Dziś w „Naszym Dzienniku”
Przyjdzie zwycięstwo
Czwartek, 7 marca 2024 (00:13)W dniu śmierci mjr Hieronim Dekutowski, cichociemny, dowódca Kedywu AK na Lubelszczyźnie, miał 30 lat, ale wyglądał jak starzec: siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra, zerwane paznokcie. Według protokołu
z egzekucji został zamordowany w więzieniu mokotowskim 7 marca 1949 roku o godz. 19.00.
„Zapora” pochodził z Dzikowa pod Tarnobrzegiem,
z wielodzietnej, patriotycznej rodziny blacharza Jana Dekutowskiego. Był rówieśnikiem odrodzonej Polski.
Kiedy miał dwa lata, jego najstarszy brat Józef walczył
z bolszewikami w 1920 roku. Hieronim zdał maturę w 1939 roku i prawie od razu poszedł na wojnę – i to na ochotnika, bo nie został zmobilizowany. „Po skończeniu Kampanii przeszedłem wraz z odziałem na Węgry, po czym zgłosiłem się do Armii we Francji. Brałem udział w Kampanii francuskiej, a po upadku Francji byłem ewakuowany
do Anglii” – pisał w życiorysie. Na Wyspach w kwietniu 1942 roku zgłosił się, znów na ochotnika,
do cichociemnych.
Maszerują cicho niby cienie
Był jednym z tych 316 specjalnie przeszkolonych żołnierzy, którzy zostali zrzuceni na spadochronach do Polski
i wspierali walkę podziemnej armii w kraju. Swój skok wykonał w rocznicę sowieckiej napaści na Rzeczpospolitą, w nocy z 16 na 17 września 1943 roku. Jako ppor. „Zapora” wylądował koło Wyszkowa, przedostał się
do Warszawy, a przed zimą był już na Lubelszczyźnie, gdzie dowodził Kierownictwem Dywersji (Kedywem)
w Inspektoracie AK Lublin oraz jego dyspozycyjnym oddziałem partyzanckim. Z nim do lipca 1944 roku przeprowadził 83 akcje bojowo-dywersyjne przeciwko Niemcom, a w sierpniu szedł na pomoc Warszawie. Gdy
nie udało mu się przedrzeć za Wisłę, musiał rozformować oddział i poszukać dla siebie kryjówki, bo już ścigało
go NKWD.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym