Św. Andrzej Bobola - Orędownik Polski w niebie
Triumfalna pielgrzymka po Polsce
Poniedziałek, 4 marca 2024 (15:57)Powrót relikwii św. Andrzeja Boboli umocnił jedność Narodu przed kataklizmem II wojny światowej
Relikwie wielkiego męczennika przekroczyły granicę Rzeczypospolitej w Zebrzydowicach 11 czerwca 1938 r. o godz. 6.25. Przy relikwiarzu świętego, niesionym z entuzjazmem przez Polskę, Naród umocnił swą jedność i pogłębił wiarę, która okazała się bohaterska, gdy nastąpił czwarty rozbiór Polski na mocy spisku Ribbentrop-Mołotow (23 sierpnia 1939 r.) wraz z jednoczesną inwazją na nasz kraj hitlerowskich Niemiec i bolszewickiej Rosji. To za przykładem świętego bohatera Andrzeja Boboli – proroka zmartwychwstałej Polski, który oddał życie za wiarę i Ojczyznę – bohatersko stanęliśmy do obrony Rzeczypospolitej.
Szlak chwały po Ojczyźnie
We wszystkich polskich miastach, przez które przejeżdżał bądź w których zatrzymywał się pociąg z relikwiami męczennika, gromadziły się nieprzeliczone rzesze. Do relikwiarza – w miejscach zatrzymywania się pociągu – przybywali pielgrzymi nawet z odległych miast i wsi. Wierni gromadzili się powszechnie przy torach, byleby tylko być choćby świadkiem przejazdu i powrotu tak umiłowanego świętego.
Na większych stacjach pociąg przystawał na kilkadziesiąt minut. Przez inne tylko wolniutko przejeżdżał, by zgromadzone rzesze rodaków mogły oddać pokłon i uwielbienie niezwykłemu świadkowi Chrystusa. W kościołach na trasie przejazdu pociągu odprawiano dziękczynne nabożeństwa ze śpiewem „Te Deum” za wyniesienie Polaka męczennika do chwały ołtarzy. Dziękczynne uroczystości odbywały się nawet w miastach, które nie leżały na trasie przejazdu pociągu specjalnego. Na przykład w dalekich Czerniowcach, należących wówczas do Rumunii, jak zanotowały kroniki – „w dziękczynnym ’Te Deum’ w dniu przejazdu uczestniczyło ponad 12 tysięcy osób”.
Powitanie na granicy Polski
Pierwszym przystankiem świętego w Ojczyźnie były graniczne Zebrzydowice. Tutaj została odprawiona pierwsza na ziemi polskiej Msza św. przy relikwiach Andrzeja Boboli. Do Zebrzydowic przybyło kilkadziesiąt rozmodlonych i rozśpiewanych pielgrzymek z wielu śląskich miast i parafii. Stąd relikwie w radosnej religijno-patriotycznej pielgrzymce wieziono do kolejnych miast, od Czechowic i Dziedzic, gdzie relikwiarz ustawiono na rynku wśród setek biało-czerwonych flag. Wysoko ponad nimi umieszczono napis: „Święty Andrzeju Bobolo, Chlubo narodu, módl się za nami”. Tu też wielkiego męczennika – po odegraniu przez orkiestrę wojskową „Mazurka Dąbrowskiego” – w podniosłym i wzruszającym przemówieniu w imieniu Rzeczypospolitej i Narodu powitał gen. Józef Haller (zm. 1960 r.) wraz z księciem Andrzejem Lubomirskim (zm. 1953 r.). Po nich oddali hołd świętemu przedstawiciele duchowieństwa z ks. bp. Stanisławem Adamskim z Katowic oraz przedstawiciele władz lokalnych. I tak Andrzeja Bobolę witały na trasie wszystkie mijane wioski i miasteczka, jak np. Chrzanów, Trzebinia, Krzeszowice, aż do Oświęcimia i Krakowa.
W królewskim Krakowie
W Krakowie, naszej prastarej stolicy, męczeńskie relikwie bohatera wiary i miłości Ojczyzny zatrzymały się aż na trzy dni. Na ich powitanie wyjechał do granic diecezji książę metropolita ks. abp Adam Stefan Sapieha (zm. 1951 r.).
Relikwie świętego zostały już wieczorem w uroczystej procesji wniesione do królewskiego miasta przez historyczną bramę Floriańską, przed kościół Mariacki, i ustawione na polowym ołtarzu, „byśmy wszyscy z bliskości mogli oddać hołd duchowy i religijny wielkiemu męczennikowi”, jak zapisał naoczny świadek. Prezydent Krakowa Mieczysław Kaplicki i rada miejska, a także przedstawiciele licznych „organizacji miasta oddali hołd narodowej świętości naznaczonej stygmatami bohatera”.
Po Mszy św. i kazaniu – wśród radosnych pieśni i bicia wszystkich dzwonów Krakowa na czele z Zygmuntem – relikwie zostały odprowadzone do jezuickiego kościoła Najświętszego Serca Jezusowego na ul. Kopernika.
Tam przez całą noc były dostępne dla wiernych szczelnie wypełniających sławną świątynię i wszystkie okoliczne ulice.
Z kolei z Krakowa relikwie zostały przewiezione dalej, m.in. do Katowic, Poznania i Łodzi. We wszystkich tych miejscach święty był witany z ogromnym religijno-patriotycznym entuzjazmem i uniesieniem.
Wzdłuż torów i na ważniejszych stacjach kolejowych pociąg zatrzymywał się na krótki czas, by wierni mogli cieszyć się obecnością wśród nich świętego. Rodacy często całymi godzinami czekali na przybycie pociągu kaplicy, a gdy nadjechał, padali na kolana przed powracającym do Ojczyzny jednym z największych jej synów w całej wielkiej polskiej historii. Powrót z Rzymu zamęczonego barbarzyńsko przez Kozaków jezuity wzbudził niesłychany wzrost uczuć patriotycznych i żarliwy entuzjazm rodaków. Święty Andrzej Bobola zjednoczył, scalił i umocnił w wierze oraz męstwie nasz polski Naród, świadomy zagrożeń ze wschodu i zachodu. Była to łaska od Boga przed kataklizmem, jakim był czwarty rozbiór Polski i niemiecko-sowiecka zmowa, a także okupacja, która pochłonęła 6 milionów ofiar. Historycy podkreślają, że powrotowi Andrzeja Boboli towarzyszył tak nieopisany i spontaniczny entuzjazm, jakiego Polska jeszcze nigdy do tej pory w swoich dziejach nie widziała. Podobna jedność i entuzjazm zrodziły się w Narodzie kilkadziesiąt lat później podczas pielgrzymek Jana Pawła II Wielkiego do Ojczyzny.
Zdumienie papieskiego legata
Po trzech dniach pobytu w Krakowie pociąg z relikwiami udał się przez Katowice do Poznania. Przy dźwięku wszystkich dzwonów stolicy Wielkopolski wjechał na tzw. Dworzec Letni, który kiedyś zarezerwowany był dla rodziny cesarskiej. 26 grudnia 1918 r. przyjechał na tenże dworzec Ignacy Jan Paderewski w przededniu wybuchu zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego.
13 czerwca o godz. 20.00 powitało relikwie świętego duchowieństwo na czele z arcybiskupem Walentym Dymkiem (zm. 1956 r.). W asyście władz miasta i województwa oraz poszczególnych stanów hołd Andrzejowi Boboli złożyli ziemianie, nauczyciele, robotnicy, kupcy i akademicy. W procesji przez Poznań relikwiarz nieśli najwyżsi rangą wojskowi miejscowego garnizonu pod komendą generała Franciszka Włada. Ulice prowadzące do najstarszego jezuickiego kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa i Matki Bożej Pocieszenia wypełniały wielotysięczne tłumy. W posadzce świątyni do dziś zachowała się tablica – miejsce zaznaczone kamienną płytą z informacją, że w dniach 13-17 czerwca 1938 r. stał tu relikwiarz wielkiego patrona i obrońcy Polski.
Kolejka wiernych – to informacja dla naszych Czytelników poznaniaków – ciągnęła się od kościoła Jezuitów aż do dzielnicy Garbary. Pielgrzymi wchodzili wejściem głównym, a dla zachowania porządku i uniknięcia zatorów opuszczali kościół wejściem bocznym. Na drugi dzień w sprawozdaniach prasowych podkreślano spokój i niezwykły porządek, jaki panował podczas wielogodzinnej uroczystości. Obiektywność dziennikarskich ocen potwierdził też specjalny wysłannik papieski na bobolańskie uroczystości, watykański prałat ks. Carlo Respighi, późniejszy kardynał (zm. 1947 r.), który zapisał: „Na całej tej drodze największe wrażenie zrobiło na mnie przyjęcie relikwii świętego w Poznaniu, zarówno z głębokim religijnym skupieniem i powagą, jak i żarliwą miłością świętego”.
Wyproś nam ducha wiary i ofiary
17 czerwca rano relikwie opuściły Poznań, by na krótko zatrzymać się w Kaliszu, a potem w Łodzi. We wszystkich miastach – tak przybyciu, jak i odprowadzeniu relikwii – towarzyszyły zawsze miejscowe orkiestry, bicie wszystkich dzwonów, sztandary różnych stowarzyszeń oraz kompanie honorowe Wojska Polskiego, które brały udział w procesjach od dworców do świątyń i z powrotem. W Łodzi – i nie tylko w niej – w godzinie przybycia relikwii dzwoniły miejskie dzwony oraz wyły syreny dziesiątek fabryk, które na ten czas ogłaszały przerwę od pracy, by można było wyjść na trasę procesji.
W mieście rozplakatowano szeroko odezwę do łodzian drugiego z kolei arcybiskupa łódzkiego ks. Włodzimierza Jasińskiego (zm. 1965 r.), w której znajdują się wzruszające słowa: „Miliony serc biją ku Tobie, Święty Męczenniku, wyproś nam ducha wiary i ofiary w naszym narodzie”. Wołanie łodzian – po 86 latach – pozostaje ciągle aktualne. Wielki patronie Polski i Polaków, „wyproś nam ducha wiary i ofiary” w służbie Rzeczypospolitej i Narodowi. Przepędź odradzającego się złego ducha frymarczenia losami Ojczyzny i Polaków. Święty nasz rodaku, broń swojego Narodu w czasach zamętu, rozchwianych postaw twoich rodaków i niebezpieczeństwa demonicznych, antyboskich i antykatolickich ideologii importowanych przez sługi piekła.
Męczennik w męczeńskiej stolicy
W piątek 17 czerwca 1938 r., późnym już popołudniem, święty męczennik powrócił do stolicy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Na warszawskim placu Zamkowym relikwie zostały oficjalnie powitane „Mazurkiem Dąbrowskiego” wykonanym przez doborową orkiestrę Wojska Polskiego. Przez całą sobotę mieszkańcy tłumnie oddawali hołd świętemu. Oficjalne uroczyste narodowe powitanie wielkiego męczennika odbyło się parędziesiąt godzin później, bo w niedzielę na tymże placu Zamkowym, z udziałem prezydenta Ignacego Mościckiego i najwyższych władz RP.
Nieopodal kolumny Zygmunta zbudowano ołtarz – dokładnie w tym samym miejscu, w którym warszawiacy 18 lat wcześniej, leżąc krzyżem na warszawskim bruku, z drżeniem serc odprawiali nowennę o ratunek do bł. Andrzeja przed Bitwą Warszawską. Uroczystej dziękczynnej celebrze za powrót męczennika przewodniczył odważny i dzielny pasterz, metropolita wileński ks. abp Romuald Jałbrzykowski (zm. 1955 r.), a współprzewodniczył ks. kard. Aleksander Kakowski (zm. 1938 r.).
Prezydent Ignacy Mościcki jako wotum dziękczynne ofiarował szczególny dar. Na niesionym relikwiarzu złożył ze czcią swój Krzyż Niepodległości z Mieczami, otrzymany za walkę o niepodległość Ojczyzny. Nie sposób nie podkreślić, że w tym jakże trudnym dla Polski czasie kanonizacja i powrót świętego były wydarzeniami łączącymi wszystkich rodaków, niezależnie od opcji politycznych, społecznych czy towarzyskich.
Nazajutrz, w poniedziałek 20 czerwca, w kilkusettysięcznej procesji przez stolicę święte relikwie uroczyście – zgodnie z wolą Papieża Piusa XI – przeniesiono do kaplicy jezuickiego klasztoru na warszawskim Mokotowie przy ul. Rakowieckiej, gdzie miały czekać na wybudowanie stosownego sanktuarium poświęconego męczennikowi. W skrytości ducha warto odbyć – zwłaszcza warszawiacy – tę polską via sacra – świętą drogę patrona Ojczyzny. A to po to, by umocnić nie tylko swą tożsamość polską i katolicką, ale i ducha męstwa w obronie Narodu i Kościoła, tego iunctim, które niosło nas przez wieki, którego nie zdołali rozerwać żadni nasi najeźdźcy i wrogowie.
Po napaści na Polskę w 1939 r. dwóch krwawych sąsiadów relikwiarz – dla bezpieczeństwa – został przeniesiony do jezuickiego kościoła pw. Matki Bożej Łaskawej na Starym Mieście. Z kolei po pożarze tej świątyni w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 r. przeniesiono go do warownych podziemi dominikańskiego kościoła św. Jacka przy ul. Freta. Tam cudownie ocalał.
7 lutego 1945 r. relikwie wróciły na swe poprzednie miejsce do kaplicy Ojców Jezuitów przy ul. Rakowieckiej 61, gdzie znajdują się do dziś, ale już w przepięknej nowej bazylice. Tu obrońca Ojczyzny i jej wielki patron przyjmuje pokłony i wysłuchuje modlitw warszawiaków i pielgrzymów przybywających z całej Polski. Razem ze Świętymi Wojciechem i Stanisławem czuwa nad Ojczyzną jako jej obrońca przed zakusami naszych nieprzyjaciół, którym przeszkadza katolicka Polska. Zaś kroniki sanktuarium odnotowują coraz to nowsze i zdumiewające cuda.
Ks. Jerzy Banak, „Nasz Dziennik”