• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Nie doprowadzić do chaosu

Piątek, 7 czerwca 2024 (17:23)

Rozmowa z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem do Parlamentu Europejskiego, byłym szefem polskiej dyplomacji

 

„Uśmiechnięta koalicja” zmienia ambasadorów bez porozumienia
z prezydentem Andrzejem Dudą.
To jest przekroczenie wszelkich zasad
w dyplomacji? 

– Wszystko wskazuje, że przede wszystkim jest to naruszenie porządku konstytucyjnego w państwie i dobrej współpracy rządu z prezydentem. Prezydent zgodnie
z Konstytucją ma swoje uprawnienia w polityce bezpieczeństwa państwa, a nominowanie w obszarze ambasadorów mieści się w tej tematyce. To po pierwsze. Po drugie, mamy trudny okres sytuacji międzynarodowej
i dyplomatycznej. To powinno być ścisłe współdziałanie
w kontekście rosyjskiej agresji i zbliżającego się szczytu NATO, który może podjąć ważne decyzje. W 2016 roku mieliśmy podobną sytuację. Zmieniał się rząd. Zostałem ministrem spraw zagranicznych. Też miałem dylemat,
czy wymienić ambasadorów przed zbliżającym się wtedy ważnym szczytem Sojuszu Północnoatlantyckiego
w Warszawie, na którym oczekiwaliśmy decyzji
o stacjonowaniu wojsk Paktu w Polsce. I wtedy uznałem, że trzeba zacisnąć zęby i tych ambasadorów mimo wszystko zostawić na ich placówkach, aby nie doprowadzić do sytuacji chaosu.

Według Pana wiedzy, dlaczego premierowi Donaldowi Tuskowi tak bardzo się śpieszyło z odwołaniem Tomasza Szatkowskiego, ambasadora RP przy NATO?

– To jest pytanie, na które trudno znaleźć odpowiedź. Mogę się domyślać, że to jest jeden z przejawów mściwości, z której słynie obecny premier i jego otoczenie. Ambasador Tomasz Szatkowski długo współpracował
z Prawem i Sprawiedliwością. Pamiętam go jeszcze
sprzed wielu lat, kiedy wspierał moje wysiłki negocjacyjne dotyczące powstania w Polsce tarczy antyrakietowej.
To był 2007 rok. Potem był wiceministrem obrony narodowej u boku Antoniego Macierewicza. Dlatego też całkiem poważnie traktuję argument, że mamy do czynienia z zemstą. Właśnie teraz trwają przygotowania w Europie do sytuacji, w której dochodzi do powrotu Donalda Trumpa, do sytuacji, w której kandydat republikanów dochodzi ponownie do władzy w Waszyngtonie. Dla Europy jest to moment realizacji planów, które są kreślone
od dawna: emancypacji Starego Kontynentu od NATO,
od Stanów Zjednoczonych. To się kryje pod hasłem strategicznej autonomii. Może Tusk potrzebuje spolegliwego względem tej wizji dyplomaty, który
nie będzie mocno zabiegał o utrzymanie więzi transatlantyckich?

Wobec tego ten szczyt NATO
w Waszyngtonie ma duże znaczenie?

– On ma znaczenie, ponieważ wielu spodziewa się jakichś ważnych decyzji oraz mocnych reakcji na to, co dzieje się w Europie Środkowej i Wschodniej. Co dalej z pomocą
dla Ukrainy? Co dalej z przyszłością Ukrainy w relacjach
z NATO? Nie spodziewam się otwarcia dalszej drogi do członkostwa, ale na stołach europejskich stolic leżą w tej chwili tzw. kompromisowe rozwiązania, które sprowadzają się do tego, aby zamrozić konflikt i de facto uznać podział Ukrainy. A więc pod tym kątem on ma znaczenie. Szczyt powie nam bardzo dużo, co dalej z trwającą wojną.

Jeżeli wierzyć sondażom, to najprawdopodobniej zmieni się prezydent Stanów Zjednoczonych. Czy wtedy ta  konstrukcja bezpieczeństwa, która od ponad dwóch lat jest budowana, nie runie?

– To kolejne trudne pytanie, które pan zadał. Na nie bardzo trudno jest wskazać jednoznaczną odpowiedź. Jest tak, gdyż do końca nie znamy planów Donalda Trumpa. Wiemy, jakim był prezydentem, jak wspierał naszą część Europy, a także ile zrobił dla Polski. Liczymy, że to, co dobre, wróci, że Stany Zjednoczone dalej będą nas tak mocno wspierać. Ale jak będzie rozmawiał z Rosją? To jest jednak duży
znak zapytania. Czy będzie wymuszał na Europie dalsze wsparcie dla Ukrainy i twarde stanowisko wobec Rosji?
Czy ulegnie podszeptom z Europy, żeby zawrzeć jakiś kompromis z Rosją? Na dzisiaj nie mamy odpowiedzi
na pytanie, którą drogą Trump pójdzie.

Która droga byłaby najlepsza dla Polski?

– Dla nas oczywiście najlepsza, aby Ukraina zachowała wolność, suwerenność w kształcie najbardziej zbliżonym
do sytuacji przedwojennej. Ale nic nie wskazuje na to, aby Ukraina mogła odbić okupowane tereny albo żeby presja międzynarodowa spowodowała wycofanie się Rosji
z Donbasu i Ługańska. Stąd nie ma w tej chwili dobrego rozwiązania. Zamrożenie konfliktu nie spowoduje, że on zostanie rozwiązany na dłuższy okres. Wszyscy spodziewają się, że Rosja wykorzysta tę ewentualną pauzę do wzmocnienia się i ponownego uderzenia na Europę
za kilka lat. W związku z tym najlepszym rozwiązaniem byłoby jednak osłabienie Rosji albo w wyniku działań ukraińskich, albo w wyniku jeszcze silniejszych sankcji międzynarodowych, które nie pozwoliłyby Kremlowi na to, aby w najbliższej perspektywie chociażby pomyślał
o powrocie na drogę agresji.

Donald Trump twierdzi, że wojnę zakończy w 24 godziny. Wydaje się, że jest to możliwe tylko w jednym przypadku: poświęcenia Ukrainy.

– To jest trochę retoryka kampanijna. Przypomina buńczuczne zapowiedzi innego Donalda o tym, że benzyna w Polsce będzie kosztować po 5,19 zł. Więc ja tego aż tak poważnie nie biorę pod uwagę.

Zrozumiała jest decyzja prezydenta Andrzeja Dudy, który stwierdził, że nie wyrazi zgody na nominację Bogdana Klicha na ambasadora RP w Stanach Zjednoczonych?

– Jak najbardziej tak. Po katastrofie smoleńskiej jest to skompromitowany polityk. On dawno sam powinien odejść w niebyt polityczny. Gdyby był odpowiedzialnym politykiem, który kieruje się sumieniem, to sam by się wyłączył z życia publicznego i nie brnąłby w nominację – tak ważną dla naszego kraju – jak objęcie stanowiska ambasadora RP w Stanach Zjednoczonych. Mam nadzieję również, że prezydent – jak zapowiadał – nie dopuści
do innych skandalicznych nominacji.

Jako państwo polskie odrobiliśmy lekcję trwającej dwa lata wojny na Ukrainie?

– Biorąc pod uwagę to, jak społeczeństwo 15 października głosowało, w jaki sposób, to wydaje mi się, że znaczna część społeczeństwa nie rozumie sytuacji międzynarodowej. Obecna władza również opacznie rozumie swój mandat. Według nich kluczowe jest doprowadzenie do rewanżu na przeciwnikach politycznych, a nie zabezpieczanie interesu kraju. To wielka małostkowość i krótkowzroczność obecnej władzy. 

Raz udało się Panu zablokować przyjęcie przez Polskę islamskich migrantów, po tym gdy Ewa Kopacz na Radzie Europejskiej zdecydowała się na przyjęcie tysięcy osób
z Włoch i Grecji. Był Pan wówczas ministrem spraw zagranicznych. I czy teraz też może się udać zablokować postanowienia paktu migracyjnego?

– To może się udać, jeśli doszłoby do radykalnej zmiany układu sił w Parlamencie Europejskim, do powstania dużego bloku konserwatywnego, który doprowadziłby do zmian przegłosowanych w pakcie migracyjnym. Może też dojść do przemian w Polsce, jeśli społeczeństwo w jakiś sposób uprzytomniłoby obecnej władzy, że jest to groźny proceder, takie masowe przyjmowanie ludzi głównie
z Afryki. Więc możemy tu działać dwutorowo – na płaszczyźnie międzynarodowej i wewnętrznej – poprzez silny masowy protest wobec działań rządów.

Popiera Pan pomysł „Solidarności”
na rozpisanie referendum w sprawie
polityki klimatycznej Unii Europejskiej?

– Sytuacja jest podobna. Możemy próbować blokować
to poprzez Parlament Europejski. Jeśli będziemy zdeterminowani, jeśli będziemy mieli silne konserwatywne wsparcie, to jest to możliwe. Jest też drugie rozwiązanie – które proponuje NSZZ „Solidarność” – droga wykorzystania nacisku społecznego. I to jest bardzo dobre rozwiązanie, które należy wspierać i promować. Tę drogę pokazali nam rolnicy i to już sprawiło, że Unia Europejska musiała się zatrzymać. Jeżeli presja będzie dalej wywierana, to może to doprowadzić do zmian w polityce UE wobec polityki klimatycznej. Propozycja NSZZ „Solidarność” jest metodą nacisku i będzie to bardzo skuteczny nacisk. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”