MARYJA TO SPRAWIŁA
Sobota, 2 grudnia 2023 (10:25)Patron Polski św. Andrzej Bobola od młodości wyznawał: „Maryja to sprawiła”.
Wielu czcicieli Matki Najświętszej pozostawiło nam krótkie wezwania identyfikujące ich miłość, cześć i oddanie Bogurodzicy. Błogosławiony Prymas Tysiąclecia często mówił: „Wszystko postawiłem na Maryję”. Święty Jan Paweł II Wielki powtarzał: „Totus Tuus”. Patron Polski św. Andrzej Bobola od młodości wyznawał: „Maryja to sprawiła”. Wiemy, że Ona również sprawiła, że mamy Radio Maryja i wszystkie niezwykłe, imponujące dzieła, które przy nim powstały i dobrze służą Kościołowi, Narodowi i Ojczyźnie. Z okazji tegorocznej rocznicy powstania Radia Maryja przyjrzymy się bliżej pierwszemu w naszych dziejach Szaleńcowi Niepokalanej.
Ze Strachociny do Braniewa
Dobrą renomę musiało mieć warmińskie, jezuickie kolegium w Braniewie, skoro spod Sanoka, ze Strachociny, z drugiego krańca Polski, rodzice posłali 15-letniego Andrzeja Bobolę, by tam właśnie młody szlachcic zdobywał nie tylko wiedzę, ale i u jezuitów kształtował swój charakter, rozum i wolę oraz umacniał wiarę katolicką.
W jezuickich szkołach zawsze żywy był kult Maryi Niepokalanej. Inaczej być nie mogło w stolicy polskiej Warmii i w kolegium braniewskim, do którego w 1606 roku rodzice oddali swego syna Andrzeja. Nasz przyszły wielki święty, który w historii stanął obok Wojciecha i Stanisława jako jeden z patronów Polski, uczył się u braniewskich jezuitów przez kolejne 6 lat. Najlepsi uczniowie, biegli w naukach i przykładnym zachowaniu, mogli wstąpić do niezwykle prestiżowego gremium, jakim była w Braniewie pierwsza w Polsce Sodalicja Mariańska, założona w 1571 roku. Bycie sodalisem oznaczało jednocześnie – i tak jest do dziś – reprezentowanie bardzo wysokiego poziomu intelektualnego i moralnego. Sodalis uroczyście i publicznie ślubuje, że będzie prowadził życie godne katolika i dziecka Bożego oraz żył według zasad katolickiej wiary, że zachowa czystość obyczajów, pilność w naukach, oraz że będzie dążył każdego dnia „do świętości przez posty, wyrzeczenia, lektury, modlitwę i uczestnictwo we Mszy św.”
Bobola sodalisem
8 grudnia 1608 roku klęcząc przed Najświętszym Sakramentem i przed obrazem Najświętszej Niepokalanej Matki, młody – zaledwie 17-letni – chłopak z małopolskiej Strachociny złożył uroczysty akt ślubowania: „Święta Maryjo, Matko Boża i Dziewico, ja, Andrzej Bobola, obieram sobie dzisiaj Ciebie za Patronkę i Orędowniczkę i mocno postanawiam, że nigdy Cię nie opuszczę i nie będę mówił ani czynił czegokolwiek przeciw Tobie. I nie pozwolę, by ktokolwiek z moich podwładnych występował w jakikolwiek sposób przeciw Twojej czci. Błagam Cię zatem, przyjmij mnie na zawsze za swego sługę, bądź przy mnie we wszystkich moich czynnościach i nie opuść mnie w godzinie śmierci. Amen”. Ideałom sodalicyjnym młody Bobola był skrupulatnie i szczerze wierny przez całe swoje życie na kolejnych etapach kapłańskiej i zakonnej posługi (zm. 1657). Na ogromnych obszarach ówczesnej Rzeczypospolitej ks. Andrzej ewangelizował od Wilna i Nieświeża przez Pułtusk, Łomżę i Warszawę aż do Bobrujska, Pińska i Janowa Poleskiego, w którym zakończył swoje owocne, ofiarne i święte życie, oddane bez reszty Kościołowi i Ojczyźnie, by wraz z Wojciechem i Stanisławem być fundamentem tego wielkiego gmachu, któremu na imię Polska.
Warto wspomnieć, że po ponad 350 latach ideały sodalicyjne Boboli wróciły na rozległe tereny Pińszczyzny i Polesia dzięki błogosławionej misji św. matki Urszuli Ledóchowskiej (zm. 1939) i jej dzielnych duchowych córek. W Mołodowie urszulanki rozpoczęły swoją misję, zamieszkując – na wzór Boboli – w zaadoptowanym do zamieszkania i ewangelizacji wiejskim kurniku.
Umocniła go w powołaniu
W Braniewie młody Bobola poznał – jako że oboje należeli do Sodalicji Mariańskiej – niezwykłą ewangelizatorkę i sodaliskę, 54-letnią już wtedy Reginę Protmann. To głównie z nią – jako sodalis – współpracował w opiece nad najbiedniejszymi, chorymi i kalekami w Braniewie i okolicach. Młodego i wrażliwego na nędzę ludzką sodalisa intrygowały opowieści starszej sodaliski Reginy o czarnej śmierci – epidemii dżumy na Warmii, która w latach 1571-1572 zdziesiątkowała też Warmię i Braniewo. Regina, mająca wtedy 19 lat, cudem przeżyła zarazę. Za dewizę swego życia duchowego przyjęła postawę całkowitego i bezgranicznego zdania się na Boga, by wszystko działo się tak, „jak Bóg chce”. Swoją postawą i głęboką duchowością zaimponowała młodemu szlachcicowi z dalekiej małopolskiej Strachociny.
Siedmioletnia znajomość młodego szlachcica ze świątobliwą mniszką (zm. 1613), założycielką sióstr katarzynek, wydatnie przyczyniła się do duchowego wzrostu młodego Boboli i umocnienia się w powołaniu. W wieku 20 lat – 31 lipca 1611 roku – w doroczne wspomnienie św. Ignacego Loyoli – student Andrzej Bobola ostatecznie zdecydował się, by pójść dalej przez życie drogą powołania w zakonie jezuitów. Będąc w Sodalicji, młody Bobola wraz z siostrami ze Zgromadzenia Sióstr św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy (od Katarzyny Aleksandryjskiej z IV w.) angażował się w pomoc najbiedniejszym, pokrzywdzonym, dotkniętym różnego rodzaju epidemiami. W pracy i bezinteresownym poświęceniu dla innych bardzo imponowała mu postawa s. Reginy Protmann, założycielki i pierwszej przełożonej zgromadzenia. Wraz z siostrami poświęcała swoje życie zakonne w służbie chorym, starszym, samotnym, sierotom i licznym w tamtych czasach kalekom. W posłudze tej pomagali jej z wielkim oddaniem sodalisi, w tym i młody Bobola. Od s. Reginy nauczył się ofiarnej, bezinteresownej służby bliźnim i wrażliwości na liczne ludzkie biedy, których się nie dostrzega bez wzroku duchowego.
Pierwszy Szaleniec Niepokalanej
Nie obrażę św. o. Maksymiliana, gdy tak nazwę wcześniejszego od niego o trzy wieki wojownika Maryi, którym był św. Andrzej Bobola. Najdłużej – bo około 10 lat z przerwami – posługiwał w Wilnie i Pińsku. W latach 1624-1630, kiedy przebywał w Wilnie, wybuchła epidemia dżumy, podczas której niósł heroiczną pomoc chorym i umierającym. Był to dla niego czas – jak sam wyznawał – decydujących przemian. Stał się odtąd bardziej pokornym i wyciszonym wewnętrznie. Po tych bolesnych doświadczeniach pozostał bardziej wierny ludziom biednym, cierpiącym i opuszczonym.
Najpiękniejszą kartą życia Boboli jest czas pobytów w Pińsku wśród najbiedniejszych. W nadzwyczajny sposób docierał do wyobraźni, serc i dusz najbiedniejszych z biednych mieszkańców Polesia. Przybywał do oddalonych od dróg wsi i zachodził do ubożuchnych wiejskich chałup. To on pierwszy uczył tych biednych ludzi odmawiania Różańca. Tłumaczył im zasady wiary, oczyszczał sumienia, uczył modlitwy, udzielał sakramentów, prowadził do życia bardziej duchowego i pokazywał, jak w każdej sprawie zawierzać Maryi. Sypiał w komórkach, by pozostać we wsi dłużej niż jeden dzień. Przychodził do ludzi i był z nimi, szukał ich, a nie czekał, by do niego przyszli. Wkrótce zasłynął jako Apostoł Pińszczyzny, często nazywany duszochwatem„, tzn. łowcą dusz. Sukcesy jego posługi kapłańskiej wzbudzały coraz większą nienawiść carskiej ochrany, a także wyższych prawosławnych duchownych, szczególnie Kozaków, którzy nie ukrywali swej nienawiści. Między wyprawami do biednego ludu na Polesiu kierował w Wilnie Sodalicją Mariańską mieszczan, prowadził liczne konferencje duchowe oraz wykłady z Pisma Świętego i dogmatyki. W końcu został mianowany rektorem kościoła w Wilnie.
Aktywność apostolska
Bobola był rozchwytywany przez proboszczów na misje, odpusty, a szczególnie na święta maryjne w roku liturgicznym. Obdarzony niezwykłą inteligencją, łatwością wymowy i żarem apostolskim podnosił serca słuchaczy oraz przybliżał ich do Boga i Kościoła. Upragniony był wszędzie: przy ołtarzu, na ambonie, w konfesjonale, szkole i posłudze chorym.
W latach 1630-1633 był przełożonym nowo założonego domu zakonnego w Bobrujsku. Następnie przebywał w Połocku, gdzie sprawował też funkcję moderatora Sodalicji Mariańskiej w miejscowym kolegium jezuickim (1633-1635). W roku 1636 ustanowiony został kaznodzieją w Warszawie. W roku 1637 zwierzchność zakonna ponownie wysłała go do Połocka na urząd kaznodziei oraz dyrektora studiów młodzieży. Kolejno w latach 1638-1642 objął urząd kaznodziei i dyrektora w jezuickiej szkole kolegiackiej w Łomży. W latach 1642-1643 ponownie wrócił do Wilna, by pełnić obowiązki moderatora Sodalicji oraz kaznodziei. Podobne obowiązki spełniał w swoim ukochanym Pińsku (1643-1646), a potem po raz trzeci w Wilnie (1646-1652). Od roku 1652 pełnił urząd kaznodziei w kościele św. Stanisława w Pińsku. W tym czasie oddawał się też – na ile mógł – pracy misyjnej wśród biednego ludu na Pińszczyźnie. Wiemy też, że w Nieświeżu przez 6 lat kierował Sodalicją Mariańską mieszczan, dla których wygłaszał referaty i konferencje związane z Biblią i czasami biblijnymi.
My, słudzy Maryi
My, Polacy, pobożność maryjną mamy w swoim genotypie. Miał ją też bohater naszej Ojczyzny i Kościoła. Młody Bobola obrał sobie Maryję za matkę, powierniczkę i opiekunkę już jako uczeń w Sandomierzu. Przez całe życie wszystkie swoje dokonania, sukcesy – a już zwłaszcza tak liczne dzięki niemu nawrócenia na wiarę katolicką – przypisywał wyłącznie wstawiennictwu, opiece i pomocy Matki Najświętszej. Od młodości jego ulubionym powiedzeniem było: ”Maryja to sprawiła„. Głębokie i czułe nabożeństwo do Bogarodzicy – jak nazywano Maryję w polskich szlacheckich domach – wyniósł św. Andrzej z domu rodzinnego w Strachocinie. Umocnił je i pogłębił jako sodalis w Braniewie. Przez całe życie z zapałem – jako moderator Sodalicji – szerzył cześć Maryi w powierzanych sobie placówkach. W jednym ze starych modlitewników czytamy takie słowa: ”Święty Andrzeju, wierny sługo Matki Bożej, pobożny czcicielu Niepokalanie Poczętej Maryi Panny… uproś, by powstały wielkie szeregi sług Maryi, gotowych do zaciętej walki z szatanem i jego wysłańcami, napadającymi tak zaciekle na Kościół św. i na wszystko, co Boże„. Uczyńmy tę modlitwę swoją.
Oczyma duszy i serca zechciejmy widzieć iunctim tej niezwykłej polskiej maryjnej triady ducha: od ”Maryja to sprawiła„ (św. Andrzej) przez ”Wszystko postawiłem na Maryję„ (bł. Prymas Tysiąclecia) aż do ”Totus Tuus„ (św. Jan Paweł II). Oblubienica Ducha Świętego prowadzi teraz nas, prowadzi Radio Maryja.
Ks. Jerzy Banak, „Nasz Dziennik”