• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Święty Jan Paweł II był i pozostanie naszym Ojcem

Wtorek, 2 kwietnia 2024 (21:42)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim

Jak wspomina Pan Profesor dzień 2 kwietnia 2005 roku, kiedy odchodził Ojciec Święty Jan Paweł II?

– To jest dzień, który – jak każdy dojrzały Polak – wciąż noszę w sercu. Była popołudniowa pora, miałem wówczas zajęcia ze studentami zaocznymi. Wszyscy wiedzieliśmy,
że Ojciec Święty jest w ciężkim stanie, ktoś przyniósł wiadomość, jak bardzo trudna jest sytuacja w Watykanie.
Wtedy po stronie młodzieży zrodził się pomysł, żeby zorganizować czuwanie modlitewne. Byłem niezmiernie usatysfakcjonowany, że to właśnie młodzi podjęli
i że o nim pamiętali. Było to jakby odniesienie do słów konającego Papieża: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie”, które wyszeptał na łożu śmierci,
o czym dowiedzieliśmy się później. Oczywiście, udaliśmy się do kościoła na czuwanie. W dniu pogrzebu studenci zapalali znicze, ustawiając je wzdłuż alei Jana Pawła II
w Warszawie i uczestniczyliśmy w tym razem. To pokazuje, że Pokolenie Jana Pawła II wówczas reagowało bardzo właściwie, podniośle i odpowiedzialnie na wartości, jakie głosił i reprezentował Ojciec Święty; wartości, które były elementem gruntującym tożsamość polską. I to jest moje wspomnienie z tamtego czasu.

Miał Pan Profesor okazję spotkać
św. Jana Pawła II?  

– Miałem okazję, tak jak każdy Polak, kilkakrotnie spotykać się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II podczas jego pielgrzymek do Polski. Jednak raz miałem szczęście
w towarzystwie przyjaciół Papieża – aktorów Teatru Starego – być najpierw na audiencji generalnej,
a następnie na zaproszenie Ojca Świętego gościć
w Castel Gandolfo. Tam Papież prosił swoich przyjaciół
o wystąpienie okolicznościowe, małe, przejmujące widowisko z okazji 1 września. To też było dla mnie niezapomniane przeżycie, bo spotkanie z naszym Ojcem. Tak, bo św. Jan Paweł II był naszym Ojcem, był obecny
w każdym polskim domu, każdy też zabiegał, żeby się
z nim spotkać, choć nie każdemu to się udało.

Stąd liczne pielgrzymki do Rzymu,
do Watykanu…

– Tak, docierając tam, byliśmy niejako w innym wymiarze, bo Ojciec Święty nadawał innego wymiaru wszystkim sprawom związanym z polską sytuacją, z naszym wybijaniem się na wolność – jak w stanie wojennym,
a potem budowaniem własnej państwowości na nowo
– po raz kolejny w historii. Przybywaliśmy do niego
z naszymi goryczami, bo przecież w Polsce za rządów komunistycznych władze były nieprzychylne Papieżowi
– w ogóle Kościołowi. Natomiast polskie społeczeństwo wprost przeciwnie było bardzo propapieskie, o czym  świadczą liczne inicjatywy – i to nie te pomniki z brązu
czy marmuru, ale żywe pomniki – szereg inicjatyw
i instytucji charytatywnych, instytucji o znaczeniu społecznym, kulturalnym świadczące o jego obecności wśród nas. To jest też pewien symbol naszego przywiązania do Boga, do Kościoła i do tego Papieża.
Dzień 2 kwietnia 2005 roku zapisał się w naszej narodowej pamięci jako czas wielkiej straty, ale zarazem nadziei,
bo wkrótce w tym smutku i żalu przyszło pewne pocieszenie wyrażone 8 kwietnia, w dniu pogrzebu
Jana Pawła II, kiedy na placu św. Piotra pojawiły się transparenty i rozległo się wołanie „santo subito” – święty natychmiast. To w tym dniu narodowej żałoby było wyrazem pewnej satysfakcji, poczucia wielkiego uznania
i wartości, jakie w ludziach całego świata pozostały
po Papieżu Polaku.

Skąd w nas, Polakach, wielka potrzeba bliskości tego Papieża? Czy słysząc,
co do nas mówił, słuchaliśmy jego słów, napomnień, krytyki?

– Też sobie zadaję to pytanie, ale nie chciałbym się na tym skupiać 2 kwietnia, w rocznicę śmierci największego z rodu Polaków. Dzisiaj lepiej mówić o wartościach, jakie nam pozostawił, których rzeczywiście nie potrafiliśmy zaszczepić w sercach jako swoje i twórczo ich rozwinąć. Natomiast spotkanie z Janem Pawłem II było pragnieniem każdego członka rodziny, żeby odwiedzić go na Watykanie albo przynajmniej uczestniczyć w Mszy Świętej, którą sprawował podczas pielgrzymek do Polski. W porównaniu
z innymi krajami u nas bywał często. Za każdym razem 
– czy to w Rzymie, czy goszcząc w swojej Ojczyźnie 
– zostawiał nam ważny przekaz, zadanie, które powinniśmy rozwiązać, cel, do którego mamy dążyć,
by stawać się lepszymi na drodze dorastania w łasce, darze wolności. Dlatego zasadne jest pytanie: czy słuchaliśmy Ojca Świętego, czy braliśmy sobie do serca to, co do nas mówił, kiedy przestrzegał chociażby przed konsumpcjonizmem, czy może zatrzymywaliśmy się tylko na płaszczyźnie uczuć, emocji i zamiast sercem, to jedynie dłońmi potrafiliśmy wyrażać naszą akceptację? Mijają kolejne lata, a to, co nam pozostawił nasz święty rodak, jest ciągle zobowiązaniem naszym i kolejnych pokoleń.
2 kwietnia – dzień odejścia Jana Pawła II z tego świata, powinien być dla nas stałym zobowiązaniem wobec przekazu, który na pozostawił w swoim testamencie,
w swoim nauczaniu, w encyklikach, adhortacjach,
we wszystkich swoich dziełach.   

„Pozostańcie wierni temu dziedzictwu! Uczyńcie je podstawą swojego wychowania! Uczyńcie je przedmiotem szlachetnej dumy! Przechowajcie to dziedzictwo! Pomnóżcie
to dziedzictwo! Przekażcie je następnym pokoleniom!” – mówił Jan Paweł II
3 czerwca 1979 roku w Gnieźnie na Wzgórzu Lecha do młodzieży. Ten apel wydaje się wciąż aktualny?

– Owszem, te słowa są wciąż aktualne, tak jak jego nauczanie. To jest katecheza – i to nie tylko w wymiarze religijnym, ale też społecznym i politycznym, bo odnosi
się m.in. do naszych relacji z sąsiadami. Przekaz, który pan redaktor przywołał, skierowany do młodzieży, jednocześnie koresponduje z przekazem krakowskim wyrażonym podczas Mszy Świętej na Błoniach na pożegnanie tej samej, I pielgrzymki do Ojczyzny, kiedy
św. Jan Paweł II wołał nie tylko do młodzieży, ale do nas wszystkich: „Proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli
z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili
i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali
sami tych korzeni, z których wyrastamy”. Zostawił nam swoisty katechizm – w sensie nie tylko religijnym, ale też społecznym, moralnym, politycznym. Mam na myśli refleksję zawartą w książce „Pamięć i tożsamość” dotyczącą dramatycznych doświadczeń Polski, z którą zawsze był związany, doświadczeń wypływających
z dziejów naszej Ojczyzny, także z doświadczeń Europy
i świata, które sam przeżył jako ksiądz, biskup, a potem Papież. Myślę, że to powinna być dzisiaj lektura obowiązkowa dla każdego Polaka – ten swoisty katechizm, podobnie jak wiersz Władysława Bełzy „Kto ty jesteś? Polak mały!” – dla każdego polskiego dziecka. Na tej zasadzie nauka św. Jana Pawła II powinna docierać do każdego polskiego umysłu i serca.

Trwamy w oktawie Wielkanocy. Słowa
Jana Pawła II, skierowane 
8 czerwca 1991 roku w Warszawie do przedstawicieli
świata kultury, którzy zgromadzili się
w Teatrze Narodowym: „Z
martwychwstania, przetłumaczonego przez Norwida na wymóg życia narodowego, życzę Tobie, Polsko, Ojczyzno moja!”, mają dziś 
szczególny wymiar, ale w odniesieniu do Ojczyzny.

– Ależ tak, bo tego zmartwychwstania Polski nam dzisiaj potrzeba, w tym gąszczu spraw, w tym lewackim pędzie próbującym ograniczyć człowieka do spraw bardzo powierzchownych bez odniesienia do formacji duchowej. Smutne jest to, że ówcześni odbiorcy tych słów i my dzisiaj nie stajemy na wysokości zadania, jakie nam pozostawił św. Jan Paweł II. Niestety, odbiór przesłania Papieża był bardzo powierzchowny i tylko po nas spływał, a jeśli utkwił w nas, to niezbyt głęboko i nie zdążył się zakorzenić,
był tylko chwilą. Aż chce się powiedzieć z Goethem:
„Trwaj chwilo…”. To powinno być w nas obecne i osadzać się, ugruntowywać, wtedy jest nadzieja, że bylibyśmy spełnieniem oczekiwań Ojca Świętego, a jednocześnie stawalibyśmy się lepszymi i bardziej przygotowanymi
na rozmaite zagrożenia, na to, co nas spotyka, dotyka, przygniata oraz na to, co przed nami.

Nawet za komuny nikomu nie przyszłoby
do głowy, żeby atakować Ojca Świętego Jana Pawła II, tak jak to było w ubiegłym roku. Upadliśmy aż tak nisko?   

– To prawda, za czasów słusznie minionych nie było takiej agresji wobec Jana Pawła II. Owszem Kościół był solą
w oku komunistycznych władz, ale pamiętamy, jak się trzęsły portki Jaruzelskiemu, kiedy podejmował Ojca Świętego w Belwederze, jak mu się łamał głos. Komuna była wówczas bardzo przestraszona. Niestety, później,
już po roku 1989, nabierali coraz więcej pychy i pewności siebie, że wraz ze swoimi adoratorami, liberałami, potrafili nawet wypominać, ile kosztuje organizacja pielgrzymki papieskiej do Polski. Wcześniej, owszem, spotykałem się
z takimi adnotacjami, ale w prasie niemieckiej, i nie zakładałem, że coś podobnego może być w Polsce,
a jednak się wydarzyło. Uważałem to za wielką hańbę, kiedy wyliczano, ile Papież nas kosztuje. To było jednak niczym wobec brutalnych ataków, które pojawiły się później, które są jeszcze większą hańbą dla nas,
że z Ojczyzny św. Jana Pawła II – największego z rodu Polaków – wychodzą takie rzeczy, że w lewackich umysłach mogło się w ogóle coś takiego zrodzić, jakieś zarzuty, wątpliwości czy wręcz oskarżenia przeciwko człowiekowi, który swoją postawą, życiem i przykładem był obrazem Boga na ziemi, który nas uczył, jak miłować i poświęcać się dla każdego, także dla wrogów. Te ataki to jest haniebna strona części z nas, części naszej społeczności. W Polsce tak naprawdę Jan Paweł II wciąż jest największym autorytetem, więc trzeba go zniesławić, podważyć, zniszczyć, ale celem głównym jest zniszczenie Kościoła, czyli w istocie oderwanie ludzi od Boga.

W ubiegłym roku, kiedy pojawiły się ataki
na św. Jana Pawła, daliśmy im odpór,
a przez największe polskie miasta, m.in. Warszawę, Lublin, przeszły wielotysięczne marsze. T
o pokazuje skalę zaangażowania Polaków w obronę dobrego imienia św. Jana Pawła II?

– Ataki były i będą, bo chodzi o to, żeby zniszczyć autorytet św. Jana Pawła II i żeby zniechęcić ludzi
do Kościoła. Natomiast opór zdrowej moralnie, etycznie części naszego społeczeństwa też nie zniknie i zawsze będzie. Mimo że należy się liczyć z sankcjami karnymi
za tzw. mowę nienawiści, którą stosują nie ludzie broniący dobrego imienia św. Jana Pawła II i spraw Bożych, ale przeciwnicy Boga i wrogowie Kościoła. To za tej władzy może nas czekać wzrost agresji, bądźmy więc na to przygotowani. Natomiast każdy odruch przeciwko
św. Janowi Pawłowi powinien, musi się spotkać z ostrą, zdecydowaną reakcją społeczną. Nie damy szargać tego, co jest dla nas, Polaków, wielką świętością. Myślę, że nie będzie takiego czasu, takiej sytuacji, żebyśmy nie byli
w stanie obronić dobrego imienia św. Jana Pawła II,
jego wielkiej pamięci i olbrzymich zasług dla Kościoła, świata i Polski.

Czy nie nadszedł najwyższy czas, żeby naszego rodaka, św. Jana Pawła II,
ogłosić Wielkim, bo on był wielki?

– Od dawna w odniesieniu do św. Jana Pawła II używam określenia „Wielki” i ten tytuł, komu jak komu, właśnie Papieżowi Polakowi się należy. Z całą pewnością św. Jan Paweł II był wielki i jest wielki, trzeba tylko kanclerskiego potwierdzenia, stempla na dokumencie, żeby przypieczętować ten fakt, o którym wszyscy wiedzieliśmy
i wiemy, a szczególnie ci, którzy go znali, widzieli, jak żył
i dorastał do świętości, do wielkości – zarówno w czasach krakowskich, jak i na Watykanie. To jest także zadanie, zobowiązanie dla Episkopatu Polski, żeby o to mocno zabiegać, a z całą pewnością znajdzie wsparcie w bardzo wielu środowiskach katolickich na całym świecie.

               Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki