• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Św. Andrzej Bobola - Orędownik Polski w niebie

Obrońca Ojczyzny

Poniedziałek, 12 lutego 2024 (09:05)

Wstawiennictwo św. Andrzeja Boboli uchroniło Polskę od zagłady w 1920 roku.

Truizmem jest mówić, że współczesny świat ogarnia zamęt. Nie tylko gospodarczy, kulturowy i polityczny, ale przede wszystkim zamęt duchowy i moralny. Siły zła podważają i niszczą odwieczny chrześcijański porządek wartości, na których zbudowana została Europa.

W obliczu bolszewickiego zagrożenia w 1920 roku od dyktatury komunizmu uratowali nas Maryja i św. Andrzej Bobola, obecny w znaku swoich relikwii. Stąd wobec zagrożeń naszego czasu pilne staje się przywoływanie go jako ojca i obrońcy Ojczyzny od grożącej nam niewoli, w jakiej nigdy jeszcze nie byliśmy.

Powszechne pragnienie relikwii świętego

Wraz z wrzeniem rewolucyjnym w Rosji Kresy Rzeczypospolitej opanował lęk, jednocześnie w sercach ludzkich jeszcze bardziej wzrósł kult bł. Andrzeja Boboli. Zewsząd napływały prośby o relikwie męczennika. Stąd 17 września 1917 roku zjechali do Połocka – gdzie od 1808 roku znajdowało się ciało „łowcy dusz” – metropolita mohylewski ks. abp Edward von Ropp, a z nim 30 kapłanów, wśród których byli: ks. Jan Rostworowski (zm. 1963), sybirak, rektor słynnego kolegium jezuitów w Chyrowie, oraz kapłan legenda, ks. Konstanty Budkiewicz, proboszcz parafii św. Katarzyny w Petersburgu, później nieludzko torturowany i 31 marca 1923 roku stracony na moskiewskiej Łubiance.

Po uroczystej celebrze księża celebransi w czerwonych ornatach przenieśli do głównego ołtarza relikwie z bocznej kaplicy. Arcybiskup zerwał pieczęcie i przystąpiono do ponownych – po 60 latach – oględzin relikwii. Stwierdzono – o czym dowiadujemy się ze starannie sporządzonego protokołu – że ciało męczennika dalej zachowało swoją elastyczność i zwartość (po 260 latach od męczeństwa!). Stwierdzono też, że w przekroju przepiłowanego w 1857 roku ramienia tkanki otaczające przeciętą kość zachowały ciągle świeżą, lekko różową barwę. Wspomniana relikwia ramienia – dodajmy – została ofiarowana Piusowi IX za beatyfikację Andrzeja Boboli 30 października 1853 roku. Ten przekazał ją z kolei jezuitom do ich rzymskiego kościoła Il Gesù, gdzie znajduje się do dzisiaj.

W związku z ogromnym wtedy – wobec zapowiedzi Lenina o wszechświatowej komunistycznej rewolucji – zapotrzebowaniem na relikwie męczennika, wyjęto trzy żebra. Ciało, po oczyszczeniu z kurzu za pomocą piórka i waty, ubrano w nowe szaty kapłańskie. Ułożono je w metalowym relikwiarzu przygotowanym na podwyższeniu koło ołtarza, przy którym odprawiono uroczystą Mszę Świętą pontyfikalną. Po niej procesjonalnie – w towarzystwie niezliczonej rzeszy wiernych – odniesiono trumienny relikwiarz do kaplicy, gdzie arcybiskup von Ropp zamknął go na klucz i ponownie opieczętował.

Jedno z trzech żeber świętego ks. Jan Rostworowski zabrał do Krakowa dla potrzeb kościołów, kaplic i domów jezuickich. Relikwie dwóch żeber – które pozostały w gestii metropolity von Roppa – przeznaczono dla parafii, zakonów, instytutów kościelnych i misji. I ta właśnie część relikwii św. Andrzeja Boboli była z nami obecna w Warszawie 8 sierpnia 1920 roku.

Ufność w ocalenie Ojczyzny

Już od Wielkanocy 4 kwietnia 1920 roku przez Polskę, a szczególnie na Kresach, przechodziły tłumne procesje do krzyży i kapliczek przydrożnych. Odprawiano żarliwe modlitwy o ratunek dla Ojczyzny. Przerażeni mieszkańcy Pińska – tak przecież zrośnięci duchowo z bł. Andrzejem Bobolą – jeszcze w lipcu w specjalnym liście błagali Benedykta XV (zm. 1922 r.) o przyspieszenie kanonizacji i ogłoszenie bł. Andrzeja patronem całej Polski.

Z nuncjuszem ks. abp. Achillem Rattim, przyszłym Papieżem Piusem XI, rozmawiał też o kanonizacji Józef Piłsudski. O to samo zabiegały władze Rzeczypospolitej różnych szczebli oraz poszczególne stany, zawody i stowarzyszenia, śląc kolejne petycje do Stolicy Apostolskiej. Powszechna była w Narodzie wiara w moc wstawiennictwa Królowej Polski i bł. Andrzeja Boboli.

Wiosną 1920 roku wywiady Polski i państw ościennych alarmowały o przygotowaniach Sowietów do wojny. Została ona zresztą publicznie zapowiedziana przez „pierwszego Hitlera”, czyli Lenina. Biskupi polscy obradujący na Jasnej Górze 27 lipca 1920 roku wystosowali list do Benedykta XV z prośbą o kanonizację św. Andrzeja Boboli, dając wyraz przekonaniu, że jego opieka uchroni Polskę od zagłady.

Do listu biskupów dołączono specjalny list Józefa Piłsudskiego do Benedykta XV, w którym Naczelnik Państwa przypomniał, że Polacy przypisują bł. Andrzejowi Boboli zwycięstwo w pierwszej wojnie oraz powrót Polski na mapy Europy po 123 latach niewoli. „Ojcze Święty – pisał Piłsudski – od początku wojny światowej, która się zda obecnie dobiegać do końca, Bóg Wszechmogący widocznie błogosławił wysiłkom naszej bohaterskiej armii. Wbrew zamiarom naszych wrogów, Ojczyzna nasza zmartwychwstała, co według rachub ludzkich zdawało się prawie niemożliwym. Przypisujemy to dokonanie się aktu sprawiedliwości dziejowej możnemu wstawiennictwu naszych Świętych Patronów, a zwłaszcza Błogosławionemu Andrzejowi Boboli, w sposób szczególny czczonemu przez naród polski, który w nim położył swą ufność. Pragniemy mu okazać wdzięczność za jego opiekę nad Polską i zapewnić ją sobie na przyszłość dla dalszego rozwoju naszego Państwa. Dlatego błagamy Cię, Ojcze Święty, by Wasza Świątobliwość raczył zaliczyć w poczet świętych Błogosławionego Andrzeja Bobolę. Ufamy, że jako Patron Kresów Wschodnich, na których poniósł śmierć męczeńską, wyprosi nam u Boga, że Polska w dalszym ciągu będzie przedmurzem chrześcijaństwa na rubieżach wschodnich”.

Cud nad Wisłą – wielkie zwycięstwo w 1920 roku nad bezbożnym, antyboskim i antyludzkim komunizmem oraz zaangażowanie polskich władz państwowych w kult bł. Andrzeja Boboli przyczyniły się zdecydowanie do przyspieszenia kanonizacji męczennika wszechczasów. Jesteśmy dziś świadkami recydywy przepoczwarzonego antyboskiego i antyludzkiego komunizmu. Na naszych oczach rośnie nowy totalitaryzm, który ogarnia Europę, tym razem od zachodu. Pilną sprawą staje się, byśmy w akcie wiary uznali i przyzywali św. Andrzeja Bobolę – pospołu ze św. Wojciechem i św. Stanisławem – jako trzeciego głównego patrona Polski.

Warszawa wzywa na pomoc św. Andrzeja

Za swojego świętego życia Andrzej Bobola przebywał dłużej w Warszawie w latach 1636-1637. Był wtedy kaznodzieją w jezuickiej świątyni na warszawskiej Starówce, gdzie od XVII wieku czcimy Matkę Bożą Łaskawą jako Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski. To w tej świątyni w sierpniu 1920 roku ustawiono obraz błogosławionego ukazującego palcem zwycięskie pole bitwy, które w mistycznej wizji ukazał on w Wilnie dominikaninowi Alojzemu Korzeniewskiemu w 1819 roku. Wtedy przecież – jeszcze nie błogosławiony ani święty – Bobola zapowiedział koniec niewoli i odzyskanie przez Polskę niepodległości oraz swój szczególny patronat nad naszą Ojczyzną.

31 lipca 1920 roku, wobec śmiertelnego zagrożenia dla Ojczyzny i jej stolicy, metropolita warszawski ks. kard. Aleksander Kakowski zarządził powszechną nowennę o ratunek dla Polski i stolicy. Od święta Przemienienia Pańskiego, czyli 6 sierpnia, od godz. 7.00 we wszystkich kościołach Warszawy rozpoczęła się całodzienna wielka modlitwa o pomoc z nieba. 8 sierpnia, w niedzielę, o godz. 17.00 ze wszystkich kościołów stolicy wyruszyły przejmujące powagą i lękiem procesje idące na plac Zamkowy. Bolesny i łamiący serca był to widok. Procesje bowiem złożone głównie z niewiast, matek z dziećmi na rękach, młodzieży szkolnej oraz starców. Wszyscy mężczyźni w sile wieku i starsza młodzież byli w okopach na froncie. O godz. 18.00 w tę pamiętną niedzielę rzesze wiernych – jakich Warszawa nigdy nie widziała – wraz z kapłanami i przy udziale rozlicznych bractw, instytutów, stowarzyszeń i dzieci znalazły się na placu Zamkowym. Wielki plac – jak dzień później napisał „Kurier Poranny” – w ciągu pół godziny doszczętnie zapełnił się ponadstutysięczną rzeszą ludzi i tysiącami trzymanych w rękach krzyży. Nad głowami łopotały różnobarwne chorągwie, feretrony, obrazy Maryi i bł. Boboli. Jednocześnie – jak relacjonowały gazety – balkony i okna na Krakowskim Przedmieściu, pobocznych ulicach i placu Zamkowym udekorowano godłami narodowymi, dywanami i obrazami świętych, a zwłaszcza naprędce wydrukowanymi gazetowymi portretami bł. Andrzeja. W Bramie Zamkowej „ustawiono wśród drzew egzotycznych ołtarz z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. O godz. 18.00 plac Zamkowy i jego okolice oraz Krakowskie Przedmieście zmieniły się w jedną wielką świątynię”. W procesji niesiono relikwie bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy, i bł. Andrzeja Boboli, przywiezione specjalnie na ten dzień z jezuickiego kościoła pw. św. Barbary w Krakowie.

Nuncjusz apostolski w Polsce Achille Ratti jako jedyny ambasador (oprócz przedstawiciela Turcji) nie opuścił stolicy, gdyż – jak sam później powiedział – „chciał stanąć oko w oko z antychrystem”. Jakże słusznie się stało, że ten tak bliski polskim sercom Papież w przepięknej rzeźbie umieszczony został w bazylice świętopiotrowej w ołtarzu relikwii św. Jana Pawła II Wielkiego. Wart jest naszej serdecznej i wiecznej polskiej pamięci.

Wydarzenia z lata 1920 roku tak później wspominał ówczesny holenderski generał dominikanów o. Ludwig Theissling (zm. 1925 r.): „Byłem w Warszawie w tym czasie, kiedy hordy bolszewickie miały spaść na stolicę Polski. Wszyscy byli przerażeni, ciało dyplomatyczne gotowało się do wyjazdu. Udałem się do abp. Rattiego. Byłem oszołomiony jego spokojem. Wszyscy wyjeżdżają – powiedziałem mu. Ja zostaję – odpowiedział niewzruszony. A gdy z tego powodu wyraziłem zdziwienie, dodał niezwykle spokojnie: Doskonale zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, ale dziś rano przy ofierze Mszy Świętej poświęciłem życie Bogu. Przygotowany jestem na wszystko”.

Gdy ks. abp Achille Ratti został Papieżem, kazał w papieskiej rezydencji w Castel Gandolfo wymalować fresk przedstawiający Bitwę Warszawską – Cud nad Wisłą. Wykonał go nasz rodak Jan Henryk Rosen (zm. 1982 r.).

Ks. Jerzy Banak, „Nasz Dziennik”