Niebezpieczna gra Tuska
Środa, 22 maja 2024 (09:07)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Komisja ds. wpływów rosyjskich
i białoruskich na bezpieczeństwo wewnętrzne i interesy RP w latach
2004-2024 ma się składać z fachowców
i ekspertów. Donald Tusk, jak słyszymy, chce ścigać rosyjskich agentów,
a przewodniczącym komisji ma być szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego
gen. Jarosław Stróżyk, który karierę rozpoczynał w szeregach Wojskowych Służb Informacyjnych, co więcej, był krytykiem
ich likwidacji...
– Jeśli chodzi o wiarygodność tej komisji, także jeśli weźmiemy pod uwagę jej kierownictwo, o którym poinformował dzisiaj Donald Tusk, to można mieć spore wątpliwości. Jeśli chodzi o skład komisji i ludzi związanych z byłymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi,
to wiarygodność tych osób, a więc też samej komisji
może być bardzo wątpliwa. Rodzi się pytanie, czy rzeczywiście chodzi o wyjaśnienie wpływów rosyjskich
na bezpieczeństwo Polski, czy bardziej o grę pozorów. Zresztą już słyszymy, że rozpoczął się atak, oskarżanie Prawa i Sprawiedliwości o prorosyjskość.
Nic więc dziwnego, że w przestrzeni medialnej pojawia się narracja, że ma to być komisja, której celem jest zbadanie czy też obarczenie agenturalnością polityków PiS?
– To tylko pokazuje, jaki jest cel tego działania. Nie dalej jak wczoraj słyszeliśmy też ataki m.in. ze strony gen. Marka Dukaczewskiego, który stwierdził, że agenci są
w PiS, ale dziwnym trafem nie wspomniał ani słowem,
że mogą być też w Platformie czy chociażby w szeregach Lewicy. Myślę, że prawdopodobieństwo, że w tych właśnie ugrupowaniach tacy agenci mogą być, jest dużo większe niż wiązanie z agenturalnością PiS. Widzimy to chociażby po zachowaniach polityków Platformy i ich relacjach,
np. z Władimirem Putinem, Siergiejem Ławrowem
czy innymi politykami z tamtego wpływu. Mieliśmy też podpisywane umowy niekorzystne dla Polski, jeśli chodzi
o gaz. Co więcej, Donald Tusk nie wykluczał sprzedaży Rosjanom naszych rodowych sreber – strategicznych przedsiębiorstw jak koncern Lotos. Pamiętamy słowa ówczesnego premiera w odniesieniu do Lotosu, kiedy mówił, że „nie ma żadnej ideologicznej przesłanki, by mówić kategoryczne »nie« dla inwestorów z jakiegokolwiek kraju, także z Rosji”. Były też propozycje sprzedaży Rosjanom innych znaczących polskich firm. I to wszystko budzi duże wątpliwości. Sytuacja jest wyjątkowa i bardzo skomplikowana, bo niewątpliwie Rosja ma olbrzymie wpływy w krajach europejskich. Widzimy to chociażby po niedawnym incydencie z ucieczką jednego z przedstawicieli polskich zawodów prawniczych na Białoruś. Ponadto
gros funkcjonariuszy czy urzędników UE zachowuje się tak, jakby byli obcymi agentami. Można więc wnioskować,
że rosyjskie wpływy są na pewno duże zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Polsce. Trzeba też powiedzieć, że jest to bardzo dobrze zorganizowana siatka, więc nie jest łatwą sprawą wykrycie tego typu przypadków. Niewątpliwie sprawą bardzo złą jest czy byłoby to, gdyby komisja
ds. wpływów rosyjskich i białoruskich na bezpieczeństwo wewnętrzne i interesy RP w latach 2004-2024 była wykorzystywana do gry politycznej. Rosji niewątpliwie
o to chodzi, żeby skłócić polskie społeczeństwo, a tu
pole dla agentury rosyjskiej do destabilizacji jest duże, natomiast warunki wyjątkowo sprzyjające.
Po co Donald Tusk organizuje komisję wobec już istniejącej Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich
w latach 2007-2022, powołanej nie zarządzeniem prezesa Rady Ministrów,
ale ustawą sejmową za rządów Zjednoczonej Prawicy? Pamiętamy,
że zaraz po przejęciu władzy przez
„koalicję 13 grudnia” sejmowej komisji ukręcono głowę, odwołując jej skład
z prof. Sławomirem Cenckiewiczem,
prof. Andrzejem Zybertowiczem.
– Komisja faktycznie istnieje, więc tworzenie nowego podmiotu z określonymi ludźmi może być formą szerzenia propagandy w polskim społeczeństwie. Donald Tusk podczas dzisiejszej konferencji prasowej podkreślił,
że zależy mu, aby dzięki pracy nowej komisji atmosfera, życie publiczne w Polsce zostały uwolnione od, jak to określił, „nieznośnego ciężaru spekulacji, domysłów,
setek publikacji, audycji telewizyjnych”. Tymczasem każdy, kto obserwował działania Tuska, jego exposé z 2007 roku
i słyszał słowa: „chcemy dialogu z Rosją taką, jaką ona jest”, kto widział obrazy z sopockiego molo ze spotkania Tuska i Putina czy z konferencji z udziałem tych polityków, chyba powinien mieć już wyrobione zdanie. Przynajmniej tak powinno być, chyba że premier Tusk uważa część Polaków za osoby naiwne. Myślę, że jego dzisiejsze wypowiedzi są obliczone na dotarcie do młodszego pokolenia, które nie pamięta tamtych wydarzeń. Często narrację Tuska powielają media sprzyjające jego formacji, w związku z czym to, co mówi i robi dzisiaj, to jest pewna narracja, gra, która ma na celu przyjęcie przez ludzi jego absurdalnego stanowiska. W ten sposób Tusk próbuje się oczyścić i przykryć swoje zażyłości i bliskie relacje, także deklaratywne z Rosją.
Czy da się w ten sposób zaprzeczyć faktom?
– Faktom oczywiście nie da się zaprzeczyć, bo te są bezsporne, natomiast zawsze można nimi manipulować. Wydaje się, że ma to dzisiaj miejsce, zwłaszcza jeśli ma
się po swojej stronie sprzyjające media. Narracja, jaką Tusk stosuje dzisiaj, jest bardzo niebezpieczna. Nie wiem, czy tak doświadczony polityk nie ma świadomości, że jego działania prowadzą do skłócenia społeczeństwa polskiego, do olbrzymiej polaryzacji – i to w sytuacji, kiedy za naszą wschodnią granicą trwa wojna, kiedy zagrożenie jest realne i polskie społeczeństwo powinno być jak nigdy wcześniej zjednoczone. Jesteśmy w szczególnej sytuacji,
a aktywność rosyjskich służb jest wyjątkowa i działania rozbijające, konfliktujące Polaków są im na rękę. Mają ułatwione zadanie, które mogą spokojnie realizować.
Skoro wśród nas nie ma jedności, a zamiast współpracy koalicji rządzącej z opozycją mamy atak i próbę niszczenia zbiorowej świadomości, jedności, to Rosjanie mogą zacierać ręce.
Zauważył Pan Doktor, że premier próbuje
się wybielić, tymczasem wczoraj prezes Jarosław Kaczyński podczas konferencji prasowej przypomniał, że Tusk znany był
ze współpracy z Moskwą, co więcej, że jest odpowiedzialny za zerwanie współpracy
z Amerykanami przeciw naszych interesom. Prezes PiS mówi wprost, że ta komisja
ma usunąć z Tuska i jego ekipy to,
że współpracowali z Rosją?
– Donald Tusk, kiedy był jeszcze szefem Rady Europejskiej, znany był ze swojego prześmiewczego tonu. Pamiętamy jego dosyć ironiczne słowa o prezydencie Donaldzie Trumpie, co śmiało można uznać za narrację rosyjską. Putin, słysząc to, mógł się tylko uśmiechać i bić brawo,
jak politycy europejscy próbują pogorszyć relacje ze Stanami Zjednoczonymi – najważniejszym sojusznikiem, graczem globalnym dysponującym najnowocześniejszą bronią na świecie, co więcej, z jedynym sojusznikiem, który jest tak naprawdę w stanie stawić czoła Rosji
i obronić nie tylko poszczególne państwa, ale też całą Europę. Widząc zachowanie Tuska, Putin mógł się tylko uśmiechać i cieszyć, że są takie osoby w kręgach unijnych, które próbują nie tylko podważać autorytet czy wręcz próbować wypychać Stany Zjednoczone z Europy. Nie tylko postawa Tuska budzi zdumienie, ale także wypowiedzi Radosława Sikorskiego na temat Amerykanów – zarówno na taśmach od „Sowy”, jak i później, kiedy wpisem
w mediach społecznościowych zrzucał odpowiedzialność za zniszczenie rurociągu Nord Stream na Amerykanów. To są wszystko wypowiedzi – trudno mi powiedzieć, czy naiwne, a jeśli nie naiwne, to tym gorzej, bo szkodzą własnemu krajowi.
Komisja ma zbadać ewentualny wpływ rosyjski bądź białoruski na media.
To chyba dobrze, pod warunkiem że
będzie to komisja badająca fakty
w sposób obiektywny?
– Nie łudźmy się, że to będzie komisja obiektywna.
Znamy przecież działania Tuska i jego urzędników
w ciągu ostatnich pięciu miesięcy po objęciu władzy.
Te działania nie mają nic wspólnego z praworządnością,
nie mają nic wspólnego z przestrzeganiem Konstytucji RP. Pokazują też „koalicję 13 grudnia” jako ekipę niewiarygodną. Dlatego wobec braku pomysłu na Polskę należy się spodziewać, że ta komisja będzie swoistą
pałką na przeciwników politycznych. Tym bardziej że KO
i w ogóle cała ta grupa trzymająca władzę ma wsparcie
ze strony – trzeba powiedzieć wprost – niepraworządnych organów UE, której instytucje same łamią prawo. Dzisiejsza wypowiedź wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej Very Jourovej znanej z atakowania Polski
za rządów Zjednoczonej Prawicy, która mówi, że wreszcie mamy praworządność w Polsce, co więcej, wypowiada
to po działaniach ministrów Sienkiewicza czy Bodnara wobec mediów publicznych czy Prokuratury Krajowej, pokazuje kuriozum całej sytuacji. To, co robi Unia Europejska, zakrawa o śmieszność. Myślę, że te działania nakazują postawić wielki znak zapytania: czy wpływy Putina nie są też na najwyższych szczytach władzy
Unii Europejskiej? Przecież zachowanie i decyzje kręgów unijnych władz, co dostrzeże nawet dziecko, nie mają wiele wspólnego z przestrzeganiem prawa. Przykładem są afery korupcyjne na szczytach czy w ogóle w kręgach Parlamentu Eueopejskiego. Zatrzymani politycy
z walizkami pełnymi setek tysięcy euro po jakimś czasie wychodzą z więzienia i jakby nigdy nic wracają do europarlamentu i pierwsi podnoszą głosy przeciwko
Polsce, zarzucając, że to u nas nie ma praworządności.
Z rosyjskimi lobbystami to zdaje się trafiona sprawa, jeśli w europarlamencie działa kilkadziesiąt tysięcy różnych lobbystów.
Co stoi na przeszkodzie, żeby w tym gronie byli lobbyści Putina?
– Ponadto same decyzje UE są w ogóle niezrozumiałe, nietrafione, co więcej, przynoszą Europie głównie szkody,
a nie mają nic wspólnego z jej rozwojem. Sytuacja jest wyjątkowo niespokojna pod względem politycznym, Rosja pokazuje swoją agresję, nie kryje imperialnych planów
i po Ukrainie niewykluczone, że będzie chciała pójść dalej. Natomiast Unia Europejska zachowuje się niczym dziecko we mgle, zaślepiona skupia się głównie na Europejskim Zielonym Ładzie – projekcie ideologicznym, który osłabi gospodarczo, doprowadzi do zubożenia Europy i jej mieszkańców. Ponadto są inne absurdalne przepisy, projekty siłą narzucane suwerennym państwom, które tak naprawdę służą osłabieniu poszczególnych państw oraz całej Europy, a nie do umacniania jej pozycji i rozwoju,
a już na pewno nie przeciwstawieniu się Rosji.