Czy władza Tuska polegnie na rolniczych protestach?
Środa, 6 marca 2024 (09:42)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Szef MSWiA Marcin Kierwiński mówi jasno, że z uwagi na zakaz (nowe znaki pojawiły się już na rogatkach) ciągniki rolnicze
nie wjadą w środę do centrum Warszawy. Czyżby otwarta, uśmiechnięta władza obawiała się rolniczego protestu?
– Z jednej strony mieliśmy deklaracje, że każdy może wyrazić własne zdanie, wciąż dużo mówi się o wolności słowa, otwartości. Natomiast kiedy grupy społeczne są niezadowolone, to widzimy, że wprowadzane są działania, które mają ograniczyć możliwości wyrażania własnych poglądów czy frustracji z powodu działań rządu czy Unii Europejskiej – chociażby w formie protestu, manifestacji.
Mamy zakazy dla wjazdu ciągników rolniczych, a więc formę ograniczania podstawowych praw, jak prawo
do demonstracji czy prawo do wolności, tak chętnie używane jeszcze do niedawna przez opozycję, a dzisiejszą władzę. Ograniczanie swobody, prawa do manifestowania swoich poglądów, sprzeciwu wobec polityki obecnego
rządu może budzić i budzi uzasadnione niepokoje,
bo pod różnymi pretekstami wprowadzane są ograniczenia w wyrażaniu własnego zdania.
Rolnicy oraz NSZZ „Solidarność”, którzy przybędą do Warszawy, nie robią z tych zakazów zagadnienia i wykazując dojrzałość, mówią, że na siłę nie będą pokonywali blokad. Z kolei Donald Tusk
miał przygotować „precyzyjne postulaty” dotyczące rolnictwa, podobno ma być uchwała Sejmu, wzywająca Komisję Europejską do nałożenia sankcji na rosyjskie
i białoruskie produkty rolne, a gdzie
są produkty ukraińskie?
– Rolnicy pokazują klasę i mimo emocji, jakie towarzyszą tym protestom, chcą merytorycznie rozmawiać. Natomiast jeśli chodzi o transport produktów rolnych i w ogóle żywności z Ukrainy, dotyka to bardzo mocno państw sąsiadujących z Ukrainą, w tym Polski. Sytuacja staje
się coraz bardziej dramatyczna, bo produkty rolne sprowadzane z Ukrainy ograniczają rentowność produkcji m.in. polskich rolników. Przykładem mogą być ceny zbóż, które w obliczu sprowadzania zbóż z Ukrainy spadły u nas o połowę. Przypomnijmy też, że uprawy rolne na Ukrainie nie są objęte restrykcjami, jeśli chodzi o nawozy itd.
To sprawia, że ceny produkcji m.in. z uwagi na tańsze środki ochrony roślin są dużo niższe niż w Unii Europejskiej. W tej sytuacji nasi rolnicy nie mają szans konkurować nie tyle z rolnikami ukraińskimi,
co z holdingami rolniczymi, m.in. z Niemiec, Francji, Holandii, a nawet ze Stanów Zjednoczonych, które uprawiają setki tysięcy hektarów ziemi na Ukrainie. Argument, jaki pada ze strony ukraińskiej, że u nich
jest wojna i że trzeba im pomóc także w tym względzie,
bo w przeciwnym razie staną się bankrutami, jest absolutnie nietrafiony. Polska, jak nikt inny, włączyła się
w pomoc Ukrainie i Ukraińcom. Natomiast jeśli na skutek sprowadzania tanich produktów z Ukrainy nasi rolnicy
będą ponosić straty, to państwo polskie będzie musiało
im pomóc. Tym samym ograniczone zostaną możliwości dalszego wsparcia Ukrainy, w której toczy się wojna. Trzeba też powiedzieć, że problemem jest w ogóle napływ towarów rolnych nie tylko z Ukrainy, ale w ogóle spoza
Unii Europejskiej, które są dużo tańsze i powodują,
że produkcja rolna naszych rolników jest nierentowna.
Kwestia embarga na produkty rolne
z Ukrainy to jest jeden postulat rolników. Drugim jest odrzucenie Europejskiego Zielonego Ładu, który – zdaniem rolników, nie tylko polskich – nadaje się do kosza.
Czy Bruksela pod presją jest gotowa zatrzymać ten ideologiczny projekt, szkodliwy nie tylko dla rolnictwa,
ale też dla wszystkich?
– Europejski Zielony Ład to czysta ideologia, którą elity brukselskie, całkowicie zaślepione, w niemal fanatyczny sposób próbują realizować. Konsekwencje takiej polityki mogą być dramatyczne. Oczywiście jasne jest, że każdy chciałby żyć w czystym środowisku, gdzie nie ma albo jest znikoma emisja CO2, chciałby żyć w środowisku, gdzie produkowana jest czysta energia ze źródeł odnawialnych. Tymczasem koszty tej transformacji są tak duże,
że spowodują, iż gospodarka europejska będzie zupełnie nierentowna i niekonkurencyjna wobec światowych gospodarek. Zielonym Ładem i emisją CO2 nikt nie przejmuje się w Chinach, Stanach Zjednoczonych, Indiach, Brazylii czy Rosji. W związku z tym społeczeństwo europejskie w stosunkowo krótkim czasie przegra rywalizację ekonomiczną ze światem, co w rezultacie doprowadzi do zubożenia, czy wręcz pauperyzacji społeczeństw europejskich. Tak się zakończy ten ideologiczny projekt de facto wykluczania Europy.
Tym bardziej ta polityka unijna jest niezrozumiała,
że Europa w skali globalnej odpowiada jedynie za 7 proc. emisji CO2. Zatem to jest znikomy procent i wypruwanie sobie żył przez społeczeństwa europejskie niewiele zmieni, a na pewno nie uratuje planety, jak to niektórzy ideolodzy chcieliby widzieć. Ważne jest, żeby żyć w czystym ekologicznym środowisku, ale to musi być proces zrównoważony, przemyślany, na zasadzie ewolucji, a nie rewolucji, czyli ze szkodą dla społeczeństw europejskich. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie trzeba być prorokiem, żeby stwierdzić, że ideologiczna presja, związane z tym zubożenie społeczeństwa doprowadzą do tego, że wiele firm będzie bankrutowało, wzrośnie bezrobocie, wiele rodzin będzie miało problemy z utrzymaniem. I to jest,
jak widać, istotny problem. Dlatego działania unijnych decydentów, nieoparte o rzeczowe, wnikliwe analizy, wyliczenia, są zupełnie oderwane od rzeczywistości.
Kto wie, czy nie doprowadzą do zniszczenia nie tylko
Unii Europejskiej, ale też Europy i gospodarek państw europejskich.
Nic dziwnego, że wiele znanych firm ucieka z Europy i przenosi produkcję do Stanów Zjednoczonych czy Chin. Ktoś, nazywając ten proces niszczenia gospodarki, powiedział, że Europie wybijane są zęby.
Czy elity unijne nie widzą, że to wszystko zmierza do obniżenia pozycji Europy
w świecie?
– Gospodarka jest zawsze najbardziej czuła, jeśli
chodzi o rozmaite wstrząsy, a to, co chce wprowadzić zideologizowana Unia Europejska, jest właśnie wskaźnikiem braku racjonalności działania. Gospodarka powinna być z dala od ideologii, za to ma być związana
z ekonomią. Tymczasem inwestorzy, przedsiębiorcy, widząc, co się dzieje, kalkulują i w efekcie przenoszą się
z produkcją do innych krajów, na inne kontynenty, gdzie działalność, produkcja będą opłacalne. To jest przejaw zdrowego rozsądku, czysty rachunek ekonomiczny,
a nie ideologia podszyta brakiem jakiejkolwiek racjonalności. Te wszystkie plany, cele zeroemisyjności gazów cieplarnianych, a więc redukcja emisji CO2 na poziomie co najmniej 55 proc. do 2030 roku oraz cel nadrzędny: osiągnięcie neutralności klimatycznej do roku 2050 – to wszystko pociągnie za sobą ogromne wzrosty cen energii. Energia już jest droga i jeśli chodzi o Polskę, to gdyby nie tarcze wprowadzone przez rząd Zjednoczonej Prawicy, które obowiązują tylko do czerwca br., to ceny energii już dawno poszybowałyby w górę. Można też sobie wyobrazić, jak ceny energii wzrosną, jeśli będzie ona pozyskiwana tylko ze źródeł odnawialnych, bo koszty będą bardzo wysokie. I to jest problem a zarazem wyzwanie, przed którym stoi dziś Unia Europejska.
Jeśli protest w Warszawie nie przyniesie rezultatów, jeśli rząd nie poczyni żadnych kroków w kierunku odejścia od Zielonego Ładu, to 20 marca rolnicy mają zorganizować całkowitą blokadę kraju, najbardziej newralgicznych miejsc.
Czy Bruksela będzie w stanie się zreflektować, czy może ideologia wciąż będzie grać pierwsze skrzypce?
– Presja zawsze ma sens. Trzeba powiedzieć, że dzisiaj
w Polsce jest to protest nie tylko rolników, ale swoje niezadowolenie wyrażają także przewoźnicy, górnicy, leśnicy, myśliwi czy pszczelarze. Co więcej, do protestu przyłączył się także wspomniany już wcześniej NSZZ „Solidarność”. To pokazuje, że rozwiązania związane
z Europejskim Zielonym Ładem są absurdalne nie tylko
dla rolników, ale też dla wszystkich grup społecznych
czy zawodowych. Ten problem dostrzegają znacznie bogatsi rolnicy z krajów Europy Zachodniej, m.in. rolnicy francuscy, niemieccy, belgijscy czy holenderscy. Wszyscy widzą absolutny bezsens tych ideologicznych zmian, które już doprowadzają do nieopłacalności produkcji i bankructw. Tymczasem to dopiero początek tych rozmaitych lewackich pomysłów, a gdy Zielony Ład zostałby całkowicie wdrożony, to wydaje się, że europejskie rolnictwo upadnie, ponieważ dodatkowo nie wytrzyma konkurencji z Ukrainy i innych państw spoza Unii Europejskiej. To wszystko może i pewnie będzie powodowało niezadowolenie na jeszcze większą skalę, niż to obserwujemy teraz. Jest też presja, żeby podzielić rolników, bo są oni silną grupą, która może mieć wpływ na rząd. Dlatego próbuje się ograniczyć protesty
i polskim rolnikom już zabrania się wyrażać niezadowolenie w takiej formie, jak planowali. Temu – jak powiedziałem na początku – ma służyć zakaz wjazdu ciągników do centrum Warszawy, zakaz zarówno ministra Kierwińskiego, jak też prezydenta Rafała Trzaskowskiego. To pokazuje, że ta władza działa opresyjnie, ograniczając swobody obywatelskie. To jest coś niewyobrażalnego, biorąc pod uwagę, jak wyglądały protesty tzw. żółtych kamizelek we Francji, czy jak wyglądają protesty rolników w Niemczech czy Brukseli. Tam protesty przybierały formy radykalne, czasem drastyczne, a rolnicy w sposób zdecydowany wyrażali swoje niezadowolenie, domagając się respektowania swoich praw i racji. To pokazuje, że w tej chwili domaganie się embarga na ukraińskie zboże
i produkty rolne oraz odejście od Zielonego Ładu, od całej tej polityki klimatycznej, to są dzisiaj realne problemy
we wszystkich krajach europejskich.
Jak to się może zakończyć, czy Tusk, który był, jest i pewnie dalej będzie spolegliwy wobec Brukseli, może być rzecznikiem polskich rolników, czy też będzie ich zwodził. I czy to nie jest gra, biorąc pod uwagę, że prezydent Trzaskowski, z tej samej rodziny politycznej mówi, że mu „planeta płonie, planeta się kończy”?
– Donalda Tuska wszyscy znamy, wiemy, że jest cyniczny, wyrachowany, więc trudno oczekiwać, żeby był w stanie sprzeciwić się Komisji Europejskiej. Zatem w Polsce będzie mówił jedno, a w Brukseli będzie się zgadzał na wszystko, co powie Unia, na politykę europejskiego establishmentu
i będzie realizował ich postulaty, a nie postulaty polskich rolników. Zrobi wszystko, czego zażyczą sobie Bruksela
i Berlin. Podobnie Rafał Trzaskowski, który jest – zdaje się – jeszcze większym, wręcz radykalnym zwolennikiem Zielonego Ładu, co tylko potwierdza wypowiedź zacytowana przez pana redaktora. Widać to chociażby
po polityce, którą realizuje jako prezydent Warszawy,
gdzie ogranicza ruch w centrum Warszawy poprzez zwężanie jezdni, likwidowanie czy też ograniczanie
miejsc parkingowych. To wszystko służy pogorszeniu warunków funkcjonowania mieszkańców stolicy, a później także mieszkańców całej Polski. Ograniczenie ruchu niewiele zmieni, co najwyżej utrudni przemieszczanie się ludzi. Ponadto stojąc w korkach, samochody będą emitowały jeszcze więcej CO2, ale niektórym decydentom trudno to pojąć. To są decyzje niezrozumiałe, nie do końca przemyślane, ale jak wspomniałem wcześniej, są pod dyktando Unii Europejskiej. Dlatego nie wydaje mi się, żeby władze w Polsce cokolwiek zrobiły dla rolników poza pokornym wypełnianiem woli unijnych decydentów.