• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Św. Andrzej Bobola - Orędownik Polski w niebie

Niezwyciężeni z niezwyciężonym

Poniedziałek, 25 marca 2024 (13:43)

Pierwsza w dziejach Kościoła encyklika poświęcona wyłącznie jednemu świętemu ogłoszona została w 300-lecie śmierci św. Andrzeja Boboli.

Święty Andrzej Bobola jest niezwykłym Bożym darem dla Kościoła i Polski. Ciągle za mało obecnym w naszej przestrzeni duchowej i sakralnej. Dzięki „Naszemu Dziennikowi” staje się bardziej ogólnopolskim świętym. Wprawdzie już w 2002 roku został – obok Wojciecha i Stanisława – trzecim patronem Polski, jednak świadomość jego patronatu nie jest powszechna.

Nadto św. Andrzej jest patronem niezwykłym. Dwaj pierwsi: Wojciech i Stanisław, są patronami Polski z ustanowienia Kościoła. Andrzej zaś jest wskazany i uznany jako patron Polski przez niebo, Bożą Opatrzność. Zrozumiał to najgłębiej Papież Pius XII, nazywając św. Andrzeja Bobolę terminem: invictus, czyli niepokonany, niezwyciężony. My zaś, jego czciciele, również pozostańmy niepokonani przez jakiekolwiek zło świata ani przez wszystkich wysłanników złego, którzy chcą zniszczyć Polskę zawsze wierną. Święty Andrzej Bobola za swego ziemskiego życia był – jakbyśmy to dziś powiedzieli – człowiekiem dialogu. Nawracał, świecąc przykładem swego oddania Bogu i ludziom, z którymi często – na wielotygodniowych wyprawach ewangelizacyjnych – dzielił ich biedę i ubogie pożywienie. Na jego kazania przychodzili pospołu – nieprzymuszani przecież – wierni katolicy, unici, a także prawosławni. Ci ostatni uwielbiali jego długie modlitwy, adoracje i śpiewy. W starych żywotach świętych, które do dziś się ostały, możemy czytać, że „nawet prawosławne pospólstwo ustawicznie chodzi do Bobolego, bo prowadzi takie długie modlitwy”, co kresowej ludności widocznie bardzo się podobało. Z całą pewnością „Andrzej Bobola dążył do jedności chrześcijan. Bardzo dobrze rozumiał słowa św. Pawła, iż Chrystus nie jest podzielony”.

Niezwyciężony bohater Chrystusowy

Papież Pius XII – jako sekretarz stanu ks. kard. Eugenio Pacelli – a więc osoba nr 2 Stolicy Apostolskiej, uczestniczył w historycznej kanonizacji św. Andrzeja Boboli 17 kwietnia 1938 roku. Wtedy też zachwycił się postacią i dziełem wielkiego polskiego męczennika. Nigdy dotąd Rzym nie widział tak niezwykłej uroczystości kanonizacyjnej. Pamiętając ją, z okazji 300-lecia męczeńskiej śmierci św. Andrzeja, w 1957 roku Pius XII opublikował – po raz pierwszy w dziejach Kościoła – encyklikę poświęconą wyłącznie jednemu świętemu: niezwyciężonemu bohaterowi Chrystusa. Wprost z zachwytem mówi w niej o Boboli: „Święty Andrzej po miastach, miasteczkach i wioskach już to przez kazania, już to przez prywatne rozmowy, a zwłaszcza przez urok swej świętości i przez płomienny zapał apostolski zachwianą u wielu katolików wiarę od błędnych naleciałości oczyścił, na mocnych podstawach oparł i na powrót doprowadził do jedynej Chrystusowej owczarni”.

W encyklice poświęconej „Invicti athletae Christi” – niezwyciężonemu mocarzowi Chrystusa – Papież ukazał też wyjątkową rolę, jaką Bóg wznaczył naszemu Narodowi i Polsce. Określał Polskę mianem „przedmurza chrześcijaństwa”. Zwrócił się też specjalnie do Polaków z przesłaniem, aby jak św. Andrzej byli ludźmi niezwyciężonej wiary. „Zachowajcie ją i brońcie z całą mocą” – napisał Pius XII, zachęcając nas do pamięci o świętym patronie Polski. Życzmy sobie, by udzielało się nam to serdeczne zatroskanie św. Andrzeja Boboli o Polskę, o nasze dziedzictwo, o Naród i o wiarę. W tym samym Bobolowym duchu wołał Jan Paweł II Wielki na krakowskich Błoniach: „Proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością” (Kraków, 10 czerwca 1979 r.).

Wzór dla kapłanów

Dla nas, współczesnych księży, św. Andrzej Bobola jest wzorem zaangażowanego i dynamicznego apostolstwa oraz bezgranicznego poświęcenia w trudach ewangelizacji. Bobola nie miał luksusowego samochodu, a co najwyżej wiejski konny wóz, którym docierał w najdalsze leśne ostępy, gdzie wśród poleskich bagien na wzniesieniach znajdowały się siedliska ludzkie. Żar głoszenia Chrystusa i Jego nauki przynaglał go do niesienia Boga i dzieła ewangelizacji ludziom pogrążonym w zabobonach i ciemnocie. W ubogich kurnych chatach prowadził wielopokoleniową ewangelizację rodzinną i sąsiedzką. Całymi tygodniami – ze względu na duże odległości – nie wracał do klasztoru. Dzielił bardziej niż skromne jadło z tymi, w których widział skrajnie biedne dzieci Boże oddalone od jakichkolwiek dóbr cywilizacyjnych. Dla nocnego spoczynku wystarczał mu siennik wypchany słomą. Z najbiedniejszymi z biednych dzielił codzienną strawę i warunki ich egzystencji. Niósł ze sobą nie tylko wiedzę religijną i duchową, ale również świecką, nauczając czytania i pisania. Uczył także historii ludzi, miejsc i zdarzeń w Rzeczypospolitej. W ten sposób na Pińszczyźnie Bobola wypełniał też posługę patriotyczno-edukacyjną.

W świętym kapłanie Andrzeju zdumiewa zapał i żarliwość apostolska w oddaniu na przepadłe Bogu, Kościołowi i zakonowi oraz szczególna troska o ludzi. Nie miał tłumów słuchaczy. Jego ewangelizacja była w dużej części domowa, sąsiedzka, w kręgu kilkunastu osób.

Czciciel Maryi

Z „Naszego Dziennika” (nr 279, 2-3 grudnia 2023 r.) wiemy już, że św. Andrzej Bobola jako młody, zaledwie 17-letni student tak utwierdził się we czci Maryi, że 8 grudnia 1608 roku przystąpił do Sodalicji Mariańskiej w Braniewie. Potem zaś w każdym jezuickim klasztorze, do którego posyłały go władze zakonne, z najgłębszym przekonaniem szerzył cześć Maryi i oddanie się Jej w opiekę.

W Nieświeżu w latach 1623-1624 ks. Andrzej kierował Sodalicją miejscowych mieszczan, gdzie jego wykłady i konferencje poświęcone Biblii – wobec dużej wtedy na ziemiach polskich ofensywy luterańsko-kalwińskiej – wzbudziły powszechne zainteresowanie katolików. Podobnie było w Wilnie, już wtedy mieście wielokulturowym. Zwierzchność zakonna zleciła też ks. Boboli prowadzenie Sodalicji po przeniesieniu go do Płocka przy kolegium jezuickim. Wilno dla patrona Ojczyzny było miastem szczególnym. Tu z różnymi przerwami przebywał przez ponad 20 lat. Tu założył i owocnie prowadził w latach 1624-1630 oraz 1642-1643 przy słynnym kościele św. Kazimierza Sodalicję Mariańską mieszczan.

Z początkiem 1643 roku władze zakonne przeniosły Bobolę do Pińska, gdzie też w krótkim czasie odnowił podupadającą już Sodalicję Mariańską, przyjmując – po uprzednim przygotowaniu – ponad setkę nowych sodalisów, także z rodzin ziemiańskich o znanych nazwiskach, jak np. podkomorzy wołkowyski Andrzej Dolski czy podczaszy piński Arnulf Giedroyć.

Gdyby nie męczeństwo Kuncewicza?

Andrzej Bobola, młody i jakże gorliwy w służbie Bożej jezuita, jako młody kapłan głęboko przeżył – wraz z całym Kościołem katolickim – zbrodnię prawosławnych na zaledwie 43-letnim Jozafacie Kuncewiczu (ok. 1580-1623). Bestialski mord – za pomocą pałki i topora na prawowitym unickim biskupie witebskim – ostatecznie przypieczętował heroiczne zawierzenie i oddanie się młodego jezuity Chrystusowi. W tym czasie Bobola był już rektorem kościoła, spowiednikiem, misjonarzem ludowym i prefektem bursy dla ubogiej młodzieży w Nieświeżu. Do dziś w mieście, które stało się jego pierwszą placówką duszpasterską, zachował się pojezuicki renesansowy XVI-wieczny kościół pod wezwaniem Bożego Ciała. Ufundowany został przez słynnego Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła „Sierotkę” na wzór rzymskiego jezuickiego Il Gesù.

Najwyższym aktem wiary jest pragnienie męczeństwa. Czy młody ks. Andrzej Bobola, niezwykle ideowy kapłan, duszochwat, zapragnął go pod wpływem męczeństwa unickiego biskupa Kuncewicza? Jeśli tak, to Bóg obdarzył go nadobficie. 34 lata później czterogodzinne wymyślne tortury, jakich doświadczył Bobola, nieznane są nam w historii.

Ks. Jerzy Banak, „Nasz Dziennik”