Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Nie mogliśmy i nie możemy być obojętni
Czwartek, 6 czerwca 2024 (09:59)Z Tadeuszem Paciorkiem, w 1984 roku uczniem III klasy Technikum Ogrodniczego w Zespole Szkół Rolniczych w Miętnem, uczestnikiem protestu młodzieży w obronie krzyża, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Zespół Szkół Rolniczych w Miętnem stał się symbolem sprzeciwu wobec działań komunistycznych. Co przed laty skłoniło młodzież do tak zdecydowanej obrony krzyża?
– Zarówno ja, jak i wielu moich kolegów i koleżanek zostaliśmy wychowani w wierze katolickiej, wierze naszych ojców, dziadów, pradziadów. Sięgając dalej w przeszłość, Mieszko I, przyjmując chrzest dla Polski, w znak orła białego niejako wpisał znak krzyża świętego. Przeprowadzając dwie symetryczne linie, widać, że tak jak Chrystus na krzyżu, tak samo rozpostarty jest nasz orzeł biały. Głowa orła białego zwrócona jest w prawo – tak jak umierający Chrystus skłania swą głowę w prawo. Jako Polacy zostaliśmy wychowani w szacunku do naszej wiary, do krzyża. Stając w jego obronie, chcieliśmy złożyć hołd naszym przodkom, którzy wielokrotnie dawali swoje świadectwo obrony wolności wiary świętej, m.in. męczennikom pratulińskim czy św. o. Maksymilianowi Kolbemu. Mądrość naszych przodków wyrażała się w przysłowiu „Bez Boga ani do proga”. To jest moje świadectwo wiary, które składałem w katedrze siedleckiej, które było w naszych sercach, kiedy decydowaliśmy się stanąć po stronie wartości. Poza tym krzyż święty to nie jest organizacja społeczna, to nie jest legitymacja partyjna, to nie jest coś, co sobie człowiek tworzy, ale krzyż to jest rzeczywisty znak zbawienia. Krzyż dla nas, Polaków, to także znak przynależności do wspólnoty Narodu, który wyrasta z chrztu, to symbol naszej przynależności do Chrystusa. Kiedy ówczesne władze chciały nas pozbawić tego symbolu naszej przynależności do Boga, nie mogliśmy być obojętni.
Mimo zapowiedzi represji młodzież stała twardo po stronie wartości. Mieliście świadomość grożących konsekwencji?
– Tak, wiedzieliśmy, że władza może użyć siły, ale czuliśmy, że bronimy czegoś ważnego, najważniejszego. Któż przeciwko nam, jeśli z nami jest Chrystus, kogo się bać? Jeśli odbiorą nam zdrowie, czy nawet życie…, cóż…, trudno… Mimo całego spontanicznego działania z każdym dniem wzrastało w nas poczucie obowiązku, świadomość, że robimy coś dobrego, że Pan Bóg jest z nami, że w Nim nasza siła. Milicja, ZOMO z pałkami – to mogło robić wrażenie, ale nie powodowało w nas strachu, bo my po swojej stronie mieliśmy Pana Boga i w Nim była nasza siła. Zatem nic nam nie mogli zrobić.
Po stronie uczniów stanął Ojciec Święty Jan Paweł II. Jak ważne było to wsparcie Papieża Polaka?
– To było niezwykle ważne, bo to pokazywało, że nasz protest wyszedł poza granice Polski. Przypomnę, że mówił o nas Głos Ameryki, Radio Wolna Europa, więc mieliśmy ogromne wsparcie. Po naszej stronie stanął też ks. Jerzy Popiełuszko. Ojciec Święty Jan Paweł II przekazał nam błogosławieństwo i blisko dziesięciocentymetrowe krzyże z metalu. Krzyże otrzymaliśmy też od naszego pasterza ks. bp. Jana Mazura. Nie było więc siły, która by nas wtedy zatrzymała. Czuliśmy, że nie jesteśmy sami, wspierał nas Garwolin, wspierali nas nasi kapłani, m.in. ks. Sławomir Żarski z parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Garwolinie. To było ważne, zwłaszcza że nie wszyscy rodzice byli za nami. Dlatego błogosławieństwo i krzyże od Ojca Świętego, krzyże od ks. bp. Mazura – to była nasza siła. W szkole zdjęli nam kilka krzyży, a my zawiesiliśmy ich kilkaset na naszych piersiach. Nie baliśmy się chodzić z tymi krzyżami do nauczycieli, którzy nie byli nasi, którzy byli członkami PZPR. Oni nie odważyli się powiedzieć, żebyśmy krzyże ściągnęli z piersi.
Jednak dzisiaj władza znów próbuje usuwać krzyże z warszawskich urzędów…
– Oni kiedyś za to odpowiedzą. Powiem tak: pracuję w szkole, gdzie w jednej z sal został zdjęty krzyż – notabene – wieszany moją ręką. Zdjęła go młodzież, której krzyż nie pasował, mimo iż w 99 proc. uczniowie byli wierzący, co więcej, jednej osobie niewierzącej ten krzyż nie przeszkadzał. Wychowawczyni tej klasy urodziła dziecko, poszła na urlop macierzyński i klasa ta nie mogła znaleźć wychowawcy. W efekcie się rozleciała, przestała istnieć. Część uczniów zasiliła inne klasy, a część przeniosła się do innych szkół, ale klasa się rozpadła. Nie było tam miejsca dla Boga, dla krzyża, uczniowie nie chcieli Chrystusa, więc nikt nie chciał być ich wychowawcą. To pokazuje, że nie w ludziach, ale w Bogu jest siła. Kiedyś w katedrze siedleckiej, parafrazując słowa Pieśni Konfederatów Barskich, powiedziałem, że nigdy z królami nie będę w aliansach, nigdy przed mocą nie ugnę szyi, bo u Chrystusa ja za ordynansa, sługa Maryi. Przez całe moje blisko 60-letnie życie nie należałem do żadnej organizacji młodzieżowej – czy to ZMW, czy to ZSMP, nie byłem członkiem żadnej formacji politycznej i nie będę, bo moja partia nie jest z tej ziemi.
Spodziewał się Pan, że historia zatoczy koło i kiedyś w wolnej Polsce władze ponownie podniosą rękę na krzyż?
– Tak, spodziewałem się tego, bo ludziom współcześnie żyjącym w głowach się pomieszało. Ludziom jest za dobrze i wydaje im się, że wszystko im wolno, że Pan Bóg nie jest im potrzebny. Swoją drogą Pan Bóg człowieka do niczego nie zmusza, dał ludziom wolną wolę, rozum i człowiek z tego korzysta, czasem podejmując takie decyzje, nie zdając sobie sprawy, że wolność to także, a może przede wszystkim, odpowiedzialność za siebie i innych. Pracuję w szkole na Bemowie, która istnieje już 10 lat i w tym czasie w tej placówce powiesiłem 9 krzyży. Przyszedłem do pracy 1 września 2014 r., kiedy szkoła rozpoczynała działalność. Koleżanki nauczycielki poprosiły, żeby powiesić krzyż. Żadnej prośbie nie odmówiłem i jestem z tego bardzo dumny. I żaden z tych krzyży, póki tu pracuję, nie będzie zdjęty. Obecna władza dąży, żeby rozdzielić Kościół od państwa i próbuje różnych metod. Pytanie brzmi, jak długo bezkarnie będzie uderzać w Boga, w Kościół… Aż naród za swoim bł. Prymasem Tysiąclecia, kard. Wyszyńskim, powie: Non possumus!
A powie…?
– Może tak być. Te działania to jest niszczenie fundamentów naszej, europejskiej cywilizacji, która wyrasta z chrześcijaństwa. Na razie mamy próby usypiania Narodu i sondowanie, na ile władza może sobie pozwolić. Nasz Naród zasypia, ale tak było też na przestrzeni wieków, kiedy ludziom było zbyt dobrze, to stawali się mniej czujni. Dopiero kiedy dokręcano im śrubę, to Naród podnosił głowę i nie pozwalał ograniczać swojej wolności, także tej dotyczącej wyznawania wiary. Jeśli obecna władza się nie zreflektuje, to dojdzie do tego, co mieliśmy w Miętnem. Naród polski w ogromnej większości jest katolicki i jeśli ktoś podniesie rękę na krzyż w szkołach, to rodzice – w co wierzę – powiedzą „non possumus!”, bo krzyże są nasze, bo to my wybieraliśmy was, polityków. Trzaskowskiemu też się noga powinie, bo z krzyżem jeszcze nikt nie wygrał. Niejeden podnosił rękę na krzyż i tych ludzi już nie ma, a krzyż był, jest i będzie zawsze.
Prezydentowi Trzaskowskiemu przeszkadza krzyż w przestrzeni publicznej, ale jakoś nie słychać sprzeciwu co do budowy trzeciego już meczetu w Warszawie?
– To jest efekt polityki multi-kulti, na skutek czego coraz więcej muzułmanów przybywa do Polski. Polityka migracyjna przyjęta przez Unię Europejską i zaakceptowana przez obecny rząd Tuska – jeśli tego nie zatrzymamy – spowoduje, że ludzi obcych nam kulturowo będzie tylko przybywać. Boli fakt, że z krzyżem się walczy, a inne religie w imię tzw. tolerancji się preferuje i wobec ich ekspansji nie ma sprzeciwu. To źle o nas świadczy.
Przed laty w Miętnem młodzież miała odwagę stanąć w obronie krzyża. Jak dzisiaj powinni zachować się katolicy, kiedy próbuje się likwidować krzyż w przestrzeni publicznej – na razie Warszawy?
– Potrzeba solidarności, jedności, potrzeba też jasnego, stanowczego głosu naszych pasterzy. Ludzie czekają na list Episkopatu Polski, na jasny komunikat w obronie krzyża. Hierarchowie kościelni nie mogą tkwić w uśpieniu. Na razie takiej reakcji nie słyszałem od władz archidiecezji warszawskiej, nie było też żadnej reakcji władz archidiecezji lubelskiej, kiedy decyzją nowego wojewody zdjęto krzyż ze ściany sali kolumnowej Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie. Dlaczego nasze władze kościelne nie reagują…? Potrzeba nam odważnych pasterzy, takich jak bł. kard. Wyszyński, św. Jan Paweł II, potrzeba nam odważnych kapłanów, jak bł. ks. Popiełuszko. I powinniśmy się modlić o takie święte powołania kapłańskie i zakonne, o ludzi odważnych w służbie Kościołowi i Polsce. Sami zaś powinniśmy sięgać do dziedzictwa myśli i czynów, które nam zostawili święci patronowie naszej polskiej wolności, dla których krzyż był drogą do Boga. Pamiętajmy, że tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska będzie Polską, a Polak Polakiem.