Tusk nie ma czasu dla polskich rolników!
Środa, 6 marca 2024 (21:24)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Rolników przybywających do Warszawy na dzisiejszy protest, na rogatkach stolicy powitały blokady policyjne, kolczatki na jezdni. Czego obawia się władza Tuska, skoro przyzwala na użycie przez policję gazu łzawiącego przeciw rolnikom?
– Wygląda na to, że Tuskowi nie przeszkadza Europejski Zielony Ład, ale przeszkadzają mu, i w ogóle tej władzy, rolnicze protesty. Blokady przed Warszawą, barierki przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów czy przed Sejmem, których – według zapowiedzi marszałka Hołowni – miało już nie być, wciąż są i są mało „uśmiechnięte”. Blokady, jakie postawiła rządząca „koalicja 13 grudnia” przed tymi, którzy żywią i bronią, kompromitują tę władzę. Myślę, że po tym wszystkim, co przygotował Donald Tusk, co widzieliśmy dzisiaj przed polskim Sejmem, kiedy policja, używając gazu i pałek, pacyfikowała protestujących, coś wreszcie zacznie docierać do Polaków. Tusk, dając przyzwolenie na tego typu brutalną pacyfikację protestu, pokazuje, gdzie ma rolników walczących o byt nie tylko swój, ale i nasz – wszystkich Polaków. Wracając jednak do protestu, mówimy tu o rolnikach i dobrze, że ten problem, z jakim dzisiaj przyjechali do Warszawy, wybrzmiał. Jednak jest cała masa spraw, które leżą odłogiem, tymczasem rząd Tuska się bawi, i to całkiem nieźle, próbuje rolników i społeczeństwo wziąć na przeczekanie, po drodze łamiąc Konstytucję RP i inne ustawy w wielu obszarach. Dzisiaj takie jest podejście do rolników, ale to nic nowego, bo Tusk zawsze w ten sposób traktował Polaków. Ta władza w ogóle nie ma na celu dobra Polski i Polaków. Dla tej ekipy liczy się tylko własny interes oraz interesy Unii Europejskiej. Stąd wszystkie działania rządu Tuska będą pozorne, bo jemu nie chodzi o Polskę i Polaków, dlatego do rolników będzie mówił jedno, a w Brukseli będzie działał przeciwko nim, akceptując wszystko, co położy mu przed nosem Komisja Europejska. Nie łudźmy się: będą pięknie przemawiać, będą nas okłamywać, obarczając rząd Zjednoczonej Prawicy winą, której nie było, będą szukać winnych wszędzie, tylko nie u siebie. Tusk jest dobry w gmatwaniu prostych spraw i będzie to robił, jeśli chodzi o polskie sprawy pod względem gospodarczym, społecznym, korzystając przy tym z ochrony unijnego parasola.
Te protesty na Tusku, jak widać, nie robią żadnego wrażenia, skoro nie zdecydował się nawet wyjść do rolników, którzy oczekiwali na takie spotkanie. Rolnicy, składając petycję w KPRM – jak mówią – w korytarzu, usłyszeli, że Tusk nie ma czasu…
– I to jest kolejny skandal, że rolnicy przybyli dzisiaj do Warszawy, tymczasem Tusk nie znajduje dla nich ani chwili i zaprasza ich delegację na sobotę. Czyli obawia się protestujących, bo nie ma pomysłu. Co więcej, nie chce zrealizować ich postulatów. Dlatego woli wziąć rolników na przeczekanie i de facto rozbić ten strajk. Wysyła też komunikat: przyjedźcie w sobotę małą grupką, to pogadamy, przy kawie. Tusk chce rozmawiać z liderami rolniczymi, ma swoją grupkę, ma też swojego klakiera Kołodziejczaka, który dzisiaj stoi po drugiej stronie barykady, po stronie władzy, a ze zwykłymi rolnikami Tusk nie ma ochoty się spotykać. Wygląda na to, że próbuje rozmydlić ten protest, być może chce skłócić środowisko rolnicze. Sądzę jednak, że rolnicy to mądra grupa i nie dadzą się wykiwać. Ich postulaty są bardzo wyraźne: embargo na produkty rolne i żywnościowe z Ukrainy oraz koniec z Europejskim Zielonym Ładem. Te protesty – myślę – docierają do Tuska, odczuwa je także Komisja Europejska z Ursulą von der Leyen, która – mam wrażenie – się przestraszyła, przyjechała do Polski i naobiecywała, że będą pieniądze w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Tak naprawdę to rolnicy wymogli na Komisji Europejskiej zmianę podejścia i dzisiaj Polska im zawdzięcza ożywienie społeczno-polityczne. To dobrze, bo wreszcie zaczynamy mówić o realnej sytuacji gospodarczej państwa polskiego, która pod rządami „koalicji 13 grudnia” bardzo się pogarsza. Tracimy wizerunkowo, ale także gospodarczo.
A jak to jest z 22 mld euro z KPO dla rolnictwa, których uruchomienie obiecała goszcząca w lutym br. w Warszawie Ursula von der Leyen?
– To jest nieprawda. To jest jedna z większych bzdur, jakie można usłyszeć, bo w Krajowym Planie Odbudowy nie ma żadnych pieniędzy bezpośrednio dla hodowców, dla producentów płodów rolnych. Owszem, są pieniądze, ale tylko dla przedsiębiorców, a więc dla tych, którzy przerabiają – dajmy na to – ziarno zbóż, mięso zwierząt itd. I te środki – nazwijmy to – dla przemysłu są, natomiast nie są to środki przeznaczone dla rolników, którzy w tej chwili strajkują z powodu nieopłacalności swojej produkcji i którym brakuje pieniędzy na zasiew, na paliwo, które – dla przypomnienia – jak zapowiadał Tusk – miało być po 5,19, a kosztuje blisko 7 zł. Teraz wszystko wychodzi na jaw. Sytuacja w tej chwili w Polsce jest trudna, napięta, rolnicy i wspierające ich społeczeństwo mają coraz bardziej dosyć, a Tusk próbuje te protesty rozmyć, spacyfikować, protestujących rolników przestraszyć, podzielić. Tylko że rolnicy są zdeterminowani, nie dadzą się nabrać na kłamstwa i rozliczą Tuska za wszystkie obietnice, jakie składał przed wyborami. Wyjścia są dwa: albo Tusk i ta władza ustąpią i wysłuchają rolniczych racji, albo Polska stanie się krajem protestów kolejnych niezadowolonych grup społecznych. Przed nami drożyzna żywnościowa, energetyczna. Zamiast rozbudowy mamy zwijanie polskiej gospodarki, rząd Tuska próbuje utopić strategiczne inwestycje, jak np. Centralny Port Komunikacyjny. Komisja Europejska narzuca restrykcje, cały ten Zielony Ład, a Tusk przecież się jej nie sprzeciwi, bo spłaca dług, jaki zaciągnął, za wsparcie w dojściu do władzy w wyborach parlamentarnych 15 października. Taka to władza.
Jaka jest szansa, żeby cały ten Europejski Zielony Ład wyrzucić do kosza? Pytam o to w kontekście wypowiedzi szefa NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy, który dzisiaj podczas protestu w Warszawie mówił, że jest dumny z tego, że rolników wspiera „Solidarność” pracownicza, z tego, że na proteście są górnicy, hutnicy, przedstawiciele innych grup zawodowych i – co najważniejsze – że wszystkich łączy wspólny postulat: precz z Zielonym Ładem…
– Widać, że Tusk zjednoczył wszystkie środowiska rolnicze oraz inne grupy zawodowe w Polsce świadome tego, czym grozi klęska branży rolniczej i cały ten ideologiczny projekt zwany Zielonym Ładem, forsowany przez Unię Europejską. Postulat jest zatem jasny, natomiast szansa, żeby ten cały Zielony Ład wysłać w niebyt, będzie dopiero po wyborach do Parlamentu Europejskiego w czerwcu br. Eurorealiści, prawica europejska, to są środowiska świadome, jak bardzo ten Zielony Ład zmieni, przeformatuje nasz świat. Oczywiście troska o czyste powietrze, o czystą wodę, czystą przestrzeń jest ważna, ale nie tą drogą, nie w tak radykalny, bezwzględny, rewolucyjny sposób, jak narzuca to Unia Europejska. W tej chwili Bruksela bardzo mocno naciska mieszkańców Unii oraz państwa członkowskie, przymuszając do akceptacji swoich założeń przez różnego rodzaju sankcje i nowe podatki. Mają wejść podatek od emisji CO2, podatek od paliw samochodowych, paliw domowych, ponadto przymus termomodernizacji domów i kary za niezastosowanie się do tego „obowiązku”. Swoją drogą ta termomodernizacja narzucona przez Unię w skali kraju pociągnęłaby za sobą koszt rzędu biliona złotych. Tak czy inaczej trzeba zrobić wszystko, żeby się tej ideologicznej presji przeciwstawić. I tylko w czerwcu będzie na to szansa poprzez mądre wybory, mądre głosowanie, a wcześniej ważne pytania do kandydatów, czy są przeciw temu zielonemu szaleństwu, które trzeba zmienić. Oczywiście będą nas mamić, ale nie można dać się nabrać, bo jeśli ta rewolucyjna ekipa utrzyma się przy władzy, to czekają nas dalsza presja i wtłaczanie tego szaleńczego projektu pod nazwą Zielony Ład, za który wszyscy zapłacimy.
Ten projekt jest oczywiście niepoliczony, a przecież Unia jako taka nie ma na to pieniędzy…
– Unia Europejska nie ma pieniędzy, jeśli chodzi o sfinansowanie Zielonego Ładu, bo budżet unijny jest pusty. Środków nie mają też przedsiębiorcy, firmy, na które próbuje się przerzucić koszty realizacji. Nic więc dziwnego, że firmy uciekają do Stanów Zjednoczonych, do Chin. Wobec tego za Zielony Ład zapłaci zwykły Kowalski, zwykły Europejczyk. I to też jest bardzo groźne. Dlatego doradzam tym, którzy chcą pomóc w normalnym rozwoju i funkcjonowaniu Polski i Unii Europejskiej, żeby wybierali mądrze, a wcześniej pytali kandydatów, jaki jest ich stosunek do Zielonego Ładu i do tych nowych podatków dla firm oraz dla zwykłych ludzi. Droga jest tylko jedna – zmienić tę ekipę, bo wiemy, że Ursula von der Leyen szykuje się ponownie na stanowisko szefowej Komisji Europejskiej. Ta ekipa, jeśli się jej nie odprawi z kwitkiem, dalej będzie forsować ten rewolucyjny program. Dlatego że są to bardzo dochodowe biznesy chociażby dla producentów urządzeń do farm wiatrowych czy do fotowoltaiki. Swoją drogą magazyny z wyprodukowanym sprzętem fotowoltaicznym są wypełnione po brzegi – zwłaszcza w Niemczech, i coś trzeba z tym zrobić. Ten obszar jest bardzo mocno finansowany ze środków europejskich – tak jakby innych potrzeb nie było. Unia Europejska jest np. bezbronna, żeby nie powiedzieć bezzębna w stosunku do Rosji, a jeden szefów największej niemieckiej firmy zbrojeniowej powiedział, że Europa jeszcze przez najbliższe 10 lat potrzebuje wsparcia militarnego ze strony Stanów Zjednoczonych, zanim sama będzie mogła się obronić. I dopiero po dekadzie, jeśli się zmieni kierunek i Europa zacznie się dozbrajać, to poprawi się jej strategiczna pozycja. Na razie bez Stanów Zjednoczonych jako Europa nie jesteśmy w stanie się obronić. Widać za to zupełnie inne priorytety ze strony Unii Europejskiej, priorytety, które wołają o pomstę do nieba. Nie myśli się o gospodarce, nie myśli się o bezpieczeństwie Europy nawet w obliczu zagrożenia ze strony Rosji. Dlatego Europa potrzebuje wizjonerów, prawdziwych przywódców, a nie ideologicznych fanatyków i klakierów.
Jaka jest szansa, żeby te protesty rozbiły nie tylko Zielony Ład, ale w ogóle ten rząd, który nie ma pomysłu, programu dla Polski, tylko gra na emocjach i dąży do skłócenia Polaków?
– Najpewniej sami wcześniej się pokłócą, bo jest wiele różnic w tej koalicji, którą połączyła jedynie chęć obalenia rządu Zjednoczonej Prawicy. To paliwo szybko się skończy. Ponadto rządzącym zabraknie pieniędzy w budżecie, brakuje im też spójności gospodarczej. Interesują ich tylko stanowiska w poszczególnych resortach, które obsadzane są przez ludzi niekompetentnych, niemających elementarnej wiedzy w sprawach gospodarczych. Widać, że nowi ministrowie dopiero się uczą, czego przykładem jest Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu. Zresztą oni wszyscy się dopiero uczą zamiast rządzić, rozwiązywać problemy zwykłych ludzi. Ale taki rząd stworzył Donald Tusk po to, żeby było mu łatwiej manipulować pionkami na szachownicy. Dzisiaj wygląda na to, że celem każdego ministra jest utrzymanie się na stanowiskach, a nie mądre rządzenie. Wydaje się też, że co bardziej cwani – jak Sienkiewicz, być może też Bodnar – po tym, co już zrobili, w obawie przed odpowiedzialnością będą próbowali ewakuować się do Parlamentu Europejskiego, by chronić się pod immunitetem. Myślę jednak, że determinacja naszych rolników zatrzyma tę władzę przed dalszym niszczeniem rolnictwa i Polski. Również zwykli Polacy –mam nadzieję – nie dadzą się omamić tej władzy, która chce ich nastawić przeciw rolnikom i przeciw sobie. Wierzę, że ludziom otworzą się oczy i staną po stronie prawdy. Ufam, że ludzie także przez pryzmat ponoszonych kosztów na skutek drożyzny, która się szykuje, potrafią ocenić prawdziwe zamiary i kierunek, jaki obiera rząd „koalicji 13 grudnia”, i rozliczyć ekipę Tuska. Patrząc, jak dzisiaj ta władza potraktowała protest rolniczy, wydaje się, że jest to nieuchronne. Kierunek, jaki obiera ta władza, jest antypolski, antygospodarczy, za to bardzo prounijny i lewicowo-liberalny.