Św. Andrzej Bobola - Orędownik Polski w niebie
Święty zatroskany o swój Naród
Poniedziałek, 22 kwietnia 2024 (10:09)Święty Andrzej Bobola jest jedynym spośród polskich świętych, który zarówno za życia, jak i po swojej chwalebnej męczeńskiej śmierci 16 maja 1657 roku ciągle jest zatroskany o swój ukochany Naród i Ojczyznę.
Święty Andrzej Bobola jest jedynym spośród polskich świętych, który zarówno za życia, jak i po swojej chwalebnej męczeńskiej śmierci 16 maja 1657 roku ciągle jest zatroskany o swój ukochany Naród i Ojczyznę. Nie ma drugiego takiego świętego podobnego do św. Andrzeja Boboli w całym – jakże licznym przecież – panteonie naszych polskich świętych.
Wielokrotnie – i jest to prawdziwy fenomen w tysiącletniej historii katolickiej Polski – interweniował z nieba w nasze dzieje. Przypomnijmy: pierwszy raz objawił się w Pińsku w 1702 roku. Uratował wtedy miasto przed protestanckimi Szwedami w tzw. wojnie północnej. W Wilnie w 1819 roku, gdy Polska była pod zaborami, powiedział, że Ojczyzna odzyska niepodległość. W 1920 roku, przyzywany podczas nowenny w zagrożonej przez bolszewików Warszawie, wyprosił Cud nad Wisłą. W 1987 roku w Strachocinie przyszedł z ofertą pomocy na obecne czasy. Postawił Polakom bardzo konkretny warunek: „Zacznijcie mnie czcić…”. Coraz bardziej powszechna, odnowiona i rosnąca lawinowo od ponad ćwierćwiecza cześć, jaką otaczamy św. Andrzeja Bobolę, stała się kolejnym, zaskakującym i nowym, niespotykanym w świecie fenomenem polskiego katolicyzmu. Ten bowiem za łaską Bożą oczyszcza się, dojrzewa i umacnia przy swoim patronie.
Rosnący kult św. Andrzeja utwierdza nas w żarliwym i bezinteresownym oddaniu Bogu jako ostoi Rzeczypospolitej. Utwierdza nas w bezinteresownej służbie rodakom oraz serdecznej trosce o Ojczyznę i jedność narodową we współczesnych, nieprzewidywalnych zagrożeniach. Dziś już toczy się walka o zatrzymanie dekatolizacji i wyprzedaży Polski. Przywołujmy naszego niezwykłego świętego patrona, który żył i bezgranicznie poświęcał się Ojczyźnie, i jak wcześniej przed nim Wojciech i Stanisław – oddał swoje życie w obronie katolickiej Polski i praw Chrystusa do ochrzczonego Narodu. Nasza cześć dla relikwii św. Andrzeja Boboli wynika z wdzięczności za to, co za ziemskiego życia robił nie tylko dla Boga, lecz także dla ludzi, Kościoła i Polski.
Żył dla swego Narodu
Zachowało się do dziś sprawozdanie podsumowujące imponujące owoce posługiwania i pracy kapłańskiej św. Andrzeja, gdy po święceniach kapłańskich 12 marca 1622 roku i odbyciu trzeciej probacji został mianowany jesienią 1623 roku rektorem jezuickiego kościoła pw. Bożego Ciała w Nieświeżu, tak nam bliskiego nie tylko przez świętego męczennika i innych słynnych jezuitów, ale też przez Wojciecha Slaskiego (zm. 1653), kapelana i spowiednika króla Jana Kazimierza, Adolfa Januszkiewicza (zm. 1857), powstańca listopadowego, czy Władysława Syrokomlę (zm. 1862), poetę epoki romantyzmu.
W oficjalnym sprawozdaniu i podsumowaniu dwuletniej misji kapłańskiej Boboli w Nieświeżu zapisano: „6000 wysłuchanych spowiedzi, w tym tzw. generalnych, tj. z całego życia 459. Nawróconych z herezji 10, ze schizmy 34, z kompletnego ateizmu 20. Stu osobom udzielił Sakramentu Chrztu, połączył węzłem małżeńskim czterdzieści dziewięć par żyjących dotychczas bez ślubu kościelnego, wielu publicznych gorszycieli skłonił do spowiedzi i lepszego życia”. Wielu wątpiących utwierdził i umocnił w wierze. Z niezwykłym skutkiem sprowadził do Boga i Kościoła lichwiarzy, rozbójników i skazańców. Na misjach ludowych stu dorosłym udzielił chrztu, połączył węzłem małżeńskim 49 par żyjących bez ślubu. Święty Andrzej – dobry pasterz – nie czekał, aż ludzie do niego przyjdą, ale sam szedł do zagubionych na drogach życia, by przyprowadzić ich do Chrystusa i przywrócić do życia godnego dzieci Bożych. Jego metody są ciągle aktualne, zwłaszcza w obecnych czasach, jeśli chodzi o przyjęcie sakramentu małżeństwa przez pary, które nie mają przeszkód, a są złączone tylko cywilnie, albo i to nie.
Dla kolejnych współczesnych pokoleń kapłanów bezgraniczne poświęcenie św. Andrzeja Bogu, ludziom, Narodowi i Ojczyźnie pozostaje ciągle aktualnym i niedościgłym wzorem. Przyzywajmy go jak najczęściej nie tylko jako patrona naszej Ojczyzny, ale też jako patrona kapłanów, byśmy zawsze byli wierni Bogu, Słowu Bożemu, Kościołowi i żywemu Magisterium Kościoła, „które nigdy nie może – w sprawach wiary – mylić się, ani też w błąd wprowadzić”.
Służył z narażeniem życia
W służbie Bogu, Kościołowi i ludziom św. Andrzej Bobola nigdy nie oszczędzał siebie samego. Spieszył z ofiarną pomocą duchową i materialną mieszkańcom Wilna w czasie trwających tam dwóch wielkich fal zarazy zwanych morowym powietrzem: w 1625 roku oraz w latach 1629-1630. O pierwszej z nich tak pisał w 1936 roku zasłużony biograf świętego ks. Jan Poplatek SJ: „W czerwcu 1625 roku nawiedziła Wilno epidemia i zabójczym swym tchnieniem gasiła życia ludzkie i szerzyła wokół straszliwe spustoszenie. Kilku Księży z domu profesów, między innymi i Andrzej, pospieszyło z chętną i ofiarną pomocą zarażonym. Ludność, odczuwająca zawsze w podobnych wypadkach potrzebę zbliżenia się do Boga, tłumnie garnęła się do kościoła Świętego Kazimierza [w którym posługiwali jezuici] w celu przygotowania się do grożącej śmierci. Księża krążyli w wolnych chwilach po mieście, wyszukiwali po domach chorych i nieśli im pociechę religijną, nierzadko zaopatrywali też na drogę wieczności konających na ulicach. O prawdziwym bohaterstwie Boboli i jego towarzyszy świadczą spustoszenia, jakie zaraza szerzyła w najbliższym ich otoczeniu. W nieodległym od Świętego Kazimierza klasztorze bazylianów imienia Świętej Trójcy zaraza powaliła na łoże boleści wszystkich kapłanów, podobnie owładnęła klasztorem bazylianek. W domu profesów […] nie oszczędziła oczywiście i tych, którzy bez trwogi patrzeli jej w oczy. Ofiarą chrześcijańskiej miłości bliźniego padli z domu profesów księża: Gabriel Rządkowski, Łukasz Radzikowski, Piotr Klukowski, Jakub Pielaszkiewicz, Jan Isakowicz i brat Jan Spirau. Niemniej jednak bogatym był plon znojnej pracy pozostałej przy życiu garstki pracowników. Wysłuchali przeszło ośmiu tysięcy spowiedzi, w czym około tysiąca dwustu spowiedzi dorosłych, którzy po raz pierwszy przystąpili do sakramentu pokuty, nawrócili 26 innowierców, udzielili chrztu 65 osobom […]”. Spiritus movens zaangażowanych w posługę kapłanów Wilna był właśnie Andrzej Bobola. Jego żarliwość w posłudze cierpiącym i umierającym udzieliła się innym księżom, którym dawał przykład poświęcenia się bliźnim.
Ponowna zaraza
W latach 1629-1630 Wilno nawiedziła kolejna zaraza, znowu dziesiątkująca miasto. Była to epidemia duru brzusznego oraz dżumy, zwana powszechnie czarną ospą. O jej rozmiarach świadczy choćby klasztor Karmelitów przy kościele św. Teresy, tuż po lewo przy Ostrej Bramie. Wymarli zupełnie zarówno zakonnicy, jak i cała obsługa klasztorna. Do tego stopnia, że klucze od konwentu oddano jezuitom przy kościele św. Kazimierza. Epidemia również z szeregów jezuickich wyrwała pięciu kapłanów na czele z przełożonym ks. Andrzejem Nowackim. Zmarli leżeli na ulicach i w domach.
Świętemu Andrzejowi Boboli dane było dwukrotnie heroicznie posługiwać pośród szalejącej epidemii, wobec której ówczesny świat był całkowicie bezradny. Jezuita spowiadał wiernych i udzielał im sakramentów świętych, grzebał zmarłych. Wielu duchownych – tkniętych przykładem ks. Boboli – oddało swe życie w czasie tych straszliwych epidemii, służąc do końca swym braciom potrzebującym pomocy, a głównie spowiedzi, rozgrzeszenia i pociechy w ostatniej godzinie.
W świecie, w którym żyjemy, widmo epidemii – nawet sztucznie czy przypadkowo wywołanej – staje się coraz bardziej realne i możliwe. Święty Andrzej Bobola, który za łaską Bożą przeżył dwie straszliwe epidemie, w których zmarło dziesiątki tysięcy ludzi, słusznie może być uznany za szczególnego patrona także podczas epidemii współczesnych, po stokroć gorszych, bo możliwe, że sztucznie zaprojektowanych. Tradycja przypisuje wstawiennictwu św. Andrzeja Boboli uratowanie Pińska i jego okolic od zarazy, która w latach 1709-1710 zbierała tragiczne żniwo.
Prowadzi nas do Chrystusa
Sługa Boży Prymas August Hlond (zm. 22 października 1948 r., pogłoski mówiły, że do jego śmierci przyczynił się Urząd Bezpieczeństwa) na zeszytowej kartce doklejonej do obrazka św. Andrzeja Boboli pozostawił swój odręczny proroczy zapis. Brzmi on następująco: „Święty Andrzej Bobola, nowy Patron Polski, powiedzie swój naród drogami prawdy Chrystusowej do szczęścia i wielkości”.
Wizerunek św. Andrzeja Boboli był też własnością charyzmatycznego kapłana ks. Jana Ziei (zm. 1991) legendarnego duszpasterza i kapelana sióstr urszulanek w Mołodowie na Polesiu oraz później w ich klasztorze w Warszawie na Wiślanej, gdzie zatrzymywał się też ks. kard. Karol Wojtyła i skąd wyjechał na konklawe, z którego wrócił jako pierwszy Papież z rodu Polaków.
Święty Andrzej w 2002 roku został dołączony do patronów jako tzw. drugorzędny patron (obok głównych patronów: Matki Bożej Królowej Polski, św. bp. Stanisława Szczepanowskiego i św. bp. Wojciecha). Notatka Sługi Bożego ks. kard. Hlonda na kartce przyklejonej do obrazka świadczy, że już wtedy Prymas Polski nosił się z zamiarem albo nawet przygotowywał do ogłoszenia św. Andrzeja Boboli patronem Polski. Wybuch wojny i niewola komunistyczna stanęły na przeszkodzie temu zamiarowi.
Zauważmy, że kolejne słowa z odręcznej dedykacji w zapisie Sługi Bożego brzmią pewnie, zdecydowanie i prorocko: „Powiedzie on [tj. św. Andrzej Bobola] swój naród drogami prawdy Chrystusowej do szczęścia i wielkości”. Słowa te są wyrazem przede wszystkim osobistego przekonania Prymasa Polski co do przyszłej wielkiej roli duchowej św. Andrzeja w Ojczyźnie, ale też niewątpliwie pochodzą z natchnienia Bożego w sprawie tak wielkiej i niezwykłej rangi. Zaznaczmy i podkreślmy, że Sługa Boży Prymas Hlond napisał to zdanie nie w formie życzenia czy pragnienia, ale wręcz oczekiwania i prorockiej pewności. Brzmią one niemal jak rozkaz mający moc urzędową. Wyrażają pewność zapowiedzi i oczekiwanie na jej realizację.
Siła przekonania, stanowczość i opinia Sługi Bożego ks. kard. Hlonda realizują się w naszych czasach. Powszechny kult św. Andrzeja Boboli umacnia misję Kościoła w Polsce na nowym etapie dziejów Narodu i Ojczyzny.
Ks. Jerzy Banak, „Nasz Dziennik”