• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Izrael moralnie przegrywa wojnę z Hamasem

Niedziela, 7 kwietnia 2024 (15:23)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Czy skrucha i przeprosiny ambasadora Izraela
w Polsce
Jakowa Liwne wyrażone we wpisie na platformie X załatwiają sprawę po tym, jak się zachował wcześniej, zarzucając polskim politykom antysemityzm?

– Ten wpis ukazał się późno, bo dopiero w piątek
5 kwietnia po południu, podczas gdy ten terrorystyczny atak, w którym w Strefie Gazy zginęło siedmioro wolontariuszy konwoju humanitarnego World Central Kitchen – w tym Polak – miał miejsce 1 kwietnia. Ambasador Liwne miał okazję wyrazić skruchę wcześniej – chociażby wtedy, kiedy w środę udzielił wyczerpującego wywiadu internetowemu kanałowi Zero, ale słowo „przepraszam” tam jednak nie padło. Co więcej, izraelski dyplomata tłumaczył perfidnie, że takie rzeczy w czasie wojny po prostu się zdarzają. Natomiast odnosząc się
do wezwania ambasadora Liwne do polskiego MSZ,
a właściwie do tego, co miało miejsce potem, to wydaje
mi się, że nastąpiło jakieś pomylenie ról i pojęć, jeśli chodzi o wiceszefa polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który chyba zapomina, że jest reprezentantem Rzeczypospolitej, a nie państwa Izrael. Sytuacja jest kuriozalna, jeśli polski wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Szejna wychodzi przed szereg
i tłumaczy polityka innego państwa, wpisując się w rolę rzecznika ambasadora Izraela. To jest dosyć dziwna sytuacja, bo pomijając wpis na platformie X, który pan redaktor przywołał, jaki ukazał się później, bo po spotkaniu w polskim MSZ, to ja nie usłyszałem od ambasadora Jakowa Liwne słowa „przepraszam”. Natomiast usłyszałem przekaz wiceministra Szejny, a to jest zupełnie inna sprawa. Dlatego jestem zdumiony brakiem profesjonalizmu polskich służb dyplomatycznych, które w ten absurdalny sposób relacjonują całe wydarzenie. Próba tłumaczenia ambasadora Izraela w momencie, kiedy on sam powinien zająć jasne i zdecydowane stanowisko, jest dla mnie niezrozumiała i niedopuszczalna. Mamy więc sytuację paranoiczną, kiedy z jednej strony dla potrzeb propagandy mówi się o wydaleniu z Polski ambasadora Izraela, że takie są plany, a później nota jest dość oględna, co więcej, sam wiceminister Szejna stwierdza stanowczo, że ambasador Jakow Liwne nie zostanie wydalony z Polski. To, co obserwujemy, to na pewno nie jest skuteczna polityka zagraniczna w polskim wydaniu.

Cała sytuacja ma miejsce w momencie, kiedy po okresie wzajemnych nieporozumień i kryzysu w relacjach z Izraelem ambasador tego kraju na powrót znalazł się w Polsce, ale wciąż Polska nie ma swojego przedstawiciela w randze ambasadora w Jerozolimie. Jak to się ma do obowiązującej w dyplomacji zasady wzajemności?

– No właśnie, ambasador RP w Izraelu opuścił wtedy jeszcze Tel Awiw w sierpniu 2021 roku. Skoro do Polski bodajże w lipcu 2022 roku powrócił ambasador Izraela, to również przedstawiciel RP w randze ambasadora powinien wrócić do Izraela. Dla mnie sytuacja jest więc dziwna,
bo w relacjach międzynarodowych zasada wzajemności
czy symetrii w relacjach wzajemnych jest niejako żelaznym obowiązkiem. Owszem, słyszymy, że podobno jest już kandydat na ambasadora RP w Izraelu – o czym informował minister Radosław Sikorski, ale mimo to sytuacja jest dość dwuznaczna i dla Polski chyba niewygodna. Jak pamiętamy, napięcia między Polską
a Izraelem wywołała nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej ze stycznia 2018 roku. Ustawa,
która ma bronić dobrego imienia Polski, przewiduje,
że za publiczne i wbrew faktom przypisywanie polskiemu Narodowi czy w ogóle Polsce odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez Niemców, grozi kara grzywny, a nawet więzienia. Tymczasem ustawa wywołała krytykę Izraela, a także Stanów Zjednoczonych i Ukrainy.

Dla ścisłości warto może przypomnieć, że ambasador Liwne jest Żydem pochodzącym z Rosji.

– W Izraelu – także dzięki pomocy Polski – jest bardzo wielu Żydów pochodzących z Rosji. Również Jakow Liwne, który wielokrotnie wyrażał podziw dla Armii Czerwonej, urodził się w Moskwie, skąd wyemigrował do Izraela. Jest zatem jednym z wielu Żydów rosyjskich, którzy zaludnili państwo Izrael.

Co ciekawe, rosyjscy Żydzi są bardzo niechętni Polsce i Polakom?

– To jest model, który nastąpił w okresie zaborów oraz XIX wieku, gdzie równowaga między ludnością rdzennie polską a ludnością obcą napływową, m.in. żydowską, była naturalna. Natomiast w wyniku decyzji carskiej na obrzeża zachodnie imperium rosyjskiego, m.in. Polski, Ukrainy, Białorusi czy Litwy, zostali zapędzeni Żydzi z Rosji i wtedy następuje zachwianie. Wystarczy wziąć Otwock jako przykład, gdzie 90 proc. mieszkańców stanowiła ludność żydowska. Te relacje na korzyść Żydów wywoływały konflikty i to wtedy staliśmy się, w przekonaniu Żydów, antysemitami. Nawiasem mówiąc, przysłużyli się do tego także nasi romantycy. Chodzi o to, że to dzięki naszym romantykom mamy przekonanie, że jesteśmy narodem wybranym. Tymczasem w rozumieniu Żydów dwa narody wybrane obok siebie żyć nie mogą. Nic więc dziwnego, że staliśmy się i jesteśmy naturalnymi wrogami społeczności żydowskiej, bo – jak oni twierdzą i jak się to utarło z racji stwierdzenia premiera Izraela Icchaka Szamira – wyssaliśmy antysemityzm z mlekiem matki.

Żydzi, patrząc na ich działania, zdaje się,
że nie liczą się z nikim i z niczym, realizując swój własny plan zagłady Palestyńczyków. Oburzenie, wezwania do zaprzestania działań, de facto zbrodniczych, wobec ludności palestyńskiej to chyba za mało.
Czy to wszystko, na co dziś stać świat wobec zbrodniczej postawy Izraela?

– Krytyka Izraela w świecie staje się coraz bardziej powszechna. Stany Zjednoczone, owszem, wyraziły niezadowolenie, sprzeciw wobec tego, co wydarzyło się,
co dzieje się w Strefie Gazy. Natomiast istota błędu, który ma miejsce i o który pan redaktor pyta, sięga jeszcze powstania państwa Izrael. W listopadzie 1947 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło rezolucję w sprawie podziału Palestyny, która przesądziła jej podział na część żydowską i arabską. Miały powstać dwa suwerenne państwa: żydowskie i arabskie, muzułmańskie. W maju 1948 roku David Ben-Gurion proklamował powstanie państwa Izrael, natomiast gorzej było z państwem palestyńskim. Owszem, były próby powołania państwa arabskiego, ale po wielu dziesiątkach lat mamy tylko powołaną Autonomię Palestyńską, nad którą pełną kontrolę sprawuje Izrael. Faktem jest, że kiedy godzono się na ten stan rzeczy, zapomniano o konsekwencjach, że powołanie tylko jednego państwa w gruncie rzeczy będzie bardzo konfliktogenne. I efekt tego mamy do dziś. Oczywiście musimy pamiętać, że Izrael sąsiaduje z krajami arabskimi: z Libanem, Syrią, Jordanią i Egiptem, które są gotowe wystąpić przeciw Izraelowi. Z tym że tak naprawdę to Żydzi sami zrobili bardzo wiele, żeby się skonfliktować
– i to bardzo mocno – ze światem arabskim. Wprawdzie dzisiaj Państwo Izrael ma bardzo poprawne stosunki,
m.in. z Egiptem, ale z innymi państwami jest
w stanie permanentnego konfliktu. To nie jest dobra perspektywa na przyszłość i stąd tendencje w Izraelu,
że Palestyńczyków trzeba zlikwidować, bo są oni wciąż pozbawieni własnego państwa, są bezpaństwowcami. Według Izraela jest to lud bez ziemi. Jasne jest też, że Palestyna nie jest bez winy, bo tam niewątpliwie rodzą się tendencje terrorystyczne, co jest tłumaczone kwestiami religijnymi czy dogmatycznymi, ale też sytuacją egzystencjalną tych ludzi, którzy nie mają przyszłości przed sobą. Stąd aby utrzymać egzystencję rodziny, często godzą się na podejmowanie różnych działań, które są de facto działaniami terrorystycznymi. Natomiast metody, które stosuje dzisiaj Państwo Izrael, są również działaniami terrorystycznymi.

To nie paradoks, że naród, który został dotknięty ludobójstwem, który cudem uniknął zagłady, dzisiaj sam stosuje metody ludobójcze wobec innych?   

– To jest rechot historii, gdzie Żydzi – dawna ofiara Niemców – sami stali się dzisiaj narodem katem. To jest nie do pojęcia, a jeszcze trudniejsze do zaakceptowania.

Z badań wynika, że Izraelczycy popierają wojnę i działania przeciw Palestyńczykom. Są, owszem, niechętni wobec premiera Beniamina Netanjahu, ale wojnę popierają…

– Izrael żyje w stanie zagrożenia, co więcej, Izraelczyków wychowano do takiego stanu zagrożenia. Otoczeni są – jak wspomniałem – morzem arabskim, a zwłaszcza żyją
w obliczu braku uregulowania statusu Palestyńczyków, którzy mogą być wykorzystywani do różnych działań, także dramatycznych akcji przeciwko Izraelowi. W tej sytuacji Izraelczykom łatwo jest uprawiać propagandę zagrożenia, zwłaszcza w sytuacji, kiedy to zagrożenie jest całkiem realne. Myślę, że aby rozwiązać istniejący problem, potrzeba jest decyzji dalekomyślnych, tymczasem cała międzynarodowa sfera polityczna zastanawia się dzisiaj, jak uratować, jak utrzymać status quo, stan obecny. Natomiast nie ma tam myślenia perspektywicznego, jak uzdrowić sytuację, jak urządzić wzajemne współistnienie Żydów i Palestyńczyków i dać jakąś rozsądną perspektywę wszystkim zamieszkującym ten region.        

Odnośnie do izraelskiego ataku na konwój humanitarny World Central Kitchen wypowiedział się m.in. ambasador Palestyny w Polsce, który stwierdził, że każda skrucha zakłada spojrzenie na siebie i czyn w świetle prawdy oraz postanowienie poprawy
i zadośćuczynienie. Tylko że po Izraelu chyba nie widać chęci spełnienia tych warunków?

– To prawda. Izrael zachowuje się buńczucznie, żyje
w przekonaniu, że Żydzi są pępkiem świata, że wolno im więcej, a wszyscy dookoła są zobowiązani wobec państwa
i narodu izraelskiego. Co więcej, w tej swojej postawie właściwie wchodzą w rolę nadludzi. Ja wiem, jak to brzmi, że jest to nazistowska teoria, ale tak to wygląda. Niestety, samo się narzuca, że to, czego doświadczył w czasie
II wojny światowej naród żydowski, dzisiaj staje się jego ideologią czy filozofią polityczną, państwową wobec innych. I to jest znamienne, a właściwie straszne. Zresztą znamiona tego pojawiały się już wcześniej, kiedy Żydzi odmawiali prawa do uznania za dotkniętych Holokaustem Romom, czyli Cyganom, jedynie sami sobie uzurpując to prawo. Co by jednak nie powiedzieć – Izrael moralnie przegrywa wojnę z Hamasem.  

      Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki