Obłuda Komisji Europejskiej
Czwartek, 9 maja 2024 (09:29)ROZMOWA / z Kazimierzem Grajcarkiem, byłym przewodniczącym Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”
Już w piątek w Warszawie odbędzie się manifestacja przeciwko polityce klimatycznej Unii Europejskiej. Ma Pan duże nadzieje co do tego wydarzenia?
– Jedno wydarzenie nie zmusi Komisji Europejskiej i Donalda Tuska do zmiany stanowiska, ale kropla drąży skałę. Bardzo ważne jest to, aby manifestacja była liczna – i to z kilku powodów. Chodzi o to, abyśmy mogli się wszyscy policzyć, żeby Polacy zobaczyli, jak jest nas dużo – przeciwników zielonego marksizmu. To zmusi do refleksji. Osoby, które jeszcze nie wyrobiły sobie zdania o przyszłości polskiej gospodarki, zobaczą, że coś jest na rzeczy. Korzystamy z różnych źródeł informacji. To będzie sygnał, który popłynie z ulicy. Polska przekona się, że w protestach przeciwko polityce klimatycznej Unii Europejskiej chodzi nie tylko o rolników, lecz także o cały kraj, nad którym wisi śmiertelne niebezpieczeństwo. Jeżeli stracimy produkcję żywności i własną energetykę – a wszystko wskazuje na to, że taki jest cel – to wówczas trudno będzie mówić o wolnym i niepodległym państwie polskim. To naprawdę jest jeden z najdramatyczniejszych momentów naszej historii.
Możliwe, że pojawią się też dziennikarze z Europy, a może i ze świata.
– To jest jeden z ważniejszych wątków manifestacji. Dzięki temu informacja o naszym proteście dotrze do wielu Europejczyków. Spodziewam się, że sposób relacjonowania protestu przez zagraniczne media może nie być w pełni obiektywny, może zostać zniekształcony. Ale same wzmianki o proteście doprowadzą do tego, że ludzie w Niderlandach, Hiszpanii, Niemczech czy innych krajach Europy zaczną myśleć. To ich zaciekawi. Tak to działa. Będą szukać informacji, a dzięki temu, że mamy internet i media społecznościowe, jesteśmy w stanie zaspokoić ich oczekiwania. Mam nadzieję, że internet zostanie zalany zdjęciami i filmami przygotowanymi przez uczestników protestu.
Może to natchnąć Europę do organizacji podobnych protestów, manifestacji, w których udział bierze wiele grup społecznych, a razem z nimi całe rodziny?
– Gdyby to się udało, to byłoby pięknie. Jest na to szansa. Ktoś zawsze musi być pierwszy, dać znak innym do podjęcia działań. Liczę na to, że społeczeństwa Europy Zachodniej bardziej zainteresują się tym, co dzieje się w Polsce. Wmawia się nam, że od 13 grudnia Polska jest krajem uśmiechniętym, że tu każdy jest szczęśliwy. Nie, nie jest. Dochodzi do wielu aktów łamania podstawowych zasad. Ten rząd spycha nas w stronę autorytaryzmu. To jest czas, gdy trzeba zareagować. Jeżeli w piątek w Warszawie pokaże się wiele tysięcy polskich flag, to będziemy w ten sposób demaskować pewne kłamstwa. Europejczyk zada sobie pytanie: dlaczego tylu Polaków wyszło na ulice, skoro jest tak dobrze? To jest coś budującego, że ludzie w Polsce, ale też i w całej Europie, mogą się dowiedzieć, jaka jest prawda, jaka przyszłość nas czeka. Dowiedzą się tego od manifestantów, a nie od polityków, którzy dbają tylko o swój interes, lub dziennikarzy, którzy są uzależnieni od różnych grup wpływu. Są jeszcze polskie media i jest też internet – jeżeli nauczymy się oddzielać ziarno od plew, to możemy mieć z tego wiele pożytku.
Komisja Europejska na razie jest innego zdania… Polityka klimatyczna ma być ratunkiem dla ludzkości.
– Komisja Europa jest butna, obłudna i zakłamana. Ci ludzie, którzy przekonują nas o tym, że jeśli odejdziemy od paliw kopalnych, to będziemy żyć długo i szczęśliwie, twierdzą, że właśnie teraz Polska wróciła na ścieżkę praworządności. To nawet nie jest żart. To jest kpina. Mam nadzieję, że świat w końcu dowie się, jacy ludzie kierują naszym rządem. Mam nadzieję, że do wszystkich dotrze, jak zakłamana jest Komisja Europejska. Piątkowa manifestacja jest szansą na to, że Polacy się obudzą i że pobudzimy też do działania miliony Europejczyków. W pewnym stopniu będzie to wydarzenie przełomowe – skłonimy ludzi do myślenia. Ale trzeba przygotować się na długą walkę. W piątek Donald Tusk jeszcze nie odpuści. Komisja Europejska tym bardziej. Jednak to będzie kwestia czasu, kiedy się wycofają. Potrzebne są mobilizacja i konsekwencja.
Sami musimy się obronić przed ideologicznymi pomysłami Unii Europejskiej?
– Nie byłoby szkodliwej polityki klimatycznej, gdyby polscy politycy, wybierani przez Naród, nie wyrażali na to zgody. Rękę do tego przyłożyło część europosłów, a także wszystkie rządy – naprawdę wszystkie – w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Kolejni premierzy jechali na szczyty Rady Europejskiej i zgadzali się na wprowadzanie kolejnych rozwiązań oraz zaostrzanie celów emisji gazów cieplarnianych. Dzisiaj ci sami ludzie twierdzą, że są przeciwko Europejskiemu Zielonemu Ładowi. Nie dajmy się ogłupiać, wybierajmy mądrze. Rząd Prawa i Sprawiedliwości zrobił wiele dobrego dla Polski, poprawił warunki pracy, uruchomił potrzebne programy socjalne. Ale drugą ręką akceptował kolejne decyzje dotyczące zaostrzania celów klimatycznych. Czy Donald Tusk by postąpił inaczej? Nie! Robiłby to samo, tylko że szybciej. Zwracam na to uwagę, abyśmy przy urnach wyborczych zachowywali się mądrze i wybierali tylko tych polityków, którzy czują odpowiedzialność za losy kraju. Dzisiaj musimy wywierać presję na klasę polityczną, tak aby wiedzieli, że jeżeli podejmą decyzje, które nie leżą w interesie kraju, to ich rządy się skończą. Władzę sprawuje Naród, ale przez swoich przedstawicieli.
Referendum w sprawie polityki klimatycznej to dobry pomysł?
– Bardzo dobry. To poniesie się po Europie, że w Polsce zorganizowano referendum dotyczące wypowiedzenia Europejskiego Zielonego Ładu. Gdy rząd zorganizował referendum w sprawie polityki migracyjnej Unii Europejskiej, wywołało to popłoch w Brukseli. Żyjemy w XXI wieku – to, o czym mówi się w Polsce, jeszcze tego samego dnia można usłyszeć w Portugalii. Organizując referendum, wywołamy falę domina. Wkrótce kolejne kraje zdecydowałyby się na to samo.
W sprawie referendum decydujący głos należy do Donalda Tuska. Jak skłonić premiera, aby większość sejmowa zagłosowała za przyjęciem wniosku NSZZ „Solidarność”?
– Donald Tusk jest jakby laleczką, którą steruje Berlin i Bruksela. Zrobi to, co jest w ich interesie. Ale pamiętajmy, że on się nie urodził premierem, ktoś go wybrał. Duża część społeczeństwa. Każdy polityk wie, że dzisiaj jest, a jutro może go nie być. I to najbardziej motywuje ich do konkretnych działań. Musimy być silni i zdecydowani. Jeżeli pod wnioskiem podpiszą się miliony osób, świadomych i zdeterminowanych obywateli, to uśmiechnięta koalicja nie będzie miała wyjścia – będzie musiała zorganizować referendum. Wszystko jest w naszych rękach – nie ich.