• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Zausznik Tuska

Piątek, 12 kwietnia 2013 (02:03)

Tomasz Arabski należy do grona najbardziej zaufanych współpracowników premiera. Od lat pomagał opracowywać kolejne rządowe posunięcia propagandowe czy strategie dyskredytowania opozycji.

Ma bardzo dobre kontakty w mediach, które wykorzystuje w krytycznych chwilach. W lutym 2011 r. podczas wizyty rządowej w Izraelu dziennikarz PAP zamierzał zapytać Tuska o ustawę reprywatyzacyjną. O pytaniu dowiedział się minister Tomasz Arabski i interweniował. Interwencję szefa kancelarii premiera opisał reporter Polsatu: „[Arabski] próbował skłonić dziennikarza do zmiany pytania”. „Gdy to mu się nie udało – pisał dziennikarz Polsatu – zadzwonił do szefa PAP”. Wkrótce do reportera PAP zadzwonił jego szef, który zakazał mu zadawania tego pytania. Dziennikarz tym razem podporządkował się.

Jednak najbardziej niechlubną rolę Arabski odegrał w rozkręcaniu konfliktu rządu z prezydentem Lechem Kaczyńskim.

W październiku 2008 r., przed posiedzeniem Rady Europejskiej, Rada Ministrów podjęła uchwałę, że to premier będzie wyznaczał skład polskiej delegacji na szczyt UE. Członkowie gabinetu Tuska wskazywali, że prezydent nie może lecieć rządowym samolotem do Brukseli, gdyż ten nie może być wykorzystywany do „prywatnego wyjazdu”. Arabski stwierdził, że wyjazd prezydenta miałby charakter prywatny. W konsekwencji prezydent musiał wyczarterować samolot, aby udać się do Brukseli. Z raportu NIK wynika, że decyzja Arabskiego była bezpodstawna.

Szef kancelarii premiera był ministrem, który odpowiadał za wyznaczenie i przydział samolotu rządowego dla VIP-ów. Te uprawnienia wynikały z podpisanego w 2004 r. porozumienia między kancelariami Prezydenta, Prezesa Rady Ministrów, Sejmu i Senatu oraz specjalnej „Instrukcji organizacji lotów statków powietrznych o statusie HEAD” z czerwca 2009 roku.

Arabski uczestniczył również w rządowych rozmowach na temat zakupu nowych samolotów przeznaczonych dla najważniejszych osób w państwie. Chociaż samolotów jest za mało, wiosną 2008 r. mówi, że „wystarczą dwie, najwyżej trzy” nowe maszyny. Na początku 2009 r. podczas spotkania przedstawicieli MON i Arabskiego zapadły decyzje o zmianie założeń przetargu na samoloty dla VIP-ów. Rok później media podały, że ministrowie Bogdan Klich i Tomasz Arabski podpisali dokument w sprawie koncepcji kupna samolotów dla prezydenta i premiera. Na jej podstawie Agencja Rozwoju Przemysłu miała stworzyć spółkę, która kupiłaby od LOT-u dwa samoloty Embraer i udostępniła je w leasingu MON.

Zlekceważone ostrzeżenie

Arabski uczestniczył w organizacji uroczystości 70. rocznicy rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu. Odgrywał wtedy jedną z ważniejszych ról. W grudniu 2009 r. odbyło się w gabinecie min. Jacka Cichockiego, ówczesnego sekretarza kolegium ds. służb specjalnych, pierwsze robocze spotkanie w sprawie obchodów w Katyniu. Obecny był również Tomasz Arabski. Kilka dni później Arabski przesłał do Cichockiego notatkę prezydenckiego ministra Mariusza Handzlika, który wskazywał na możliwość rozgrywania przez Rosję władz państwowych Polski w czasie zbliżających się uroczystości rocznicowych. Wkrótce sprawdza się ten scenariusz. Pod koniec stycznia 2010 r. Kancelaria Prezydenta informuje rząd o planach prezydenta udziału w katyńskich uroczystościach. Jednak 3 lutego 2010 roku doszło do rozmowy telefonicznej Władimira Putina z Donaldem Tuskiem. Następnego dnia do Arabskiego zadzwonił minister Jurij Uszakow, zastępca szefa aparatu państwowego Rosji. Ustalono, że do spotkania premierów w Katyniu dojdzie 7 kwietnia.

Jednocześnie spełniał się „czarny scenariusz” prezydenckiego ministra Mariusza Handzlika. Przedstawiciele Rosji dezawuowali wizytę prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu. Działo to się także w obecności Arabskiego, który przecież znał to ostrzeżenie. Przykładem takiej „gry Kremla” było spotkanie Arabskiego z Uszakowem w Warszawie.

Według Macieja Pawlaka, jednego z wicedyrektorów w kancelarii premiera, przedstawiciel Rosji negatywnie zareagował na sprawę udziału prezydenta Kaczyńskiego w katyńskich obchodach: „Było to tylko poinformowanie strony rosyjskiej, że Prezydent będzie uczestniczył w obchodach. Reakcja była negatywna. Minister Uszakow powiedział, że nie będzie w tym czasie Miedwiediewa w Rosji, więc trudno mu będzie być gospodarzem i podkreślił, że strona rosyjska nie zaprasza Prezydenta Polski do Katynia”.

Sekretne rozmowy

Z kolei spotkanie Arabskiego z Uszakowem w marcu 2010 r. miało mieć miejsce w siedzibie premiera Rosji, ale w końcu odbyło się w restauracji „Dorian Grey” w sposób nieformalny. Co więcej, Arabski zabronił polskiej tłumaczce informowania ambasadora Jerzego Bahra o treści rozmów z Uszakowem w Moskwie. Ambasador usłyszał, że Arabski „zażyczył sobie dyskrecji dotyczącej tych rozmów”, co było dość niezwykłe. Jerzy Bahr był zaskoczony i zdziwiony, gdyż taka sytuacja była bardzo rzadka i niezwykła. Natomiast kiedy rozmowy prowadzono w języku angielskim, wtedy była proszona, żeby nie towarzyszyć ministrom.

Pobyt Arabskiego w Moskwie zablokował wizytę w Rosji prezydenckiego ministra. W tym samym czasie miał tam przebywać min. Mariusz Handzlik, jednak ambasador Bahr wystosował do niego pismo, że w związku z przyjazdem grupy przygotowawczej, w tym Arabskiego, nie jest możliwe zorganizowanie zaplanowanych spotkań. Bahr sugerował, żeby min. Handzlik zaplanował, w porozumieniu z MSZ, inny termin wizyty. Jednak do takich rozmów już nie doszło. Arabski, zeznając w prokuraturze, przyznał, że jadąc na rozmowy do Moskwy, wiedział, że min. Handzlik planuje podobny wyjazd.

W Moskwie

Arabski tuż po tragedii smoleńskiej wyjechał z minister zdrowia Ewą Kopacz do Moskwy. Byli najwyższymi przedstawicielami państwa polskiego obecnymi w czasie sprowadzania zwłok ofiar katastrofy do stolicy Rosji, ich sekcji i identyfikacji. Razem uczestniczyli w słynnym posiedzeniu rosyjskiej komisji rządowej badającej okoliczności tragedii, podczas którego Kopacz dziękowała wtedy Rosjanom: „Wiemy, jak wyglądają ofiary takich katastrof. Potwierdzenie ich tożsamości to wielka sztuka”.

Najbliżsi ofiar katastrofy, którzy byli wtedy w Moskwie, zapamiętali Arabskiego jako tego, który zapewniał ich o zachowaniu koniecznych procedur. W lipcu 2010 r. Andrzej Melak podczas posiedzenia zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej mówił: „W Moskwie pan Arabski i pani Kopacz poinformowali nas, że sekcja była przeprowadzona w obecności polskich prokuratorów i polskich patomorfologów. Teraz okazuje się, że tak nie było, że to było kłamstwo. I mam takie pytanie, na jakiej podstawie polska prokuratura, łamiąc wszelkie przepisy, wyraziła zgodę na pochowanie naszych bliskich bez sekcji zwłok i bez oglądania miejsca zdarzenia, które było pod Smoleńskiem”.

Natomiast Ewa Kochanowska stwierdziła, że to Arabski przekonywał, iż nie będzie można otwierać trumien w Polsce. Wskazywała posłom z Zespołu, że mówił nieprawdę: „Część rodzin była zbulwersowana (…) właściwie teraz, jak obserwuję tę całą sytuację, to mnie się wydaje, że minister Arabski dawał sygnał Rosjanom, którzy byli tam na sali w dużej liczbie, że wy możecie tam kłaść, co chcecie do tych trumien, bo my i tak nie pozwolimy ich otworzyć”.

Prawdopodobnie nie są to jedyne zagadkowe zachowania Arabskiego związane z tragedią smoleńską. W tym kontekście jego wyjazd do Hiszpanii jest wygodnym pretekstem usunięcia w cień osoby, która mogłaby dużo powiedzieć o kulisach przygotowań rocznicy zamordowania oficerów w Katyniu. Tomasz Arabski zna również kulisy pobytu rządowej delegacji w Moskwie, poczynione wówczas uzgodnienia z Rosjanami i podejmowane wtedy decyzje, także te związane z rodzinami ofiar, które przebywały w Moskwie. Dlatego były szef kancelarii premiera Tuska jest zbyt ważnym świadkiem tych wydarzeń, aby pozostał bez żadnej ochrony.

Piotr Bączek