• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Tusk zgodzi się na wszystko, czego zażąda Unia

Środa, 3 kwietnia 2024 (22:01)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Kiedy unijny pakt azylowo-migracyjny może wejść w życie realnie, bo mówiło się, że najwcześniej może to być pod koniec 2026 roku?

– Dokładnie to chyba nikt nie wie, kiedy pakiet migracyjny wejdzie w życie, natomiast rzeczywiście były założenia, żeby zadziałał w 2026 roku i żeby pierwsza kwota migrantów była relokowana w Unii Europejskiej. Przyznam, że w tej chwili w tej kwestii panuje cisza. Myślę, że jest to próba przemilczenia tematu, podobnie jak sprawa Europejskiego Zielonego Ładu, dlatego w tej chwili temat jest stawiany bardzo miękko i de facto wycofany z debaty. Nie umiem powiedzieć, czy na ostatniej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego tej kadencji, która odbędzie się w Strasburgu w ostatnim tygodniu kwietnia, kwestia ta będzie stawiana, czy w ogóle w tej materii coś się wydarzy. 

Jaki może być powód, czy to celowa zagrywka? 

– Myślę, że to milczenie wynika z kilku kwestii. Po pierwsze, w Polsce mamy wybory samorządowe i jest jasne, że ewentualna relokacja migrantów spocznie na barkach samorządów. Dlatego biorąc to pod uwagę kandydaci do samorządu – moim zdaniem – powinni być pytani o to, jakie będzie ich stanowisko w tej materii, czy będą zasiedlać pustostany (jeśli takie są na terenie gminy) uchodźcami, czy rady gmin wyrażą zgodę na wydatkowanie środków na utrzymanie imigrantów itd. Tak czy inaczej mamy celowe przemilczanie tej kwestii w Polsce. Upraszczając – temat ten w ogóle nie chodzi w przestrzeni publicznej. Można więc powiedzieć, że mamy próbę tuszowania problemu po to, żeby wrócić do niego, ale już po czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Czy w obliczu rosnącego w wielu państwach eurosceptycyzmu oraz w perspektywie wyborów do europarlamentu, a co za tym idzie – nowego cyklu instytucjonalnego
 w Unii Europejskiej, wejście paktu migracyjnego w życie to pewnik?

– Wynik wyborów do europarlamentu zadecyduje o tym, czy ideologie nakreślone przez obecną ekipę rządzącą Unią Europejską będą kontynuowane. Już po chęci startu
i ubiegania się o ponowny wybór na stanowisko szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen widać, że będzie ona kontynuować dotychczasową linię polityczną. Możemy więc być świadkami tuszowania wszystkich niedostatków
i błędów Unii Europejskiej, a Ursula von der Leyen chce być dalej zakładnikiem polityki klimatycznej i nadal realizować oderwane od rzeczywistości i de facto zgubne dla całej Europy zielone projekty.

Tylko pytanie, czy uzyska wystarczające poparcie.   

– To prawda, bo poparcie dla Ursuli von der Leyen nawet
w łonie Europejskiej Partii Ludowej osłabło. Zobaczymy więc, jaki będzie wynik wyborów. Mam nadzieję, że reprezentacja prawicy z Francji, Włoch, Hiszpanii, Niemiec, także z Polski, z krajów skandynawskich będzie dużo większa niż obecnie, co może spowodować ostudzenie wszystkich zapędów ideologicznych w Unii Europejskiej.

Zatem jakie zadanie w tym względzie
ma do spełnienia delegacja Prawa
i Sprawiedliwości – teraz i po wyborach – żeby zablokować pakt migracyjny, i czy to
w ogóle możliwe?

– To jest możliwe, bo kreacja nowej Komisji Europejskiej nastąpi już przez nowy Parlament Europejski. Jeśli będziemy silni, zwarci, to nigdy nie pozwolimy na to, żeby ktoś, kto firmował i forsował politykę Europejskiego Zielonego Ładu, politykę klimatyczną, politykę relokacji uchodźców, był nowym szefem przyszłej Komisji Europejskiej. Będziemy bardzo mocno walczyć o to, żeby wrócić do eurorealizmu, do euroekonomii, krótko rzecz ujmując – do poprawy warunków funkcjonowania przedsiębiorstw i zwykłych ludzi, zwykłych rodzin w Unii Europejskiej. To wszystko, oczywiście, wymaga rewizji założeń polityk klimatycznych, polityk zielonych, które spowodowały, że Europa traci dystans do gospodarek Chin czy Stanów Zjednoczonych i de facto sama stawia się poza margines. Myślę, że ta świadomość nadchodzących zmian, które przy mobilizacji nas wszystkich są możliwe, jest obecna wśród elit unijnych. Dlatego celowo wyciszają rozmowy o zakazie produkcji silników spalinowych po 2035 roku, także w Polsce mało kto pyta o dyrektywę związaną
z obowiązkiem docieplania budynków, która będzie przecież realizowana przez samorządy. Już w 2028 roku wszystkie nowe budynki administracji publicznej będą musiały być zeroemisyjne, a już istniejące mają być bezemisyjne najpóźniej do 2050 roku.

Tylko kto za to wszystko zapłaci?

– Plan jest taki, że samorządy, które mają środki bądź to z budżetu państwa, bądź z opłat lokalnych. Również relokacja, a więc przyjmowanie i zagospodarowanie uchodźców, będzie spoczywało na barkach samorządów. Ale to wszystko jest dzisiaj wyciszone po to, żeby samorządy lewicowo-liberalne w Polsce przetrwały, uchowały się. Dlatego apelujemy, aby w wyborach samorządowych poprzeć samorządowców prawicy. Jednocześnie mając na uwadze czerwcowe wybory europejskie, bardzo mocno akcentujemy błędy obecnej Komisji Europejskiej. Są one już dzisiaj widoczne, odczuwalne, a w przyszłości, jeśli nie zmieni się front, mogą być tragiczne w skutkach. Zachęcamy więc, żeby ludzie wybierali mądrze, żeby czytali programy i chcieli się bliżej przyjrzeć, jak europoseł głosował w danej sprawie,
i pod tym kątem dokonywali wyboru. Natomiast jeśli Polacy dadzą się zwieść okrągłymi słówkami, sloganami czy tym, jak kto  prezentuje się na zdjęciu, na plakacie, to wybór może być niekoniecznie mądry czy właściwy. My w Prawie
i Sprawiedliwości stawiamy na merytoryczną rozmowę
z ludźmi, na argumenty, a nie puste słowa, i mamy nadzieję przekonać Polaków do nas i do naszych programów.

Wróćmy jeszcze do paktu migracyjnego. Otóż nowe ramy prawne w założeniu mają zapewnić skuteczną ochronę granic zewnętrznych. Czy aby na pewno? Pan w tej sprawie składał poprawkę…

– Niestety, nie przeszła moja poprawka, którą zgłosiłem podczas poprzedniej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego, dotycząca finansowania z unijnego budżetu budowy płotów, zasieków czy barier na granicy Unii Europejskiej z krajami trzecimi. Zabrakło niewiele, bo około 10 głosów, co więcej, polska lewica zasiadająca w europarlamencie nie poparła mnie. Owszem, część polskich europosłów poparła ten mój projekt, ale lewica głosowała przeciw. Obawiam się więc, że socjaliści i liberałowie zawsze będą przeciw i będą blokować wydatki, które zwiększałyby bezpieczeństwo na granicy. To się też wiąże
z tym, że nie będzie można pomagać ludziom w ich własnych krajach, a tym samym zatrzymać marszu ku Europie, a co za tym idzie – ochronić państwa europejskie oraz ich mieszkańców przed bandytami, którzy wśród imigrantów zawsze się znajdą, którzy chcą się dostać do Europy po to, żeby żyć z socjalu, a nie pracować.

Wobec powyższego w czyim interesie jest przeforsowanie paktu migracyjnego?

– To leży w interesie lewicy i liberałów, którzy pod płaszczykiem wyrozumiałości, dobrych intencji, na kanwie pomocy innym ludziom budują swoją narrację o Europie. Pokazują, jakie mają dobre, otwarte serca, a zupełnie nie biorą pod uwagę kosztów, i to nie tylko materialnych, tego typu przedsięwzięć. Mam nadzieję, że ludzie, widząc to wszystko, przestaną się w końcu nabierać na te chwyty – zwłaszcza że migranci w zdecydowanej większości nie pracują, nie asymilują się z lokalną społecznością i nie chcą się stosować do naszych praw i zasad, co więcej, chcą nam narzucać prawo mniejszości islamskiej, prawo szariatu. Stąd ci migranci są nie tylko kosztem dla Unii Europejskiej, ale bywa, że również zagrożeniem naszego bezpieczeństwa. Dlatego pomagać należy i trzeba, ale mądrze, w miejscach zamieszkania tych ludzi, z których większość chce żyć tam, gdzie się urodziła. Trzeba więc zrobić wszystko, żeby warunki ich funkcjonowania poprawiać właśnie tam, w krajach ich pochodzenia. Otwieranie granic na oścież nie ma nic wspólnego
z pomocą humanitarną, która powinna się dokonywać tam, na miejscu. Nie powinniśmy otwierać na oścież bram Europy, która nie pomieści wszystkich, którzy chcieliby tu przybyć. Trzeba zatem zmienić podejście do tych spraw
i w ogóle do problemu migracji. Inna sprawa, że politycy lewicowo-liberalni, którzy patrzą przez różowe okulary
i próbują włączyć imigrantów w nasz świat, w życie społeczne różnych państw europejskich, liczą, że przez takie podejście zyskają nowych wyborców. To jest przerażające, że te europejskie elity nie dostrzegają błędów i konsekwencji bezrefleksyjnego otwierania granic
i przyjmowaniach uchodźców. Natomiast widzą doraźne korzyści wynikające z ilości oddanych na nich głosów, bo
w Europie Zachodniej uchodźcy, którzy z czasem nabywają prawa, popierają właśnie lewicę, liberałów, natomiast konserwatystów nie popierają.

W Polsce nowa władza też nie widzi problemu z migrantami, a Donald Tusk właściwie zaakceptował pakt migracyjny na dotychczasowym etapie. Jak będą wyglądały kwoty migrantów dla Polski i ile może nas kosztować niezastosowanie się do zasady obowiązkowej solidarności?

– To jest wycenione i za każdego nieprzyjętego migranta będziemy musieli płacić do unijnego budżetu odszkodowanie w kwocie 20 tysięcy.

Czy możemy liczyć na taryfę ulgową w związku z tym, że przyjęliśmy do siebie ponad milion uchodźców wojennych
z Ukrainy?

– Taki wytrych istnieje, ale osobiście nie wierzę, żeby Tusk się sprzeciwił, postawił się Brukseli. On się zgodzi na wszystko, czego zażąda Unia, byleby tylko odniósł jakąś własną korzyść, na przykład miał jakiś udział we władzach nowego unijnego rozdania po czerwcowych wyborach europejskich. Będzie chciał mieć swoich komisarzy, swoich ludzi w Parlamencie Europejskim, więc z pewnością będzie bardzo spolegliwy. Natomiast nam zostaną tylko koszty, które będzie musiał płacić w takiej czy innej formie każdy Polak, a całą tę dyrektywę będą wykonywać samorządy, które będą zmuszone przyjąć i zabezpieczyćimigrantów. To wójt, burmistrz, którzy dysponują zasobami mieszkaniowymi, będą zmuszeni przeznaczać je dla obcokrajowców, imigrantów. Pytajmy więc w tych ostatnich dniach kampanii samorządowej i żądajmy od kandydatów odpowiedzi, czy po wyborach zgodzą się na przyjmowanie
i utrzymywanie obcych nam kulturowo migrantów muzułmańskich oraz wypłacanie im świadczeń socjalnych,
i czy ich zdaniem w małych ojczyznach nie ma większych potrzeb. Uchodźcy nie pracują, nie tworzą PKB danego kraju, ale generują koszty. Jak widać, w związku z tą polityką migracyjną wszystko zostaje postawione do góry nogami, ale tak właśnie działa Unia Europejska, żeby tylko mieć silną reprezentację lewicowo-liberalną w nowym europarlamencie i utrzymać władzę.

Skoro Pan poseł wspomniał o przyszłych kadrach, które Tusk chce budować w nowym europarlamencie i Komisji Europejskiej, to podobno Bartłomiej Sienkiewicz, Borys Budka czy Krzysztof Hetman wybierają się do Brukseli, ale zdaje się to nie wszyscy ministrowie, którzy chcą uciec
i schronić się pod mandatem europosła?

– Deal był taki, że Krzysztof Hetman wróci z Brukseli do Polski i zdobywając mandat posła w październikowych wyborach, otworzy drogę z celi do Brukseli Włodzimierzowi Karpińskiemu. Myślę, że im bliżej wyborów czerwcowych, takich zabiegów będzie więcej, bo Platforma ciągle liczy, że Europejska Partia Ludowa, do której wraz z PSL-em należy, wciąż będzie największą siłą polityczną w Parlamencie Europejskim. Liczą też, że immunitet jaki, załóżmy, zdobędą Borys Budka czy Bartłomiej Sienkiewicz, czy też inni, którzy w tej chwili, działając na rympał, łamią prawo w Polsce, pozwoli im czuć się bezpiecznie. I po to będzie ta spodziewana rekonstrukcja rządu Tuska i ucieczka niektórych jego ministrów do Brukseli. Mam nadzieję, że Polacy właściwie odczytają te wszystkie intencje, że ktoś chce zdobyć mandat europosła, bo obawia się konsekwencji. Swoją drogą widać gołym okiem, że rząd Tuska jest słabiutki, dobór ministrów jest beznadziejny, bo niektórzy z nich, bez żadnych kompetencji, dopiero  uczą się zarządzania poszczególnymi resortami i de facto decydowania o losach Polski. I to jest nie tylko skandal, ale dramat. To tylko dowodzi, że mamy ekipę doraźną, jak to mówi młodzież – z łapanki – nieprzygotowaną do rządzenia państwem, gospodarką, i to w sytuacji, kiedy za naszą wschodnią granicą toczy się regularna wojna. Sądzę, że wielu polityków, jak Sienkiewicz czy Bodnar, ma świadomość, że dopuścili się przestępstw, że złamali Konstytucję RP, że zniszczyli prokuraturę i system prawny w Polsce, co więcej, że zniszczyli media publiczne, w tym TVP, która jest w tym momencie finansowym trupem.
I ci ludzie będą unikać odpowiedzialności i próbować zdobyć mandaty europosłów, aby się schronić pod parasolem Parlamentu Europejskiego. To jest karygodne, dlatego trzeba to nagłaśniać. Być może Polacy zrozumieją, o co w tym chodzi, i że na reprezentantów polskich spraw w europarlamencie trzeba wybrać ludzi odpowiedzialnych, którzy traktują politykę jak służbę Polsce i Polakom, którzy mają program i chcą pracować dla swojej Ojczyzny. Nie powinniśmy więc stawiać na ludzi, dla których ważne są doraźne, partyjne i własne korzyści, a nie dobro Polski. To jest aż nazbyt widoczne w „koalicji 13 grudnia”. Dlatego tak ważna jest mobilizacja najpierw przed wyborami do samorządów, a następnie w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki