Ogromna skala destrukcji
Wtorek, 11 czerwca 2024 (14:01)Z prof. Piotrem Grochmalskim, ekspertem do spraw wojskowości, rozmawia Rafał Stefaniuk
Trzej żołnierze broniący granicy przed naporem nielegalnych migrantów zostali zatrzymani i skuci kajdankami przez Żandarmerię Wojskową. Dwóch z nich usłyszało zarzuty przekroczenia uprawnień. Uśmiechnięta koalicja przerzuca się odpowiedzialnością za to, co się stało. Wychodzą na światło dzienne także inne okoliczności, jak problemy z dostępem
do broni ludzi zaangażowanych w obronę granicy. O co w tym wszystkim chodzi?
– To obnażenie prawdziwej twarzy nowej ekipy rządzącej. Odrzucając ich frazesy i skupiając się na faktach, wyraźnie widać, że mamy do czynienia z niszczeniem zdolności obronnych państwa. Przykłady takich działań są liczne:
od masowego wyrzucania kompetentnych ludzi z wojska przez skandaliczne i spektakularne odwołanie gen. Jarosława Gromadzińskiego ze stanowiska dowódcy Eurokorpusu aż po zwolnienia w dowództwie Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Żandarmerii Wojskowej.
Nowe dowództwo ŻW kontynuuje serię działań, które mają poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa kraju. Zmiany na szczytach wojskowych struktur to gigantyczna seria fatalnych decyzji, kardynalnych błędów, które prowadzą
do utraty skuteczności Wojska Polskiego.
Jakie błędy ma Pan Profesor na myśli?
– W kontekście trwającej regularnej wojny hybrydowej wypowiedzianej Polsce działania nowo-starej ekipy rządzącej są szokujące. Pamiętamy ich zachowanie na początku tej wojny hybrydowej – zamiast wzmacniać
nasze zdolności obronne, osłabiali je. Obecne ujawnienie upokarzającego w swej formie aresztowania żołnierzy broniących granic to tylko kolejny przykład działań sprzyjających destabilizacji kraju. Upokarzać ludzi broniących polskiej granicy i ryzykujących swoim życiem? To nie tylko niszczenie morale wśród wojskowych, ale też bezpośrednie uderzenie w nasze bezpieczeństwo. Jak długo Polska będzie mogła bronić swoich granic w obliczu takich działań rządzących? Czy obecna ekipa zdaje sobie sprawę
z konsekwencji swoich decyzji, czy może działa celowo,
by osłabić naszą obronność? Odpowiedzi wciąż nie są jasne, ale jedno jest pewne: Polska musi twardo bronić swoich interesów, niezależnie od politycznych manipulacji. Co by się działo, gdybyśmy nie mieli zapory na granicy
z Białorusią?
Presja, aby nie powstała, była ogromna.
– Pamiętamy działania przeciwko jej budowie i główne twarze popierające te protesty, jak Władysław Frasyniuk, który nie szczędził chamskich słów pod adresem polskich żołnierzy. Jak się czuły ich rodziny? Wiarygodność tych osób, które próbowały złamać moralnie obrońców naszych granic, jest zerowa, co jasno pokazuje szerszy obraz politycznej gry, w której uczestniczą. Przypomnijmy sobie zachowanie Donalda Tuska, który niedawno odwiedził żołnierzy, choć wcześniej otwarcie ich krytykował. Jego postawa była wręcz sztubacka i niegodna męża stanu. Tusk, zamiast prezentować się jako dojrzały polityk, świadomy zagrożeń, zachowywał się jak turysta, który trafił przypadkowo na granicę, co nie przystoi premierowi kraju poddanego operacji destabilizacyjnej prowadzonej przez Federację Rosyjską. Nie można zapomnieć również
o powołaniu przez niego quasi-prywatnej komisji do spraw badania wpływów rosyjskich i białoruskich w Polsce,
na której czele postawił gen. Jarosława Stróżyka, wychowanka WSI. Ta decyzja była kolejnym krokiem
w politycznej wojnie, której celem jest osłabienie obronności kraju.
Czy działania przeciwko budowie zapory
i zmieniające się narracje polityczne
to elementy większej gry?
– Dokładnie tak. Rząd, zamiast koncentrować się na obronie granic i wzmacnianiu bezpieczeństwa, angażuje
się w polityczne przepychanki. To zagraża stabilności kraju
i morale żołnierzy. Podsumowując, sytuacja, w której się znaleźliśmy, to wynik decyzji politycznych, które nie zawsze idą w parze z interesem narodowym. Kluczowe
jest zachowanie spokoju i skupienie się na rzeczywistych zagrożeniach, przed którymi stoi Polska.
Armia jest dzisiaj wciągana w polityczne rozgrywki?
– Premier Tusk, dając sygnał do czystek w armii, musi mieć świadomość, że osobiście ponosi odpowiedzialność
za polowanie na tych, którzy zdecydowanie walczą
o suwerenność Polski i obronę jej granic. Próbując odwrócić uwagę od rzeczywistych problemów, oskarża najbardziej oddanych patriotów o sprzyjanie rosyjskim wpływom. On, który ponosi polityczną odpowiedzialność
za reset w relacjach z Putinem. Tego rodzaju działania pokazują skalę politycznej manipulacji i próbę zatarcia granicy między prawdą a fikcją. Przykład gen. Jarosława Gromadzińskiego, odwołanego dowódcy Eurokorpusu, jest jednym z wielu. Decyzje podejmowane przez nową ekipę rządzącą mają na celu eliminację tych, którzy walczą
z wpływami rosyjskimi i bronią polskiej granicy.
To pokazuje, że obecna władza jest gotowa poświęcić obronność kraju dla swoich politycznych celów.
Czy to zaskoczenie, że informację
o zatrzymaniu żołnierzy podał Onet?
– Moim zdaniem ta historia, jeśli przyjrzymy się jej literalnie, ujawnia poważne problemy. Szwajcarsko-
-niemiecki Onet, który odgrywał i odgrywa istotną rolę
w próbie kształtowania Polski zgodnie z interesami niemieckiego kapitału, z pewnością nie kieruje się polską racją stanu. Przypomnijmy sobie liczne historie ujawnione przez ten portal, które uderzały w polskich żołnierzy.
Na przykład słynny tekst z sierpnia 2021 roku, kiedy nasilała się operacja hybrydowa przeciw Polsce. Tytuły, np.: „Ludzie z karabinami nie chcą mnie przepuścić do chorych”, pokazują, jak stronnicze bywają publikacje Onetu. Miały wywoływać mocne, negatywne uczucia
do obrońców naszych granic.
Portal ten był również w centrum uwagi podczas zwolnienia gen. Mirosława Brysia, szefa Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacyjnego.
– Tak, został usunięty rzekomo po artykule Onetu.
Portal jako pierwszy poinformował też o odwołaniu szefa Żandarmerii Wojskowej, gen. Tomasza Połucha. Zastąpiono go osobami niedoświadczonymi, ale bezgranicznie oddanymi nowej władzy, które mają w swej historii odpowiedzialność polityczną za śmierć dowództwa polskiej armii w Smoleńsku i reset w relacjach z Moskwą. Nie ma wątpliwości, że teraz postanowiono uderzyć w Tomasza Janeczka, prokuratora do spraw wojskowych, którego „Gazeta Wyborcza” opisała jako ostatniego człowieka Zbigniewa Ziobry w strukturach prokuratorskich.
Co jest celem tych działań?
– Moim zdaniem chodziło przede wszystkim o zniszczenie prokuratora Janeczka. Usunięcie tego człowieka jest postrzegane jako część większej strategii, a wszystko
to wydaje się być precyzyjnie zaplanowane. Skala zastraszenia żołnierzy i presja wywierana na nich trwały nieprzerwanie. Politycy, którzy przez ostatnie lata nieustannie krytykowali żołnierzy, przejęli władzę.
To oni teraz wydają rozkazy wojsku. Taki scenariusz
jest przerażający, ponieważ może prowadzić do rozkładu, zastraszenia i osłabienia struktur obronnych państwa.
W czym widzi Pan Profesor największe błędy?
– Przede wszystkim usuwają szefów lokalnych struktur SKW i wywiadu wojskowego, którzy dotychczas gwarantowali bezpieczeństwo, dostarczając dowódcom kluczowych informacji dotyczących ruchu przygranicznego. Zastępują ich emerytami z czasów WSI, ludźmi, których oni uważają za godnych zaufania, niekoniecznie kompetentnych, co jest wręcz absurdalne w kontekście bezpieczeństwa dowódców i żołnierzy na tym obszarze. Skala destrukcji jest ogromna, a równocześnie ci sami ludzie mówią o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa. Lista niekończących się skandalicznych działań jest długa. Odwoływanie z naruszeniem prawa polskiego ambasadora przy NATO w momencie, gdy rozstrzygane są kluczowe kwestie z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa,
to ewidentne osłabienie roli Polski na arenie międzynarodowej. Podobnie jak uderzenie w gen. Gromadzińskiego, gen. Brysia i gen. Połucha, jak również skandaliczne odwołanie rzecznik Straży Granicznej, która była twarzą komunikacji z opinią publiczną. To niekończąca się seria decyzji osłabiających nasze struktury obronne.
Równocześnie beztroska Marcina Kierwińskiego, który po tym, jak zmasakrował Ministerstwo Spraw Wewnętrznych
i Administracji, wysyłając policjantów przeciwko rolnikom
i do Pałacu Prezydenckiego, teraz pakuje walizki i zamierza uciekać do Brukseli. To pokazuje skalę demoralizacji
i braku odpowiedzialności w obecnej ekipie rządzącej.
Czy kluczowe resorty trafiły w ręce osób
bez kompetencji do ich kierowania?
– Ile czasu potrzebuje szef resortu obrony Kosiniak-
-Kamysz czy Kierwiński, żeby zrozumieć i opanować instrumenty tych ważnych resortów, które stanowią filary bezpieczeństwa państwa? To naprawdę wymaga czasu. Jeśli dyletantowi powierza się tak odpowiedzialne funkcje, jak szef resortu obrony, w tej chwili najważniejsza funkcja po premierze w wymiarze polskiego bezpieczeństwa,
to jakie to są sygnały? Że ta ekipa podchodzi do bezpieczeństwa lekceważąco, traktując je jak coś, co inni załatwią za nas. Niedawno szef Bundeswehry powiedział, że Niemcy przejmują kierowniczą rolę na wschodniej
flance NATO, czyli głównie nad Polską. Ta ekipa pozwala
na rzeczy, które niszczą bezpieczeństwo państwa, jednocześnie wmawiając ludziom, że to są dla nich priorytetowe kwestie. Ta dysharmonia między przekazem
a twardymi faktami jest wręcz szokująca. Więc jeśli tego typu ludzie, obciążeni Smoleńskiem, wracają dzisiaj,
to znak, że może nas czekać szok nieporównanie większy od smoleńskiego dramatu.