• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Żenujący spektakl polityczny

Niedziela, 17 marca 2024 (14:35)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie

Były próby, powiedzmy wprost, zaorania prezesa Prawa i Sprawiedliwości, tymczasem wyszła groteska – i to Jarosław Kaczyński po kolei obnażał nieudolność, niekompetencję swoich de facto oskarżycieli, bo tak to wyglądało podczas wczorajszego posiedzenia komisji
ds. Pegasusa?

– Rzeczywiście, większości sejmowej zasiadającej
w komisji śledczej ds. Pegasusa wydawało się, że pójdzie łatwo, szybko, sprawnie, że z góry założone tezy uda się potwierdzić, bo Jarosław Kaczyński to już starszy człowiek, polityk raczej schodzący, który może sobie nie poradzić
z nawałą pytań. Tymczasem prezes Kaczyński po raz kolejny potwierdził, że jest politykiem niezwykle sprawnym, inteligentnym, był i jest nadal w odróżnieniu
od niektórych polityków zasiadających w tej komisji. Prezes Kaczyński znakomicie sobie radził, jeśli chodzi
o riposty, prezentował się jako polityk stateczny, opanowany, co więcej, nie dawał się sprowokować.
Myślę, że wielu zaskoczył, także samych członków komisji, którzy przystępowali do pracy z góry ustaloną tezą, żeby udowodnić, iż Jarosław Kaczyński jest winny, że o czymś wie itd. Dla tych polityków Jarosław Kaczyński nie miał występować przed komisją w charakterze świadka, ale raczej w charakterze oskarżonego, którego trzeba tylko przycisnąć do muru, aby powiedział to, co chcieli usłyszeć.

Tak się jednak nie stało…

– Jarosław Kaczyński pokazał klasę, pokazał wyższość intelektualną i nawet jego przeciwnicy polityczni, oglądając ten spektakl, przyznali rację, że tak naprawdę ta komisja, która miała zabłysnąć jakąś sensacją, a zasiadający w niej członkowie mieli być bohaterami, zaczyna gasnąć,
a bohaterowie wychodzą na przegranych, a przynajmniej mocno poturbowanych. Krótko mówiąc, to, co zobaczyliśmy – cały ten styl pracy tej komisji, sposób jej prowadzenia oraz brak merytorycznego przygotowania jej członków – uprawnia do stwierdzenia, że byliśmy świadkami ich kompromitacji.

Można było odnieść wrażenie, że posłowie rządzącej koalicji próbowali wyprowadzić Jarosława Kaczyńskiego z równowagi, zresztą nieskutecznie, co więcej, to szefowa komisji i jej polityczni kompani byli w wielu momentach zagubieni.

– Dokładnie. Komisja i jej poszczególni członkowie mieli pełnić rolę oskarżycieli, a prezes Kaczyński miał być oskarżonym, któremu mieli szybko, łatwo udowodnić winę. Tymczasem to Jarosław Kaczyński punktował po kolei
często rozemocjonowanych posłów. Przewodnicząca Magdalena Sroka (Trzecia Droga), która powinna być rozjemcą, prowadzącym tę komisję, wcale nie sprawdziła się w tej roli, podobnie jak poseł Witold Zembaczyński
z Nowoczesnej, który próbował błysnąć, dokładając prezesowi PiS, a tak naprawdę demonstrował złośliwość
i stronniczość. To wcale nie wyglądało dobrze, a wprost przeciwnie potwierdzało, że mamy do czynienia
z żenującym spektaklem politycznym. Kuriozalne było
też wykluczenie z posiedzenia komisji posłów Suwerennej Polski Jacka Ozdoby i Mariusza Goska, którzy punktowali brak merytoryki w sposobie prowadzenia i pracy tej komisji. No, ale jeśli ma się większość, to można i takie rzeczy robić. To jednak pokazuje, że celem tej komisji nie było, jak czytamy w uzasadnieniu jej powołania: zbadanie legalności, prawidłowości i celowości czynności podejmowanych z wykorzystaniem oprogramowania Pegasus, tylko celem głównym było zdyskredytowanie prezesa Kaczyńskiego i całej formacji, której przewodzi.

Miało być wykazane, że mamy do czynienia
z wielką aferą, tymczasem prezes Kaczyński mówił wyraźnie, że tzw. sprawa Pegasusa
to urojona rzeczywistość. Po co zatem
ten marnej klasy serial pod nazwą
komisja śledcza?

– Jak nie można się wykazać żadnymi konkretnymi działaniami w rządzeniu państwem, jeśli nie można
dać ludziom chleba, to robi się igrzyska. Jeżeli chodzi
o „koalicję 13 grudnia”, to widać, że jest presja, żeby
za wszelką cenę udowodnić, że poprzednia władza działała w sposób nieprawidłowy. To oczywiście jest przykrywka
do tego, co Donald Tusk obiecywał, do słynnych już
100 konkretów w 100 dni po objęciu władzy. 100 dni mija, a efekty rządzenia są takie, że łamane jest prawo – i to właściwie we wszystkich obszarach, że w sposób bezprawny, wbrew Konstytucji RP przejmowane są instytucje państwa polskiego. Są też podejmowane działania, które osłabiają pozycję państwa polskiego, kompromitują Polskę na arenie międzynarodowej, czego przykładem jest próba odwołania 50 ambasadorów wbrew prawu, bez zgody prezydenta, który powołuje i odwołuje ambasadorów. Poza tym mamy wymianę prezesów wielu firm i obsadzanie stanowisk kierowniczych w spółkach Skarbu Państwa swoimi ludźmi. Karuzela się kręci, ale niebezpieczne jest to, że przy tej okazji pozbywa się ludzi, którzy budowali pozycję przedsiębiorstw, jak prezes Daniel Obajtek, który dzięki mądrej strategii sprawił, że PKN Orlen stał się jedną z najlepiej rozwijających się firm energetycznych nie tylko w Europie, ale i na świecie.
Zyski Orlenu za jeden rok prezesury Daniela Obajtka przekroczyły zyski z czasów 8 lat rządów koalicji PO – PSL. Chodzi tu jedynie o to, żeby zrobić szum medialny,
przy czym obecna ekipa ma ułatwione zadanie, bo poza Telewizją Republika, Radiem Maryja i Telewizją Trwam rządzący mają właściwie wszystkie media. Nie zmienia
to faktu, że efektów rządzenia tej ekipy nie ma żadnych
i chodzi o to, żeby odwrócić uwagę ludzi i przetrwać jakoś do wyborów samorządowych oraz czerwcowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Dłużej się nie da, bo Polacy odczują skutki rządzenia tej ekipy i zobaczą, jak nieudolne są rządy „koalicji 13 grudnia”.              

Polacy już niebawem zaczną odczuwać skutki rządów Tuska, bo nie dość, że nie
ma stu konkretów, to jest powrót do
5-proc. stawki VAT na żywność: ceny pieczywa, wędlin, owoców i warzyw poszybują w górę – i to już w nadchodzące święta Zmartwychwstania Pańskiego.

– Tarcza, która chroniła Polaków przed drożyzną, zostaje decyzją rządu Donalda Tuska zniesiona i ceny żywności poszybują w górę. Może jeszcze nie od razu, nie
w pierwszych dniach kwietnia będzie to odczuwalne,
ale wkrótce wszyscy się o tym przekonamy. Podniesiony
o 5 proc. VAT na żywność to tylko część „niespodzianek”, jakie się szykują, bo Europejski Zielony Ład, a co za tym idzie uwolnienie cen energii też da się Polakom we znaki. Jeśli zdrożeje energia, to wrosną koszty produkcji, usług, co będzie prowadziło do pauperyzacji społeczeństwa.
Efekt będzie taki, że ta koalicja szybko zacznie tracić.  

Widać, że w koalicji trzeszczy i konflikt między Trzecią Drogą, Koalicją Obywatelską i Lewicą narasta. Biorą się za łby, ale czy
to tylko manifestacja odmienności przed wyborami, czy może ten projekt antypisowski rzeczywiście zaczyna
się sypać?

– Do tego scenariusza przygotowuje się Trzecia Droga, która próbuje być autonomiczna. Mamy więc podszczypywanie Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy,
czyli próbę odróżnienia się, aby nie być całkowicie identyfikowanym z koalicją rządzącą. Mamy też działania ze strony Tuska, chociażby wobec Hołowni. To pokazuje,
że na tym politycznym projekcie rzeczywiście pojawiają
się rysy. Jednak czegóż innego można się było spodziewać, skoro jedynym spoiwem „koalicji 13 grudnia” było odsunięcie PiS od władzy. Zresztą politycy tego nie ukrywają, cały czas podnoszą, że po to stworzyli taką szeroką koalicję, żeby odebrać PiS-owi władzę – i to na zawsze. Wydaje się, że ten cel, choć został osiągnięty,
to na krótko. Kiedy minie jakiś czas i społeczeństwo zobaczy, że obecnie rządząca koalicja ma niewiele do zaoferowania obywatelom, to dojdzie do pęknięć, bo musi dojść, skoro w tym projekcie, poza eliminacją PiS-u, niewiele jest rzeczy, które łączą, a więcej jest tych, które dzielą. Jeśli przyjdzie realnie podejmować decyzje, realnie rządzić, rozwiązywać problemy Polski i Polaków, to osoby, które znalazły się przy władzy jedynie z klucza partyjnego, a które nie są przygotowane do rządzenia Polską, bo nie mają ani wiedzy, ani kompetencji, to cały ten blok antypisowski zacznie się rozłazić pod ciężarem niekompetencji.

Mamy retorykę ze strony Donalda Tuska,
że PiS jest zły, że kradł, ale przez 8 lat
w państwie rządzonym przez Zjednoczoną Prawicę mieliśmy wzrost gospodarczy i na wszystko starczało. Natomiast teraz, kiedy do władzy doszli ci „uczciwi”, to ceny idą
w górę i na nic nie ma pieniędzy?

– To prawda, że za czasów Zjednoczonej Prawicy pieniędzy nie brakowało na programy społeczne, były wprowadzane nowe programy socjalne, prorodzinne, jak chociażby świadczenie 500 Plus czy teraz 800 Plus, program Dobry Start, bony turystyczne, dodatki dla emerytów czy świadczenia i wiele innych. Znakomite wyniki miały
też spółki Skarbu Państwa, a sprzedane w obce ręce,
jak np. Bank Pekao SA, zostały zrepolonizowane.
Ponadto zmniejszył się deficyt budżetowy, były pieniądze na realizację kosztownych inwestycji, jak Gazoport
w Świnoujściu, czy inwestycji infrastrukturalnych,
jak przekop Mierzei Wiślanej, budowa nowych dróg, autostrad, tuneli itd. Na to wszystko były pieniądze. Natomiast rząd Tuska jest na starcie, a już widzimy,
że wraca stara retoryka Jacka Rostowskiego „piniendzy
po prostu nie ma i nie będzie”, która poprzednio towarzyszyła rządom koalicji PO – PSL. Znów słyszymy,
że trzeba oszczędzać, a ze strony ekonomistów Koalicji Obywatelskiej przewija się pogląd, że część spółek państwowych należy sprywatyzować, sprzedać. To musi budzić i budzi uzasadniony niepokój, tym bardziej że słyszymy o zaciskaniu pasa. Może się tak wydarzyć,
jeśli będziemy wchodzili w pewne programy – często ideologiczne, jakie nam narzuca Unia Europejska. A jak wiemy, Donald Tusk nie sprzeciwi się ani Berlinowi,
ani Brukseli, bo ma pewien dług do spłacenia i wykonuje polecenia z zewnątrz niemalże w sposób absolutny.
Będzie robił wszystko to, co zleci mu szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz inni ideolodzy
w Unii Europejskiej.      

Po co Tuskowi była potrzebna władza
w Polsce, po co to robi, mając perspektywę unijnych apanaży?  

– Dobre pytanie, na które trudno w sposób jednoznaczny odpowiedzieć. Tusk miał dobrą pozycję, bo był premierem Polski, ale przegrał wybory prezydenckie z Lechem Kaczyńskim i te niespełnione ambicje, czy wręcz zadrę, nosi chyba w sercu do dziś. Jednak głównym celem jego powrotu do polskiej polityki było odegranie się na Jarosławie Kaczyńskim. Było to o tyle łatwiejsze, że miał wsparcie – i to olbrzymie, ze strony części elit, miał też za sobą całe zaplecze medialne, ale także wsparcie ze strony Berlina i Brukseli. I choć dzisiaj sprawuje rządy w Polsce, to tak naprawdę nie do końca te jego plany się spełniły,
bo wyborów parlamentarnych nie wygrał. Wybory październikowe wygrała Zjednoczona Prawica. Jednak połączone siły całej opozycji antypisowskiej sprawiły,
że rządzi dziś w Polsce. Obawiam się jednak, że Tusk ma świadomość, że może dużo stracić. Został premierem,
ale tylko dni dzielą nas od tego, kiedy jego pozycja
w społeczeństwie będzie słabła, podobnie jak jego autorytet. Jest wielce prawdopodobne, że sobie nie poradzi z sytuacją, zwłaszcza że jest wiele wyzwań, a jak pamiętamy jego poprzednie rządy, to wiemy, że nie jest
to człowiek zbyt pracowity. I jak wtedy sobie nie radził,
tak może być i dzisiaj, zwłaszcza że jest cała masa spraw, wytycznych z Unii Europejskiej, które ciężko będzie zrealizować. Gdyby nawet chciał, to skutki tej polityki
będą bardzo negatywnie odczuwalne dla polskiego społeczeństwa. Mam na myśli Europejski Zielony Ład, który będzie prowadził do zubożenia polskiego społeczeństwa, ograniczenia konkurencyjności naszej gospodarki, w ogóle gospodarki unijnej. To może budzić bunt społeczny, już budzi, czego przykładem są protesty rolników. Ponadto Europa, która ekonomicznie po to się jednoczyła, żeby konkurować chociażby ze Stanami Zjednoczonymi, w tej chwili przegrywa z Ameryką czy z Chinami. Jeśli ten ideologiczny plan zielonej destrukcji będzie realizowany,
to Europa będzie jeszcze bardziej zostawać w tyle, także
za krajami Ameryki Południowej, a co najgorsze, może przegrać także z Rosją.

                  Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki