Stołki za stanowiska
Wtorek, 14 maja 2024 (20:57)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Ewa Kopacz potwierdziła, że Polska będzie się ubiegać o stanowisko unijnego komisarza do spraw obrony. Czyli klamka właściwie już zapadła, chyba maski opadły?
– Dokładnie. Jeśli mówią takim językiem, że walczą o komisarza do spraw obrony, to oznacza, że Koalicja Obywatelska już zgodziła się na superpaństwo europejskie. I to jest bulwersujące, bo to pokazuje, że de facto za stołki sprzedali parlament RP, Konstytucję RP i suwerenność Polski. I o tym będziemy mówić podczas trwającej kampanii wyborczej, mianowicie, że za stanowiska rząd Tuska, rząd „koalicji 13 grudnia” sprzedaje – kawałek po kawałku – suwerenność Polski.
Dodajmy, że będzie to możliwe, jeśli szefową Komisji Europejskiej nadal będzie Ursula von der Leyen, która zapowiedziała utworzenie urzędu komisarza do spraw obrony. Co ciekawe, zrobiła to w Polsce, co też chyba nie było przypadkiem?
– Tu nie ma nic przypadkowego. Owszem, do wyborów europejskich, 9 czerwca, będą mówić, że Europejskiego Zielonego Ładu może nie będzie, że trzeba się zastanowić, że będą łagodzić zapisy i obiecywać gruszki na wierzbie Polakom. Podobnie robili przed wyborami do parlamentu RP, kiedy mówili o stu konkretach, tylko że po języku zarówno Ursuli von der Leyen, jak i Ewy Kopacz widać, że wszystko jest już dogadane, czyli stołki za stanowiska. To jest stara, dobrze znana metoda kupowania, a właściwie oszukiwania Polaków, a tak naprawdę mamy sprzedaż polskiej suwerenności. I robi to „koalicja 13 grudnia”, w skład której wchodzą Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, Włodzimierz Czarzasty, oczywiście z Donaldem Tuskiem na czele. To wszystko jest bardzo niebezpieczne, bo pod płaszczykiem superpaństwa europejskiego kryje się wyzbycie się polskich prerogatyw konstytucyjnych i Konstytucji RP.
Nie jest chyba żadnym odkryciem, że chrapkę na stanowisko szefa unijnej komisji do spraw obrony ma Radosław Sikorski. Czy to była cena, za jaką przerwał kadencję europosła i objął stanowisko szefa polskiej dyplomacji w rządzie Tuska?
– Donald Tusk był w potrzebie, sklejał rząd, więc trzeba było mu jakoś pomóc, każda osoba była przydatna. Radosław Sikorski został do tego niejako przymuszony i teraz piastuje stanowisko ministra spraw zagranicznych. Biorąc jednak pod uwagę jego ego, to wcale nie jest to szczyt, dlatego zapewne będzie aspirował do stanowisk unijnych. Choć każdemu Polakowi życzę jak najlepiej, to nie sądzę, by Sikorski osiągnął sukcesu, ponieważ minister obrony Unii Europejskiej – jeśli, o zgrozo, miałoby coś takiego powstać, to musi mieć jakieś relacje ze światem. Tymczasem Radosław Sikorski takich dobrych relacji nie ma – zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi. Pamiętamy jego wypowiedzi nagrane w jednej ze znanych warszawskich restauracji, pamiętamy też jego kontrowersyjny wpis na Twitterze po wycieku z Nord Streamu.
W obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę, jaką wartość mogłaby mieć europejska wersja obrony antyrakietowej oraz wspólna armia?
– Jeśli, nie daj Boże, taka armia powstałaby, to nie będzie to armia europejska, ale armia niemiecka pod niemieckim butem. To po pierwsze, a po drugie trzeba mieć na uwadze, że Niemcy mają poważny problem we własnej armii, ponieważ w jej skład wchodzą zarówno muzułmanie, jak i przedstawiciele innych nacji i tak naprawdę nie ma pewności, w którą stronę w wypadku zagrożenia będą strzelać. W związku z tym mamy próbę stworzenia czegoś, co wzmocniłoby armię niemiecką. Satelickie względem Niemiec kraje zgodziłyby się, żeby taka armia powstała, ale Polska nie powinna. Polska i kilka innych państw powinny być przeciwne temu projektowi i przeciw takiemu scenariuszowi protestować. Trzeba o tym bardzo głośno mówić właśnie w czasie trwającej kampanii wyborczej. Jeśli bowiem stracimy wpływ na polską armię, to stracimy szeroko pojęte bezpieczeństwo naszego państwa.
Jak oceniłby Pan naszą dzisiejszą politykę wschodnią, chociażby w sytuacji, kiedy wzrasta presja migracyjna na polsko-białoruskiej granicy i kiedy służby Łukaszenki przygotowują masowy szturm migrantów na naszą granicę?
– Zacznijmy od tego, że to Donald Tusk wywołał bardzo szkodliwą i nieprawdziwą debatę w Polsce na temat bezpieczeństwa. Przed październikowymi wyborami do parlamentu mówił, że Polska jest bezpieczna. Teraz widać, że nasz rząd, rząd Zjednoczonej Prawicy, miał rację, budując zaporę na polsko-białoruskiej granicy. Nawet sam Donald Tusk ostatnio udał się tam, spotykał z żołnierzami Wojska Polskiego oraz z funkcjonariuszami Straży Granicznej, z których on sam oraz jego partyjni koledzy – dziś ministrowie – kiedyś sobie kpili. Teraz Tusk widzi, bo pewnie ma sygnały od służb, że ataki na Polskę będą się zwiększać, stąd próbuje tricków medialnych. Myślę, że się przestraszył, widzi realną groźbę i tak naprawdę nie bardzo wie, jak się zachować. Wojna i atak hybrydowy mogą wybuchnąć nagle, a do wspólnej europejskiej armii jest bardzo, bardzo daleko. Wobec tego Tusk próbuje to przykrywać rozmaitymi tematami, sam jest jednak w ogromnym strachu, a Polska jest w niebezpieczeństwie. Widzimy to chociażby po tym, co się dzieje w związku ze szpiegiem – sędzią Tomaszem Szmydtem, który w kwietniu 2022 roku jednak był na terenie Sejmu RP na zaproszenie poseł Platformy Kamili Gasiuk-Pihowicz. Pytanie jest, o czym wtedy rozmawiali, o czym dyskutowali w Sejmie, w pomieszczeniach polskiego parlamentu. Tuskowi nic nie wychodzi. Co więcej, obniżył bezpieczeństwo Polski i Polaków i to jest bezdyskusyjne.
Przypomnijmy, że jednym z pierwszych posunięć rządu Tuska było zlikwidowanie powołanej za czasów Zjednoczonej Prawicy komisji ds. badania rosyjskich wpływów. Teraz Tusk, który protestował przeciw tej komisji, chce ją reaktywować, ale zamierza badać rosyjskie wpływy za rządów Prawa i Sprawiedliwości…
– Pewnie ma jakąś tezę, pewnie ma jakieś sfabrykowane dokumenty, którymi będzie chciał mamić opinię publiczną. Niektóre media, jak stacja z Wiertniczej, pewnie to kupią i będą szerzyć te wieści dziwnej treści. Każdy rozsądnie myślący Polak wie dobrze, że to Donald Tusk chciał współpracować z Moskwą. Pamiętamy słowa, jakie w 2008 roku wygłosił podczas swego exposé z mównicy sejmowej, kiedy mówił: „Chcemy dialogu z Rosją taką, jaką ona jest”. I to mówił polski premier, to jest straszne. Dzisiaj widać, że służby rosyjskie na nowo odżyły, polska prokuratura nie działa, bo prokuratorzy nie wiedzą, kogo mają słuchać, korzystają na tym przestępcy, którzy czują się bezkarni, stan bezpieczeństwa się pogarsza, a Donald Tusk opowiada niestworzone historie o potrzebie budowania superpaństwa europejskiego pod egidą Niemiec i twierdzi, że wszystko idzie w dobrym kierunku. To jest jakieś szaleństwo, to jest absolutne kłamstwo i brakuje słów, żeby powiedzieć, jak Tusk manipuluje polską opinią publiczną.
Wspomniał Pan, że to Tusk mówił i dążył do resetu z Moskwą, ale ostatnio z trybuny sejmowej, w bardzo emocjonalnym wystąpieniu, współpracę z Putinem zarzucał Lechowi Kaczyńskiemu…
– Tonący brzytwy się chwyta – tak można to skomentować. Nikt nie kupi tej narracji Tuska i myślę, że on sam dobrze o tym wie. Nie ma chyba wątpliwości, kto realizowali niemiecki program pojednania z Rosją, a Polska miała być ważnym ogniwem w tym procesie. Również słowa, jakie Tusk wypowiadał w konfrontacji z obrazami m.in. z sopockiego molo czy ze Smoleńska, które cała Polska doskonale zna, mówią same za siebie. Natomiast powołanie tej komisji to jest próba tuszowania relacji samego Donalda Tuska i jego ekipy z Moskwą. Żadne próby zamazania rzeczywistości i próby odwrócenia uwagi od siebie na Lecha Kaczyńskiego, co już samo w sobie jest bzdurą i nonsensem, się nie udadzą.
Odpowiedzialnym za reaktywację komisji ds. badania rosyjskich wpływów jest szef resortu spraw wewnętrznych i administracji, Tomasz Siemoniak – polityk, wobec którego poprzedni skład komisji rekomendował niepowierzanie stanowisk odpowiadających za bezpieczeństwo państwa…
– Znów posłużę się porzekadłem – złodziej zawsze najgłośniej krzyczy: łapać złodzieja. Tu też chodzi o to, żeby odwrócić uwagę społeczeństwa od lenistwa, nieróbstwa oraz od decyzji szkodliwych dla Polski i Polaków podejmowanych przez tę władzę. Tusk, realizując swoje cele, posługuje się innymi i tak też jest w tym wypadku. Powierzenie Tomaszowi Siemoniakowi też nie jest najlepszym pomysłem, ale widać ławka tej ekipy jest krótka. Cała ta sprawa mieści się w narracji – wszystko przeciw PiS-owi, mamy więc próbę obarczenia naszej formacji relacjami z Rosją. Myślę, że nic głupszego Donald Tuk nie mógł wymyślić.
Rada Unii Europejskiej zatwierdziła dziś pakt migracyjny. Zaskoczenia chyba nie ma?
– To nic nowego. Dzisiejsze głosowanie ministrów finansów i gospodarki państw członkowskich to była zwykła formalność. Dlatego słowa przedstawiciela polskiego rządu, który był w tym gronie, nic nie znaczą, bo to Donald Tusk już wcześniej zatwierdził pakt migracyjny, a Rada Unii Europejskiej, czyli zgromadzenie ministrów państw członkowskich, tylko ten fakt formalnie potwierdziła.
Minister finansów Andrzej Domański winą obarczył rząd Zjednoczonej Prawicy, twierdząc, że to rząd PiS „zepsuł w tych negocjacjach wszystko, co było do zepsucia”…
– Minister Domański lepiej niech się zajmie finansami państwa, które po pięciu miesiącach od objęcia władzy przez „koalicję 13 grudnia” są w katastrofalnej sytuacji. Pod rządami Donalda Tuska wpływy do budżetu państwa maleją, prokuratorzy milczą, mafie odżywają i na nowo się rozkręcają. Co więcej, Polsce grozi procedura nadmiernego deficytu, która jest uruchamiana przez Komisję Europejską.
Swoją drogą to, że głosowanie powierzono m.in. ministrom finansów, to jest kolejny nonsens. Nic więc dziwnego, że minister Andrzej Domański zabrał głos. To jest nic innego jak próba zaciemnienia sytuacji, bo mówienie, że rząd Zjednoczonej Prawicy robił coś złego w tej materii, jest niedorzeczne. My byliśmy zawsze przeciw przymusowej relokacji nielegalnych imigrantów.