Rozpoczyna się batalia o suwerenność Polski
Sobota, 27 kwietnia 2024 (20:02)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Partie odkrywają karty i znamy już przynajmniej część kandydatów na listach do europarlamentu. Z ramienia koalicji Donalda Tuska o mandaty europosłów ubiegać się będą m.in. Bartłomiej Sienkiewicz, Marcin Kierwiński, Borys Budka, a także szefowie dwóch z trzech komisji śledczych: Michał Szczerba i Dariusz Joński. Dość szybko, bo po czterech miesiącach, jedni z głównych aktorów „koalicji 13 grudnia” uciekają z Polski?
– Tak, w jakimś sensie jest to ucieczka. Po czterech miesiącach z małym okładem ten rząd, również wspomniani przez pana redaktora politycy, nie zrobili nic dobrego poza demolowaniem państwa polskiego. Efektów pracy dla Polski i Polaków nie ma żadnych, natomiast mamy niszczenie prawa, praworządności, dotychczasowych osiągnięć, struktur państwa. Nic więc dziwnego, że w obawie przed odpowiedzialnością uciekają do Brukseli, próbując się skryć pod immunitetem posłów do Parlamentu Europejskiego.
Może fakt, że ludzie, którzy nie przysłużyli się Polsce, a wprost odwrotnie, uciekają z Ojczyzny, to jest dobre dla Polski, bo z tych polityków większych korzyści i tak nie ma. Z drugiej strony – przynajmniej w strategii PR-owej Koalicji Obywatelskiej – ci politycy są popularni, część, jak pan zauważył, jest obecna w komisjach, próbując jeszcze bardziej się pokazać i wypłynąć szerzej na polityczne wody, aby kandydować i uzyskać mandaty. Wniosek z tego jest taki, że być może te osoby przyjęły właśnie taką strategię, że na jakiś czas pokażą się w polskim parlamencie, na polskiej scenie, ale docelowo będą kandydowały do europarlamentu.
Wydawało się, że pewnym kandydatem na porzucenie Polski – zwłaszcza po swoich „dokonaniach” – będzie minister Adam Bodnar. Tymczasem nie ma go na listach…
– Poniekąd jest to zaskoczenie, myślę, że także dla samego ministra Adama Bodnara, który zdaje się na to liczył, jako nagrodę za „zasługi” wobec Donalda Tuska i rządu „koalicji 13 grudnia”. Nie jest też żadną tajemnicą, że część posłów traktuje w tej chwili Parlament Europejski – w przeciwieństwie do tego, jak to było na początku – jako pewien awans, zwłaszcza pod względem finansowym, bo uposażenie europosła jest o wiele wyższe niż w polskim parlamencie.
Ten exodus ministrów i wiceministrów do Brukseli będzie wymagał rekonstrukcji rządu, która, o dziwo, zgodnie z zapowiedzią Tuska ma nastąpić 10 maja, a więc w dniu manifestacji organizowanej przez NSZZ „Solidarność” oraz NSZZ „S” RI przeciw agresywnej polityce klimatycznej Unii Europejskiej. Przypadkowa zbieżność dat?
– Myślę, że Donald Tusk będzie próbował przykryć tę manifestację, która – jak wszystko wskazuje – może być bardzo liczna. Dlatego chce wprowadzić inny temat do dyskusji – mianowicie rekonstrukcję rządu. Trzeba też powiedzieć, że Donald Tusk traktuje Polaków w sposób niepoważny i zamiast pracować dla Polski, mamy rozgrywki wewnątrz koalicji, mianowanie ministrów na cztery miesiące, a następnie odwoływanie ich, bo kandydują na inne dobrze wynagradzane stanowiska w Parlamencie Europejskim. Jak w tym momencie można mówić o powadze uprawiania polityki, a przede wszystkim w traktowaniu polskiego społeczeństwa. Niewiele zrobili, a jeśli już, to dużo złego i w nagrodę idą dalej, natomiast ci, którzy ich zastąpią będą się musieli uczyć od początku, zapoznawać z resortami itd. Jak już wspomniałem, ponad sto dni minęło – efektów żadnych, i co, będziemy czekać kolejne sto dni czy więcej na cud, którego i tak nie będzie? Tak można czekać w nieskończoność. Jednak to pokazuje bardzo instrumentalne traktowanie państwa przez Koalicję Obywatelską, głównie dla własnych celów i korzyści politycznych.
O czym będą czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego i poprzedzająca je kampania?
– Zbliżające się wybory do europarlamentu będą bardzo ważne – chyba najważniejsze, zwłaszcza kiedy widzimy, że obecny Parlament Europejski i wiodące w nim prym środowisko lewico-liberalne szykuje swego rodzaju rewolucję. Chce zmieniać traktaty o Unii Europejskiej, zupełnie odchodzi od pierwotnych założeń funkcjonowania wspólnoty wolnych, suwerennych państw. Tak naprawdę trwa batalia w kierunku utworzenia jednego superpaństwa europejskiego i sprowadzenia na margines życia społecznego roli państw narodowych.
Jeśliby do tego doszło, to wszystkie decyzje zapadałyby w Brukseli, a rola państw i parlamentów narodowych byłaby marginalna. Również rola rządów sprowadzałaby się do administrowania i podejmowania decyzji, ale w bardzo ograniczonym zakresie i oczywiście takich, które są zgodne z tym, co wyznaczy Unia Europejska. Tak naprawdę to jest gra o suwerenność Polski, o suwerenność państw narodowych. To jest trend bardzo niebezpieczny i jeśli się nie powstrzyma tego szaleńczego kierunku, może to doprowadzić do rozpadu, do chaosu Unii Europejskiej, do konfliktów, które nie są potrzebne w sytuacji zagrożeń, także militarnych, z jakimi dzisiaj mamy do czynienia ze strony Rosji, ale nie tylko.
Skoro mowa o suwerenności, to w ten temat wpisuje się exposé ministra Radosława Sikorskiego, które wskazuje, że rząd Tuska będzie realizował wszystko, na czym zależy Niemcom, m.in. w zakresie zmiany traktatów…
– Muszę przyznać, że jestem zaskoczony tym wystąpieniem szefa polskiej dyplomacji, jego postawą i językiem, którego używał. Można się z nim zgadzać bądź nie, ale wydawałoby się, że jest to polityk doświadczony, co więcej, jeśli chodzi o interes Polski, to tu nie powinno być podziałów i tak jednoznacznego ataku na opozycję, w dodatku w obecności korpusu dyplomatycznego innych państw. Ten atak na poprzednią ekipę rządzącą to zwyczajnie nie przystoi dyplomacie, ministrowi, osobie, która chce uchodzić za poważnego polityka. Takie wystąpienie tak naprawdę jest ze szkodą dla kraju, co więcej, jest to oddanie pewnego hołdu strukturom międzynarodowym.
Z całą pewnością taka postawa nie służy polskim interesom, a przecież jak już wspomniałem jesteśmy w sytuacji wyjątkowej, dlatego jedność jest wręcz obowiązkiem, nakazem, natomiast krytyka pod adresem przeciwników politycznych musi być bardzo wyważona. Różnice na pewno nie powinny być wyciągane na forum publiczne. To wystąpienie, ton był charakterystyczny dla kogoś, kto używa języka hejtu. Mogłoby się wydawać, że słowa te wypowiada niedoświadczony polityk, którym Radosław Sikorski przecież nie jest, ponadto funkcjonuje już od wielu lat w polityce, pełnił różne funkcje, tym bardziej jego zachowanie jest niezrozumiałe i budzi pewien niepokój. Można mieć do niego duże zastrzeżenia.
Czy tak powinien się zachowywać szef dyplomacji suwerennego państwa?
– Zachowanie Radosława Sikorskiego wskazuje, że próbuje on zyskać sympatię i przychylność środowisk obcych, środowisk innych krajów. Przede wszystkim, żeby zyskać ich przychylność do objęcia jakiegoś stanowiska w strukturach europejskich. Takie są – jak się wydaje ambicje Sikorskiego. Tylko że polski minister powinien dbać przede wszystkim o interes własnego kraju. Poza tym to exposé Sikorskiego jest pewnym wstępem czy zapowiedzią tego, że rząd Donalda Tuska będzie rezygnował z wielu kwestii dotyczących suwerenności Polski na rzecz Unii Europejskiej. Patrząc na działania Tuska czy Sikorskiego można mieć takie przypuszczenie, które wcale nie jest nieuzasadnione. Dlatego po takim exposé szefa dyplomacji, które ma wyznaczać kierunki, w jakich będzie podążał ten rząd w polityce międzynarodowej, nie należy się spodziewać, że ta władza, ta „koalicja 13 grudnia”, będzie stała mocno na polskim gruncie, na gruncie niezależności i broniła interesów Polski i Polaków. Wprost widoczne są symptomy, które mówią, że za rządów koalicji Tuska Polska będzie się zgadzała właściwie na wszystko, co narzuci nam Unia Europejska.
Wygląda na to, że pozostali kandydaci do europarlamentu ze strony „koalicji 13 grudnia” też nie będą stali na straży interesów Polski. I tak kandydat Trzeciej Drogi Michał Kobosko – zresztą nie tylko on – mówi wprost, że idzie do PE z intencją wprowadzenia euro w Polsce. Co ciekawe, ta deklaracja pada w czasie, kiedy obchodzimy 100. rocznicę wprowadzenia złotego do obiegu...
– To są stanowiska i postawy zupełnie niezrozumiałe. Wydaje się, że większość polityków koalicji rządzącej nie myśli propolsko, można nawet rzec, że są to zachowania dyletanckie. Przecież wcale nie trzeba być wybitnym ekonomistą, żeby obserwować, wziąć dane statystyczne i zobaczyć, jak wygląda na przykład wzrost PKB czy wzrost gospodarczy w krajach, które należą do strefy euro i porównać te dane z państwami, które do strefy euro nie należą – jak chociażby Polska. Można zobaczyć m.in. ceny towarów w krajach strefy euro, a także jaki był stan ich gospodarki przed, a jaki jest dzisiaj po wprowadzeniu waluty euro.
Są też ekonomiści, którzy twierdzą, że kres wspólnej waluty jest coraz bliższy, dlatego, że z tego tytułu jest coraz więcej szkód niż korzyści. Owszem, strefa euro służy w zasadzie dwóm głównym gospodarkom – niemieckiej i holenderskiej, ale z pewnością nie służy innym państwom, które nie do końca sobie z tym radzą. Natomiast poprawność polityczna powoduje, że wbrew wszystkiemu obstają prze euro. Można się domyślać, że wiele z państw strefy euro zapewne zrezygnowałoby ze wspólnej waluty, ale to nie byłoby zgodne z pewnym prądem myślenia w Unii Europejskiej, w związku z tym mogłoby się to spotkać z ostracyzmem. Nic więc dziwnego, że te państwa w ogóle nie podnoszą kwestii rezygnacji z waluty euro. Miejmy więc świadomość, że skoro euro nie służy innym, to nie będzie też służyć Polsce i Polakom. Natomiast obecna władza spolegliwa wobec Brukseli i Berlina na pewno będzie dążyć do przyjęcia przez Polskę waluty euro wbrew większości Polaków, którzy są temu przeciwni. Jest pytanie, czy dla samego poklepywania po plecach i uznania ze strony Berlina premier Polski powinien się godzić na coś, co jest niekorzystne, co będzie wręcz szkodliwe dla naszego kraju? Odpowiedź jest jasna.
Owszem, nie jest to przesądzone, ale pod warunkiem, że dojdzie do zmiany władzy w Polsce, a wcześniej do zmiany sił w Parlamencie Europejskim, i większość będą miały siły konserwatywne...
– To prawda. Jeśli chodzi o skład i siły w obecnym Parlamencie Europejskim, to na przestrzeni ostatnich pięciu lat zdołały one uczynić wiele zła i szkód. Można wymieniać Europejski Zielony Ład, pakt migracyjny czy podejście do Polski rządzonej przez konserwatywny rząd Zjednoczonej Prawicy. Dziś wydaje się, że w Unii wieje wiatr zmian, ale nie wiemy, jak silny i czy zdoła zahamować ten kierunek, w którym podąża UE.
Trzeba też jasno stwierdzić, że jeśli te rewolucyjne zmiany nie zostaną powstrzymane, to sądzę, że Polska powinna się bardzo poważnie zastanowić, rozważyć sens dalszej obecności Polski w strukturach Unii Europejskiej, która dzisiaj nie ma nic wspólnego z ideą ojców założycieli. Trzeba by zrobić bilans zysków i strat, ale już na pierwszy rzut oka wydaje się, że ten bilans jest na naszą niekorzyść. Zagrożona jest wartość najważniejsza, czyli suwerenność, która jest ponad ekonomią i unijnymi środkami. Jeśli Unia Europejska się nie zreflektuje, jeśli dalej będą podejmowane decyzje szkodliwe dla Polski i Polaków, a także szkodliwe dla innych nacji, to taka Unia nie ma przyszłości. Wszystko będzie też zależało od polityków, których wybieramy. Mamy więc pośredni wpływ także na to, jaka będzie Unia Europejska i czy w ogóle będzie. Jak wspomniałem, wiele będzie zależało od polityków, którzy – co wiadomo z historii – byli bardzo różni, a niektórzy bronili tylko własnych interesów, a nie interesów Polski. Oby nie, ale teraz też tak może być…