Sojusz z USA jest w interesie Polski
Poniedziałek, 11 marca 2024 (21:29)Rozmowa z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM
Prezydent Andrzej Duda jest w drodze do Waszyngtonu, gdzie jutro wraz z Donaldem Tuskiem spotka się z prezydentem Joe Bidenem. To spotkanie oficjalnie jest związane z 25. rocznicą wejścia Polski
do NATO, ale czy tylko?
– Sytuacja w Polsce – z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych – jest niezbyt dobra, dzieje się źle.
Kiedy bowiem dwa obozy polityczne się kłócą, to, biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną, jaka ma miejsce, nie jest rzeczą dobrą. Prezydent Duda wywodzący się ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości – w ocenie władz amerykańskich – reprezentuje jedną stronę, a premier Tusk drugą. Dlatego prezydent Biden i całe jego otoczenie – jak się wydaje – będą kreślić, czego oczekują od Polski. To są oczekiwania łatwe do zdiagnozowania, mianowicie obronne, a więc realizacja amerykańskich kontraktów na zakup uzbrojenia itd. oraz kwestie energetyczne, związane z budową elektrowni atomowych w Polsce, gdzie wykonawcą jednej z nich ma być amerykański koncern Westinghouse zaproszony do realizacji jeszcze przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Nie można też wykluczyć, że poruszony zostanie temat budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, który jest inwestycją o znaczeniu strategicznym. Amerykanie to rozumieją, a szkoda,
że nie rozumie tego rząd Tuska.
Rodzi się pytanie: jak ewentualne sygnały
ze strony amerykańskiej zostaną odebrane zwłaszcza przez Tuska?
– Myślę, że ta wizyta jest o wiele trudniejsza dla Donalda Tuska niż dla prezydenta Dudy. Chodzi o to, że prezydent reprezentuje linię Prawa i Sprawiedliwości, a więc proamerykańską, natomiast Donald Tusk jest reprezentantem linii proniemieckiej, która ma problemy
z polityką obronną, co więcej – miała problemy z polityką rosyjską. I Tusk jest o wiele bardziej uwarunkowany żądaniami czy polityką Berlina, żeby pewne kwestie dotyczące obecności amerykańskiej w Europie – także
w kwestii inwestycji – zblokować. Mamy zatem dwa różne spojrzenia, dwa różne podejścia i zobaczymy, co z tego wyniknie.
Zatem pytanie, czyje interesy
w Waszyngtonie będzie reprezentował
Tusk, jest retoryczne…
– Będzie reprezentował bardziej interesy swojej frakcji politycznej. Wydaje się, że w tym wszystkim sam Tusk jest pogubiony. Oczywiście, znając go, wiemy, że będzie zawsze definiował, iż to jest interes Polski, ale pytanie brzmi: jak rozumiany i w relacji do kogo? Tak czy inaczej widać, że Tusk jest uwikłany, jest bardzo uzależniony od Berlina
i Brukseli. Jednocześnie jest to polityk, który jest w stanie każdemu mówić okrągłymi słowami wszystko, czego odbiorca oczekuje. Dlatego z całą pewnością prezydentowi Bidenowi i jego otoczeniu powie, że zrobi wszystko, co należy. Tylko że to są słowa, a działanie może wyglądać podobnie jak sprawa Centralnego Portu Komunikacyjnego, gdzie nikt niby niczego nie wyklucza, ale poprzez audyty ma miejsce spowalnianie realizacji inwestycji. Można więc deklarować gotowość, chęć, a jednocześnie paraliżować działania.
Jeśli chodzi o prezydenta Dudę, to jest to polityk proamerykański i proatlantycki, polityk wiarygodny w odróżnieniu do Tuska, który jest proniemiecki, co więcej – chyba nigdy nie był wiarygodny dla Amerykanów, bo wykiwał George′a Busha w sprawie tarczy antyrakietowej. Jego niedawny wpis odnoszący się wprawdzie do republikanów, ale obrażający Stany Zjednoczone, też był nie na miejscu. Czy to może rzutować na spotkanie i jak Biden może potraktować Tuska?
– Myślę, że Joe Biden dobrze będzie traktował Tuska, ponieważ obok amerykańskich interesów gospodarczych
są także interesy ideologiczne. I Tusk wpisuje się w pewną ideologię, do której Biden jest przywiązany. Mam na myśli ideologię powszechnej rewolucji neomarksistowskiej, dlatego to się jakoś sumuje. Natomiast warto pamiętać,
że Amerykanie mają narzędzia do tego, żeby wymusić, także na Tusku, swoje racje, swoje interesy. Nie powinno to nikogo dziwić, bo Stany Zjednoczone widzą tu swoje interesy i to w różnych przestrzeniach. Dlatego bardzo dziwne było zachowanie ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce Marka Brzezinskiego, który
gdy przyszło do wyborów parlamentarnych w Polsce, wyraźnie opowiadał się przeciw PiS, a był po stronie Koalicji Obywatelskiej. To, w mojej ocenie, było bardzo dziwaczne, biorąc pod uwagę interesy amerykańskie.
Jeśli chodzi o Tuska, to nie jest to polityk stabilny.
– Po ruchach, jakie do tej pory wykonywał, widać, że były to działania po linii niemieckiej. Jednak jeżeli chodzi
o twardą grę, to Tusk jest politykiem słabym. Nie postawi się prezydentowi Bidenowi i w ogóle Waszyngtonowi, co jest sprawą oczywistą. Natomiast warto sobie przypomnieć jego wypowiedzi na temat Donalda Trumpa, gdzie
w sposób nierozsądny uderzał, kto wie, być może
w przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych.
To pokazuje, że działa ideologicznie, ale na pewno nie
w interesie państwa polskiego. Polska jako państwo nie ma bowiem żadnego interesu, żeby się skłócać z kimkolwiek,
a zwłaszcza z byłym czy być może przyszłym prezydentem Ameryki i to niezależnie od tego, jaką opcję on reprezentuje. Mądrego polityka, męża stanu od rzemieślnika politycznego odróżnia właśnie umiejętność szerszego spojrzenia, wyjścia poza emocje. Natomiast Tusk chce się kreować na silnego polityka, którym nie jest,
i atakuje Trumpa w sytuacji, kiedy za pół roku z okładem może on być ponownie prezydentem największego światowego mocarstwa. I jak wówczas się zachowa
jako premier Polski, i jak będzie traktowany przez najważniejszego polityka na świecie?
Sytuacja w Polsce jest mocno spolaryzowana. Czy po tym jutrzejszym spotkaniu ze strony prezydenta Bidena można się spodziewać jakiejś próby wpłynięcia na to, co się dzieje, żeby trwający konflikt przynajmniej uśpić?
– Joe Biden może wpłynąć w tym znaczeniu, że zażąda, aby pewne kwestie były realizowane i być może ambasada amerykańska w Warszawie będzie pilnować realizacji czy też trzymania się pewnych ustaleń. A więc działanie w tym sensie. Zakładając taki scenariusz, szkoda, że to czynnik zewnętrzny ma decydować czy porządkować naszą scenę polityczną, by działania ważne dla nas od strony strategicznej były w ogóle realizowane. Szkoda, że sami nie potrafimy się porozumieć ponad podziałami i tę wojnę polsko-polską zakończyć czy wyciszyć. Niestety, to do złudzenia przypomina wiek XVIII, kiedy to inni na nas wpływali i za nas decydowali, bo my potrafiliśmy się tylko kłócić, niszcząc państwo polskie. Proszę też pamiętać, że czym innym jest, jeśli my z własnej, nieprzymuszonej woli ustalamy, wytyczamy, jakie są nasze cele, które w tym momencie są akuratnie zbieżne na przykład z celami amerykańskimi, i na tej płaszczyźnie współdziałamy. Jest to zgoła inne podejście niż to, kiedy nasz interes musi być zewnętrznie wymuszany. Proszę sobie przypomnieć, jak kiedyś Unia Europejska zablokowała skrajnie szkodliwy, wieloletni kontrakt, jaki ówczesny wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak podpisał z rosyjskim Gazpromem na dostawy gazu dla Polski, gdzie musielibyśmy ten gaz od Rosji kupować – i to na skrajnie niekorzystnych warunkach. W tym wypadku UE, czynnik zewnętrzny, zagrała po linii naszego narodowego interesu. Tylko czy my, jako kraj, jako państwo, nie potrafimy sami zadbać o swoje interesy, tylko musimy liczyć, że inni zrobią to za nas i kto wie, czy do końca na naszą korzyść. To jest jakaś paranoja i brak dojrzałości. Widać, że nie wyciągamy lekcji z przeszłości, a powinniśmy.
Rozmawiamy przed spotkaniem prezydenta
i premiera z Joe Bidenem. Proszę powiedzieć, jaki sygnał z Waszyngtonu płynie do Moskwy?
– Moskwa z całą pewnością będzie obserwować wydarzenia z Waszyngtonu, bo zdaje sobie sprawę, jaką rangę ma wschodnia flanka NATO i jaką wagę ma obecność tam wojsk amerykańskich. Wojska amerykańskie są na pewno nie na rękę Putinowi.
A co dalej z konfliktem na Ukrainie, coraz częściej słychać głosy, że świat Zachodu dojrzewa do rozmów pokojowych w sprawie Ukrainy. Tymczasem prezydent Duda mówi jasno, że Rosja nie może zwyciężyć na Ukrainie. Czy to też może być jeden
z punktów spotkania?
– Nie sądzę, żeby obecny rząd Donalda Tuska był przez administrację amerykańską traktowany i postrzegany jako partner w tym względzie. Tak to niestety wygląda. Po stronie Polski nie ma jakiejś aktywnej, wielkiej polityki wschodniej ani polityki środkowoeuropejskiej. Donald Tusk zajmuje się w tej chwili rozkładem instytucji państwa polskiego, a to nie jest polityka podmiotowa. Przypomnę, że na progu swoich rządów zrobił manifestacyjnie objazd po stolicach europejskich – mam na myśli Paryż i Berlin, gdzie mówił o reaktywacji Trójkąta Weimarskiego. Zatem Donald Tusk i Radosław Sikorski stawiają na Trójkąt Berlin – Paryż – Warszawa. Tylko że w Trójkącie Weimarskim to Berlin jest podmiotem, a nie Warszawa. Zatem to jest też sygnał dla Moskwy wysyłany z Warszawy, że Tusk stawia nie na Waszyngton, ale na naszego zachodniego sąsiada.
Jakie mogą być efekty tej wizyty
w Waszyngtonie?
– Myślę, że szczególnie ważne – obok spotkania
z prezydentem Bidenem – będą kwestie dotyczące podsumowania 25 lat członkostwa Polski w NATO, bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej, sytuacji
na Ukrainie czy lipcowego szczytu NATO w Waszyngtonie. Istotne są także spotkania polskiego prezydenta
w Kongresie Amerykańskim. Andrzej Duda spotka się
z politykami Partii Republikańskiej oraz Partii Demokratycznej. Polska jest obserwowana przez Stany Zjednoczone, dlatego relacje transatlantyckie są dla nas bardzo istotne. Ponadto prezydent Duda spotka się
z Polonią amerykańską. Dla Andrzeja Dudy ważna jest także kwestia realizacji programów zbrojeniowych dla Polski, w tym również jeśli chodzi o zakup śmigłowców szturmowych Apache, stąd też planowana jest wizyta
w jednej z baz wojsk amerykańskich. Prezydent Duda będzie też w stanie Georgia, gdzie złoży wizytę w jednej
z elektrowni atomowych opartych na technologii, która ma być zastosowana w Polsce.
Czy ta wizyta ma szanse zmienić podejście Tuska w kwestii realizacji Centralnego Portu Komunikacyjnego?
– Przede wszystkim to jest kompletna paranoja, żeby Amerykanie mieli wpływać na realizację inwestycji
tak ważnej dla nas pod względem strategicznym
i gospodarczym zarazem. Jednak jeśli miałoby to przynieść pozytywny skutek, to niech i tak będzie. Jest sprawą konieczną, by uporządkować rzeczywistość, bo to, co robi Tusk w niespełna sto dni swoich rządów, to jest rzecz niepojęta. Jak inaczej zrozumieć, że firmy, które miały przeprowadzić audyt dotyczący budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, to są jakieś firmy krzaki. Również Maciej Lasek, który jest przeciwnikiem tej inwestycji, jest pełnomocnikiem rządu i ma przeprowadzić ocenę. To wszystko brzmi jak ponury żart. Do czego to wszystko ma prowadzić? Sprawa jest oczywista: do zatopienia całego projektu, bo Centralny Port Komunikacyjny nie podoba się Niemcom. I to jest wynik wszystkich uzależnień Tuska. Widać, że żyjemy w świecie mocno pogmatwanym, gdzie
z jednej strony jest geopolityka i gra interesami mocarstw, a z drugiej strony jest ideologia, która też rządzi przywódcami wielu krajów. I tak z powodów ideologicznych Waszyngton chciał zmiany władzy w Polsce, a jednocześnie z powodów geopolitycznych to się nie opłacało. Dlatego teraz, kiedy do tej zmiany doszło i widać, co to oznacza,
to Joe Biden próbuje porządkować całą rzeczywistość,
bo Polska jest ważnym państwem w Europie. Niestety Polska, jeśli chodzi o Europę, jest bardziej funkcją polityki niemieckiej, jednak zarówno Niemcy, jak i Polska muszą się liczyć z Amerykanami.