• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

To była polityczna procedura

Czwartek, 23 maja 2024 (08:22)

ROZMOWA / z Jadwigą Wiśniewską, poseł Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego.

 

Komisja Europejska zakończy procedurę prowadzoną przeciwko Polsce na podstawie art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Ministrowie ds. europejskich wyrazili na to zgodę. Jest Pani tym zaskoczona?

– W zasadzie można się było tego spodziewać już wtedy, kiedy przewodnicząca Komisji Europejskiej, Niemka Ursula von der Leyen, namaściła Donalda Tuska na premiera Polski. Został wysłany z konkretną misją zdobycia władzy, a kiedy zameldował wykonanie zadania, procedura została zakończona. To jasny sygnał, że instytucje unijne z niecierpliwością czekały na zmianę rządu w Polsce. Tu nie chodziło o praworządność. Mówiliśmy o tym od samego początku i – jak widać – mieliśmy rację.

Prawo i Sprawiedliwość prowadziło negocjacje w tym obszarze. Dlaczego się nie powiodły?

– Ponieważ intencje w Unii Europejskiej były niemerytoryczne, a polityczne. Wiadomo przecież, że zarzuty o rzekomo łamanej praworządności nie miały żadnego uzasadnienia, a art. 7 był narzędziem nacisku politycznego na prawicowy rząd w Polsce. To, że odstąpiono od niego właśnie teraz, dodatkowo to potwierdza. W Polsce nie zmienił się przecież stan prawny, ale zmienił się stan faktyczny, bo właśnie teraz mamy do czynienia z naruszaniem praworządności przez rząd. Ale to nie przeszkadza Komisji Europejskiej. Doszło więc do totalnego odwrócenia pojęć.

Uznanie nadrzędności prawa UE nad prawem krajowym – co już samo w sobie jest sprzeczne z polską Konstytucją – jest ceną, którą premier Donald Tusk musiał zapłacić za zdjęcie procedury?

– Zapewne był to jeden z warunków. W kuluarach mówi się, że kolejnym mogło być poparcie przez Polskę Ursuli von der Leyen, która stara się o reelekcję na stanowisku przewodniczącej Komisji Europejskiej. W zamian za to odblokowano Krajowy Plan Odbudowy, zakończono procedurę z art. 7. Proszę pamiętać, że trwa kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego. Decyzje KE, która z założenia powinna być apolityczna, niestety, wpisują się w tę rywalizację.

Ton nadaje jej także temat paktu migracyjnego. Całkiem prawdopodobne jest, że utworzony po wielu miesiącach negocjacji rząd w Niderlandach będzie chciał od niego odejść. Jego centrum stanowi prawicowa Partia Wolności Geerta Wildersa. To poważna rysa na jedności establishmentu Unii Europejskiej?

– To bardzo wyraźny sygnał, że państwa, których rządy dotychczas popierały pakt migracyjny, pod nowym przewodnictwem zauważają zagrożenia, jakie on ze sobą niesie. Bo przecież ten dokument w przyjętej formie jest niczym innym, jak legalizacją nielegalnych działań przestępczych, bo tym właśnie jest niekontrolowany przemyt ludzi do Unii Europejskiej. Propozycje zawarte w pakcie migracyjnym w żaden sposób nie rozwiążą problemu nielegalnej migracji. Wręcz przeciwnie, spowodują, że skala tych przestępczych praktyk będzie jeszcze większa.

Jakich zmian potrzebuje zatem Europa?

– Europa potrzebuje świeżego i wolnego od ideologii spojrzenia na problem nielegalnej migracji, takiego, jaki prezentują Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, do których należy Prawo i Sprawiedliwość. Zależy nam na tym, żeby Unia Europejska była bezpieczna, żeby była silna siłą państw członkowskich. Dlatego też tak ważne są nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego, bo to one zadecydują o przyszłości Polski i Unii.

PiS zwraca uwagę na związek między nielegalną migracją a przestępczością. Czy to stwierdzenie broni się statystykami? Czy Polska jest bezpieczniejszym krajem niż inne państwa Europy?

– Polska za rządów PiS była w czołówce państw europejskich, jeśli chodzi o poziom bezpieczeństwa, co potwierdzały dane Eurostatu. To nasz rząd odparł hybrydowy atak reżimu Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina na polsko-białoruskiej granicy. Nie zgodziliśmy się także na przyjmowanie nielegalnych migrantów. Obowiązkiem państw członkowskich, ale też Unii Europejskiej, jest zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom.

Geert Wilders zapowiedział, że chce wprowadzić „najtwardszą politykę azylową w historii”. Czy celem Holendrów będą także obywatele polscy mieszkający w tym kraju? To nie jest tajemnica, że nasi rodacy w takich krajach, jak Holandia, Niemcy czy Norwegia, byli i są traktowani jak obywatele drugiej kategorii.

– Polscy obywatele w państwach zachodniej Europy są wartością dodaną dla ich gospodarek, bo nie oglądają się na socjal, ale podejmują pracę, są cenionymi, szanowanymi pracownikami. Z całą pewnością na tym polu zagrożenia być nie może i nie będzie. Całą Europę dotyka ten sam problem: brakuje rąk do pracy. Na wagę złota są więc wykwalifikowani pracownicy. Polacy właśnie takimi są.

W odpowiedzi na deklaracje nowego niderlandzkiego rządu Komisja Europejska stwierdziła, że nie da się już odejść od paktu migracyjnego. Rzeczywiście?

– Zawsze się da. O tym właśnie zadecydują wybory 9 czerwca, bo nowo wybrany Parlament Europejski będzie mógł zmienić przyjęte niekorzystne przepisy i przyjąć nowe, zdroworozsądkowe. Decyzje podejmowane w Brukseli mają wpływ na nasze życie i spotykając się z wyborcami, zauważam, że mają tego świadomość. Trzeba iść do wyborów, by wyrzucić do kosza Zielony (nie)Ład, zatrzymać pakt migracyjny, obronić polską suwerenność, wprowadzić racjonalną politykę, która będzie budowała siłę gospodarczą Unii Europejskiej. Dziś Europa potrzebuje zdrowego rozsądku, a nie zgubnych ideologii.

Co powinno zastąpić pakt migracyjny?

– Rozważna i rozsądna polityka migracyjna. Musimy uszczelnić granice zewnętrzne UE oraz wprowadzić regulacje, które będą koordynowały legalną migrację, ponieważ przekraczanie granic Unii musi odbywać się zgodnie z prawem. Niestety, pakt migracyjny de facto napycha kieszenie przemytnikom ludzi i zachęca ich do tego, by kontynuowali przestępczy proceder. Niezwykle ważne jest także kierowanie dedykowanych programów finansowanych ze środków unijnych, które będą wspierały migrantów w krajach ich pochodzenia, tak aby nie musieli podejmować tej często tragicznej w skutkach decyzji o migracji, padając przy okazji ofiarą przemytników ludzi. O tym, jak jest to ważne, przekonywali mnie uczestnicy szczytów młodych państw Afryki, Karaibów i Pacyfiku, którym przewodniczyłam. W Rwandzie pewien młody człowiek powiedział, że dzięki unijnym funduszom założył firmę. Uprawia teraz awokado i po pięciu latach działalności zatrudnia kilka osób. Zadeklarował, że nie zamierza opuszczać swojego kraju, bo tam żyją jego bliscy, przyjaciele, bo chce, żeby jego ojczyzna się rozwijała. Na takie działania powinna być ukierunkowana unijna polityka migracyjna.

Twierdzi się też, że migrację mogą napędzać tzw. zmiany klimatyczne.

– W Parlamencie Europejskim planuje się w tym kontekście wprowadzenie nowego pojęcia: uchodźca klimatyczny. To nadużycie, bo prawo międzynarodowe jasno precyzuje, kim jest uchodźca, a kim migrant. Wprowadzenie takiej nomenklatury to bardzo niebezpieczny zabieg, który de facto zrównywałby uchodźcę i migranta – każda osoba, która przybywałaby do Unii Europejskiej mogłaby deklarować, że chce się dostać do Europy z powodu tzw. zmian klimatu. W efekcie otworzyłoby to jeszcze szerzej granice UE, która przecież nie jest w stanie przyjąć nieograniczonej liczby migrantów.

Poparłaby Pani postulat odebrania świadczeń socjalnych wszystkim nielegalnym migrantom?

– Uważam, że każda osoba, która przekroczyła granicę UE w sposób legalny, w oparciu o obowiązujące przepisy, może korzystać z przynależnych jej na mocy prawa przywilejów. Stanowczo nie zgadzam się jednak na legalizowanie działań przestępczych, do czego sprowadza się przyjęty pakt migracyjny.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”