• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Św. Andrzej Bobola - Orędownik Polski w niebie

Chwała Bożego wojownika

Poniedziałek, 19 lutego 2024 (08:47)

Niedziela Wielkanocna 17 kwietnia 1938 roku była dniem polskim w Watykanie.

Po Cudzie nad Wisłą i zwycięstwie odniesionym 15 sierpnia 1920 roku w imię Maryi i bł. Andrzeja Boboli w całej Polsce podniosło się powszechne wołanie o szybką kanonizację błogosławionego męczennika. Wołanie podobne do „santo subito”, które pamiętamy w odniesieniu do Jana Pawła II Wielkiego. Lawinowo rósł kult wielkiego bohatera wiary i Ojczyzny.

Niezwykła popularność Boboli po zwycięstwie nad bolszewikami objawiała się np. w powszechnym nadawaniu nowo chrzczonym Polakom imienia Andrzej, o czym dobitnie świadczą księgi parafialne z czasów międzywojnia. W dwudziestoleciu międzywojennym nie było kościoła bez obrazu męczennika. Pobudowano też wiele świątyń pod wezwaniem błogosławionego, w których znalazły się cząstki jego relikwii.

Kanonizacja, jakiej Rzym nie widział

Wyjazd na kanonizację 17 kwietnia 1938 roku kilkunastu tysięcy osób koordynował Ogólnopolski Komitet Organizacji Pielgrzymki do Rzymu. A za całość odpowiadał ówczesny prowincjał jezuitów warszawskich o. Stanisław Sopuch. O przedsięwzięciu prowincjał szczegółowo informował marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego i ks. bp. Stanisława Galla. Także prezydent Ignacy Mościcki udzielił ojcu Sopuchowi audiencji, podczas której otrzymał cząstkę relikwii wielkiego męczennika. Według słów prowincjała prezydent przyjął je z największą czcią i widocznym wzruszeniem. Z wielką też radością objął – jako głowa państwa – protektorat nad sprowadzeniem męczeńskich relikwii do Polski, obiecując wszystkim uroczystościom jak najserdeczniejszą opiekę.

Trzeba zaznaczyć, że z okazji kanonizacji przybyło też do Rzymu tysiące rodaków ze światowej, głównie europejskiej Polonii, a nawet zza oceanu. Pielgrzymi z Polski przyjeżdżali do Wiecznego Miasta specjalnymi pielgrzymkowymi pociągami. Na samej uroczystości pojawili się też przedstawiciele wszystkich królewskich rodzin panujących w Europie oraz delegacje z kilkudziesięciu większych miast polskich, a także z najrozmaitszych związków i stowarzyszeń oraz grup zawodowych. Naczelne władze Rzeczypospolitej reprezentował gen. Józef Haller, wielki czciciel św. Andrzeja, który w Gorzuchowie, w ziemi chełmińskiej, gdzie mieszkał, wystawił swojemu ukochanemu świętemu pomnik, który stoi tam do dziś.

Wśród biskupów było aż 20 (wtedy!) przedstawicieli Episkopatu Polski na czele z ks. kard. Aleksandrem Kakowskim, metropolitą warszawskim. Prymas August Hlond musiał pozostać w kraju z powodu nagłej choroby.

Dziesiątki tysięcy rodaków w wielkim religijno-patriotycznym uniesieniu z żarliwością i duchowym, radosnym entuzjazmem zaświadczało w Rzymie, że Andrzej Bobola jest bohaterem naszej świętej wiary i Ojczyzny oraz zwycięskim opiekunem i patronem polskiego Narodu, który ocalił nas przed kolejną – już nie carską, ale bolszewicką – niewolą. Uczestnicy kanonizacji przywieźli ze sobą obrazki świętego z radosnym napisem: „Polska ma nowego świętego patrona”.

Polak męczennik na ołtarzach

Aż do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego 17 kwietnia 1938 roku Rzym jeszcze nigdy dotąd w swojej historii nie widział tylu wielotysięcznych rzesz Polaków, którzy przybyli na kanonizację. Rodacy, jakby przeczuwając nadchodzący straszliwy kataklizm II wojny światowej, tulili się instynktownie do źródeł mocy, do katolickiej Piotrowej Skały, do Stolicy Apostolskiej i progów apostolskich Rzymu.

Wielki dzień kanonizacji naszego trzeciego patrona Ojczyzny stał się w Wiecznym Mieście oraz całej Europie niezwykłą promocją Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, ciągle sławnej i poważanej za zatrzymanie pochodu bezbożnego komunizmu pod Warszawą w 1920 roku. Lenin – przypomnijmy – w swoich szatańskich zamiarach marzył, że „po trupie Polski” dojdzie aż do Gibraltaru. Nie doszedł za cenę męczeńskiej śmierci tysięcy bohaterskich polskich żołnierzy. Za rzadko o tym Europie przypominamy, niewolniczo się jej podporządkowując.

Tak wielki dzień kanonizacji wspominał nasz bohater, kapelan i oficer spod Monte Cassino ks. Stanisław Targosz (zginął w 1944 roku, pochowany w Loreto), a wcześniej świadek triumfalnego polskiego dnia w Rzymie: „Już o godzinie 7.00 stawiliśmy się ze sztandarami, by dostać się na wyznaczone miejsce do bazyliki. Kto chciał użyć odpustowego ścisku, to okazji do tego dziś mu nie zabrakło… Dostaliśmy się mimo wszystko, tuż przed konfesję św. Piotra. Olbrzymia bazylika, odświętnie przyozdobiona, roziskrzona tysiącami świateł, wypełniła się po brzegi. Wtem zabrzmiała pieśń: ’Boże, coś Polskę’. Śpiewaliśmy całą duszą, a gardła nasze dławiło szczęśliwe wzruszenie”.

Powszechną uwagę uczestników kanonizacji przykuwały dwa wielkie obrazy męczennika z napisem cudów kanonizacyjnych. „Ida Henryka Turnau, wdowa Kopecka, za dotknięciem relikwii św. Andrzeja Boboli nagle uzdrowiona z ciężkiego poparzenia promieniami X”. Wiemy, że uzdrowiona została w wieku 46 lat w Krynicy, w archidiecezji krakowskiej, 3 września 1922 roku. Na drugim obrazie napisano: „Siostra Alojza Dobrzyńska, przełożona domu Służebniczek Niepokalanej, za wezwaniem wstawiennictwa św. Andrzeja Boboli natychmiast uleczona z ciężkiego owrzodzenia trzustki”. Cud miał miejsce w Rzymie 30 grudnia 1933 roku.

Ozdoba Polski

Po uroczystym ingresie i zajęciu przez Ojca Świętego Piusa XI miejsca na tronie rozpoczął się obrzęd kanonizacji, podczas którego padły najważniejsze słowa: „W imię Świętej i Niepodzielnej Trójcy […], mocą powagi Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych apostołów Piotra i Pawła oraz naszą: po długiej i głębokiej rozwadze, wciąż błagając pomocy Bożej […], ogłaszamy, że błogosławiony Andrzej Bobola jest świętym”. Po tych słowach Papież zaintonował hymn „Te Deum”, który podjął Chór Sykstyński, i rozdzwoniły się dzwony bazyliki Piotrowej, a po nich – jak nigdy jeszcze dotąd – we wszystkich kościołach Rzymu. I był to rozkaz samego Ojca Świętego.

W dłuższym przemówieniu Pius XI powiedział m.in.: „Wszyscy mamy iść za naszym najwyższym Wodzem, Jezusem Chrystusem, choć nasze ułomności utrudniają nam tę drogę. I właśnie przykład męczeństwa za wiarę świętą staje się bodźcem i dodaje nam sił do znoszenia wszelkich cierpień dla sprawy Bożej. Wierzymy, że św. Andrzej Bobola ’Ozdoba Polski’ będzie nam upraszał u Boga zjednoczenie Kościoła Wschodniego z Zachodem, na których pograniczu poniósł śmierć męczeńską… Andrzej Bobola niósł światło Ewangelii jako wielki apostoł nie tylko w samej Polsce, która jest prawdziwym przedmurzem chrześcijaństwa, ale głównie na jej rubieżach, gdzie dziś naciera bolszewizm… Ten zaś, którego słusznie ’łowcą dusz’ nazywano, uczy nas gorliwie pracować nad rozszerzeniem królestwa Bożego, a jako nieugięty męczennik skłania do męstwa gnuśnych ludzi naszych czasów do podejmowania wszelkich trudów dla Boga i Kościoła”.

Warto dodać, że była to pierwsza polska kanonizacja od 1867 roku, kiedy to na ołtarze został wyniesiony inny męczennik, apostoł Polesia, bestialsko zamordowany w Witebsku Jozafat Kuncewicz (zm. 1623). Jego relikwie do dziś znajdują się w bazylice św. Piotra.

Pius XI osobiście zdecydował, że relikwie wielkiego męczennika Polski św. Andrzeja Boboli, „Niezwyciężonego Bohatera Chrystusowego”, mają wrócić do Polski.

Świadectwo rodaka zza oceanu

Tak atmosferę niezwykłego dnia kanonizacji Andrzeja Boboli w Rzymie opisał nieznany nam z imienia rodak, który przybył na kanonizację aż z Chicago i który w swoich zapiskach, nazwanych „Pamiętnik kanonizacji i powrotu Andrzeja Boboli do Ojczyzny”, zanotował: „Od wczesnego już ranka olbrzymie tłumy wypełniać zaczynają bazylikę św. Piotra, na ten dzień przystrojoną w kosztowne adamaszki i brokaty i tonącą w powodzi niezliczonych świateł, wspaniale odbijających się w złoceniach świątyni… Około godziny 9-tej zakołysało się olbrzymie morze głów, wypełniających bazylikę i jej przedsionek. Po schodach królewskich (Scala Regia) posuwać się poczyna ta wspaniała procesja, towarzysząca Ojcu św. przy jego przejściu z Watykanu do bazyliki. Drogę, po której ciągnie, obstawiła gwardia pałacowa w paradnych mundurach. Czoło pochodu stanowią idące w ściśle określonym porządku barwne reprezentacje rozlicznych zakonów i duchowieństwa świeckiego […]. Przy sztandarze Andrzeja Boboli kroczy 140 delegatów z całego świata wraz z generałem zakonu o. Włodzimierzem Ledóchowskim na czele. W procesji przed Papieżem podążali najwyżsi dostojnicy Kościoła: generałowie zakonów, opaci, arcybiskupi oraz aż (!) 26 kardynałów z kardynałem Aleksandrem Kakowskim tuż przy Papieżu”. Taka liczba kardynałów – dodajmy – nawet dzisiaj jest rzadkością na kanonizacjach. Wsród obecnych 20 biskupów polskich byli m. in. przyszli męczennicy: bł. Julian Nowowiejski, bł. Leon Wetmański – biskupi płoccy, oraz Sługa Boży ks. bp Adolf Szelążek, biskup łucki, a także biskup siedlecki Henryk Przeździecki, który już wtedy złożył akta do beatyfikacji unitów podlaskich: 25-letniego Wincentego Lewoniuka i jego 12 towarzyszy.

Powszechną uwagę zwracało 50 polskich kadetów ze Lwowa, przybyłych na tę uroczystość w galowych mundurach i ze sztandarem, stojących tuż przy tronie papieskim. Jeszcze nigdy w bazylice Piotrowej nie było tyle tysięcy rodaków, co tego dnia. Wtedy też po raz pierwszy w historii bazyliki zabrzmiał potężny śpiew kilkudziesięciu tysięcy rodaków: „Wesoły nam dziś dzień nastał”. A dzień ten był podwójnie wesoły, ponieważ był to jednocześnie pierwszy dzień Wielkanocy, 17 kwietnia 1938 roku, i zarazem uroczystość kanonizacji. Z trybuny dyplomatycznej ze zdumieniem patrzyli na Polaków przedstawiciele różnych ambasad – zarówno przy Watykanie, jak i Kwirynale.

Obecna na kanonizacji św. Urszula Ledóchowska zanotowała w swoich zapiskach: „Rzym stał się polskim miastem. Wszędzie słychać było polską mowę, na piersiach pielgrzymów widać było kokardki biało-amarantowe. Nawet wiekopomna, czcigodna bazylika św. Piotra zamieniła się w polską świątynię, zadrżała polskim tchnieniem, roziskrzyła się polskim zapałem, rozmodliła się polską pobożnością, napełniła się polską miłością do ojczyzny, gdy z piersi wielotysięcznych pielgrzymów wzniosło się ku niebotycznej kopule Michała Anioła nasze wspaniałe: ’Boże, coś Polskę… Ojczyznę wolną, pobłogosław, Panie’”.

Ks. Jerzy Banak, „Nasz Dziennik”