• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Powietrze wyraźnie zeszło z „koalicji 13 grudnia”

Środa, 10 kwietnia 2024 (21:25)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem

Z czego wynika stosunkowo niska frekwencja w wyborach samorządowych? Po wyborach parlamentarnych wydawałoby się, że ludzie tłumnie pójdą do lokali. Tak się jednak nie stało. Dlaczego?

– To prawda, frekwencja nie jest porażająca w pozytywnym znaczeniu, ale z drugiej strony musimy pamiętać, że wybory samorządowe mają inną charakterystykę, rządzą się innymi prawami. Ponadto jeśli weźmiemy pod uwagę środowiska akademickie – studentów, a to są przeważnie duże miasta, to nie każdy
z nich mógł głosować tam, gdzie studiuje, tylko tam, gdzie jest zameldowany. W tym momencie w wielu miastach czy gminach studenci nie mogli oddać głosu.

Przypomina mi to nieco tłumaczenie niskiej frekwencji przez Joannę Muchę.

– Jestem daleki od sugerowania się w ocenach zdaniem wiceministry edukacji Joanny Muchy. Natomiast takie są fakty. Drugą kwestią, która mogła wpłynąć na taką, a nie inną frekwencję wyborczą był brak kampanii profrekwencyjnej. Mówiąc inaczej, koalicji rządzącej wcale nie zależało na wysokiej frekwencji podczas wyborów samorządowych, aby w ten sposób świadomie doprowadzić do klęski Lewicy i tąpnięcia wewnątrz Trzeciej Drogi. I to po części się sprawdziło, ale to pokazuje też, że miesiąc miodowy wewnątrz „koalicji 13 grudnia” bezpowrotnie minął i zaczyna się twarda kalkulacja, kto kogo zdominuje.

Tak czy inaczej Koalicja Obywatelska nadspodziewanie szybko traci dystans. Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy?

– Zniechęcenie rzeczywiście następuje szybko, premia dla „koalicji 13 grudnia” za wygraną w wyborach parlamentarnych dość szybko się wyczerpuje. Myślę, że to, co Donald Tusk mógł zyskać jako premię, jako tę wartość dodaną, to się właśnie kończy. Zatem wystarczyło sto dni, aby cała prawda wyszła na jaw. Oczywiście Tusk mówi
o sukcesie wyborczym, bo summa summarum tzw. siły demokratyczne przekroczyły 50 procent, a Zjednoczona Prawica osiągnęła wynik 34,27 procent. Tyle tylko, że znów mamy przekłamanie i manipulację w stylu Tuska. Jeśli bowiem porażką nazywamy wynik Prawa i Sprawiedliwości na poziomie ponad 34 procent, to ja takiej „porażki” życzę wszystkim partiom politycznym.  

Słaby wynik i przegrana Koalicji Obywatelskiej to incydent, czy możemy mieć już do czynienia ze stałą tendencją spadku poparcia dla projektu, który Tusk realizuje od ponad stu dni?

– Powietrze wyraźnie zeszło z tego koalicyjnego koła. Okazuje się bowiem – w porównując z wyborami parlamentarnymi w październiku 2023 roku – że ponad 20 procent wyborców Platformy nie poszło do urn bądź wybrało inne ugrupowania. Widać, że szał ośmiu gwiazdek się skończył, że na emocjach trudno budować coś na dłuższą metę. I tak po ponad stu dniach sprawowania władzy w Polsce trudno szukać wroga, którego można by obarczyć winą za de facto przegraną Platformy. Nie da się też zaklinać rzeczywistości, tego nie da się wytłumaczyć, usprawiedliwić, co więcej, nie można już mówić o złym
PiS-ie, ale samemu trzeba się uderzyć w piersi i wziąć odpowiedzialność, na co Tusk wyraźnie nie ma ochoty. Tymczasem Polacy widzą efekty rządzenia „koalicji 13 grudnia”, całą tę machinę rozliczeń i zemsty oraz brak pomysłów na Polskę, brak realizacji obietnic wyborczych. Ludzie czują się zawiedzeni, oszukani i przy urnach wyborczych dali temu wyraz.  

Trzecia Droga… Szymon Hołownia nie zamierza startować do europarlamentu
z Koalicją Obywatelską, z kolei z doniesień mediów wynika, że Władysław Kosiniak-
-Kamysz rozważa wspólny start z Tuskiem. Co to może oznaczać dla Trzeciej Drogi?

– O tym, że przed Trzecią Drogą jest poważny kryzys, mówiło się już jakiś czas temu i dzisiaj to się urzeczywistnia. Ten kryzys w małżeństwie politycznym PSL-u i Polski 2050 może się zakończyć rozwodem. Co więcej, ten kryzys może spowodować, że formacja Kosiniaka-Kamysza jednak pójdzie do wyborów europejskich pod szyldem PSL-u pod rękę z Platformą,
a Polska 2050 zostanie na lodzie. Brutalna prawda, jeśli chodzi o wybory do Parlamentu Europejskiego, jest taka, że duże ugrupowania zyskują, a mniejsze nie są w stanie przeskoczyć pewnego progu, i to nie tylko w sensie poparcia społecznego, ale też jeśli chodzi o ogromne koszty kampanii wyborczej. Pamiętajmy, że okręgi wyborcze gabarytowo obejmują często dwa, a nawet trzy województwa i spięcie tego wszystkiego jest nie lada wysiłkiem. Swoją drogą wyniki wyborów do samorządu pokazują, że małe gminy, a nawet województwa, dla tych maluchów to było za dużo, stąd wyniki są dalekie od oczekiwanych. Przyznam też, że nie chce mi się wierzyć, że Szymon Hołownia zdecyduje się na samodzielny start, co byłoby samobójstwem i mogłoby pogrążyć tę formację. Hołownia, który ma ambicje prezydenckie, nie bierze chyba pod uwagę, że apetyt Tuska na najwyższy urząd w państwie właśnie wzrósł i jego strat w przyszłorocznych wyborach staje się coraz bardziej pewny.

Czy jednak Tusk po wyborach samorządowych nie powinien ostudzić swojego zapędu i powściągnąć swoich ambicji?       

– Donald Tusk idzie na pewniaka, tym bardziej że na dzisiaj wszystkie karty wydają się być po jego stronie. To Tusk dzisiaj – o dziwo – jako lider jednej z formacji tworzących rząd koalicyjny chce je rozliczać, ale nie siebie. Nie wierzę też, że z uwagi na przykład na gorszy wynik Lewicy będzie odbierał tej formacji ministerstwa. Natomiast sam poczuł się niczym samiec alfa i będzie chciał na polskiej scenie politycznej decydować
o wszystkim.

Na żywioł to chyba nie pójdzie i jeśli nie będzie pewien, że znajdzie się w drugiej turze, to nie wystawi się na pośmiewisko, zwłaszcza że w tyle głowy wciąż ma porażkę z Lechem Kaczyńskim?  

– Owszem, Tusk ma tego świadomość, dlatego wystartuje, jeśli jego polityczni koalicyjni przeciwnicy przestaną istnieć – zresztą cały czas realizuje ten swój plan marginalizacji. Jednocześnie ma świadomość, że po stronie PiS-u obecnie nie ma wyraźnego kandydata, który mógłby mu zagrozić
w wyborach prezydenckich. Wybory w zdecydowanej większości dużych miast wygrała Koalicja Obywatelska i to napawa nadzieją, graniczącą niemal z pewnością, że po stronie PiS-u nie ma żadnego kandydata, wyraźnej osobowości, która mogłaby zagrozić czy to Rafałowi Trzaskowskiemu, czy Donaldowi Tuskowi w ubieganiu się o urząd Prezydenta RP.   

Tylko że w przypadku Andrzeja Dudy też tak było i Komorowski – jak to się mówiło – nie miał z kim przegrać. Tymczasem Andrzej Duda kończy drugą kadencję na najwyższym urzędzie w Polsce…

– To prawda, zgadza się, dlatego po części PiS mądrze przekłada temat do jesieni. Nie zmienia to jednak faktu, że musi przygotować pomysł na kandydata oraz kampanię prezydencką. Wprawdzie przed wyborami w 2015 roku Andrzej Duda wystartował z kampanią gdzieś w październiku czy listopadzie 2014 roku i to wtedy PiS ogłosiło tę kandydaturę. Platforma i sam Bronisław Komorowski przyjęli to jako żart, żeby nie powiedzieć kpinę, licząc na pewny sukces. Ironicznie pytali, kto to jest Duda i jak wygląda. I ten brak pokory oraz dobry kandydat i mądra, dynamiczna kampania przyniosły sukces PiS-owi, a Andrzej Duda został prezydentem RP.

Wracając jeszcze do wyborów samorządowych, to największym przegranym jest chyba Lewica, która poległa – rzec można – z kretesem. Co się na to złożyło i jakie mogą być konsekwencje tego słabego wyniku?

– Lewica dostała za swoje. Uzyskała bardzo słabe poparcie społeczne, a to pokazuje, że lider „koalicji 13 grudnia” zaczyna ją powoli, aczkolwiek konsekwentnie, konsumować, a to boli. Myślę, że nieprzypadkowo panie z Lewicy przed wyborami samorządowymi naciskały poprzez forsowanie tematu aborcji, „pigułki dzień po”, aby pokazać swoją siłę i polityczną wiarygodność, łącznie z tym, żeby nacisnąć na Donalda Tuska – nawet z groźbą wyjścia z koalicji. Jednak ostatecznie Lewica tego nie zrobiła, a więc jej wiarygodność wyszła kiepsko i wyborcy stwierdzili jedno – skoro Lewica nie jest w stanie zrealizować swoich obietnic, to po co na nią stawiać, lepiej rozmawiać z tymi i poprzeć tych, którzy mają realny wpływ na decyzje, czyli Koalicję Obywatelską. Nic więc dziwnego, że w „koalicji
13 grudnia”, to Platforma jest formacją rozgrywającą i stąd też przepływ elektoratu z Lewicy do partii Tuska,
a jednocześnie nieobecność przy urnach wyborczych dała Lewicy wynik na poziomie 6,32 procent, a to znacznie mniej od oczekiwań jej liderów.

Jakie mogą być realnie konsekwencje słabiutkiego wyniku Lewicy? Podobno PSL uważa, że stan posiadania Lewicy i jej udział
w rządzie jest nieproporcjonalny do społecznego poparcia, i kto wie, czy jednego
z resortów: rodziny lub nauki, nie przejmie PSL. Przynajmniej ludowcy mają na to chrapkę…

– Widać, że walka buldogów pod dywanem trwa w najlepsze. Ponadto mamy sytuację, kiedy w ramach „koalicji 13 grudnia” jedne ugrupowania zaczynają rozliczać inne, stawiając wspólny mianownik między wyborami parlamentarnymi i samorządowymi, dotyczy to także umowy koalicyjnej. To jest sygnał tego, że ta umowa koalicyjna odznacza się wieloma nieścisłościami, a cała ta koalicja pod wodzą Donalda Tuska jest bardzo słabo zszyta i wątła. Widać to na każdym kroku, chociażby przy słabej aktywności legislacyjnej, jest bardzo mało aktów prawnych, nie mówiąc już o niskiej jakości i wartości tych, które się pojawiają.

Czy „koalicja 13 grudnia” zaczyna pękać
w szwach?

– To już słychać. Koalicja Tuska, koalicja formacji diametralnie odmiennych interesów, pełna różnic, podziałów, którą spinała jedynie chęć odebrania władzy Zjednoczonej Prawicy, cały ten konglomerat trzeszczy
w szwach. W dużych miastach mamy wręcz bratobójcze walki koalicjantów, wszyscy mówią o sukcesie wyborczym. Pytanie brzmi, jakie to może mieć przełożenie na grunt ogólnopolski w parlamencie.

Czy to koniec ery Czarzastego, na którym suchej nitki nie pozostawiają dawni partyjni koledzy: Leszek Miller czy Joanna Senyszyn?

– Włodzimierz Czarzasty jest krytykowany podobnie jak Szymon Hołownia, stąd nie wiadomo, czy w połowie kadencji przejmie laskę marszałka Sejmu, marszałka rotacyjnego, i czy nie pojawi się trzeci kandydat, który zamknie całą kadencję Sejmu.  

Z PSL-u?

– Myślę, że z Koalicji Obywatelskiej. Tusk może zrobić ten manewr, żeby uciąć wszelkie wątpliwości, żeby nie było pretekstu do dyskusji, jak to było podczas kampanii przed wyborami samorządowymi. Może się więc okazać, że zostanie dochowany termin dwóch lat z marszałkiem Hołownią, ale finał nie będzie należał do Włodzimierza Czarzastego, a na przykład do Doroty Niedzieli z Koalicji Obywatelskiej, która obecnie piastuje funkcję wicemarszałka Sejmu. Czas pokaże, jak się to wszystko ułoży.

                  Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki