• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

To był czas stracony dla Europy i Polski

Piątek, 26 kwietnia 2024 (20:11)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Za nami ostatnia sesja plenarna Parlamentu Europejskiego tej kadencji. Jaki to był czas dla Europy?

– Był to czas stracony dla Europy. Okazało się po raz kolejny, że liderzy Unii to nie są wizjonerzy, mężowie stanu, politycy, którzy mogliby Unię poprowadzić tak, żeby się rozwijała, aby skutecznie konkurowała z największymi gospodarkami świata. Ci ludzie bez wizji spowodowali zastój gospodarczy Unii Europejskiej, co im wszyscy zarzucamy. Żeby przysłonić zastój gospodarczy Unii i de facto przegraną konkurencję z Chinami czy Stanami Zjednoczonymi, dokąd teraz firmy z Europy uciekają, unijni decydenci wprowadzają retorykę i lotne, chwytliwe hasła – zwłaszcza wśród młodzieży, że planeta płonie, że trzeba ratować klimat, czyste powietrze, cały ten Europejski Zielony Ład itd. Jednak rolnicy chyba najlepiej wykazują manipulacje i absurdalność tej zielonej ideologii, całej tej klimatycznej rewolucji oraz tych, którzy to na siłę forsują. Zielony Ład tak mocno dopychany kolanem się nie przyjął, został wręcz wyśmiany jako szkodliwy dla Europy. Unijni politycy mają tego świadomość, dlatego teraz przez sześć tygodni do wyborów europejskich będą kłamać, manipulować, że tak naprawdę to nie o to im chodziło, że cały ten Zielony Ład można wycofać, a wszystko po to, żeby znów dorwać się do władzy, a następnie robić to samo, co dzisiaj, a więc dokończyć wdrażanie tej chorej zielonej ideologii.

Mijająca kadencja Parlamentu Europejskiego została też poświęcona na forsowanie superpaństwa europejskiego…

– Tak. Wczoraj odbyła się debata na temat poszerzenia Unii Europejskiej i lider frakcji liberałów w europarlamencie – dobrze nam znany z atakowania Polski – belgijski polityk Guy Verhofstadt powiedział, że jego partia w przyszłym Parlamencie Europejskim nigdy nie zagłosuje za żadnym komisarzem, jeśli nie będzie zmian traktatów europejskich, jeśli nie będzie państwa europejskiego. Grzmiał też, że trzeba zlikwidować jednomyślność w podejmowaniu decyzji, że trzeba głosować większością. Tak czy inaczej ten trend zarysowany przez Verhofstadta pokazuje, jaka jest wizja Europy pod dyktatem Niemiec i Francji, które także w minionych pięciu latach ściągnęły cugle i narzuciły Europie dyktat, chcąc w sposób bezwzględny realizować własną politykę.

Trzeba też powiedzieć, że była to kadencja naznaczona aferami w Parlamencie Europejskim, które po pierwszym szumie medialnym właściwie rozeszły się po kościach.

– To był czas, kiedy Parlament Europejski się skompromitował korupcyjnymi sytuacjami w tle z Katarem, Marokiem, a główni bohaterowie skandalu – ówczesna wiceprzewodnicząca europarlamentu, Greczynka Eva Kaili czy belgijski eurodeputowany Marc Tarabella – trafili do aresztu i na pierwsze strony wszystkich światowych mediów. Z czasem jednak jakby nigdy nic wrócili do pracy w europarlamencie i brali udział w głosowaniach. To był też czas, kiedy odkryto niejasne powiązania unijnych urzędników z sędziami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej czy urabianie polityków przez lobbystów. Głośna była sprawa przyłapania komisarza ds. budżetu, polityków Europejskiej Partii Ludowej oraz sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, którzy „biesiadowali” we francuskim zamku Chambord, słynącym z polowań i suto zakrapianych imprez. Tam też zapewne ustalano strategię działań wobec niepokornych krajów Unii Europejskiej. Zatem mijająca kadencja to także czas korupcji w europarlamencie na nienotowaną dotąd skalę.

Jak Unia ma się finansowo, bo zdaje się z tym też nie jest najlepiej?

– Unia Europejska w minionych latach zanotowała ogromne, historyczne zadłużenie. Od 1 stycznia 2028 roku zacznie się spłata 750 miliardów euro pożyczonych na Krajowy Plan Odbudowy, tymczasem pieniądze do dziś wyasygnowane nie przynoszą spodziewanego efektu w poszczególnych krajach. Co więcej, koszty całej tej operacji na koniec spłaty, a więc do końca 2056 roku są obliczone na 222 miliardy euro. Banki europejskie zacierają ręce, bo nie muszą się martwić o zyski. I to są wszystko kataklizmy unijne, trzeba też pamiętać o pandemii koronawirusa, kiedy Unia kompletnie nie zdała egzaminu. Dla przypomnienia pierwsze maseczki do Unii Europejskiej przywieźli Chińczycy – do Włoch, bo Unia, cała ta urzędnicza machina, nic nie potrafiła zrobić. Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, to zamiast jednego, a skutecznego i dotkliwego pakietu sankcji wobec agresora, Unia wprowadziła aż 13, które specjalnej krzywdy Putinowi nie uczyniły. Unia Europejska nie potrafiła też nazwać tego barbarzyństwa, tylko kombinowała, jak to zrobić, żeby przypadkiem za bardzo nie dokuczyć rosyjskiemu niedźwiedziowi. I to jest moim zdaniem największa kompromitacja Unii Europejskiej. Bruksela mimo zbrodni, śmierci niewinnych ludzi kombinowała, jak odłączać Putinowi tlen, ale tak żeby się przypadkiem nie udusił.

Panie Pośle, a jaki to był czas – ta mijająca kadencja europarlamentu – dla Polski?

– To był czas ataków na Polskę, dziesiątek rezolucji przeciw Polsce, czas fabrykowania nieprawdziwych informacji, w czym udział brała Koalicja Obywatelska, PSL, SLD i Róża Thun z Trzeciej Drogi. To był czas bezprawnego wstrzymywania wypłaty Polsce pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy – czas wymyślania kamieni milowych, mimo iż pandemia była u nas tak samo jak w innych krajach i pieniądze te się nam należały. Był to też czas nacisków ze strony Komisji Europejskiej, żeby pozbawić władzy rząd Zjednoczonej Prawicy i zainstalować rząd Donalda Tuska, posłuszny Berlinowi i Brukseli.

Jaki będzie przyszły europarlament: prawicowy, sceptyczny wobec Europejskiego Zielonego Ładu, wobec przymusowej relokacji imigrantów, czy może jeszcze bardziej lewacki i liberalny?

– Na pewno będzie liczniejszy, a Polska zyska jeden mandat, czyli będziemy mieli 52 europosłów. Natomiast wygląda na to, że nowy europarlament będzie bardziej prawicowy, bardziej konserwatywny. Na pewno większą reprezentację prawicową będą mieć: Francja, Włochy i Hiszpania. Liczymy też na dobrą reprezentację z Polski. Również z krajów skandynawskich powinna być bardziej prawicowa grupa europarlamentarzystów. Tak więc spodziewamy się, że będzie lepiej niż jest, że uda się powstrzymać całe to szaleństwo klimatyczne, reformatorskie zapędy polegające na dążeniu do zmian unijnych traktatów. Sygnały i badania są dosyć obiecujące, ale ostatecznie wszystko jest w rękach Europejczyków, wszystko zależy od tego, jak zagłosują. Faktem namacalnym jest, że drożyzna coraz bardziej dokucza w Europie, energia jest coraz droższa, co powoduje protesty energetyków i zwykłych ludzi, protestują także transportowcy. Wobec powyższego należy się spodziewać, że ludzie się obudzą, co przełoży się na głosy, i można się będzie spodziewać lepszej reprezentacji ludzkich spraw w Parlamencie Europejskim niż jest teraz.

Z jakim programem pójdzie do wyborów do Parlamentu Europejskiego Prawo i Sprawiedliwość?

– Pójdziemy z hasłem obrony polskiej niepodległości. Sprzeciwiamy się pakietowi relokacyjnemu i przywożeniu do Polski imigrantów. Będziemy mówić jasno i głośno o zadłużeniu Unii Europejskiej, będziemy bronić polskiego rolnictwa przed zieloną, niszczącą ideologią, będziemy mówić o tym, że jesteśmy przeciwni zmianom unijnych traktatów i podejmowaniu decyzji o całej Unii przez oś Berlin – Paryż – Bruksela. Temu się stanowczo sprzeciwiamy. Jesteśmy eurorealistami, a więc chcemy Polski w Unii Europejskiej, ale w Unii wolnych, suwerennych państw. Chcemy zmieniać Unię tak, żeby służyła ludziom, żeby była konkurencyjna na świecie, a nie stawała się coraz bardziej skansenem. Nie godzimy się na drożyznę unijną, którą konstruują nam liberalno-lewicowi, oderwani od rzeczywistości politycy, ideolodzy. Dzisiejsza polityka Unii Europejskiej rujnuje gospodarkę europejską, powoduje, że firmy uciekają z Europy, czego efektem jest ogromne bezrobocie. Będziemy też przeciwko planom tworzenia armii europejskiej pod wpływem niemieckim, bo uważamy, że Sojusz Północnoatlantycki, sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jako gwarancja bezpieczeństwa są najważniejsze. Z całą pewnością będziemy bronić polskiej gospodarki i polskich podatków, a nie europejskich haraczy. Będziemy też bronić polskiej waluty przed euro. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy ta nowa, projektowana Unia będzie miała ministra sprawiedliwości np. z Francji, ministra finansów np. z Belgii, a ministra obrony europejskiej z Niemiec. To byłoby bardzo niedobre dla krajów Europy Środkowej.           

No, może mieć jeszcze ministra z Polski… Wczorajsze exposé Radosława Sikorskiego wskazywało, że bardziej zależy mu na tym, żeby to Niemcom było dobrze, niż Polsce i Polakom.

– No tak, przez całe exposé przewijał się slogan, że Niemcy nie są wrogiem. Co więcej, pojawiło się stwierdzenie, że ten rząd chce rozmawiać z Rosją, choć nie tą barbarzyńską. Mieliśmy zatem lekkie ukłony w stronę Putina. Przyznam, że bardzo się temu dziwię. Sikorskiemu wydaje się, że ludzie mają krótką pamięć, ale tak nie jest. Dlatego trzeba przypominać, że to ekipa francusko-niemiecka zaprosiła w 2021 roku Putina na szczyt Unii Europejskiej. Wtedy Polska, Rumunia, Szwecja i kraje bałtyckie zablokowały rozłożenie czerwonego dywanu przed Putinem, który miał po nim maszerować w Brukseli. Dlatego pomysłodawcy tego karkołomnego przedsięwzięcia musieli się wycofać z tego pomysłu. I za kilka miesięcy Putin napadł na Ukrainę. Taka mniej więcej jest orientacja liderów Unii Europejskiej, którzy chcą żyć kosztem innych narodów. Bogacić mają się tylko Niemcy i Francja i państwa tzw. starej Unii, a reszta ma pokornie wykonywać polecenia panów i siedzieć cicho, jak to w 2003 roku powiedział o Polsce ówczesny prezydent Francji Jacques Chirac: „Straciliście bardzo dobrą okazję, by siedzieć cicho”. Tak jednak nie będzie. Siły prawicowe, siły reformatorskie, siły eurorealistyczne – moim zdaniem – są dosyć silne, dlatego jak tylko się zmobilizujemy, to ze wsparciem społecznym powinniśmy zablokować istniejący dziś układ, wypchnąć socjalistów z rządów, zająć ich miejsce i budować Unię Europejską normalności.

Zaskoczył Pana fakt, że Adam Bodnar nie znalazł się na listach kandydatów do europarlamentu?

– Nie zaskoczył. Bodnar tak naprawdę nie miał skąd startować, bo po tym, co zrobił, czym się zapisał jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny, pewnie przegrałby te wybory. Natomiast ewakuacja do Brukseli połowy rządu „koalicji 13 grudnia” jest bardzo znamienna.

Podobno chcą z Brukseli służyć Polsce?

– To oczywiście żart, bo tak naprawdę w Parlamencie Europejskim szukają immunitetu, a więc schronienia. Natomiast mam nadzieję, że wyborcy 9 czerwca ocenią dokonania ekipy Tuska i w nowym europarlamencie politycy, ministrowie, którzy źle przysłużyli się Polsce, schronienia w Brukseli nie znajdą. 

Wracając do Pana formacji, to kiedy poznamy ostateczny kształt list kandydatów PiS-u?

– Myślę, że na początku przyszłego tygodnia, w poniedziałek lub we wtorek. Jedynki czy dwójki – jak wiadomo – już się w mediach poprzebijały i myślę, że są to prawdziwe informacje, ale oficjalnie wszystko będzie wiadomo za kilka dni.

           Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki