Odrzućmy klimatyczną ideologię
Wtorek, 28 maja 2024 (08:55)ROZMOWA z Izabelą Kloc, poseł Prawa i Sprawiedliwości
do Parlamentu Europejskiego
Polityka klimatyczna Unii Europejskiej już wpływa na kondycję polskiej gospodarki?
– Polityka klimatyczna wpływa negatywnie, a w niektórych obszarach wręcz destrukcyjnie na kondycję i perspektywy rozwojowe polskiej gospodarki. Weźmy jako przykład wciąż gorący temat rozporządzenia metanowego, którego byłam kontrsprawozdawcą w Parlamencie Europejskim. Początkowa propozycja Komisji Europejskiej zakładała próg emisyjny 0,5 tony metanu na 1000 ton węgla. Przyjęcie takich warunków oznaczałoby likwidację polskiego górnictwa do 2027 roku, ponieważ nie mamy technicznych możliwości, aby spełnić tak wyśrubowane normy. Na szczęście udało mi się przekonać PE, aby limit emisji metanu podnieść dziesięciokrotnie, do poziomu 5 ton na 1000 ton węgla. Na początku negocjacji wielu europosłów było nastawionych wrogo albo obojętnie do polskich postulatów. Naprawdę niewiele brakowało, aby Unia Europejska przyjęła pierwotną propozycję Brukseli.
Gdyby do tego doszło, stanęlibyśmy wobec problemu gospodarczej i społecznej degradacji województwa śląskiego, co odbiłoby się katastrofalnie dla całej Polski. Górnictwo i energetyka nie są jedynymi branżami zagrożonymi polityką klimatyczną. Czarne, a raczej „zielone” chmury nadciągają też nad rolnictwo, budownictwo mieszkaniowe, transport i wiele innych
branż. Negatywny wpływ to zbyt delikatne określenie. Europejska polityka klimatyczna może doprowadzić
do upadku polską gospodarkę.
Wraz z kolejnymi etapami realizacji polityki klimatycznej sytuacja będzie się pogarszać?
– Proces pogarszania się sytuacji społeczno-gospodarczej będzie postępował lawinowo, ponieważ Bruksela przyspiesza z narzucaniem klimatycznych nakazów, zakazów, norm i kar. Urszula Zielińska, wiceminister klimatu i środowiska w rządzie Donalda Tuska, zapowiedziała, że Unia Europejska, w tym Polska,
do 2040 roku musi zredukować o 90 proc. emisję dwutlenku węgla. Oznacza to upadek m.in. rolniczych upraw i hodowli. Będziemy mieli potężny problem nie tylko z bezpieczeństwem energetycznym, ale także z dostępem do zdrowej, dobrej, polskiej żywności. Po drodze do 2040 roku czeka nas wiele innych „zielonych” niespodzianek,
jak choćby dyrektywa budynkowa czy zakaz produkcji aut spalinowych. Samochody, mieszkania, zdrowa żywność, podróże zagraniczne i wiele innych dóbr staną się luksusem niedostępnym dla ludzi słabo-
i średniozamożnych. Paradoksalnie Zielony Ład najmocniej uderzy w swoich największych zwolenników, czyli ludzi młodych. Klimatyczna utopia w brutalny sposób wkroczy
w ich realne życie, opóźniając albo uniemożliwiając start
w samodzielność i dorosłość.
Można już oszacować, jak dużo firm przeniosło się poza Unię Europejską?
– Niedawno ukazał się raport „Atrakcyjność inwestycyjna Europy” (EY European Attractiveness Survey). Wynika
z niego, że w ubiegłym roku liczba inwestycji spadła
w Europie o 4 proc. Oznacza to, że wielkie światowe koncerny przestają uważać nasz obszar za atrakcyjny gospodarczo. Jedną z przyczyn są wysokie ceny energii, które spowodował Zielony Ład. Jednym z największych oszustw Zielonego Ładu jest wmówienie Europejczykom, że ich wyrzeczenia mają sens i znaczenie. Tymczasem prawda jest taka, że zmiany klimatyczne, o ile w ogóle mają tak dramatyczny charakter, jak nas się straszy, zachodzą w skali globalnej. Unia Europejska przyczynia się do tego w minimalny sposób, bo odpowiada jedynie za
8 proc. emisji gazów cieplarnianych. Dla przykładu – Chiny w ciągu czterech dni produkują tyle węgla, ile polskie kopalnie przez rok. Bruksela knebluje gospodarkę klimatycznymi rygorami, ale europejski przemysł znalazł na to sposób, przenosząc produkcję do krajów, gdzie nie obowiązują takie restrykcje. Zamiast ograniczać emisję CO2, europejska polityka klimatyczna prowadzi jedynie
do jej przesunięcia w inne rejony świata.
Da się pogodzić utopijną wizję UE
z zachowaniem konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw?
– Taką wizję udałoby się pogodzić tylko wtedy, gdyby cały świat poszedł drogą Zielonego Ładu, a jest dokładnie na odwrót. Czasy są niespokojne, podstawą przetrwania stał się dostęp do pewnej i taniej energii. Większość państw
na świecie podkreśla troskę o klimat, ale nie robi tego kosztem zamrożenia gospodarki i obniżenia poziomu życia obywateli. Jedynie Unia Europejska chce swoją „zieloną” wizję zrealizować za wszelką cenę. Koszty tego eksperymentu robią się coraz wyższe, a jego skutki zatrważające i nieodwracalne. Zielony Ład miał stać
się impulsem do rozwoju unijnej gospodarki, a jest zwiastunem jej upadku. Okazuje się, że na ekologicznych technologiach forsowanych przez Brukselę najbardziej zarabiają chińskie firmy. Są one potentatem na rynku podzespołów wykorzystywanych do produkcji paneli słonecznych, ale nie tylko. W rankingu 10 największych korporacji wytwarzających turbiny wiatrowe aż siedem miejsc zajmują firmy z Chin. W efekcie takie spółki, jak
np. Siemens, są na granicy bankructwa i potrzebują pomocy państwa. Z raportu firmy McKinsey & Company wynika, że osiągnięcie neutralności klimatycznej do połowy stulecia może kosztować nawet 28 bln euro. Paradoksalnie najwięcej mogą na tym zarobić… Chiny. Chyba że o to chodzi pomysłodawcom Europejskiego Zielonego Ładu.
Wzrost cen energii i ciepła, który już wkrótce dotknie polskie rodziny, to początek gigantycznych podwyżek w całej gospodarce?
– Niestety, tak. Energia i ciepło są podstawowym kosztem przy produkcji większości dóbr konsumpcyjnych, co oznacza, że zdrożeje praktycznie wszystko. Rząd Prawa
i Sprawiedliwości, chroniąc ludzi i gospodarkę, przygotował cały szereg tarcz osłonowych, jak choćby zamrożenie cen energii albo zerowy VAT na żywność. Rząd Donalda Tuska kieruje się inną wizją rozwoju Polski, gdzie o wszystkim decyduje wolny rynek, a państwo umywa ręce
od rozwiązywania trudnych problemów.
Jak na argumenty wpychania ludzi w biedę reagują europosłowie z innych frakcji?
– W Unii Europejskiej argumenty już dawno zostały zastąpione przez emocje i ideologię. Nikt nie chce widzieć rzeczywistości taką, jaką ona jest naprawdę. Zagorzali zwolennicy Zielonego Ładu mają większość w unijnych instytucjach i cieszą się sympatią wpływowych mediów, które kształtują opinię publiczną. To oni narzucają narrację w kwestiach polityki klimatycznej i nie wszyscy mają odwagę im się przeciwstawić. Widzę to w Parlamencie Europejskim, jak wielu europosłów prywatnie ma całkiem rozsądne zdanie, ale podczas głosowań boi się wyrazić
inną opinię niż zieloni ideolodzy.
Oparty na węglu, surowcach i górnictwie Śląsk rozwijałby się dużo szybciej?
– Rozwój nie musi być szybki. Chodzi o to, żeby był zrównoważony, a to mogą zapewnić Śląskowi górnictwo, energetyka węglowa i szeroko pojęty nowoczesny przemysł. To jest dziedzictwo tego regionu, ale także kapitał na przyszłość. Śląsk ma świetną infrastrukturę gospodarczą, wykwalifikowane kadry, dobre ośrodki badawcze. Jest to region, który zawsze był rozwojową lokomotywą Polski, a mógłby stać się kołem zamachowym dla całej europejskiej gospodarki, ale pod warunkiem
że nikt nie będzie przeszkadzał w tych procesach.
Możemy jeszcze odejść od Europejskiego Zielonego Ładu?
– Jeszcze nie jest za późno, aby zawrócić z tego samobójczego marszu. Jak zrobić pierwszy krok? Trzeba
9 czerwca iść na wybory do Parlamentu Europejskiego
i głosować na kandydatów, którzy kierują się gospodarczym rozsądkiem, społeczną empatią
i narodowym patriotyzmem.
NSZZ „Solidarność” zebrał już kilkaset tysięcy podpisów pod wnioskiem
o referendum w sprawie odrzucenia
polityki klimatycznej UE.
– Ludzie chcą takiego referendum. W jednym z wywiadów przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda powołał się na sondaż, z którego wynika, że 57 proc. Polaków właśnie w taki sposób chce się wypowiedzieć na temat przyszłości Zielonego Ładu. Wiadomo, że wyników takiego referendum nie będzie respektował Donald Tusk, który swoje najbardziej szkodliwe „reformy” wprowadzał wbrew woli obywateli. Mam na myśli m.in. podwyższenie wieku emerytalnego, przeciwko któremu protestowała „Solidarność”, zbierając ponad 2 miliony głosów z żądaniem referendum. Ale Tusk nie będzie rządził wiecznie. Po wyborach do europarlamentu może zmienić się układ politycznych sił w Europie. Wkrótce wybory odbędą się w wielu krajach członkowskich, gdzie do głosu może dojść zdroworozsądkowa prawica. Jestem przekonana, że wcześniej czy później dojdzie do ogólnoeuropejskiej dyskusji na temat przyszłości polityki klimatycznej. Jeśli Polacy powiedzą w referendum „nie”, będzie to dla mnie bardzo mocny atut w zabiegach o odrzucenie Zielonego Ładu.