Rolniczy bunt musi skończyć się zwycięstwem
Wtorek, 27 lutego 2024 (21:37)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Rolnicy z całej Europy protestują przeciwko unijnej polityce. Wczoraj w Brukseli w pobliżu europarlamentu były tysiące rolników, pojawiło się blisko tysiąc ciągników, a dzisiaj przez Warszawę przeszedł marsz gwiaździsty rolników z całej Polski. Tylko że nikt z rolnikami, którzy wychodzą na ulice, nie chce poważnie rozmawiać.
– Nikt z rolnikami nie rozmawia, ale w Polsce, bo
w Brukseli czy w Unii Europejskiej jednak są jakieś ustępstwa. We Francji prezydent Emmanuel Macron, przyciśnięty do ściany przez rolników, częściowo wycofał się ze swoich pomysłów, tym samym próbując uspokoić antyrządowe nastroje. Także w Niemczech czy Holandii jest jakby większy respekt dla strajków rolniczych. Natomiast
w Polsce Donald Tusk czy minister rolnictwa Czesław Siekierski nie robią nic i kluczą, nie chcąc się narazić europejskim komisarzom, szefowej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen i całemu temu establishmentowi Unii Europejskiej, który poprzez kłamstwa, ataki na Zjednoczoną Prawicę, blokowanie unijnych środków wyniósł Tuska i całą „koalicję 13 grudnia” do władzy w Polsce. Teraz w imię wdzięczności Tusk i cała jego ekipa muszą milczeć wobec protestów rolniczych, żeby utrzymać jakiekolwiek relacje z Komisją Europejską. Ta władza nie szanuje rolników. Podczas dzisiejszego protestu, kiedy pochód dotarł przed Kancelarię Prezesa Rady Ministrów,
z delegacją rolników spotkał się jedynie szef KPRM Jan Grabiec, tylko że nic z tego nie wynika.
Pana zdaniem to wszystko są działania pozorowane?
– Tak sądzę, bo o żadnych konkretach rozwiązania sytuacji nic nie słyszymy. I trudno, żeby było inaczej, bo premier Tusk, a także minister Siekierski są ściśle związani
z Europejską Partią Ludową (EPL) – grupą rządzącą dzisiaj Unią Europejską. EPL wespół z zielonymi, liberałami
i socjalistami trzyma władzę i założyli sobie, że będą realizować Europejski Zielony Ład oraz pakiet „Fit for 55” – całą tę ideologiczną rewolucję, która jest niezwykle droga. Płacić za to wszystko mają m.in. rolnicy, przedsiębiorcy
i zwykli mieszkańcy Europy. Co ciekawe, nawet pod presją twórcy tych ideologiczno-klimatycznych projektów nie chcą się z tej drogi wycofać. Powodem jest to, że za tym wszystkim stoją potężne pieniądze, interesy także niektórych krajów, które produkują i handlują urządzeniami oraz sprzętem do fotowoltaiki, do farm wiatrowych. Liczy się więc biznes i kasa. Tusk tej linii się nie sprzeciwi. Tymczasem rolnictwo w Polsce opłaca się naszym rolnikom oraz Polakom, dlatego nie można zniszczyć tego jakże ważnego obszaru.
Dlaczego unijni macherzy, ludzie, którzy wymyślili całe to zielone szaleństwo
i wtłaczają je bez żadnych konsultacji, dzisiaj nie chcą wziąć odpowiedzialności za to, co zmajstrowali, tylko z uporem maniaka forsują te absurdalne pomysły?
– Przykładem polityka, który forsował te szaleńcze, pozbawione sensu i logiki, szkodliwe ideologiczne pomysły jest Frans Timmermans, który uciekł do Holandii i już nie chce startować do Parlamentu Europejskiego. Wyczuł, że zaczną się protesty, że ludzie zaczną się buntować przeciwko tej zielonej rewolucji. Widać, że Zielony Ład i pakiet „Fit for 55” były pomysłami ideologicznymi bez sensu, co więcej, nie zostały poprzedzone jakąkolwiek analizą finansową. Nigdzie nie ma konkretnych wyliczeń wskazujących koszty całej tej transformacji, wdrożenia tych pomysłów, co więcej, kiedy rozpoczęła się realizacja pakietu „Fit for 55” i całej tej polityki klimatycznej, to dopiero wychodzi na jaw, jakie to pociąga za sobą koszty. System ETS powoduje, że firmy, w tym energetyczne, ciepłownicze, są zmuszone do kupowania uprawnień do emisji CO2, co pociąga za sobą wzrost kosztów energii elektrycznej. I to jest jedna sprawa, druga dotyczy tego, że opowieść, iż odnawialne źródła energii są tanie, to jest bajka dla grzecznych dzieci, bo tylko koszty rozszerzenia systemu ETS na budynki, na paliwa domowe, na paliwa samolotowe burzą strategiczny porządek europejskich firm, które uciekają z Europy do Chin czy do Stanów Zjednoczonych. Powodem są koszty, którymi chce się je obarczyć, a w Chinach czy za oceanem takich obostrzeń nie ma. To powoduje też, że ubywa i będzie dalej ubywało miejsc pracy. Rzeczywiście, trudno dzisiaj w Unii Europejskiej znaleźć ludzi, którzy przyznaliby się, że pakiet „Fit for 55”czy Europejski Zielony Ład był błędem. Również tempo wprowadzania tych ideologicznych pomysłów jest niezwykle kosztowne. Do tego znakiem odstraszającym wielu przedsiębiorców, czy w ogóle państw, są zapowiedzi, że program nie zwalnia i będzie realizowany także w następnych latach. To razem powoduje, że firmy, mając na względzie koszty tych zielonych restrykcji, przestają inwestować w rozwój i uciekają z Europy. Również opowieści, że Unia da pieniądze na wszystko, się skończyły, bo jeśli np. w 2019 roku szacowano, że na politykę klimatyczną, energetyczną rocznie do 2030 roku trzeba będzie wydać 260 miliardów euro, to ja się pytam, jak to zrobić np. w 2024 roku, skoro budżet Unii Europejskiej łącznie, na wszystko, czyli na zdrowie, na infrastrukturę, badania naukowe itd., na cały rok wynosi 190 miliardów euro.
Kto ma uzupełnić ten deficyt?
– Z góry założono, że znaczną część kosztów klimatycznych poniesie zwykły Kowalski, zapłaci za to firma, zapłacą za to państwa narodowe, więc to rządy będą musiały znaleźć środki. I to wszystko, cały ten plan wychodzi dzisiaj jak szydło z worka. Co ciekawe, nie ma winnych i tylko zapada cisza, kiedy pytamy o koszty wdrożenia tych ideologicznych pomysłów. Mamy za to niecierpliwe czekanie na czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego i liczenie, że znów uda się dojść do władzy tej ideologicznej grupie, i przez kolejne pięć lat będą mogli przykrywać katastrofalne skutki swojego rządzenia.
Niektóre koszty tej całej transformacji są
z grubsza policzone, bo prezes Kaczyński
w niedzielę w Leżajsku mówił, że tylko termomodernizacja budynków może kosztować Polaków bilion złotych…
– Także w innych krajach są podobne wyliczenia, i tak
np. w Holandii tylko dokumentacja na docieplenie budynków będzie kosztowała miliardy euro, nie mówiąc już o kosztach realizacji. To wszystko, co przygotowała Unia Europejska, pokazuje, że mamy do czynienia z liberałami, socjalistami z EPL, z tzw. ludowcami, którzy, działając bez wyobraźni, wpadli w pułapkę swoich własnych ideologii, chorych, nierealnych założeń. Myśleli, że uda się im przebudować Europę i stworzyć zieloną wyspę, tymczasem okazuje się, że cierpi na tym gospodarka, że Europa się cofa pod każdym względem, a Chiny i Stany Zjednoczone rosną w siłę, są konkurencyjne wobec Unii Europejskiej
i wygrywają z nami tę rywalizację gospodarczą. Mam jednak nadzieję, że ta bezrefleksyjna, nieżyciowa polityka unijnych dyktatorów spowoduje ich przegraną w czerwcowych wyborach. Wcześniej jednak musimy dotrzeć do jak największej grupy ludzi, którzy są eurorealistami
i kierują się zdrowymi zasadami ekonomicznymi, a nie ideologią, i przekonać ich, że nie warto wspierać degradacji.
Polscy rolnicy mają konkretne postulaty: ograniczenie niekontrolowanego importu towarów rolno-spożywczych i uregulowanie spraw z Ukrainą oraz odejście od Zielonego Ładu…
– Wszyscy już wiedzą, że wprowadzenie embarga na produkty rolnicze z Ukrainy to jedyne lekarstwo, które może pomóc rolnikom w Polsce i w Unii Europejskiej. Wyegzekwowanie specjalnych zasad w stosunku do rolnictwa musi nastąpić, bo to nie kto inny, jak Komisja Europejska pozwoliła na ten wolny handel, na otwarcie rynku unijnego na produkty z Ukrainy. To na wniosek i za zgodą Komisji Europejskiej nastąpiło zakłócenie europejskiego rynku rolnictwa. Domyślamy się, że obok pomocy dla Kijowa, chodziło też o to, aby pomóc biznesowi, który funkcjonuje na Ukrainie w ramach ukraińskiego rolnictwa. Mam na myśli biznesmenów, spółki niemieckie, holenderskie, francuskie, także amerykańskie
i to dlatego Komisja Europejska milczy, nie chce się zgodzić na embargo na produkty rolnicze z Ukrainy, bo tam są ich ludzie, którzy robią interesy, czerpią zyski, którzy, kto wie, czy nie będą wspierać europejskich polityków
w kampaniach wyborczych w ich krajach.
Czym może się skończyć ten rolniczy bunt?
– On musi się skończyć zwycięstwem rolników, bo w innym wypadku elity europejskie, które rządzą dziś Unią, będą rządzić dalej. Zmiany są konieczne. Mam nadzieję, że do rolniczych protestów wkrótce dołączą leśnicy, myśliwi, także robotnicy, branża transportowa w całej Europie – wszystkie te obszary gospodarki Unii Europejskiej, które nie wytrzymują tempa tych ideologicznych zmian, i że powiedzą stanowcze „dość” EPL i liberałom. To powoli już zaczyna się dziać w krajach Europy Zachodniej, bo protesty przyciągają coraz większą uwagę zwykłych mieszkańców Unii Europejskiej, którym żyje się coraz gorzej i drożej. Ponadto spada opłacalność produkcji rolniczej, naturalną żywność próbuje się zastąpić robakami itd. To wszystko musi zaowocować zmianami rządów, kierunków polityki i rządzenia Unią Europejską.
Tylko czy dzisiejsza Unia jest zdolna do jakiejkolwiek refleksji?
– Przy obecnej władzy nie ma szans na jakąkolwiek refleksję. Musi to zrobić inna władza. Natomiast jeśli obecna władza w Parlamencie Europejskiej utrzymałaby swoją dotychczasową większość, będzie to oznaczało koniec gospodarki europejskiej. Trzeba więc postawić tamę centralistycznemu państwu europejskiemu, którego plany budowy są coraz bardziej forsowane, gdzie, poza czołowymi państwami typu Niemcy czy Francja, inni będą zmuszeni pokornie wykonywać polecenia i siedzieć cicho – jak to kiedyś w stosunku do Polski mówił prezydent Francji Jacques Chirac, że Polacy „stracili dobrą okazję, aby siedzieć cicho”. Sądzę, że ludzie, jeśli zacznie zaglądać im w oczy drożyzna, mogą się przekonać, czym tak naprawdę jest Unia Europejska w obecnym ideologicznym wydaniu.
Polscy rolnicy spotkali się dzisiaj
z marszałkiem Hołownią, ale – jak mówią – ten człowiek nie ma pojęcia o rolnictwie
i poza okrągłymi słówkami z tego spotkania nic nie wynika. Za to przed Sejmem na powitanie rolników ponownie pojawiła się policja i barierki, których zgodnie z zapowiedzią Hołowni miało nie być?
– Uśmiechnięta Polska Hołowni odchodzi w niebyt, ale to pokazuje, kim jest Szymon Hołownia, jak słabo zorientowanym jest politykiem. Sejm to nie scena programu „Mam talent”, tu nie wystarczą opowiastki
i lansowanie siebie. To było dobre na początek, ale na dłuższą metę staje się to nudne. Rzeczywistość skrzeczy
i to nie tylko w przypadku Hołowni, ale całego tego „rządu 13 grudnia”, który wręcz ucieka, chowa się przed rolnikami, czego wyrazem są chociażby te barierki przed Sejmem. Ale ten rząd, ta władza się nie zmieni, bo rząd Tuska jest rządem europejskim, a nie polskim, i widać to na każdym kroku. Przykładów jest cała masa, jak np. odsuwanie decyzji o budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego czy energetyki jądrowej, problemy
z poprawą żeglowności rzek, w tym Odry, czy pod pretekstem rewizji kontraktów zbrojeniowych wstrzymywanie rozbudowy polskiej armii. Gołym okiem widać, że ta władza ma za zadanie działać tak, żeby Polska nie rosła w siłę, żeby była krajem posłusznym dyktatowi niemieckiemu. Tylko że na to nie ma zgody.