Mogą decydować emocje
Sobota, 1 czerwca 2024 (19:57)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem
z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Jak ocenia Pan Doktor debatę publiczną przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, gdzie po stronie koalicji rządzącej główną osią są sejmowe komisje śledcze, walka z krzyżem?
– Kampania wyborcza obecnej koalicji rządzącej jest nastawiona na tworzenie emocji, co więcej, emocji negatywnych. Wydaje się, że formacje tworzące „koalicję 13 grudnia” nie mają nic do zaoferowania pod względem merytorycznym, nie mają programu, brakuje im konkretnych działań, co można zrobić dla Polski w nowej kadencji Parlamentu Europejskiego. Dlatego koalicja Donalda Tuska skupia się przede wszystkim na komisjach śledczych, co jest swego rodzaju chwytem retorycznym. Poza tym Tusk próbuje stworzyć pewną otoczkę, negatywny obraz poprzedniej ekipy rządzącej, tak jakby cała jej działalność była zła, naznaczona korupcją, aferami itd. To jest oczywiście nieprawda, ale taki jest przekaz, takie są działania mające obudzić negatywne emocje
w stosunku do przeciwników politycznych. Kampania negatywna jest oczywiście wpisana w politykę, ale ta,
z którą mamy do czynienia ze strony ekipy Tuska, jest wyjątkowo brutalna, oparta na pomówieniach, kłamstwach, półprawdach. Jest to działanie bardzo niebezpieczne zwłaszcza w sytuacji zagrożeń nie tylko ekonomicznych, ale także militarnych. Jest więc dużą nieodpowiedzialnością formacji rządzącej wchodzenie na ten grząski grunt, podczas gdy kampania powinna mieć charakter merytoryczny, a nie emocjonalny. Emocje trzeba raczej tonować i tworzyć wspólnotę w społeczeństwie na wypadek spełnienia się różnych scenariuszy zagrażających naszemu bezpieczeństwu.
Debata przed wyborami pozbawiona jest wątków dotyczących przyszłości Unii, Zielonego Ładu, polityki migracyjnej, rewizji traktatów oraz budowy superpaństwa europejskiego. Tymczasem dajemy się wciągać w wojnę polsko-polską, nie dostrzegając, że przed nami rysuje się
droga utraty suwerenności. Dlaczego
nie wyciągamy wniosków?
– To jest perfidna gra ze strony koalicji rządzącej
i rzeczywiście są zwolennicy, którzy wierzą w każde słowo, każde zdanie wypowiedziane przez tę opcję polityczną.
W związku z tym ich nie interesuje, jak jest naprawdę,
że ta retoryka gryzie się z rzeczywistością, bo im wystarczy to, co powiedzą liderzy czy media stojące
za daną polityczną formacją. Natomiast sytuacja jest niebezpieczna, dlatego że z jednej strony buduje się emocje związane chociażby ze wspomnianymi wcześniej przez pana redaktora sejmowymi komisjami śledczymi, odwraca się uwagę od spraw istotnych dla Polski i całego społeczeństwa. Tymczasem w Unii Europejskiej forsowane są plany, np. socjalistów, dotyczące tworzenia superpaństwa europejskiego, a tak naprawdę pozbawienia autonomii państw narodowych, które mają funkcjonować tylko w nazwach, a podlegać ośrodkowi decyzyjnemu
w Brukseli, a tak naprawdę w Berlinie. Niewykluczone
jest, że zamiast państw narodowych powstanie jedna organizacja, jakiś jeden twór bez nazw narodowych,
coś w rodzaju landów czy prowincji. I to jest bardzo niebezpieczna gra. Stworzyła ją grupa ideologów,
którzy wymyślili sobie eksperyment w rodzaju superpaństwa, poprzez który chcieliby zarządzać
całą Europą. To jest eksperyment ze wszech miar niebezpieczny, który może w przyszłości prowadzić do wielu konfliktów na różnym tle: religijnym, etnicznym itd.
Kto wie, jakie problemy się jeszcze pojawią w trakcie realizacji tego eksperymentu,
ale o tym się w tej kampanii nie mówi…
– To fakt, w ogóle nie słyszymy w trwającej kampanii,
jaka jest szczegółowa wizja przyszłości Unii Europejskiej. Owszem są pewne wzmianki, ale tak naprawdę społeczeństwo nie jest poinformowane, co czeka
w przyszłości Polskę, a także Europę, jakie mogą być konsekwencje tej podszytej ideologią ofensywy. Dąży się bowiem do stworzenia pewnej niedookreślonej wspólnoty, ale już dziś z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że jest to utopia – utopia, którą już przerabialiśmy. Nie da się stworzyć superpaństwa, swojego rodzaju raju, w którym wszyscy mimo różnic będą żyli szczęśliwie, zgodnie. To jest nierealne. Taką utopię próbowali stworzyć socjaliści, komuniści, a jak to się skończyło, to doskonale wiemy. Na końcu zawsze pojawia się bunt, rewolucja i tak naprawdę destrukcja społeczeństwa.
Donald Tusk działa według sprawdzonej metody dziel i rządź, a my dajemy się wciągać w tę wojnę polsko-polską. Czy nie dostrzegamy, że przed nami rysuje się
droga utraty suwerenności, dlaczego
nie uczymy się na doświadczeniach?
– Tuskowi zależy, żeby zapanował niepokój społeczny zbudowany na wielu płaszczyznach. Dlatego w przestrzeni publicznej królują ideologiczne pomysły, które mają dzielić społeczeństwo. Natomiast nie do końca jest tak, że nie wyciągamy wniosków, bo część polskiego społeczeństwa potrafi myśleć rozsądnie i dostrzega zagrożenia, zdaje sobie sprawę, że ta forsowana obecnie wizja nowej Europy jest bardzo niebezpieczna. Natomiast nawiązując do tego, o czym już wspomniałem, są oczywiście zwolennicy,
którzy w sposób ślepy wierzą w te wizje, nie bacząc
na konsekwencje tej polityki. To jest kategoria ludzi tak zaprogramowana, że nawet jeśli przedstawia się im czarno na białym fakty, to i tak nie uwierzą, ale dadzą wiarę swoim liderom. Jest jeszcze kategoria osób, które nie są jakimiś wielkimi zwolennikami ani Zjednoczonej Prawicy, ani „koalicji 13 grudnia”, ale starają się w sposób racjonalny analizować wypowiedzi poszczególnych polityków, program partii itd. Tylko jak mają dokonać takiej analizy, skoro po stronie „koalicji 13 grudnia” tego programu nie ma, skoro nie ma debaty o konkretach,
o projektach, o wizji Europy i przyszłości Polski w Europie. W tej sytuacji ta grupa czuje się zdezorientowana i jeśli
w ogóle 9 czerwca pójdzie do wyborów, to z dużym prawdopodobieństwem pod wpływem emocji zagłosuje
za tą formacją, która będzie mieć na swoich sztandarach jakieś mocniejsze hasła przeciw konkurentom politycznym. Można się więc domyślać, że będzie to głosowanie nie za daną partią, ale przeciwko innej.
Tusk oskarża swoich przeciwników
o wszystko, co realnie obciąża jego samego. Czy to wystarczy na eurowybory?
– Trudno powiedzieć. Byłbym tutaj ostrożny. Nie podejrzewam, że „koalicja 13 grudnia” odniesie w tych wyborach sukces. Według mnie będą to dla Tuska i jego koalicji kolejne przegrane wybory. Aczkolwiek nie spodziewam się jakiegoś spektakularnego zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy, co w jakimś sensie może nieco osłabić pozycję tej formacji. Owszem na scenie europejskiej widzimy, że partie konserwatywne w różnych krajach Europy coraz bardziej dochodzą do głosu i mogą mieć większą reprezentacje w europarlamencie niż dotychczas, ale jest chyba zbyt wcześnie, żeby przejęły władzę. U nas Zjednoczona Prawica rządziła przez ostatnie osiem lat, dlatego i tak za sukces trzeba uznać, że cały czas utrzymuje przewagę. I choć ta przewaga sondażowa jest niewielka, to biorąc pod uwagę zmęczenie społeczne ugrupowaniem rządzącym przez dwie kadencje, a także premię, jaką uzyskały formacje zarządzane czy skupione wokół Tuska po wyborach w październiku 2023 roku, to
i tak obecny wynik Prawa i Sprawiedliwości należy uznać
za bardzo dobry.
Tak czy inaczej ten powyborczy kredyt zaufania dla obecnej koalicji rządzącej
– jak widzimy – powoli spada.
– Gdyby wybory europejskie odbyły się za kilka miesięcy, to podejrzewam, że pozycja Koalicji Obywatelskiej
i Donalda Tuska byłaby dużo, dużo słabsza. Już dzisiaj widzimy problemy, jakie się pojawiają w Polsce, z którymi ta ekipa sobie nie radzi. Mam na myśli rosnące bezrobocie, likwidację i wycofywanie się z Polski firm, mowa jest
o wzroście inflacji, coraz bardziej zaczyna brakować pieniędzy. Ponadto rząd Tuska wycofuje się z wielu strategicznych inwestycji dla Polski, jak Centralny Port Komunikacyjny, co w mojej ocenie jest niezrozumiałe. Przecież ważne ze strategicznego punktu widzenia inwestycje, które mają być zaniechane, one mają służyć Polsce i Polakom. I tutaj pojawia się ukłon w kierunku wspomnianych już bezwolnych zwolenników formacji rządzącej, którzy widząc, że rząd podejmuje działania szkodliwe, kroki przeciw Polsce, niestety, nie wyciągają żadnych wniosków i wciąż ślepo popierają opcję rządzącą. Owszem to poparcie byłoby zrozumiałe, zasadne, gdyby „koalicja 13 grudnia” nie tylko kontynuowała strategiczne dla Polski projekty, ale proponowała też nowe, bo przecież o to chodzi, żeby rozwijać państwo i ułatwiać życie mieszkańcom. Natomiast tutaj mamy działanie odwrotne, więc ślepe trwanie i popieranie takiej opcji, która nie tylko nie rozwija Polski, ale ją cofa w rozwoju, jest absolutnie niezrozumiałe.
Co będzie najważniejsze w wyborach
do Parlamentu Europejskiego, co może zdecydować o ich ostatecznym wyniku?
– To będzie zależało od tego, jakie środowiska pójdą
9 czerwca do urn – czy elektorat wiejski, czy z małych miast. Wiadomo, że trudniej jest przekonać do wyborów europejskich elektorat wielkomiejski, który raczej nie interesuje się sprawami mniejszych regionów czy wsi. Jest to elektorat osiągający większe dochody, żyje mu się dużo lepiej, ma do dyspozycji infrastrukturę. I ten elektorat nie dostrzega problemów mniejszych regionów, niezbędnych inwestycji itd. Jest pytanie, komu uda się zmobilizować elektoraty. Z pewnością ważna będzie też frekwencja, która może zależeć od tego, jaka będzie końcówka kampanii wyborczej. Czy na finiszu będzie to kampania emocjonalna, czy może jednak merytoryczna i komu
uda się przekonać do siebie więcej ludzi bądź też
kto przedstawi konkurentów politycznych w świetle negatywnym, zniechęcając ludzi do pójścia do lokali wyborczych i zagłosowania. Może więc decydować kampania negatywna. Szczerze mówiąc, nie spodziewam się, żeby na ostatniej wyborczej prostej nagle pojawiły
się jakieś konkrety, programy, a więc grać mogą emocje. Oczywiście niezwykle istotny w ostatnim tygodniu kampanijnym będzie także udział mediów, które sympatyzują z jedną bądź z drugą opcją polityczną.
I te trzy wymienione przeze mnie czynniki mogą okazać
się decydujące o tym, kto odniesie sukces w wyborach
do Parlamentu Europejskiego, a kto będzie musiał przełknąć gorzką pigułkę.