• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Kłamstwo unijne

Sobota, 25 maja 2024 (08:38)

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, teologiem moralistą, wykładowcą w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej, rozmawia Paulina Gajkowska.

Niedawno przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen odwiedziła Wadowice, rodzinne miasto św. Jana Pawła II. Nazwała Papieża Polaka „wybitnym Europejczykiem” i mówiła o „chrześcijańskich wartościach”. Księże Profesorze, jaki jest cel wykorzystywania przez unijny establishment chrześcijaństwa w kontekście realizowania niebezpiecznych ideologii, takich jak np. ideologia klimatyzmu czy gender?

– Słysząc tę historię, przypominam sobie moje własne doświadczenia. Otóż przez kilka, może nawet kilkanaście lat uczestniczyłem w konferencjach „Kościół a Europa” w Krakowie. Były to cykliczne, coroczne spotkania, które gromadziły przedstawicieli Kościoła, świata polityki, mediów. Pamiętam, jak na początku tych konferencji, w latach 90., wielu polityków przedstawiających się jako zachodnia chadecja, głównie była to Europejska Partia Ludowa z Niemiec, mówiło nam, że Europa potrzebuje Polski, potrzebuje polskiego katolicyzmu, Jana Pawła II i wartości, których bronił, św. Siostry Faustyny i orędzia miłosierdzia Bożego. Jednak w chwili, gdy weszliśmy do Unii Europejskiej, narracja się zmieniła. Ci sami politycy zaczęli nas uczyć, czym jest demokracja, czym jest wolność, czym jest neutralność ideologiczna, czym jest pluralizm. Dopiero po latach zauważyłem, że jednym z polityków regularnie goszczących na tych konferencjach krakowskich i zarazem polityków o bodaj najdłuższym stażu w Parlamencie Europejskim, z żyjących eurodeputowanych, był Elmar Brock, który zarazem jest jednym z prominentnych członków grupy Spinellego w Parlamencie Europejskim.

Z jednej strony możemy więc odbierać działania zarówno chadeków goszczących w Krakowie, jak i Ursuli von der Leyen w Wadowicach jako pewną hipokryzję. Ale to nie jest tylko kwestia hipokryzji. To jest kwestia strategii.

Na czym ona polega?

– Usiłuje się nas przekonać do tego, że tworzymy jedną chrześcijańską Europę, ale za tymi hasłami chrześcijańskiej Europy kryją się zupełnie antychrześcijańskie rzeczywistości. To jest próba pozyskiwania tych, którzy jeszcze może są sceptyczni wobec Unii; przekonywanie, że wizja Europy budowanej dzisiaj w Brukseli i w Berlinie ma w pełni chrześcijańskie uzasadnienie w nauczaniu św. Jana Pawła II. I to ma nam bezwzględnie odpowiadać i nas przekonywać. Jest to kłamstwo.

Tak jak pakt klimatyczny i wszystko to, co związane jest z walką z globalnym ociepleniem?

– Lubię rozważania na temat klimatu, zwłaszcza takie, jak na przykład podczas spotkania kilka lat temu w Glasgow, gdzie zagęszczenie prywatnych samolotów, którymi przylecieli przedstawiciele tej konferencji klimatycznej, przewyższyło bodajże roczne zanieczyszczenie powietrza i statystyczne ocieplenie roczne w Wielkiej Brytanii. To jest oczywiście absurd, fikcja. To jest ideologia, która ma na celu ograniczenie naszej wolności. I to się dokonuje w sposób realny, poprzez różnego rodzaju decyzje, limity, wprowadzanie nowego stylu życia, ograniczenia, np. rugujące samochody z centrów miast. Ale to idzie dalej. W 2009 r. odbył się szczyt klimatyczny ONZ w Kopenhadze, na którym padły deklaracje będące wprost zamachem na życie człowieka. Stwierdzono, że za zmiany klimatyczne odpowiada przede wszystkim, a właściwie wyłącznie, populacja ludzka, która wydycha dwutlenek węgla, w związku z czym rozwiązaniem tego problemu była proponowana na konferencji kopenhaskiej oczywiście aborcja. Aborcja, która ma ograniczyć ilość wydalanego dwutlenku węgla. I to jest drugi element, zarówno tego szaleństwa klimatycznego, jak i „tęczowego”, których wspólnym mianownikiem jest po prostu walka z człowiekiem, czyli depopulacja. To stanowi wspólny mianownik tych ideologii, które łączą się w tym jednym punkcie: zniszczyć ludzkie życie, zniszczyć przyszłość ziemi. Jeżeli ta ziemia ma być ziemią o dobrej jakości klimatu i o odnowionym środowisku naturalnym, to z pewnością nie ma w tych wizjach tak naprawdę miejsca dla przyszłości człowieka, wbrew temu, co się pozornie głosi. Człowiek jest w tej koncepcji pasożytem, wytwórcą toksycznego dwutlenku węgla, najbardziej niszczącym środowisko naturalne. Człowieka należy wyeliminować.

Decydenci unijni z jednej strony twierdzą, że kobiety muszą mieć zagwarantowane prawo do tzw. aborcji, z drugiej muszą mieć zagwarantowane czyste powietrze. Niestety, pewna część społeczeństwa popiera te postulaty, widząc w nich realizację troski o człowieka. Ideolodzy osiągnęli zatem sukces, ponieważ udało im się przekonać do swojej przewrotnej manipulacji. Czy Europa jeszcze się przebudzi?

– Chciałbym bardzo być optymistą, ale przyznam szczerze, że mam problemy z takim jednoznacznym optymizmem. Obserwując to, co się dzieje, również w naszych realiach polskich, dostrzegam, że mamy do czynienia niestety z przewagą ludzi niemądrych nad mądrymi. I niestety, to się daje zauważyć w różnych wypowiedziach, zwłaszcza wśród ludzi młodych, bo oni dali się uwieść wrogim człowiekowi ideologiom. Młodzież, która w naturalny sposób szuka ideałów, chce realizować swoją wrażliwość, odnajduje ją w źle rozumianej trosce o zwierzęta, o klimat, o ekologię, o środowisko naturalne, ignorując jednocześnie to, że to są troski wtórne. Podstawową zaś troską powinno być życie i rozwój człowieka. Tak jak marksizm był realnym opium dla ludu, tak dzisiaj współczesne ideologie również nimi są i oddziałują bardzo toksycznie na ludzkie myślenie. Na szczęście istnieją zarówno media, jak i środowiska, które uzmysławiają realny stan rzeczy, i myślę, że jest nadzieja, żeby temu przeciwdziałać.

Niedawno przeżyliśmy strajki związane z Zielonym Ładem, przyszło jakieś otrzeźwienie związane z tym totalitarnym, dyktatorskim fenomenem, który dotyka polskie i europejskie rolnictwo. To się dokonało w całej Europie i to pokazuje, że klimatyzm został rozpoznany przez wiele środowisk. Obyśmy dostrzegli w porę inne zagrożenia płynące z całego pakietu ideologicznego, który jest nam narzucany. Chodzi więc nie tylko o Zielony Ład, ale o cały ekologizm i np. zoopersonalizm, czyli wprowadzanie praw dla zwierząt, które stają się silniejsze niż prawa człowieka. Warto zwrócić uwagę na to, że nie można poddać zwierzęcia, według żadnych zasad bioetycznych, eutanazji, czyli po prostu zabić poprzez zaniechanie dożywiania i nawadniania. W stosunku do człowieka – można. I tu przejawia się antyludzki charakter forsowanych koncepcji. Przykładem tego był Alfie Evans, wcześniej Terri Schiavo. Takich barbarzyńskich przykładów było o wiele więcej. Mamy zatem prymat praw zwierząt nad prawami człowieka, mamy absurdy klimatyczne, mamy absurdy związane z negowaniem własności prywatnej. To wszystko ma nas doprowadzić do życia w kołchozie. Na szczęście pojawia się świadomość tych wszystkich zagrożeń, ale ona musi być jeszcze bardziej wyostrzona i deklarowana poprzez wybory.

Mamy szansę zatrzymać tę równię pochyłą, po której stacza się Europa, zaprzeczając swojej europejskości, bo to, co się dzieje w Europie, to nie jest wizja Europy. To jest wizja państwa totalitarnego czy też państw totalitarnych, które mają charakter wybitnie antyeuropejski.

Unia Europejska chce walczyć z dyskryminacją, tzw. mową nienawiści za pomocą metod totalitarnych. Twierdząc, że odwołuje się do chrześcijańskich wartości, tak naprawdę walczy z Kościołem, który broni prawdy o człowieku. Każdy, kto głosi prawdę, staje się w oczach ideologów nietolerancyjny.

– Kiedy słyszę dyskusje na temat tolerancji bądź afirmacji, to od razu mam w myślach scenę z ósmego rozdziału Ewangelii według św. Jana, czyli spotkanie jawnogrzesznicy z Chrystusem. Gdyby Pan Jezus był tolerancyjny w rozumieniu współczesnym, powiedziałby: Nikt ciebie nie potępia, ja ciebie nie potępiam, żyj tak, jak żyłaś, to jest twój wybór, możesz sobie tak żyć. Ale Pan Jezus mówi: Nikt ciebie nie potępia, ja Ciebie nie potępiam, idź i nie grzesz więcej. Kluczowe jest to zdanie: „Nie grzesz więcej”. Ono oznacza: musisz zmienić swoje życie, do tej pory grzeszyłaś. To jest jednoznaczna ocena dotycząca zmiany życia. I tym się różni afirmacja od tolerancji. Tolerancja dzisiaj ma oznaczać akceptowanie zła, a tolerowanie zła to tolerowanie czegoś, co niszczy człowieka, co go degraduje zarówno w jego godności, jak i w życiu biologicznym, egzystencji. Natomiast afirmacja domaga się niejednokrotnie zmiany ludzkiego życia po to, żeby to życie rozwijało się wedle wymiaru dobra, żeby ono właśnie wzrastało, a nie degradowało się. I tutaj jest radykalna różnica między nurtem oświeceniowej tolerancji, który dzisiaj stanowi swoistą dyktaturę. Natomiast afirmacja dotyczy akceptacji dobra i wydobycia tego dobra z człowieka. Nikt oczywiście ze strony Kościoła katolickiego nie potępia osób np. homoseksualnych czy osób o zaburzeniach tożsamości seksualnej. Natomiast proponuje się tym osobom terapię, z prawdziwej troski o nie. I proszę zauważyć, że w momencie, w którym proponujemy tym osobom terapię, jesteśmy traktowani właśnie jako nietolerancyjni. Czyli powinniśmy godzić się na zaburzenia, na pewne rozdarcie wewnętrzne człowieka, na jego wewnętrzne dramaty, czyli przyzwolić na zło. Natomiast kiedy wkraczamy z dobrem, jesteśmy traktowani jako osoby opresyjne, przedstawiciele myślozbrodni. To jest absurd i nie możemy się na niego zgodzić.

Kwestią, którą próbuje się szantażować katolików, mówiąc o miłosierdziu, było i jest przyjmowanie nielegalnych migrantów. Tutaj również widzimy manipulację i fałsz.

– Przypominają mi się słowa św. Jana Pawła II z jego adhortacji „Ecclesia in Europa”, gdzie Ojciec Święty mówi o kulturze gościnności. Nie ma tam mowy o miłosierdziu. Nie nadużywajmy słowa „miłosierdzie” w stosunku do każdej relacji międzyludzkiej. Tak się niestety dzisiaj dzieje. Miłosierdzie jest nagminnie używane w odniesieniu do opieki nad zwierzętami, w stosunku do ratowania drzew. Święty Jan Paweł II pisał jednak o kulturze gościnności, do której jesteśmy wezwani, ale jednocześnie zwracał uwagę, że do rządów poszczególnych państw, których zadaniem jest roztropna troska o dobro wspólne powierzonych sobie obywateli, należy również regulowanie od strony prawnej ruchów migracyjnych. To nie jest kwestia przyjęcia jednej osoby, a nawet gdyby to była kwestia przyjęcia do mojego domu jednej osoby, mogę okazać pewną gościnność, ale muszę się liczyć z dobrem podstawowym, jakim jest dobro mojej rodziny.

Jeżeli mówimy zaś w kategoriach narodu i państwa, to musimy liczyć się z dobrem naszego państwa. Jeżeli ten przybysz jest człowiekiem, który przychodzi do mnie po to, aby zamieszkać w moim domu, aby współpracować ze mną, tworzyć dobro wspólne, nie budzi to zastrzeżeń. Ale jeżeli ten przybysz przybywa po to, aby zajmować coraz większą przestrzeń w moim domu, po to, żeby ostatecznie przejąć mój dom i uczynić mnie nie obywatelem, ale wręcz wygnańcem we własnym domu, to nie mogę się na to zgodzić. Być może takie sformułowania brzmią z pozoru naiwnie, ale one odzwierciedlają sytuację we współczesnej Europie. Kiedy mamy do czynienia z przybyszami obcymi kulturowo, którzy próbują narzucać nam prawo szariatu w przestrzeni europejskiej czy w przestrzeni polskiej, jest to sytuacja, w której mamy prawo sprzeciwiać się i dyktować nasze warunki. Pierwszym zadaniem rządzących jest troska o dobro wspólne własnych obywateli. Dotykamy tutaj jednocześnie porządku miłości, który wybrzmiał w dyskusji publicznej jakiś czas temu. Pierwszym kręgiem miłości jest moja rodzina, jest mój naród, społeczność, w której żyję i którą współtworzę, a dopiero dalej mogę, w miarę możliwości, angażować się w pomoc tym, którzy są spoza mojego kręgu.

Europę, która w imię ideologii multi-kulti, gender czy agendy klimatycznej zatraci zupełnie swoją tożsamość, czeka upadek?

– To jest przerażająca wizja Europy i mogłoby się wydawać, że ona jest na tyle samobójcza, że aż absurdalna. Ale jeżeli spojrzymy na koncept odcięcia Europy od jej korzeni, który wyraża się w projekcie Altiero Spinellego, w jego manifeście z Ventotene, to należy powiedzieć, że on się właśnie dokonuje. Ten manifest prowadzi w swoich założeniach do takiej federalizacji Europy, która będzie pozbawiona własnej tożsamości narodowej, kulturowej, ale także prawa własności prywatnej. To projekt, który dzisiaj jest realizowany. Jest też drugi projekt Europy, przedwojenny, związany z nazwiskiem Richarda Coudenhove-Kalergiego, austriackiego masona, który w latach dwudziestych opublikował projekt „Paneuropy”. Miał on stanowić alternatywę dla Stanów Zjednoczonych Ameryki, dla Rosji. Zawierał pewną mieszankę eugeniczną ras, ponieważ autor tego projektu uważał, że taka mieszanka ras jest czymś pozytywnym, bo ubogaca istotę ludzką. Krótko mówiąc, zalecał właśnie to, co dzisiaj się dokonuje, czyli wielką inwazję różnych grup etnicznych i narodowych do Europy. I ten projekt Kalergiego, może mniej oficjalny, jest naprawdę bardzo mocno propagowany. To pokazuje, że istnieją takie plany budowania Europy, która, po pierwsze, jest wyzuta całkowicie ze swojej tożsamości, jest projektem na wskroś marksistowskim, a po drugie, jest projektem swoistej mieszanki rasowej, która ma rzekomo wzbogacać Europę, jednocześnie sprawiając, że przestaje ona być sobą.

Dziękuję za rozmowę.

Paulina Gajkowska, „Nasz Dziennik”