• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Jaki wódz, tacy wyznawcy

Czwartek, 6 czerwca 2024 (13:16)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

 

Pani Poseł, we wtorek rolnicy m.in. z Polski, którzy sprzeciwiają się zapisom Zielonego Ładu i niekontrolowanemu napływowi ukraińskich produktów rolnych, protestowali w Brukseli. Ale nie było tam przedstawiciela polskich władz?

– To mnie nie dziwi, bo rząd Donalda Tuska jest przeciwko rolnikom, przeciwko tym protestom. Jako premier nie chce, żeby protestowano przeciw Komisji Europejskiej i w ogóle przeciw szkodliwej polityce Unii Europejskiej. I nic dziwnego, bo przecież Tusk jest częścią składową tej brukselskiej grupy sprawującej władzę w Europie. Jego nie interesuje los i bezpieczeństwo ekonomiczne polskich rolników ani bezpieczeństwo żywnościowe Polaków. Jego interesuje tylko to, żeby zapewnić komfort władzy europejskiej. I to jest oczywiste, bo gdyby polskie władze solidaryzowały się z rolnikami, to Tusk już dawno rozmawiałby w sprawie Europejskiego Zielonego Ładu. Podjąłby rozmowy, i to nie w kwestii jedynie pozornych ustępstw, co czyni obecnie Ursula von der Leyen i inni eurokraci na skutek strachu, jaki zajrzał im w oczy, ale Tusk rozpocząłby poważne rozmowy na temat wyrzucenia Zielonego Ładu tam, gdzie jego miejsce, czyli do kosza. Tego jednak nie ma, więc tym bardziej Tusk i cały ten rząd nie będą popierać polskich rolników. Oni uważają, że rolnicy to nie jest ich elektorat, więc nie ma co ich wspierać. Swoją drogą rolnicy mają słuszność, krytykując Platformę, a także PSL, bo te formacje nie zrobiły nic i nie robią w interesie polskiej wsi. Tusk jest zdeklarowanym eurokratą, nic więc dziwnego, że interesy Polski są dla niego zawsze na drugim miejscu.

Jaka będzie przyszła kadencja europarlamentu, jakie są szanse, żeby nurt liberalno-lewicowy nie był tak dominujący jak obecnie, a konserwatyści mieli na tyle silną pozycję, żeby powstrzymać kierunek federalistyczny i obronić suwerenność państw narodowych?

– Te wybory są właśnie o tym. 9 czerwca zdecydujemy – i to będzie odpowiedź na pytanie, czy po podliczeniu głosów, w liczbach bezwzględnych europejskich konserwatystów i reformatorów – posłów z różnych krajów europejskich w Parlamencie Europejskim, będzie więcej. Sondaże wskazują, że to bardzo możliwe, ale przed nami ostatnia prosta, są jeszcze dwa dni, żeby mobilizować ludzi wartości, ludzi po prawej stronie sceny politycznej, którzy – jak w naszym przypadku – mają Polskę w sercu, ideały solidarności, gen suwerenności jest w nich dominujący. Oni pamiętają, że Europa wyrasta z chrześcijańskich korzeni i żadna lewacka ideologia tego nie zmieni. I jeżeli nas w ten sposób myślących będzie więcej, jeśli się zmobilizujemy jeszcze bardziej i wstając z kanapy w niedzielę pójdziemy oddać głos za Polską, to będziemy silniejsi w obronie wartości, w obronie polskich spraw. Oczywiście trudno nam będzie jeszcze pokonać siły liberalno-lewicowe, których po połączeniu będzie więcej, ale mamy realne szanse, aby stanowić bardzo silną grupę. Jeśli dobrze pójdzie, to możemy być nawet trzecią siłą w Parlamencie Europejskim, która będzie zdolna przede wszystkim do blokowania wszystkich decyzji niekorzystnych dla Polski i Europy. Co więcej, mamy szanse być siłą, która będzie mogła zażądać otwarcia dokumentów na nowo i rewizji m.in. paktu o migracji i azylu, ale także żeby wstrzymać dalsze dyskusje i prace nad centralizacją Unii Europejskiej. Jest szansa, żeby wymuszać, aby w wielu dokumentach przyjmowanych przez europarlament znajdowały się zapisy, które będą zgodne z projektem Europy Ojczyzn. Wszystko zależy od tego, ilu nas będzie. Sondaże w wielu krajach członkowskich są bardzo obiecujące, ale tak naprawdę wszystko będzie zależało od naszej mobilizacji przy urnach w dniu 9 czerwca i postawieniu na ludzi wartości, w przypadku Polski na listę nr 7, listę Prawa i Sprawiedliwości, Zjednoczonej Prawicy. 

Tusk też mobilizuje elektorat, ale we wtorek na jego wezwanie na plac Zamkowy przybyło chyba mniej osób, niż organizator się spodziewał, bo zaledwie ok. 15 tysięcy. Wobec całej propagandy towarzyszącej temu przedsięwzięciu trochę marnie to wyglądało…

– To prawda, że zwłaszcza po zapowiedziach, po całym szumie medialnym frekwencja była mizerna. Osobiście nie jestem tym zaskoczona, bo ta frekwencja potwierdza to, co słyszę na Dolnym Śląsku, na Opolszczyźnie podczas spotkań z ludźmi w ramach kampanii wyborczej, gdzie pojawiają się osoby, które mówią jasno, że zawiodły się na Tusku i całej tej „koalicji 13 grudnia”. Mam na myśli głosujących na ekipę Tuska w wyborach parlamentarnych, m.in. mieszkańców Jagodna – osiedla w południowej części Wrocławia, których część mówi dzisiaj, że nie tak miało być. Są zdania, że rozliczenia, jakich jesteśmy świadkami, cała ta nagonka jest passé, że nie chcą żadnej zemsty, jaką funduje dzisiaj Tusk, ale czekają na reformy państwa, na projekty, które będą służyć Polsce i Polakom, których po blisko sześciu miesiącach sprawowania władzy po prostu nie ma. Ci ludzie chcą, żeby przynajmniej część z obietnic rzuconych przez Tuska w kampanii parlamentarnej została spełniona w jakimkolwiek zakresie. Są zniesmaczeni, im igrzyska, jakie urządza Donald Tusk, zwyczajnie nie wystarczają. I ci ludzie albo nie pójdą w niedzielę na wybory, a jeśli już, to nie zagłosują na kandydatów Tuska – i bardzo dobrze. Myślę, że ten czas, który był, czas bardzo agresywnej polityki i brutalnej zemsty, której twarzą był nie tylko Donald Tusk, ale też Roman Giertych, to było już dla tych ludzi nie do przyjęcia i o tym podczas spotkań mówią, to spowodowało, że Tusk staje się coraz bardziej passé. Biorąc pod uwagę liczbę uczestników wiecu, który odbył się we wtorek na placu Zamkowym w Warszawie, to była czerwona kartka dla Tuska ze strony jego elektoratu. Sądzę, że wielu ludzi przejrzało na oczy, bo zwyczajnie czują się oszukani, okłamani.

Ta kampania zwłaszcza ze strony Koalicji Obywatelskiej jest przesiąknięta agresją. Ten wiec w Warszawie to potwierdził…

– Używanie wyzwisk pod adresem polskiej opozycji, w takim wydaniu i formie, to było coś bardzo niedobrego. Nie da się tego wytłumaczyć emocjami, bo Tusk jest zbyt doświadczonym politykiem i komu jak komu, ale jemu to nie przystoi. Natomiast wykrzykiwanie przez Tuska –urzędującego premiera, szarganie opozycji, i to w sytuacji geopolitycznej, która ma miejsce, gdzie za naszą wschodnią granicą toczy się regularna wojna, kiedy ze strony reżimu Łukaszenki i Putina mamy ataki hybrydowe, a premier Polski wykazuje cechy jakiegoś rozhisteryzowanego, niestabilnego człowieka, to nie jest nic dobrego. I to są wszystko elementy dla większości Polaków nie do przyjęcia. 

Ale dla polityków Zjednoczonej Prawicy zachowanie Tuska to chyba żadna nowość?

– Owszem, dla nas to nic nowego, ale ludzie – zwłaszcza ci, którzy w ostatnich wyborach zaufali Donaldowi Tuskowi, oni odebrali to bardzo osobiście. Swoją drogą Tusk i cała jego ekipa – zdaje się – mieli wiedzę, że z mobilizacją elektoratu i z frekwencją może być kiepsko, bo w pierwszych swoich przekazach Tusk najpierw nawoływał do marszu. Kiedy jednak zorientował się, że jakiegoś specjalnego odzewu, zrywu po stronie sympatyków Koalicji Obywatelskiej nie ma, to wówczas zarządził wiec. Nie wystarczyły reklamy, billboardy, reklamy wyborcze wykupione na przykład w Warszawie. Myślę, że to jest lekcja dla polityków, że nie warto oszukiwać, nie warto się mścić, nie warto używać prymitywnego języka. Jak bowiem inaczej nazwać określenia rzucane pod naszym adresem, pod adresem europosłów Prawa i Sprawiedliwości, że jesteśmy „delegacją złodziei, delegacją łajdaków, ludzi bez sumienia”, że „listy PiS do Parlamentu Europejskiego są tak naprawdę listami gończymi, a nie listami do parlamentu”. Takie słowa, taka postawa nie mieści się w żadnym kanonie. 

Byli jednak i tacy, którym się taki język podoba, skoro na wiecu pojawiały się hasła chwalące Tuska. Ale określenie na jednym z plakatów z wizerunkiem Tuska podpisane „geniusz” chyba przebiło wszystko?

– Jaki wódz, tacy wyznawcy. Po stronie popierającej Tuska i jego akolitów wciąż jest wąska zradykalizowana grupa, która na siłę, wbrew logice i faktom, chce wierzyć w tego człowieka. Jeśli on jest geniuszem, to ja się pytam: dlaczego ten geniusz i król Europy nie zbudował koalicji dla obalenia paktu migracyjnego? Niewinnie powiedział jedynie, że oni byli przeciw, ale dokładnie wiedział, że może sobie na to pozwolić, miał z Brukseli i Berlina przyzwolenie na to, żeby głosować przeciw, bo większość i tak ten szkodliwy dla Polski pakt migracyjny przegłosuje. Widać więc, że coś z tym geniuszem i wielkością Tuska jest nie tak. Nie zbudował koalicji przeciwko temu paktowi, więc  żaden z niego geniusz i żaden król Europy.

Rząd obcina 14. emeryturę, Polakom funduje podwyżki cen żywności i energii, tymczasem w najlepsze trwa spektakl medialny: z jednej strony Michał Szczerba, szef sejmowej komisji śledczej ds. afery wizowej, ściga – żeby nie powiedzieć: urządza polowanie na Daniela Obajtka, a z drugiej strony karami finansowymi straszy się prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Rozliczanie przeciwników politycznych ważniejsze jest od bytu Polaków?

– Dokładnie tak. Jesteśmy świadkami desperacji tej ekipy, która robi wszystko, żeby zamydlić oczy Polakom. Poseł Michał Szczerba, który kandyduje do Parlamentu Europejskiego, najwidoczniej nie ma pomysłu na kampanię, dlatego próbuje wykorzystać komisję jako trampolinę, która ma go wynieść do ław europarlamentu. Z tym że wyzłośliwianie się, podejmowanie – trzeba to powiedzieć: bardzo głupich, nieodpowiedzialnych decyzji, jest nie nam miejscu. W tym wypadku poseł Szczerba pełni odpowiedzialną funkcję, której nie można wykorzystywać dla celów, do których ją wykorzystuje. Jego również obowiązują procedury, dlatego próba wyzłośliwiania się, próba politycznego odwetu czy powodowania różnych konsekwencji tylko dlatego, że ma możliwość tupania nóżkami i chce sobie zrobić show za pieniądze polskich podatników, zamiast wziąć do ręki ulotki i pójść do ludzi i przekonywać do swojej kandydatury, jak czynimy to my, to tylko źle o nim świadczy. Uważam, że gdyby ta ekipa prezentowała jakiekolwiek standardy, to na czas kampanii wyborczej powinni działalność tych komisji śledczych zawiesić. Widać jednak, że wolą robić cyrk i próbować lansować swoje kandydatury kosztem innych ludzi. Dotyczy to także posła Dariusza Jońskiego, przewodniczącego komisji ds. wyborów korespondencyjnych. To, czego jesteśmy świadkami, jest obrzydliwe i osobiście się z tym nie zgadzam. Może więc najwyższa pora wziąć ulotki do rąk, pójść między ludzi, do Polaków, i przekonywać do siebie, a nie odgrywać niskiej jakości spektakl za pieniądze naszych podatników.

                      Dziękuję za rozmowę.              

 

Mariusz Kamieniecki