• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Rządowa polityka przemocy

Piątek, 3 maja 2024 (19:22)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski
do Parlamentu Europejskiego

„Chciałem dzisiaj móc stanąć tutaj przed państwem z premierem Donaldem Tuskiem. […] Niestety nie skorzystał z mojego zaproszenia” – mówił prezydent Andrzej Duda podczas konferencji z okazji 20-lecia członkostwa Polski w Unii Europejskiej.
Nikt nie podważa choroby premiera,
ale skoro jest aktywny w mediach społecznościowych i był w stanie
spotkać się z dziennikarzami, to czy
nie powinien, 
zwłaszcza w takim dniu, 
wystąpić wspólnie z prezydentem?

– Znając Donalda Tuska, mam swoje własne przemyślenia na ten temat. Nie mam pewności, bo jak pan redaktor zauważył, nikt nie podważa jego choroby, ale uważam,
że wytłumaczenie odmowy prezydentowi jest prozaiczne. Myślę, że po prostu rozpoczął się długi weekend. Przypomnę, że – po pierwsze – Donald Tusk nigdy nie należał do osób, które od pracy wyrywały sobie rękawy.
Po drugie, jeśli rzeczywiście zdrowie nie dopisuje i ktoś niedomaga, to na pewien okres całkowicie zawiesza się działalność. Jednak w tym wypadku widać, że Tusk jest
w stanie zorganizować konferencję prasową i spotyka
się z dziennikarzami, czy też organizuje spotkanie
z ministrami: z ministrem-koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem oraz ministrem sprawiedliwości Adamem Bodnarem, w mojej ocenie,
w sprawie potężnego ataku na byłego prezesa PKN Orlen, Daniela Obajtka.

Co więcej, dzieje się to w momencie, kiedy rozpoczyna
się kampania i rejestrowanie list kandydatów w wyborach do Parlament Europejskiego. Trzeba powiedzieć jasno,
że Donald Tusk kontynuuje swoją politykę pogardy
dla urzędu Prezydenta RP. On to potrafi i umie robić. Apogeum tego przemysłu pogardy w wydaniu Tuska mieliśmy, kiedy prezydentem był prof. Lech Kaczyński, kiedy Tusk ze swoją ekipą robił wszystko, żeby neutralizować rolę i pozycję prezydenta. Dzisiaj Tusk,
który ponownie powrócił do władzy, uważa, że może tak działać w odniesieniu do prezydenta Andrzeja Dudy.

Z czego może wynikać ta pogarda?    

– Po pierwsze, Donald Tusk nie potrafi przegrywać, dlatego nigdy się nie pogodził z przegraną z Lechem Kaczyńskim
w rywalizacji o urząd Prezydenta RP w 2005 roku.
Tę porażkę, której nie przepracował, wciąż nosi głęboko
w sercu jako zadrę i zieje wrogością wobec politycznych przeciwników. Nawet jeśli ponownie – w przyszłym roku
– będzie się ubiegał o prezydenturę, to moim zdaniem też nie wygra tych wyborów. Po drugie, dla Tuska instytucje konstytucyjne w państwie polskim nie mają znaczenia.
Po trzecie, pewne rzeczy wynosi się po prostu z domu,
a więc jest to też kwestia dobrego wychowania i klasy.
Jeśli się nie ma klasy, to nic dziwnego, że podejmuje się takie działania. Jako kobieta mam prawo to ocenić.

Natomiast kiedy patrzę na to, co się dzieje w tej chwili,
i widzę, jak Tusk proponuje politykę przemocową,
to jestem pełna obaw. Zresztą to w ogóle jest rząd przemocowy, który proponuje politykę możliwą do zaakceptowania wyłącznie przez bardzo wąską i skrajną grupę wyborców, żądną zemsty wobec rządów Zjednoczonej Prawicy, która według nich miała czelność mieć inną wizję rozwoju państwa polskiego. Za to mamy cierpieć, za to nasyła się na nas prokuraturę, aresztuje się księży, za to wchodzi się do telewizji publicznej, wygasza się programy, tworząc własne. Czego się spodziewać po człowieku, który stoi na czele takiej władzy?

Do takiej postawy zachęcają Tuska jego polityczni partnerzy, jak chociażby Leszek Miller, który niedawno, występując w stacji z Wiertniczej, stwierdził, że „trzeba się nauczyć rządzić bez prezydenta i omijać prezydenta, nawet balansując na granicy prawa”. Nawiasem mówiąc nie tak dawno Miller nazwał prezydenta „popychadłem Kaczyńskiego”...

– Ten człowiek z całym szacunkiem powinien już być
na politycznej emeryturze, nie powinien dłużej jątrzyć.
Leszek Miller należy do tej samej rodziny politycznej,
co Tusk. Skoro więc Tusk zapowiedział, że przywróci przywileje emerytalne dla byłych funkcjonariuszy SB,
to nic dziwnego, że Miller, który w czasach słusznie minionych pełnił wysokie partyjne funkcje, go popiera.
To jest to samo towarzystwo, jeśli patrzymy na scenę polityczną, nie ma się więc czemu dziwić. Jest to jednak niebezpieczne, bo pokazuje młodym ludziom, że można
tak robić – mieć pogardę dla urzędu Prezydenta RP.

Skoro więc można łamać Konstytucję RP, co Tusk ze
swoimi akolitami robi, odwołując i powołując prokuratora generalnego bez zgody prezydenta, to tymi działaniami daje znak swoim wyznawcom, że można tak działać
w sposób bezkarny, tylko że to jest bardzo groźne.
To, że Tusk nie ma klasy, jeśli idzie o politykę, powoduje, że nie wygrywa, ale przegrywa kolejne wybory. Ludzie oczekują klasy od polityków. Jakże inaczej wyglądałoby państwo polskie, gdyby ludzie piastujący wysokie urzędy, jak dzisiaj Donald Tusk, mieli klasę i pojawiali się na ważnych świętach, które powinny łączyć przede wszystkim sprawujących władzę, bo tu chodzi o pozycję i rangę państwa polskiego. Tymczasem były „król Europy” odmawia prezydentowi. Być może ogranicza go choroba… Tak czy inaczej wyborcy to widzą i dzisiaj obserwujemy
7-procentowy zjazd Koalicji Obywatelskiej w sondażach. Jest to nie tylko spowodowane drożyzną i tym, że ta władza oszukała nas wszystkich, w szczególności wyborców, nie tylko tym, że Tusk pała prymitywną żądzą zemsty, ale także tym, że on sam i jego ludzie po prostu nie mają klasy.

Skąd u premiera Tuska ta ciągła walka
z prezydentem?             

– Bierze się stąd, o czym już wspomniałam – mianowicie, że Tusk nie wygrał wyborów i sam w sobie tych porażek
nie przepracował. Dlatego jeśliby kiedykolwiek zwyciężył, w co wątpię, to niech nie liczy, że jego będą szanować. Ludzie nie będą go szanować, tak samo jak on nie szanuje urzędu Prezydenta RP.

Leszek Miller, znany z pouczania innych, słabo kończy swą polityczną karierę?

– Miller staje się zgorzkniałym, przykrym, starszym komentatorem. Swój kapitał, który być może kiedyś miał jako prominentny działacz najpierw PZPR, później SLD,
po prostu rozmienił na drobne.

Miller kończy, ale do Brukseli pchają się młodsi koledzy z politycznej rodziny, jak Kierwiński, Budka, Sienkiewicz, Joński czy Szczerba. Idą po mandat czy uciekają przed praworządnością i kompromitacją?

– Część z tych polityków, jak Bartłomiej Sienkiewicz, próbuje uciec przed konsekwencjami i odpowiedzialnością. Minister Sienkiewicz zdaje sobie sprawę z tego, co zrobił nie tylko w momencie siłowego wejścia i przejęcia mediów publicznych, bo to jest jedna rzecz, ale jest jeszcze cała operacja prawna, jaką przeprowadził, która okazała się absolutnie bezprawna. Jest też wymiar gigantycznych strat, jakie ta operacja za sobą pociągnęła, dlatego on
za to wszystko odpowie prędzej czy później. Ponadto do Tuska chyba docierają sygnały, że ludzie kultury burzą
się działaniami ministra Sienkiewicza. Tak czy inaczej Sienkiewicz ma świadomość, że akcja ewakuacja jest dla niego jedynym wyjściem, a schronienie pod immunitetem posła do Parlamentu Europejskiego jest szansą
na odłożenie w czasie odpowiedzialności.

A inni wspomniani pretendenci do mandatu europosła?    

– Jeśli chodzi o Macieja Kierwińskiego czy Borysa Budkę,
to ci politycy po prostu nie sprawdzili się na fotelach ministrów. Byli zagończykami Tuska, ludźmi, zwłaszcza Kierwiński, od brudnej roboty. Pamiętamy chociażby wejście policji do Kancelarii Prezydenta RP i aresztowanie gości prezydenta, posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, gdzie de facto została naruszona godność państwa polskiego. Jeśli chodzi o kierowanie tak poważnym, wymagającym resortem jak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, to trzeba jasno powiedzieć, że Kierwiński nie podołał, po prostu nie dał rady merytorycznie i emocjonalnie. Ktoś, kto był mocny tylko
i wyłącznie w gadaniu, żeby nie użyć mocniejszych określeń, mocny politycznie, ale w sensie merytorycznym popłynął. Jest to więc akcja ewakuacja. Podobnie jest
z Borysem Budką.  

Po drugiej stronie staje biało-czerwona drużyna Prawa i Sprawiedliwości, która wczoraj przedstawiła „jedynki” na listach
i konwencją w Kielcach rozpoczęła
kampanię do Parlamentu Europejskiego.
Co biało-czerwona drużyna PiS ma
do zaproponowania Polakom?  

– Przepiękna konwencja, wspaniali ludzie, mocna ekipa. Bardzo dziękuję tym, którzy przyjechali na konwencję
do Kielc z różnych stron Polski. Była okazja, żeby porozmawiać i zaprezentować naszych liderów – „jedynki”, „dwójki” na listach i żeby usłyszeć przesłanie naszego lidera, prezesa Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej premier Beaty Szydło. Do Brukseli musi iść bardzo silna ekipa, biało-czerwona drużyna, która będzie reprezentowała Polskę, która będzie walczyć o polskie sprawy, która będzie strzegła interesu polskiej suwerenności i polskiej niezależności.

Chcemy też silnej Unii Europejskiej, ale Unii narodów,
Unii współpracy, Unii wzajemnego szacunku wbrew temu, co jest dzisiaj proponowane, a de facto narzucane przez unijne elity i ośrodki decyzyjne w Berlinie i Brukseli.
My musimy się temu przeciwstawić. W głosowaniu
w Parlamencie Europejskim zabrało niewiele głosów, żeby odsunąć od realizacji dyrektywy, które są bardzo szkodliwe dla Polski, dla naszych obywateli, dla budżetów polskich rodzin i w ogóle dla polskiej gospodarki. Stąd przed wyborami 9 czerwca jest potrzebna duża mobilizacja środowisk propolskich, pronarodowościowych, prosolidarnościowych, żeby zatrzymać proces
centralizacji Unii Europejskiej, czyli powołania jednego piętnastoosobowego rządu w Brukseli, który będzie dyktował warunki poszczególnym państwom. Musimy powstrzymać projekt absolutnie z kapelusza dotyczący utworzenia jednej wspólnej europejskiej armii w kontrze do NATO. Jeśli nie powstrzymamy ideologicznych projektów, w tym Europejskiego Zielonego Ładu, jeśli
tych szkodliwych projektów, jak chociażby dyrektywa budynkowa, nie uda się najpierw zawiesić, a następnie wyrzucić do kosza, to Europa i Polska zaczną się staczać, wzrośnie też niepomiernie ubóstwo społeczeństwa. Dlatego potrzebna jest każda para rąk ze środowisk patriotycznych tam, w Brukseli. To jest niezwykle ważne. Te wybory czerwcowe będą o tym, czy Polska będzie suwerenna
w Unii Europejskiej, czy też będzie pod butem Niemców.

                 Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki