• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Perspektywa dla Polski to sojusz z USA

Wtorek, 12 marca 2024 (21:00)

Rozmowa z prof. Romualdem Szeremietiewem

Andrzej Duda i Donald Tusk w Białym Domu. Skąd ten dość niespotykany format, że prezydent i premier Rzeczypospolitej zostali w jednym czasie zaproszeni przez prezydenta Stanów Zjednoczonych?

– Myślę, że Amerykanie chcą pokazać zwaśnionym stronom w Polsce, że polityka zagraniczna i relacje międzynarodowe powinny być jednolite – zwłaszcza gdy chodzi o bezpieczeństwo.

Zatem sytuacja, jaka jest w Polsce po objęciu władzy przez „koalicję 13 grudnia”, jest analizowana przez Biały Dom i działania Tuska nie podobają się Amerykanom?

– Nie wiem, czy się podoba, czy nie, natomiast Amerykanom, którzy wśród priorytetów obok bezpieczeństwa stawiają także interesy gospodarcze, zależy, żeby te kwestie nie były zagrożone. Z całą pewnością zależy im, żeby inwestycje w Polsce, kontrakty, które zostały zawarte czy przygotowane przez rząd Zjednoczonej Prawicy – zarówno militarne, jak też dotyczące energetyki jądrowej, a więc budowa elektrowni jądrowej, w powstanie której zaangażowane są koncerny Westinghouse i Bechtel, były kontynuowane. Nie wiadomo też, co dalej będzie z gigantyczną inwestycją amerykańskiej firmy Intel wartą ponad 4,5 miliarda dolarów, które Amerykanie chcą zainwestować pod Wrocławiem. Jak widać, amerykańskie interesy gospodarcze, które mogą być także z korzyścią dla Polski, są też ważne dla prezydenta Joe Bidena, który być może będzie przekonywał, aby Polska nie schodziła z obranej drogi.   

Wskazywałoby to, że Joe Biden może dyscyplinować Tuska, bo to on i jego ekipa mogą być problemem czy też zagrożeniem dla amerykańskich interesów w Polsce?

– Tak to wygląda. Może to być zatem podkreślenie z jednej strony pozycji prezydenta Dudy, a więc poniekąd także pozycji Polski, a z drugiej Donald Tusk, który – jak pamiętamy – był wcześniej autorem resetu z Rosją, może usłyszeć stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych w sprawie, którą wcześniej poruszyłem, jakkolwiek nikt oczywiście tego oficjalnie nie potwierdzi.

Czy Tusk jest w ogóle osobą, do której zapewnień można mieć zaufanie?

– Stany Zjednoczone, administracja amerykańska ma instrumenty, żeby zdyscyplinować czy – łagodniej rzecz ujmując – przekonać do swoich racji oraz zadbania o swoje interesy. Być może chodzi o przekonanie Tuska, danie mu do zrozumienia, że Stany Zjednoczone są silniejsze niż Niemcy…

Co jeszcze może mieć do zakomunikowania prezydent Biden Polsce, jakieś przełomowe decyzje?

– Sądzę, że po stronie elit amerykańskich jest świadomość tego, jaką politykę prowadzą Niemcy i że tej polityce w sposób jednoznaczny sprzyja, czy jest jej bardzo mocno podporządkowany Donald Tusk. To jest kwestia, która dotyczy tego, czy Stany Zjednoczone będą dalej w Europie odgrywać dominującą pozycję – w szczególności na flance wschodniej, czy też nie. Wiemy przecież, że Niemcom dotychczasowy układ jest nie na rękę, że chcieliby powrócić jak najszybciej do interesów gospodarczych
z Moskwą, stąd korzystne byłoby dla Berlina wypchnięcie Amerykanów z europejskiej orbity.

Natomiast Polacy zawsze byli, są i będą sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, ale po zmianie władzy w Polsce
i objęciu rządów przez Tuska nie jest to takie pewne.
W tym kontekście wizyta samego prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu sprawy nie rozwiązuje, dlatego do tego formatu został dokooptowany Tusk. Chodzi o to, że w ustroju Polski władza wykonawcza jest dwugłowa, czyli jest prezydent i jest rząd, dlatego administracja waszyngtońska wyciągnęła wniosek i zaproszono obok prezydenta Dudy także premiera Tuska.

Różne analizy wskazują, eksperci mówią
o wzrastającym, coraz bardziej realnym, liczonym nie tylko w latach, ale w miesiącach, niebezpieczeństwie ze strony Rosji. Pytanie tylko, kiedy Moskwa osiągnie taki potencjał, żeby odważyć się zaatakować państwo NATO.

– Sytuacja w Europie jest poważna, bo od dwóch lat trwa wojna na Ukrainie, stąd zagrożenie – także dla wschodniej flanki – jest realne. Nie zmienia to faktu, że Rosja atakuje cały czas, tylko w inny sposób. Niekoniecznie musi to być atak przy pomocy dywizji wojska, dajmy na to, na Przesmyk Suwalski itd. To się może wydarzyć, ale wcale nie musi. Rosja może bowiem psuć krew w innym sposób, na przykład działaniami hybrydowymi, poprzez które też można realizować swoje cele. I Rosjanie wielokrotnie pokazali, że potrafią takie rzeczy robić. Zatem różnego rodzaju zagrożenia mogą się zmaterializować również w formie militarnej, ale niekoniecznie Putin musi się wziąć za bary ze Stanami Zjednoczonymi, z całym Sojuszem Północnoatlantyckim.

Mimo swojej zapalczywości Rosjanie jednak miarkują, i mimo że od jakiegoś czasu mówi się, jaka ta Rosja jest potężna, jak przestawiając produkcję na wojenną się zbroi, jak buduje swój potencjał, to warto pamiętać, że to nadal jest to samo zmurszałe imperium. I nic się tu nie zmieniło. Dlatego nawet jeśli Rosja ma obecnie więcej armat, czołgów czy rakiet, to w dalszym ciągu rosyjski sołdat, jak był marny, tak marny pozostaje, dowództwo jest do niczego – tak jak było, więc żadnej wartości dodanej tam nie ma. Problemem natomiast jest to, że Ukrainie, zdaje się, skończyły się możliwości, dlatego kryzysu upatrywałbym właśnie od tej strony.

Tylko że jeszcze nie tak dawno Ukraina miała możliwość, aby pokonać czy też wyprzeć Rosjan, którzy byli w marnym położeniu.    

– Wiele czynników złożyło się na to, że Ukrainie nie udała się kontrofensywa. Nie jest też tak, że rosyjski żołnierz, który ledwo trzymał się na nogach, nagle się podniósł i wyrósł na herosa. Nie zmienia to faktu, że wciąż jest to niebezpieczny przeciwnik, który jest nieobliczalny, ale nie w tym sensie, że dysponuje nie wiadomo jaką siłą, której w każdej chwili może użyć, tylko że może zrobić coś trudnego do przewidzenia, coś tak absurdalnego, że nawet trudno sobie to wyobrazić. I na tym polega całe niebezpieczeństwo ze strony Rosji.

Broń atomowa w Polsce, Polska
w programie Nuclear sharing. Pana zdaniem czy można się spodziewać jakiegoś przełomu w tej sprawie, jak nie dzisiaj, to
w pewnej dającej się przewidzieć perspektywie?

– Mam nadzieję, że rozmowy na temat naszej obecności
w programie Nuclear sharing cały czas są prowadzone. Warto jednak mieć na uwadze, że jest to bardzo delikatna sprawa i nie sądzę, żeby ktoś się tym chwalił, dopóki ostateczna decyzja nie zostanie podjęta. Na pewno włączenie Polski do tego programu, o co zabiegamy, byłoby ważnym wydarzeniem, a rola Polski w systemie odstraszania byłaby znacznie większa niż obecnie.
Z drugiej strony byłaby to wyraźna odpowiedź Sojuszu Północnoatlantyckiego na rozlokowanie przez Rosję głowic jądrowych na Białorusi.

To, czego na pewno nie usłyszą dzisiaj prezydent Duda i premier Tusk, to kwestia, w której głos zabrał już prezydent Biden, mówiąc publicznie, że nie widzi potrzeby wysyłania dodatkowych żołnierzy do Polski…

– To świadczy tylko o tym, że oczekiwania Polaków nie zostaną na razie spełnione. Przyczyny upatrywałbym nie
w kwestiach zewnętrznych, ale w polityce i sytuacji wewnętrznej w Stanach Zjednoczonych. Otóż pamiętajmy, że trwa kampania przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi i tego typu rzeczy mogą odgrywać ważną rolę. W tej sytuacji wysyłanie dodatkowych wojsk to jednak nie jest zbyt popularna sprawa. Dlatego uważam, że właśnie w takich kategoriach należałoby ten komunikat wysłany przez prezydenta Bidena rozpatrywać.

Jak odczytuje Pan propozycję prezydenta Andrzeja Dudy o zwiększeniu przez wszystkie kraje członkowskie nakładów na obronność do 3 procent PKB?

– Warto pamiętać, że Polska jest tutaj liderem, bo my na obronność, na utrzymanie i modernizację armii przeznaczamy już niemalże 4 procent PKB i – jak zaznaczył w swoim wczorajszym orędziu prezydent Andrzej Duda – jest to procentowo najwięcej w całym Sojuszu Północnoatlantyckim. Propozycja prezydenta Dudy dotycząca zwiększenia poziomu wydatków na obronność
z 2 do 3 procent PKB przez wszystkie państwa członkowskie jest śmiała, odważna, ale trzeba próbować mobilizować wszystkie innych. Sądzę, że ten postulat zgłoszony przez polskiego prezydenta bardzo spodoba się kontrkandydatowi Joe Bidena w walce o Biały Dom, czyli Donaldowi Trumpowi. Trump już w trakcie swojej poprzedniej kadencji w roli prezydenta Stanów Zjednoczonych mocno orędował za zwiększeniem wydatków na obronność przez wszystkie państwa NATO, co więcej, karcił takie państwa jak np. Niemcy, które nie wypełniały i wciąż nie wypełniają tego wymogu.

Swoją drogą z Trumpem prezydent Duda, goszcząc w Stanach Zjednoczonych, się nie spotka?  

– To prawda. Natomiast prezydent Duda spotka się z kongresmenami, przedstawicielami Partii Demokratycznej oraz Partii Republikańskiej na Kapitolu. Jeśli zaś chodzi
o spotkanie z Donaldem Trumpem, to byłoby niezręczne, zwłaszcza że prezydent Duda przybył do Waszyngtonu na zaproszenie urzędującego prezydenta Joe Bidena. Ponadto spotykając się z Trumpe prezydent RP mógłby zostać posądzony o angażowanie się w kampanię prezydencką
w Stanach Zjednoczonych, co byłoby sprawą z pewnością niepożądaną. Natomiast wizyta w Białym Domu i spotkanie z urzędującym prezydentem to zupełnie inna sprawa.

Ale Tusk angażował się swoim wpisem
w mediach społecznościowych w kampanię prezydencką w Stanach Zjednoczonych...

– Donald Tusk tym swoim wpisem na platformie X uderzył w republikanów, tym samym zaangażował się po jednej stronie sceny politycznej. Nic w tym dziwnego, bo przecież Tusk gra w innej drużynie i bardziej liczy się z tym, co podoba się Berlinowi.

Od 25 lat razem z Węgrami i Czechami jesteśmy w NATO. Co nam to dało?

– Bilans naszego członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim jest dla Polski ze wszech miar korzystny ze względu na nasze bezpieczeństwo.
W następstwie wejścia Polski do NATO zmienił się w istotny sposób układ geopolityczny, szczególnie jeśli chodzi
o Europę Środkowo-Wschodnią. Polska i inne kraje dawnego bloku wschodniego, które weszły w szeregi NATO, w sposób ostateczny wydostały się spod wpływów rosyjskich. I to jest według mnie najistotniejsze. Efektem naszego członkostwa jest także obecność wojsk amerykańskich na wschodniej flance, w tym także
w Polsce, a więc wzrost naszego bezpieczeństwa.

                Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki