• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Odpowiedzialność za „Turów”

Piątek, 15 marca 2024 (21:26)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski
do Parlamentu Europejskiego

Werdykt Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie uchylający decyzję środowiskową stawia pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”. Taka decyzja jest dla Pani zaskoczeniem?

– W pewnym sensie jest to dla mnie zaskoczenie. Otóż
cała ta sytuacja dotycząca próby wygaszenia kompleksu „Turów”, czyli kopalni i elektrowni, którą zapoczątkowało
orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej
w 2021 roku w osobie hiszpańskiej sędzi Rosario Silva
de Lapuerty, jak również decyzja podjęta teraz przez polski sąd są kuriozalne. Trzeba rozważać tego typu rzeczy, biorąc pod uwagę konsekwencje. Nawet Trybunał Konstytucyjny, orzekając w dużych sprawach, kiedy dana decyzja – choć wydaje się słuszna – może uderzyć
np. w podstawy ekonomiczne państwa, w Polaków, bierze pod uwagę takie rzeczy, podejmując ostateczną decyzję.
I tak było także przed 2016 rokiem.

Natomiast w tym przypadku sąd administracyjny,
nie zważając na nic, próbuje działać restrykcyjnie i wygasić kopalnię w Turowie, a tym samym także elektrownię „Turów”. To jest działanie bardzo groźne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego państwa. Biorąc pod uwagę zasilanie w energię elektryczną, ale też ciepło, może to też skutkować ekonomiczną zapaścią wielu tysięcy ludzi. Przypomnę, że chodzi tu nie tylko o ponad 5 tys. pracowników „Turowa” oraz ich rodzin, ale także o firmy kooperujące z turowskim kompleksem energetycznym. Oznaczać to będzie śmierć dla Bogatyni i regionu. Dlatego zastanawiam się, czy ludzie podejmujący takie decyzje
są w ogóle zdolni do jakiejkolwiek refleksji, czy sędziokracja jest zupełnie bezrefleksyjna?

Sądy są przychylne tzw. ekologom, całej tej zielonej dyktaturze?

– Ta przychylność jest widoczna zwłaszcza dzisiaj, kiedy
w Polsce mamy rząd Donalda Tuska. Stąd też przychylność wobec pseudoekologów, ale także – jak w tym wypadku
– wobec niemieckich samorządów, a nie polskich. Przecież
to polski samorząd będzie miał potężne problemy
w przypadku wygaszenia kompleksu „Turów”. Mam na myśli władze Bogatyni i jej burmistrza, który zawsze stał na straży obrony kopalni i elektrowni „Turów”. Co więcej,
ta obrona do tej pory była skuteczna. Samorządowi
i burmistrzowi Wojciechowi Dobrołowiczowi udało się zaangażować w obronę „Turowa” bardzo wiele osób.
Obok działań formalnych, prawnych odbyła się także pielgrzymka na Jasną Górę w intencji obrony „Turowa”.

Owocem tych zabiegów była decyzja środowiskowa Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska z 30 września 2022 roku dotycząca kontynuacji eksploatacji złoża węgla brunatnego w Turowie, realizowanego w gminie Bogatynia. Na tej podstawie minister klimatu i środowiska przedłużył koncesję dla „Turowa” do 2044 roku. To też otwierało możliwość planowania, co dalej, zwłaszcza że „Turów”
jest ważny pod względem bezpieczeństwa energetycznego Polski i Polaków, szczególnie Dolnego Śląska.
Patrząc dzisiaj na tę decyzję WSA w Warszawie, ręce opadają. Moim zdaniem to pokazuje, że wydający tego typu decyzje nie podchodzą do sprawy kompleksowo.

Poproszę o uszczegółowienie?

– Mam na myśli to, co zauważyłam już wcześniej
– mianowicie: rozumiem, że sądy orzekają na podstawie
i w granicach prawa, ale należy też brać pod uwagę zakres decyzji, jej rozmiar oraz jej skutki. W tym wypadku uleganie terroryzmowi ekologicznemu, niemieckim samorządom i doprowadzenie do tego, że w ciągu dwóch lat kompleks „Turów” może zostać zlikwidowany, to jest działanie skrajnie nieodpowiedzialne. Przyznam, że nie mam zaufania do minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski,
bo widać, że razem ze swoimi podwładnymi jest zwolenniczką Europejskiego Zielonego Ładu. I to jest niezwykle groźne. Dlatego minister Hennig-Kloska powinna zostać natychmiast zdymisjonowana, ponieważ, niestety, jest gwarantem tego, że dalej będą protesty coraz większych grup społecznych, nie tylko rolników. Sytuacja jest bardzo groźna – myślę, że niezależnie od dalszego postępowania i drogi prawnej polscy sędziowie powinni jednak brać pod uwagę polską rację stanu, a nie interesy niemieckich samorządów.

Czy wyobraża sobie Pani podobną sytuację, decyzję niemieckiego sądu w odniesieniu
do niemieckiej kopalni?

– Absolutnie nie. Przecież tam zawsze brany jest pod uwagę interes nadrzędny, interes narodowy – niemiecki,
i sądy niemieckie niejednokrotnie dawały temu wyraz. Gdyby ktokolwiek w sądzie niemieckim orzekał o sprawach dotyczących Polski, to natychmiast bylibyśmy potraktowani w odpowiedni sposób.

Jest deklaracja załogi, że „Turów” nie zaprzestanie produkcji energii elektrycznej dla Polski i Polaków. Na 10 maja br. zapowiadany jest protest NZZZ „Solidarność” przeciwko Europejskiemu Zielonemu Ładowi. Jakie są szanse na to, żeby „Turów” mógł wciąż służyć ludziom,
i zapewniać bezpieczeństwo energetyczne Polski?

– Niezadowolenie załogi, społeczne, jest uzasadnione. Dlatego trzeba się przyłożyć do protestu „Solidarności”
i do niego dołączyć, bo „Turów” jest i będzie papierkiem lakmusowym, testem, jak daleko Unia Europejska będzie próbowała się posunąć wobec Polski w tym ekologicznym szaleństwie Zielonego Ładu. Tu ewidentnie chodzi
o wyeliminowane węgla z Polski – i to w sytuacji, kiedy kopalnie niemieckie oraz czeskie doskonale funkcjonują 
tuż za polską granicą. Musimy również ten fakt wziąć
pod uwagę, dlatego protest „Solidarności” trzeba ze wszech miar popierać.

Uważam, że z tym protestem trzeba pójść bardzo szeroko, biorąc też pod uwagę trwające już dwa miesiące protesty rolników i wyrzucić Europejski Zielony Ład do kosza. Przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego, które będą też o tym, czy Zielony Ład będzie nam nadal wtłaczany kijem
i pałką, czy też nie. Czy będziemy zmuszeni wyrzucić
na śmietnik ponad 7 mln kotłów gazowych i kupować
nowe źródła ciepła, czy też da się to zielone szaleństwo powstrzymać. Te wybory będą też o tym, czy „Turów” będzie istniał, czy też zostanie zlikwidowany pod dyktando niemieckich interesów.

Jest też kwestia, czy Ursula von der Leyen będzie nadal szefową Komisji Europejskiej oraz czy główny ideolog zielonej rewolucji Frans Timmermans wróci do brukselskiego aparatu władzy. O tym będą te wybory.
Jako Zjednoczona Prawica mówiliśmy już wcześniej
wiele razy o zagrożeniach, ale nasze przewidywania traktowano jako coś niedorzecznego, jako mrzonki. Tymczasem proszę popatrzeć, co robią lewicowi rewolucjoniści, jaki świat próbują nam skroić. Do tego
w Unii Europejskiej wciąż króluje mania wyższości nad wszystkim, co polskie, słowackie, czeskie czy węgierskie, bo obowiązującą ma by jedynie słuszna wizja niemiecko-
-francuska. Dobrze, że związki zawodowe stoją na stanowisku obrony „Turowa”, ale to wszystko musi
iść jeszcze dalej, ta świadomość musi towarzyszyć kierownictwu kopalni oraz Donaldowi Tuskowi. Tymczasem „koalicję 13 grudnia” tworzy m.in. Szymon Hołownia,
który uważa, że kary za „Turów” trzeba płacić, co więcej, że „Turów” trzeba zamknąć.

Wspomniała Pani o odpowiedzialności,
która dzisiaj spoczywa na Donaldzie Tusku. Czy można mu wierzyć, czy można na niego liczyć?

– Donald Tusk jest niewiarygodny, podobnie jak Platforma. My za naszych rządów potrafiliśmy stanąć po stronie „Turowa”, potrafiliśmy go obronić. Nie wierzę, żeby
sprawy związane z decyzją środowiskową zostały źle przygotowane, żeby trzeba je było zanegować, jak to zrobił teraz sąd. Myślę, że w tym przypadku górę wzięła jednak polityka, a niekoniecznie – merytoryczne przesłanki. Uważam, że w tym momencie odpowiedzialność za „Turów” spoczywa na Tusku i jeśli, nie daj Boże, coś się stanie
z tym energetycznym kompleksem, będzie to wina Tuska. Do momentu, kiedy my rządziliśmy w Polsce, to razem
z NSZZ „Solidarność” oraz innymi związkami zawodowymi broniliśmy „Turowa”, także w Luksemburgu przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Te protesty, te połączone siły, także rozmowy, negocjacje rządu premiera Mateusza Morawieckiego przyniosły skutek.
Jako europarlamentarzyści Zjednoczonej Prawicy zajmowaliśmy także jednoznaczne stanowisko
w Parlamencie Europejskim oraz kierowaliśmy petycje
do Komisji Europejskiej. Ta presja miała sens. Natomiast dzisiaj w Brukseli i Berlinie liczą na to, że rząd Tuska
zgodzi się bez słowa na likwidację „Turowa”.

A jeśli się nie uda obronić „Turowa”?

– Będziemy musieli kupować drogą energię od Niemiec. Innego wyjścia nie będzie, żeby zbilansować ewentualną, powstałą stratę w systemie energetycznym Polski. „Turów” zabezpiecza 7 proc. energii elektrycznej, co więcej, jest to energia w tej chwili najtańsza w Polsce.

Zakładając najgorszy scenariusz,
jak likwidacja „Turowa” ma się do
kryzysu i wojny na Ukrainie oraz do zapowiedzi 
rządu Tuska o zniesieniu
od lipca br. tarczy na energię elektryczną?   

– Niestety, nie widzę tutaj żadnej aktywności minister klimatu i środowiska. Przypomnę, że za naszych rządów minister Anna Moskwa natychmiast reagowała, były zwoływane posiedzenia, narady, wyjazdy, rozmowy, negocjacje. Teraz nie ma żadnej aktywności, przez co rozumiem, że minister Hennig-Kloska już skreśliła „Turów”. Muszę przyznać, że najbardziej obawiam się bezczynności tej ekipy. Skutkiem tej bierności będzie wykluczenie energetyczne, co jest niezwykle niebezpieczne, bo zagraża życiu, zdrowiu, ale też podstawom ekonomicznym państwa polskiego.

Myślę, że Władimir Putin, patrząc na te działania polskich władz, tylko zaciera ręce. Przecież jemu chodzi
o wywołanie chaosu, a ta władza za niego wykonuje tę robotę. Likwidacja Kopalni Węgla Brunatnego w Turowie oraz Elektrowni „Turów” wywoła potężny chaos energetyczny nie tylko w Polsce, ale też w Europie. Skandalem jest również dyrektywa o charakterystyce energetycznej budynków, tzw. dyrektywa budowlana,
którą w tym tygodniu przegłosował Parlament Europejski, dotycząca Zielonego Ładu, a więc wyłączenia gazu jako źródła energii i ciepła. To pokazuje, że dopóki Niemcy handlowały z Rosją gazem i Nord Stream był faktem,
to były programy, które wręcz zachęcały do wymiany pieców na gazowe. Teraz, kiedy Nord Stream 2 w zasadzie nie istnieje, próbuje się zmieniać front i likwidować kotły gazowe. Zmienia się przepisy, narzuca się nam normy, które odpowiadają biznesowi dużych zachodnich koncernów. To jest skandal. Sprawa „Turowa” pokazuje,
że polskimi rękami próbuje się załatwić interesy dla dostawców prądu z Niemiec. Sytuacja staje się tym poważniejsza, że Polska jest krajem przyfrontowym. Pytanie, czy Tusk zdaje sobie z tego sprawę?

Tusk właśnie zdaje, ale relację kanclerzowi Scholzowi oraz prezydentowi Macronowi
z wizyty w Białym Domu…

– Dokładnie, też tak odebrałam jego wizytę w Berlinie. Myślę, że otrzymał burę za to, że w Waszyngtonie nie był dostatecznie proniemiecki, że nie sprzeciwił się propozycji prezydenta Andrzeja Dudy odnośnie do wzrostu składki członkowskiej NATO na zbrojenia do 3 proc. PKB.
Ta propozycja, o której szeroko rozpisywała się prasa amerykańska, nie jest w smak Niemcom, którzy mają problem z realizacją tego sojuszniczego obowiązku
w zakresie 2 proc. PKB. Tak czy inaczej Tusk został wezwany na dywanik. Swoją drogą on zawsze podchodził nieodpowiedzialnie do tego typu kwestii. Sytuacja jest bardzo trudna i jeśli rząd nie włączy się w jej załatwienie na naszą korzyść, to „Turów” upadnie. Do tego dochodzi jeszcze polityka tej koalicji w zakresie zniesienia tarczy
i przywrócenie VAT-u na żywność.

          Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki