Wybór i ocalenie Jana Pawła II – dar i Boża tajemnica
Poniedziałek, 13 maja 2024 (21:06)Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej
Dziś mija 43 lata od zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II. Pamięta Pan Profesor dzień 13 maja 1981 roku
i wydarzenia z placu św. Piotra?
– Tak… Pamiętam, jak chyba każdy Polak. To był trudny dla Polski czas, tragiczny splot wydarzeń, bo z jednej strony umierający w Warszawie ks. kard. Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia – człowiek opatrznościowy wielkiego formatu, a w Watykanie dokonała się zbrodnia, która miała przekreślić pontyfikat, z którym Kościół, świat i Polska wiązały ogromne nadzieje. To wszystko stwarzało wielkie zagrożenie, niebezpieczeństwo i poczucie niepewności – jakby się nam grunt spod nóg usuwał. A jednak w tym całym naszym przerażeniu Boża Opatrzność zrządziła, że
z tego bardzo głębokiego kryzysu wyszliśmy umocnieni – przynajmniej wówczas. Prymasa Wyszyńskiego, który był mężem opatrznościowym dla polskiego Narodu, żegnaliśmy z wielkim smutkiem, a zarazem w poczuciu spełnionej wielkości, z wyrazami hołdu, który oddawał mu cały wdzięczny Naród. Wyrazem tego był wieniec na trumnie złożony od polskiego Narodu z napisem „Niekoronowanemu królowi Polski”, nawiązującym zarówno do pełnionej przez prymasów Polski funkcji interreksów, ale także wyrażający ciągłość dziejów Rzeczypospolitej. Z drugiej strony cierpiący po zamachu, przebywający w szpitali Ojciec Święty Jan Paweł II i szczęśliwe fatimskie, bo z pomocą Matki Najświętszej, zakończenie tego dramatu z 13 maja, choć z konsekwencjami zdrowotnymi. Dla nas ten zbieg okoliczności finalnie był jednak bardzo szczęśliwy, bo Jan Paweł II został ocalony, a jednocześnie pojawiło się pytanie, kto za tym zamachem stoi. Wiadomo było, że siły zła, które były po stronie Moskwy, po stronie Kremla,
w tym wypadku z odcieniami tureckimi i bułgarskimi, stanowiły zagrożenie, co więcej, jak widzimy dzisiaj po tym, co Rosja wyprawia na Ukrainie, to zagrożenie wciąż jest realne.
Spróbujmy rozwinąć tych kilka wątków poruszonych przez Pana Profesora – mianowicie, kiedy Jan Paweł II po zamachu dochodził do siebie na łożu szpitalnym w klinice Gemelli, to w Warszawie odchodził ks. kard. Wyszyński – przyjaciel Papieża Wojtyły. Był to zatem czas cierpienia dwóch wielkich Polaków, którzy wywarli ogromny wpływ na nasze dzieje, bez których dzisiaj chyba nie byłoby wolnej Polski?
– Bez tych dwóch wielkich postaci, naszych rodaków, trudno sobie dzisiaj wyobrazić Polskę wolną, co więcej, Polskę odrodzoną. Późniejsze konsekwencje deprawacyjne to jest osobny rozdział, ale wówczas problem był właściwie dość prosty, byliśmy my i byli oni, a więc wróg był oczywisty, łatwo definiowalny. W tamtym czasie nasi wielcy przywódcy, ojcowie naszej polskiej wolności, Jan Paweł II
i Prymas Polski kard. Wyszyński, obaj cierpieli. Ostatecznie Prymas Tysiąclecia od nas odszedł, ale choć ta śmierć od strony czysto ludzkiej – zważając na chorobę kard. Wyszyńskiego – była spodziewana, do przewidzenia, to odejście pasterza było bolesne i przez każdego z nas odczytane jako mocno przedwczesne. Tak czy inaczej mieliśmy świadomość spełnienia przez księdza Prymasa Wyszyńskiego wielkiej misji wobec Kościoła i Polski. Zwieńczeniem tego były Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego oraz wybór metropolity krakowskiego, kard. Wojtyły, na Stolicę Piotrową. Bez Prymasa Tysiąclecia, co wielokrotnie powtarzał sam Jana Paweł II, na Stolicy Piotrowej nie byłoby Polaka Papieża. Wybór Polaka na Papieża był też wyniesieniem spraw Polski na poziom międzynarodowy, dziś powiedzielibyśmy – globalny, bo przez pryzmat Ojca Świętego Jana Pawła II identyfikowano także Polskę i Polaków. Również my, Polacy, kolejny raz otworzyliśmy się na świat, a pielgrzymki do Watykanu, do naszego Papieża Jana Pawła II, stały się czymś ważnym, czymś istotnym dla naszej świadomości. Takie podejście utrzymywało się zarówno w kręgach kościelnych, jak
i narodowych, patriotycznych. Innymi słowy było to budowanie polskości, bo obok naszych pielgrzymek do Rzymu, do Watykanu, było też Monte Cassino, były też inne ważne dla nas, Polaków, miejsca. Wielu, udając się na spotkanie z Ojcem Świętym, zahaczało też o wzgórze Kahlenberg, wspominając wiktorię wiedeńską i zwycięstwo Jana III Sobieskiego nad Turkami w 1683 roku. Zatem to było też ładowanie naszej świadomości naszą polską historią, historią Europy, w której było miejsce także dla Polski, a Jan Paweł II to wszystko uosabiał.
Obaj hierarchowie: bł. kard. Wyszyński oraz św. Jan Paweł II, byli ludźmi bezwzględnej ufności i świętej zależności od Boga, byli ludźmi zawierzenia Maryi, ale też bez reszty oddani Polsce. Czy także dzisiaj mogą być wzorem dla współcześnie żyjących?
– Naturalnie. Świętość nigdy się nie dezaktualizuje. Stąd ci dwaj pasterze byli wzorem dla swojego pokolenia, ale ich wielkość i wzór miłości do własnego kraju, którego nie można w pełni kochać bez umiłowania Pana Boga, są ponadczasowe. Przypomnę tutaj słowa z powieści „Uroda
i życie” Stefana Żeromskiego, który miał wrażliwość na delikatną materię polskich spraw, na losy Polski i Polaków. Otóż ten nasz pisarz powiedział, że katolicyzm z polską państwowością tak bardzo się splotły, że „kto jedną z nich chce od drugiej odrąbać, krew ma pod siekierą”. To są mocne słowa, które pokazują, że zawsze dostrzegano konieczność więzi bogoojczyźnianej, że ona jest czymś naturalnym, co więcej, że jest ona podstawą funkcjonowania w państwie i Kościele. Dzisiaj
z przerażeniem patrzę na pustawe świątynie, w których zawsze czerpaliśmy siłę. Wydawałoby się, że także teraz Kościół, wiara powinny być czynnikami, które będą nas scalać, budować, ale tak do końca nie jest. Dzisiaj pozostali – jako ten fundament – ludzie bardzo głęboko wierzący, ale nie wiem, czy nie jest ich zbyt mało, bo jeśli popatrzeć na statystyki, to czasem człowieka ogarnia przerażenie, jak w niektórych miejscach bardzo głęboko posunęła się laicyzacja. Oczywiście, że to są ludzie do odzyskania, ale trzeba bardzo wielkiej pracy, aby tego dokonać.
Wzorem, z którego powinniśmy czerpać, jest
św. Jan Paweł II. Czy ta polskość, którą Papież miał zawsze w sobie, czy to przywiązanie do tradycji narodowych, chrześcijańskich, jakie wyniósł z rodzinnego kraju, czy te wartości w jakiś sposób ubogaciły nie tylko ten pontyfikat, ale
w ogóle papiestwo i Kościół?
– Święty Jan Paweł II w czasie swego pontyfikatu wielokrotnie odwoływał się do Polski, do tego, co wyniósł
z ojczystego domu – zarówno, kiedy przemawiał z trybuny ONZ, jak też w wielu miejscach świata, do których pielgrzymował. I nic w tym dziwnego – zwłaszcza że Europa Środkowa z Polską, czy to w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czy w różnych innych strukturach historycznych, była powiązana. Ojciec Święty wykorzystywał więc te wątki w swojej działalności, po prostu żył historią. Kiedyś wraz z aktorami Teatru Starego
w Krakowie miałem to szczęście być w Castel Gandolfo na kolejnym naszym spotkaniu z Ojcem Świętym Janem Pawłem II – akurat było to 1 września. Papież pamiętał
o tym, że wrzesień to bardzo szczególna data w historii,
i prosił swoich kolegów aktorów, z którymi był tak bardzo zaprzyjaźniony, o przygotowanie tu i teraz jakiejś improwizacji na temat września. Oczywiście to życzenie Jana Pawła II zostało spełnione i taka piękna inscenizacja się odbyła. Ale to pokazuje, jak Papież bardzo był wyczulony na historię Polski, że zawsze znajdował czas, aby tę historię przypominać w różnych jej aspektach.
To był też Papież maryjny i zamach – jak Pan Profesor zauważył na wstępie naszej rozmowy – miał miejsce 13 maja o godz. 17.19, a więc dokładnie o tej samej godzinie, o której w 1917 roku Matka Boża po raz pierwszy objawiła się trojgu pastuszkom w Fatimie…
– Jan Paweł II przypisywał swoje ocalenie Matce Bożej Fatimskiej, dlatego rok później, 13 maja 1982 roku, udał się do Fatimy, aby podziękować za uratowanie życia. Co więcej, kula, która go raniła, jako wotum została umieszczona w koronie Matki Bożej. Mamy też świadectwo tego zamachu na Jasnej Górze, gdzie Ojciec Święty dwa lata po tym wydarzeniu podarował sanktuarium przestrzelony i zakrwawiony papieski pas jako dziękczynienie Matce Bożej Jasnogórskiej za łaskę ocalenia. Elementy religijne, a zwłaszcza maryjność w osobie zarówno Jana Pawła Wielkiego, a także bł. kard. Stefana Wyszyńskiego, są ewidentne. Ta maryjność jest tak głęboka, że bardziej chyba być nie może, co widać w oddaniu, zawierzeniu się Maryi jednego i drugiego pasterza oraz oddaniu pod Jej obronę całego polskiego Narodu. To nie były tylko gesty, ale pewna rzeczywistość zarówno przeżywania wiary, jak też bycia Polakiem, przeżywania swojej polskości, dla której nie ma konkurencji. W tej rzeczywistości Bożej świat jest tylko dopełnieniem, a nie przeciwieństwem. Niektórzy dzisiaj uważają, że polskość to jest niszczenie europejskości, ale św. Jan Paweł II zupełnie inaczej to postrzegał. Dla Papieża Polaka podkreślanie europejskości oznacza także, a może przede wszystkim, wyeksponowanie, dowartościowanie polskości, że przez polskość można być Europejczykiem.
Po 43 latach od tamtego, jakże bolesnego szczególnie dla nas, Polaków, momentu zamachu na Jana Pawła II, owszem, znamy okoliczności, od początku wiemy też, kto strzelał, wiemy, dokąd prowadziły ślady, ale na tym chyba się kończy nasza wiedza. Dlaczego tak naprawdę wciąż niewiele na ten temat wiadomo?
– To jest chyba tak, że wielcy, a zwłaszcza silni tego świata, to są także ludzie Kremla. Oni bez wątpienia należą do tych silnych i jako nieprzewidywalni mają tę przewagę, że inni po prostu się ich boją. Bardzo niewielu zależało na tym, żeby wyjaśnić i wskazać faktycznych sprawców, potwierdzić przypuszczenia, jakie się pojawiły. Sytuacja jest tożsama z katastrofą smoleńską. Przecież widzimy, że co niektórych strach tak paraliżuje, że robią wszystko, żeby tylko cień podejrzenia nie padł na Moskwę. I wtedy, przed 43 laty, też doświadczyliśmy właściwie tego, co działo się po 10 kwietnia 2010 roku. Takich analogii jest jednak więcej, bo jawi się tutaj również sprawa zbrodni katyńskiej. Wszyscy wiedzieli, kto był sprawcą zbrodni ludobójstwa na polskich oficerach, na polskiej inteligencji, ale lepiej było tego nie ruszać, bo jak argumentowano, życia ofiarom i tak nikt już nie wróci. Tak było wcześniej, ale takie było też podejście po zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II. Fascynacja siłą, przed którą trzeba się ugiąć – to dominowało w odniesieniu do Rosji. I ten lęk, ten strach, to przerażenie do dziś występuje. To jest także kazus Niemców, którzy po II wojnie światowej mają wielki kompleks potęgi rosyjskiej, do tego stopnia, że są gotowi być wierni zewnętrznym kremlowskim planom.