Dla władzy Tuska prawo nie istnieje
Czwartek, 28 marca 2024 (14:43)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Pokazowa akcja z włamaniem do domu byłego ministra Zbigniewa Ziobry pod jego nieobecność, przeszukania w domach innych polityków Suwerennej Polski czy wejście ABW do pokoju w hotelu sejmowym posła Michała Wosia – po co to wszystko?
– Ktoś mądrze to ujął – mianowicie, kiedy nie ma chleba, to organizuje się igrzyska. To są zachowania, które przekraczają wszelkie obowiązujące standardy prawne
oraz zasady przyzwoitości. Podczas gdy Zbigniew Ziobro jest poważnie chory, robi się marnej klasy spektakl, wkracza się z impetem, włamuje się do jego domu, próbuje się na potrzeby medialne zorganizować przesłuchanie. To nie jest poważne. Zresztą sam Zbigniew Ziobro, który przerwał leczenie i pojawił się przed własnym domem, określił te działania służb jako spektakl bandytyzmu i bezprawia, za co kiedyś osoby, które za tym stoją, poniosą odpowiedzialność. Trzeba też powiedzieć,
że zostały złamane wszelkie standardy etyczne, moralne, zasady zwykłej ludzkiej przyzwoitości. To jest show,
co więcej, widać, że ta władza jest zdeterminowana i nie cofnie się przed niczym. Przyznam, że nie wiem, jak to nawet nazwać, ale działania, które obserwujemy, noszą cechy dyktatury. Zupełnym zdziczeniem jest, kiedy część osób wypowiada się z drwiną, z uśmiechem o Zbigniewie Ziobrze w momencie, kiedy ten człowiek, po ciężkiej operacji, walczący z chorobą, potrzebuje ciszy, spokoju
i wsparcia. Kultura polityczna upada. Niestety, dla niektórych osób nie ma żadnych granic, posuną się
do wszystkiego, żeby tylko zrealizować swoje polityczne interesy. Nie trzeba być omnibusem, żeby patrząc na to,
co się dzieje, stwierdzić, że trwa usilne poszukiwanie haków na przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy, byłych ministrów. Nawet jeśli nic się nie znajdzie, to ważne jest, żeby zrobić szum, rzucić potwarz. Ci, którzy to robią,
czują się bezkarni, pewni siebie, tym bardziej że mają
po swojej stronie sędziów, którzy jawnie występowali przeciw rządowi Prawa i Sprawiedliwości, uczestniczyli
w antyrządowych protestach, a teraz mają wydawać wyroki. Widać, że nie ma to nic wspólnego z zasadami demokracji. Tak jak wspomniałem, mamy dyktaturę, tylko że większość polskiego społeczeństwa w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy, że dzisiaj trwa rozliczanie polityków Zjednoczonej Prawicy. Jednak za chwilę – z dużym prawdopodobieństwem – będą robić to samo
ze zwolennikami, z sympatykami, z ludźmi,
którzy głosują na PiS, a tak naprawdę z każdym,
kto nie będzie popierał „koalicji 13 grudnia”.
Czy w tej sytuacji Polska, za rządów
„koalicji 13 grudnia”, to wciąż jeszcze cywilizowane państwo prawa, czy może mamy już Białoruś?
– To, co obserwujemy, przypomina rzeczywiście
Białoruś. W zasadzie te rządy nie mają nic wspólnego
z praworządnością, ale wręcz przyczyniają się do oswajania bezprawia. To nie różni się niczym od standardów białoruskich. Miejsce mają spektakle w postaci komisji śledczych, szuka się haków na polityków ZP, a przychylni obecnej władzy sędziowie za chwilę będą wydawać wyroki korzystne dla obecnie rządzących. Przecież pokaz tego mieliśmy już przy okazji aresztowania posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Ludzi, którzy walczyli
z korupcją, z mafiami VAT-owskimi, skazuje się, wsadza
do więzień, natomiast wobec osób, które mają zarzuty
lub duże podejrzenia o popełnienie przestępstw, postępowania są umarzane.
Do jakiego stopnia ta władza może się jeszcze posunąć?
– Dla tej władzy prawo nie istnieje, nie istnieją więc granice. Widać, że ignoruje wszelkie zasady, ale skoro lekceważy prerogatywy prezydenta RP, to dla niej nie ma żadnych granic. Czuje się pewnie, ponieważ ma za sobą media, sądy i większość elit Unii Europejskiej. Dlatego
jest przekonana, że nic jej nie grozi, a prawo – tak jak to zapowiedział Donald Tusk – stosuje tak, jak je rozumie.
I tak rzeczywiście jest. Reguły prawa traktuje wybiórczo, za nic ma Konstytucję RP, liczą się subiektywne oceny.
To wszystko budzi uzasadniony niepokój, co więcej, powinno i chyba budzi sprzeciw społeczny. Obawiam się,
że ta sytuacja, polaryzacja, zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku, zwłaszcza że część
zwolenników Koalicji Obywatelskiej dostrzega nieprawidłowości, a działania rządu Tuska im się
nie podobają. Kto wie, czy dalsze eskalowanie napięcia, stosowanie bezprawia, nie doprowadzi do buntów społecznych, a tego chyba nie chcielibyśmy, szczególnie
w obliczu wojny, jaka toczy się za naszą wschodnią granicą. Sytuacja geopolityczna jest niebezpieczna, dlatego powinniśmy się skupić na zapewnieniu bezpieczeństwa Polsce i Polakom. W tej sytuacji wewnętrzne niepokoje, jakie mogą mieć miejsce, dodatkowo osłabiłyby państwo polskie, naszą obronność w przypadku ewentualnej agresji ze strony Rosji. Zatem są to wydarzenia bardzo niepokojące, podczas gdy Donald Tusk w kampanii wyborczej szeroko mówił o uśmiechniętej Polsce,
o pojednaniu, o współpracy, że trzeba skończyć
z działaniami budzącymi agresję. Tymczasem stosuje dzisiaj metody, podejmuje działania, które właśnie prowadzą do agresji, do wyniszczania politycznych przeciwników i do polaryzacji społeczeństwa. Nie ma debaty, nie ma spierania się na argumenty, za to jest wyniszczanie łącznie z fizycznym politycznych przeciwników.
Prezes Jarosław Kaczyński jest zdania, że to, co robi Tusk, to nic innego, jak próba zmiany ustroju siłą. Czyny te są zagrożone karą więzienia od 10 lat do dożywocia.
– Prezes Kaczyński ma absolutną rację, choć w mojej ocenie i tak łagodnie to ujął, posługując się językiem parlamentarnym. To, co robi dzisiaj Donald Tusk ze swoją ekipą, to jest łamanie nie tylko standardów, ale też prawa. Tak jak wspomniałem, może to prowadzić do destrukcji
czy wręcz dyktatury. To są działania charakterystyczne
dla państw totalitarnych. Wydaje się, że Tusk i jego współpracownicy, także część koalicjantów przejęli władzę
i wygląda na to, że nie mają zamiaru jej oddać. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Wszyscy widzimy, że tutaj nie ma żadnych zasad, nie obowiązują reguły, natomiast usuwa się każdego, kto jest z innego obozu, kto ma inne zdanie. Przypomina to walec, który
ma zniszczyć każdego, kto wywodzi się z przeciwnego bloku politycznego.
Nie będą chcieli oddać władzy, bo wciąż się nią upajają, także profitami, jakie z niej wypływają, czy też nie będą chcieli ustąpić, bo po tym, co zrobili, obawiają się konsekwencji politycznych i prawnych?
– Myślę, że jedno i drugie trzyma ich w tym stanie.
Profity to jest coś oczywistego. Przypomnę, że Koalicja Obywatelska zarzucała Zjednoczonej Prawicy rozpasanie, ile to nie zarabiali prezesi spółek państwowych, natomiast trzeba się zastanowić, czy teraz zarobki zmienników nie są przynajmniej podobne, jak nie większe. Tu chyba nic się nie zmieniło, poza frazesami, które słyszymy. Rzeczywiście zasiadanie w spółkach Skarbu Państwa wiąże się
z niemałymi profitami. „Koalicja 13 grudnia” w ciągu tych stu dni z małym okładem posunęła się bardzo daleko, wielokrotnie złamano prawo, dlatego wydaje się oczywiste, że czyny ludzi obecnej władzy w przyszłości mogą podlegać ocenie prawnej, a im mogą grozić zarzuty, postępowania karne. Nie wykluczałbym także Trybunału Stanu, zwłaszcza że od 13 grudnia 2023 r., a więc od objęcia władzy przez Donalda Tuska, Konstytucja RP – jak się wydaje – została wielokrotnie złamana. Z pewnością cała ta operacja obecnej władzy powinna zostać zbadana.
Zetknięcie obietnic wyborczych z realiami jest porażające i ludzie mają prawo czuć
się oszukani. Wspomniał Pan wcześniej,
że niepokoi ich to, co wyczynia Tusk wraz
z akolitami. Czy to może zaowocować buntem społecznym, Polacy mogą się obudzić i dać odpór?
– Z pewnością. Widać to przy okazji protestów rolniczych, do których przyłączają się kolejne grupy zawodowe. Społeczeństwo polskie jest mądre, ludzie widzą, co się dzieje. Słychać też głosy, że nie ma innej możliwości przeciwstawienia się tej władzy i powstrzymania przed kolejnym niszczeniem państwa niż społeczny bunt.
Ta władza, łamiąc wszelkie standardy prawne, nie cofnie się przed niczym, dla nich prawo nie ma żadnego znaczenia, podobnie jak za nic mają Konstytucję RP,
którą jeszcze nie tak dawno wynosili na swoje sztandary. W krótkim okresie po objęciu rządów widać, że ta władza działa w sposób destrukcyjny dla państwa – pomijam już, że zdecydowana większość obietnic wyborczych Tuska
i spółki nie została zrealizowana. Dzisiaj ludzie się przekonują, że to były puste hasła. Każdy, kto choć trochę zajmuje się polityką, w sposób szczególny politolodzy czy socjolodzy, wcześniej już przestrzegał, że obietnice Tuska rzucane na lewo i prawo jak z rękawa to hasła bez pokrycia, typowo kampanijne zabiegi, które nie będą zrealizowane. Teraz to się potwierdza. Niestety, część osób dała się nabrać na te PR-owskie sztuczki, na piękne słowa, a część była absolutnie przeciwna poprzedniej władzy
i chciała zmiany. Do tego różne lobby nie były za PiS-em, które próbowało ukrócić działania korupcjogenne.
Te środowiska się zjednoczyły i robiły wszystko, żeby odsunąć ZP od władzy. Choć PiS jako formacja wygrało październikowe wybory parlamentarne, to nie było
w stanie utworzyć rządu, który zyskałby odpowiednie poparcie. Natomiast ugrupowania antypisowskie połączyły siły i jako koalicja zdobyły większość, i 13 grudnia 2023 r. rząd Tuska został zaprzysiężony przez prezydenta Andrzeja Dudę. Dla „koalicji 13 grudnia” zasady nie mają znaczenia, co udowadnia na każdym kroku. Koalicjantów łączy niewiele, a scala ich niechęć do PiS-u. To bardzo słabe paliwo, na krótką metę. Im dłużej ci ludzie są przy władzy, tym większy rozdźwięk między nimi. Wśród koalicjantów widać coraz więcej różnic i może dojść do pewnego pęknięcia w tym kruchym budynku posadowionym
na bardzo słabym fundamencie. Swoją drogą część z nich, która widzi, co się dzieje, nie będzie na dłuższą metę chciała się utożsamiać z działaniami pozaprawnymi
władzy Tuska, Bodnara czy Sienkiewicza.
Kogo ma Pan na myśli?
– Mam wrażenie, że przede wszystkim PSL dostrzega,
że pewne działania Tuska nie mają nic wspólnego
z praworządnością. W związku z tym w tym koalicyjnym organizmie może dojść do pęknięcia. Ponadto jak wspomniałem, są już oznaki buntu społecznego. Jednak byłoby to o wiele gorsze rozwiązanie, ponieważ mogłoby mieć bardzo negatywne konsekwencje dla państwa polskiego.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki