorach produkcji czy podsektorach będzie zlikwidowane. To nie jest teoria spiskowa, ale twarda ocena sytuacji. Tak niestety będzie, a nie musiało tak być. Mamy naprawdę dobre warunki do tego, aby produkować dużo i to zdrowej żywności. Rolnictwo mogłoby być jedną z podstawowych gałęzi gospodarek wielu krajów UE i przynosić olbrzymie zyski – moglibyśmy podbijać kolejne rynki. Ale nie będziemy. Dlaczego? Bo ktoś postanowił realizować najbardziej szkodliwą wizję polityki klimatycznej, jaką można sobie wyobrazić. Rolnicy to widzą. I stąd protest, który ogarnął całą Europę. A 4 czerwca oczy Unii Europejskiej będą skierowane na Brukselę.
Realizacja postulatów polityki klimatycznej trwa już od lat. Najpierw były kopalnie, system energetyczny, ciepłownictwo. Dlaczego to rolnicy jako pierwsi wyszli na ulice?
– Rolnicy są pierwszą grupą, która na własnej skórze odczuła, czym jest polityka klimatyczna UE. Problemy spadły na nich z dnia na dzień. Proces zabijania ciepłownictwa, górnictwa i energetyki został jednak rozłożony na lata. Rzucono system handlu emisjami – EU ETS. Trochę minęło, gdy wprowadzano kolejne rozwiązania: prawo metanowe, EU ETS 2 itd. Teraz dochodzi dyrektywa budynkowa. W sprawach ciepłownictwa, górnictwa i energetyki zastosowano strategię kropelkową – szkodliwe przepisy wprowadzano w dłuższym przedziale czasu i w małych ilościach. W sprawach rolnictwa establish-ment UE nie był tak cierpliwy – zarzucił ich przepisami z dnia na dzień. Do tego doszły inne problemy – chociażby zalanie rynków UE żywnością z Ukrainy, w tym zbożem. Na to nałożył się też wzrost kosztów produkcji. Spójrzmy na to. Problem z dostępnością nawozów i ich wysokimi cenami – to efekt polityki klimatycznej. Problemy z chowem zwierząt – to efekt polityki klimatycznej. Drogi transport – to też polityka klimatyczna. Jeżeli w krótkiej chwili spadło na nich tak dużo problemów – spowodowanych niewłaściwą polityką UE – to musieli zareagować. A że jest to grupa bardzo dobrze zorganizowana, to protestują, i robią to dosyć skutecznie.
Głosy o tym, że do tych protestów dojdzie, słychać było już od miesięcy. Czy Komisja Europejska jest w jakiś sposób zaskoczona? Nie sądzę. Ona zakładała, że te niepokoje się pojawią…
– Myślę, że Komisja Europejska zupełnie inaczej ocenia bieżące wydarzenia niż my. KE w takim składzie będzie się spotykać jeszcze cztery miesiące, może nawet trzy. Wybory do Parlamentu Europejskiego kończą także ich kadencje. I już wkrótce zostanie wyłoniona nowa KE. Czyli jutrzejszy protest jest niejako zaadresowany do nowej Komisji Europejskiej. Chodzi też o to, aby zwrócić Europejczykom uwagę na pewne problemy, aby 9 czerwca zagłosowali w swoim własnym interesie – ochrony gospodarki Unii Europejskiej. Jeżeli to się uda, wówczas społeczeństwa wyślą jasny sygnał swoim rządom, że oczekują zmian. A to właśnie liderzy państw UE – podczas posiedzenia Rady Europejskiej – podejmą kluczowe decyzje dotyczące obsady stanowisk. Co więcej, komisarzy – w tym przewodniczącego – akceptuje Parlament Europejski. Zadaniem Rady jest przedstawienie takich kandydatów, którzy mają szansę na zaakceptowanie. Jeżeli w PE dużą część będą stanowiły osoby sceptyczne względem polityki klimatycznej, będzie miało to też wpływ na skład KE. Rolnicy prowadzą więc bardzo mądrą grę. Inaczej do sprawy podchodzi Komisja Europejska Ursuli von der Leyen. Ta przyjęła strategię: niech oni protestują, a my będziemy robić swoje – bez względu na koszty gospodarcze i społeczne.
Oni mają takie przeświadczenie, że wiedzą lepiej niż społeczeństwo, co jest dla nas dobre?
– To jest wyraźmy problem, który bardzo dobrze opisał Jacek Saryusz-Wolski. Zwraca on uwagę, że w UE wykształciła się nowa „szlachta” europejska. To jest grupa ludzi, która sądzi, że jest nad innymi, że jest poza kontrolą społeczną, poza kontrolą parlamentarną państw członkowskich czy władzy wykonawczej państw członkowskich. Jest to wąska grupa osób, ale to ona de facto decyduje o funkcjonowaniu państw i działalności poszczególnych gospodarek. Ich decyzje dotyczą także sfery prywatności. W imię tzw. wolności religijnej rugują naszą wiarę katolicką z przestrzeni publicznej. To jest właśnie problem. Ich przeświadczenie o własnej wyjątkowości sprawia, że od miesięcy ignorują protest.
Historia uczy, że gdy władza była oderwana od społeczeństwa, przyjmowała przepisy, które były nieakceptowane społecznie, to upadała. Czy tak będzie i tym razem?
– Każdy czas ma swoją dynamikę i swój okres postępu, jeśli chodzi o sprawy, o które pan pyta. Natomiast jeśli całe prawodawstwo tak głęboko wnika już w sferę osobistą, prywatną, wolności obywatelskich, to po prostu ludzie widzą, że coś jest nie tak, że coś jest źle, że tak nie powinno być. Przecież widzimy to na bieżąco. Samochodem masz jeździć nie takim, jak chcesz. Możesz mieszkać w domu, ale nie w takim, jak chcesz. Masz ogrzewać dom, ale tylko tym, na co my ci pozwolimy. Masz kupić taką technologię, jaką my zaakceptujemy i tak dalej. To naprawdę już się robi sytuacja zupełnie oderwana od rzeczywistości, od normalności. Poza tym dochodzimy do jakiegoś kultu przyrody, który nie jest racjonalny. To nie ma nic wspólnego z rozumnym użytkowaniem zasobów przyrodniczych. To jest oddawanie czci przyrodzie. Jednego i osobowego Boga zastępują drzewa, głazy, przyroda nieożywiona, kamienie. To powrót do czasów pogańskich. Tak to wygląda niestety. W ogóle pojawia się kwestia przebudowy umysłów w społeczeństwie, szczególnie wśród młodzieży. Rolnicy mówią o racjonalnym korzystaniu z zasobów przyrodniczych, a na to im się nie pozwala. To jest poważny problem.
Pogłębienie niepokojów społecznych to jest kwestia tygodnia?
– Zależy od tego, jak bardzo polityka klimatyczna dotknie portfele obywateli. Ludzie zaczynają się obawiać o swoją sytuację finansową, co może prowadzić do dalszych protestów.
Czyli rządowe programy pomocowe są tylko odroczeniem nieuniknionego?
– Pomoc rządowa może być potrzebna, ale często jest to reakcja na wcześniejsze zaniedbania. Trzeba zwrócić uwagę na to, że wiele problemów wynika z wcześniejszych działań, które nie uwzględniały konsekwencji dla społeczeństwa. Posłużę się przykładem naszych Lasów Państwowych. Istnieje olbrzymia tendencja do niszczenia dorobku całych pokoleń Polaków. Coś dobrze funkcjonuje, to rządy postanawiają, że temu dodatkowo pomogą. W wyniku ich działań coś zaczyna się psuć – tak to się zazwyczaj kończy. I wówczas rząd wpada na genialny pomysł, a więc chce jeszcze bardziej pomagać. Efekt tego jest jasny: psujemy, naprawiamy, psujemy, naprawiamy itd. Zamiast pozwolić ludziom robić to, co potrafią najlepiej. I tak jest w wielu obszarach. Mieliśmy bardzo dobrą energetykę, która funkcjonowała – i ją rozwalamy. Mieliśmy bardzo dobre rolnictwo – i je rozwalamy. To dotknie całe sektory gospodarki, bo Europejski Zielony Ład powoduje głęboką erozję.
Kandyduje Pan do Parlamentu Europejskiego z województwa łódzkiego. Czy Europejski Zielony Ład da się jeszcze obalić?
– Trzeba dokonać reformy, odrzucić niektóre aspekty i poprawić inne. Oszczędność energii jest ważna, ale nie może prowadzić do absurdów. Motywacja do oszczędzania energii powinna być naturalna, a nie wynikać z przymusu administracyjnego. To zaczyna przypominać karykaturę.