Polacy czczą św. Andrzeja
Sobota, 2 grudnia 2023 (10:12)Święty Andrzej Bobola przeżywa renesans kultu. Zapomniany przez wielu mężny jezuita, który nie wyparł się wiary mimo okrutnych tortur zadawanych mu przez Kozaków, po tym, jak w 2002 r. stał się jednym z patronów Polski, jest odkrywany w naszej Ojczyźnie na nowo.
Każdy święty niesie swoim życiem uniwersalną historię i przesłanie, które mogą stać się bliskie ludziom każdego pokolenia. Pod jednym warunkiem: że spojrzymy na świat oczami wiary, że oderwiemy się od światowych gonitw za pieniędzmi, sukcesem i otworzymy się na głębię naszego powołania, u kresu którego jest życie wieczne. Wtedy duchowe boje świętych sprzed wieków stają się inspiracją, a ich męczeństwo za wiarę motywuje nas do mniejszych i większych ofiar na drodze walki dobra ze złem. Święty Andrzej Bobola przeżywa renesans kultu. Zapomniany przez wielu mężny jezuita, który nie wyparł się wiary mimo okrutnych tortur zadawanych mu przez Kozaków, po tym, jak w 2002 r. stał się jednym z patronów Polski, jest odkrywany w naszej Ojczyźnie na nowo. W czasach rosnących zagrożeń dla naszej wiary i narodowej tożsamości kaźń, przez jaką przeszedł św. Andrzej, i jego pełne oddania Bogu życie powodują, że wiele osób widzi w nim silnego patrona, który chce wspierać Polskę z nieba. Sam św. Andrzej ukazywał się wielu osobom na przestrzeni wieków, domagając się oddawania mu czci w Ojczyźnie. I jego kult rośnie. Bo czyż można pozostać obojętnym wobec świętego, który zjawiał się przez wiele lat na parafii w Strachocinie, a w końcu w 1987 r., zapytany przez ks. prob. Józefa Niżnika o to, kim jest i czego chce, wyznał: „Jestem Andrzej Bobola. Zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”.
Do Sanktuarium Narodowego św. Andrzeja Boboli w Warszawie w ostatnich kilku latach spływa znacznie większa liczba próśb o otrzymanie relikwii, i to nie tylko z Polski, ale i z zagranicy. Jak poinformowano nas w kancelarii sanktuarium, w 2018 r. zostały wydane 34 relikwie, w tym 10 za granicę – do Austrii, Chin, Kanady, Karagandy, Rosji, Chorwacji, na Ukrainę. W 2019 r. była to mniejsza liczba – 11, w tym jedne relikwie trafiły do Kanady. W 2020 r. wydaliśmy 15 relikwii, jedne na Białoruś. 2021 r. to 36 wydanych relikwii, w tym do USA i Bejrutu. W roku 2022 nastąpił duży wzrost – zostały wydane 72 relikwie, w tym do Austrii, dwukrotnie na Białoruś, dwukrotnie do Holandii, na Słowację i do USA. W 2023 r., który jeszcze nie jest zamknięty – relikwie trafiły bądź trafią do 48 parafii.
– Święty Andrzej jest patronem Polski, patronem jedności i patronem trudnych czasów. I myślę, że obecny czas taki właśnie jest, dlatego ludzie, modląc się o jedność w Ojczyźnie, w Kościele, w naszych wspólnotach parafialnych, w rodzinach, zwracają się do św. Andrzeja. Potrzebujemy jedności i takiej konsekwencji w działaniu, jaką charakteryzował się św. Andrzej, który był człowiekiem silnego charakteru i ogromnej gorliwości. Najwyższym świadectwem tego był moment jego śmierci, kiedy oddał swoje życie za Chrystusa, za Kościół, za tę jedność – mówi ks. Waldemar Borzyszkowski SJ, kustosz Sanktuarium Narodowego św. Andrzeja Boboli.
Patron miasta
Najmłodsze sanktuarium św. Andrzeja Boboli, trzecie w Polsce po Warszawie i Strachocinie, znajduje się w Szczecinie, zostało ustanowione w 2000 r. Działa przy nim także zachodniopomorski oddział Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja Boboli, które gromadzi kilkadziesiąt osób. Duchowy opiekun stowarzyszenia, ks. dr hab. Bernard Gonska, wraz ze śp. Teresą Walecką-Przyjałkowską, ówczesną prezes Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, był inicjatorem ustanowienia św. Andrzeja Boboli jednym z patronów Polski i z tym wydarzeniem wiąże też widoczny wzrost zainteresowania Apostołem Polesia.
Kult św. Andrzeja na Pomorzu Zachodnim, jak nieraz miało to miejsce w przypadku niezwykłego jezuity, także wiąże się z prywatną wizją. – Przed ogłoszeniem kościoła sanktuarium zgłosiła się do mnie śp. pani Anna i złożyła świadectwo, że miała widzenie św. Andrzeja Boboli, który przekazał jej, że chce być czczony na Pomorzu Zachodnim. To była poważna kobieta, prowadzona przez spowiednika – wskazuje o. Gonska.
Dziś kult św. Andrzeja na Pomorzu Zachodnim to przede wszystkim modlitwa. 16. dnia każdego miesiąca wierni spotykają się w sanktuarium na nabożeństwie ku czci św. Andrzeja Boboli przy jego relikwiach umieszczonych pod mensą ołtarza (ich historia, jak i dzieje relikwiarza to materiał na osobny artykuł ) i odprawiana jest Msza św. w intencji Ojczyzny, archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, Ojca Świętego, parafii i polskich rodzin. Próśb do św. Andrzeja i podziękowań przybywa z roku na rok. – Zawsze przekazuję ludziom informację zasłyszaną od pani, która urodziła się w Pińsku, że na porządku dziennym było tam powiedzenie: jak boli, to do Boboli. I także dziś wierni doświadczają wielu łask – dzieli się o. Gonska.
O powrocie do zdrowia za przyczyną św. Andrzeja Boboli jest przekonana także Krystyna Kazek, prezes szczecińskiego Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja. – Ciężko zachorowałam w maju br. i dokładnie 16 maja, w odpust parafialny, trafiłam do szpitala, od razu zaczęły się modlitwy o moje zdrowie przez wstawiennictwo św. Andrzeja. Okazało się, że cierpię na zespół Guillaina-Barrégo, rzadko spotykaną chorobę, która odejmuje władzę w nogach. Mimo że to rzadkie schorzenie, w szpitalu bardzo szybko je rozpoznano i włączono leczenie, dzięki czemu choroba nie rozwinęła się i dziś chodzę – mówi pani Krystyna. Intencje do modlitwy za wstawiennictwem św. Andrzeja za pośrednictwem strony internetowej napływają z całej Polski i z zagranicy. – W ciągu trzynastu lat, kiedy tu jestem, zebraliśmy już ponad pięć tysięcy próśb i podziękowań – wskazuje o. Gonska.
W szczecińskim sanktuarium św. Andrzeja prowadzone są także nabożeństwa różańcowe, Drogi krzyżowe z relikwiami świętego. Członkowie Stowarzyszenia Krzewienia Kultu przybliżają św. Andrzeja również w parafiach archidiecezji, wprowadzają do kościołów relikwie świętego, jego figury. W okresie Wielkiego Postu jeździli po diecezji z Drogą krzyżową z rozważaniami związanymi z życiem św. Andrzeja. Wszędzie spotykają się z dużym zainteresowaniem. – Ostatnio prowadziliśmy Różaniec z rozważaniami o św. Andrzeju w seminarium duchownym w Szczecinie. Dwa razy do roku organizujemy kilkudniowe pielgrzymki w różne rejony Polski, po drodze nawiedzając miejsca związane ze św. Andrzejem. Co roku wydajemy i rozprowadzamy kalendarze o tematyce jemu poświęconej. Zbieramy archiwalia i planujemy stworzyć muzeum św. Andrzeja, pracujemy też nad wydaniem książki z pieśniami o św. Andrzeju, organizujemy akcje charytatywne – dzielą się członkowie Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja ze Szczecina. Dodają, że oddają św. Andrzejowi na służbę wszystkie swoje talenty. Na przykład sekretarz stowarzyszenia, Teresa Józefowicz, jest autorką wielu ikon i obrazów z wizerunkiem świętego, w tym słynnego obrazu „Cud nad Wisłą”.
– Na pewno możemy mówić o wzroście zainteresowania św. Andrzejem i jego rosnącym kultem na Pomorzu. Jedno z miast naszego regionu – Złocieniec – obrało go nawet za swojego patrona – podsumowuje prezes zachodniopomorskiego oddziału Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja Boboli.
Przyciąga młode pokolenie
Przez wstawiennictwo św. Andrzeja w nowennie każdego 16. dnia miesiąca proszą o łaski także wierni z parafii św. Andrzeja Boboli i św. Antoniego Pustelnika w Dwikozach w województwie świętokrzyskim. Po modlitwie zawsze odprawiana jest Msza św. z homilią nawiązującą do życia i cnót patrona, na przykład do wezwania z Litanii do św. Andrzeja Boboli. – Od lipca 2020 r. po Eucharystii odprawiamy Drogę męczeństwa, która składa się z pięciu stacji w bardzo przejmujący sposób oddających cierpienia św. Andrzeja. Aby nabożeństwo to bardziej się rozpowszechniało, opracowaliśmy specjalne foldery, z których korzystają nie tylko parafianie, ale i wielu turystów – mówi nam proboszcz ks. Andrzej Barański. – Wraz z rosnącą liczbą czcicieli powstały dwie wspólnoty związane ze św. Andrzejem Bobolą – Bractwo i Apostolat. Z tego, co się orientuję, jesteśmy obok Strachociny jedyną parafią, gdzie odbywa się taka Droga męczeństwa św. Andrzeja, i jedyną parafią, w której powstały takie wspólnoty – dodaje. Do Apostolatu należą – jak zaznacza proboszcz – same młode kobiety, bo dziś przyciągnięcie młodszego pokolenia jest często problemem. Charyzmatem wspólnoty są dzieła charytatywne i wsparcie drugiego człowieka na wzór św. Andrzeja, który nie tylko ewangelizował, ale mocno pomagał tym, którzy cierpieli i duchowo, i materialnie. Natomiast Bractwo to grupa młodych mężczyzn, których w parafii nazywają strażnikami relikwii św. Andrzeja Boboli. Ich charyzmat to świadectwo wiary oraz wszelka pomoc przy parafii i drugiemu człowiekowi. Każdego 16. dnia miesiąca Bractwo przygotowuje oprawę liturgiczną całego nabożeństwa, a podczas Drogi męczeństwa panowie – przepasani szarfami biało-brązowymi z wizerunkiem św. Andrzeja Boboli – niosą relikwie.
Ksiądz Barański nie ma wątpliwości, że św. Andrzej, który doznał niewyobrażalnych mąk przed śmiercią i żył w zupełnie innych czasach, może być bliski ludziom współczesnym. Nawet bardzo bliski. – Przytoczę taką historię. Kiedyś, idąc do kościoła, zobaczyłem dość młodą panią modlącą się przy naszej figurze św. Andrzeja. Powiedziała mi, że zastanawiała się, czy byłaby w stanie oddać życie za wiarę w taki sposób, jak zrobił to św. Andrzej Bobola. I stwierdziła, że jego przykład tak do niej przemawia, że ona też oddałaby życie za wiarę. Budujące jest, że takie świadectwa dają ludzie młodzi – zauważa nasz rozmówca.
W ubiegłym roku na terenie parafii w Dwikozach powstał także piękny ogród św. Andrzeja Boboli, w którym rośliny tworzą herb rodu Bobolów – Leliwę. Powstała też winnica św. Andrzeja w kształcie kielicha. Rejon odwiedza wielu turystów, którzy zachodzą do pięknego, położonego na wzgórzu kościoła w Dwikozach. Parafia chciała, by także w ten sposób, przez piękno ogrodów poświęconych św. Andrzejowi, mieli okazję więcej się o nim dowiedzieć. – Kult św. Andrzeja rzeczywiście jest u nas bardzo żywy, mam głębokie przekonanie, że wszystko, co się dzieje w naszej parafii, jest głęboko przemodlone przez wstawiennictwo naszego patrona – podsumowuje ks. Andrzej Barański.
Doświadczają działania św. Andrzeja
– Od 1945 r., kiedy przybył do Gawłowa obraz św. Andrzeja Boboli i powstała nasza parafia pod jego wezwaniem, jest on czczony jako patron – informuje proboszcz tej małopolskiej parafii ks. Jerzy Tokarz. Z roku na rok kult św. Andrzeja rośnie. Na nowennowe nabożeństwo do św. Andrzeja 16. dnia każdego miesiąca przyjeżdża coraz więcej osób spoza parafii. Również coraz więcej wiernych prywatnie odprawia Drogę męczeństwa św. Andrzeja, rozstawioną w formie tablic wokół kościoła. – Myślę, że ten wzrost kultu bierze się z doświadczenia działalności św. Andrzeja w życiu wiernych, w świadectwach, choćby ks. Niżnika, w przejawach wsparcia świętego, którego my też jako parafia doświadczamy – wskazuje nasz rozmówca.
Wierni z Gawłowa widzą, że św. Andrzej po prostu im błogosławi. Ich parafia, chociaż nie jest duża, ma już dwa kościoły, drugi nawet większy niż kościół parafialny. – Radzimy sobie, współpracujemy w jedności, to jest działanie św. Andrzeja – wyjaśnia ks. Tokarz. Ponad dwa lata temu w parafii powstał też Zakon Rycerzy św. Jana Pawła II jako chorągiew św. Andrzeja Boboli. Panowie z zakonu za cel stawiają sobie podtrzymanie kultu św. Andrzeja Boboli, włączają się w modlitwy do świętego.
Widocznym znakiem wstawiennictwa św. Andrzeja, które przysparza mu do dziś kultu w Gawłowie, jest świadectwo poprzedniego proboszcza, który w ciężkiej chorobie nowotworowej doświadczył obecności świętego. Pewnego dnia do sali szpitalnej, w której leżał po ciężkiej operacji, wszedł nieznany mu ksiądz i powiedział: „Będziesz jeszcze żył i działał”. Kapłan w ciężkim stanie nie za bardzo zwrócił uwagę na to wydarzenie, dopiero po powrocie ze szpitala, kiedy modlił się przed obrazem św. Andrzeja, dotarło do niego, że tym duchownym był Bobola. Kapłan żył jeszcze 10 lat, po czym nastąpił nawrót choroby, który doprowadził do śmierci.
Święty Andrzej i dziś, tak jak przez wieki, jest bardzo blisko swoich czcicieli. Wyprasza łaski, daje odczuć swoją obecność i przez to przynagla nas wszystkich do swojego kultu, który dynamicznie rośnie w naszej Ojczyźnie.
Beata Falkowska, „Nasz Dziennik”