• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Ten zły czas dla Polski minie

Sobota, 24 lutego 2024 (18:49)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wojciechem Polakiem, historykiem, zastępcą przewodniczącego Kolegium IPN

Jak należy czytać decyzję Ministerstwa Obrony Narodowej odnośnie do mianowania aktywisty PZPR-owskiego i funkcjonariusza Wewnętrznej Służby Wojskowej – organu represyjnego PRL, gen. rezerwy Bogusława Packa, dyrektorem Muzeum Wojska Polskiego?

– Muszę przyznać, że przyjąłem tę decyzję z ogromnym zdziwieniem. Dla mnie człowiek, który – jak pan redaktor słusznie zauważył – był ściśle związany z poprzednim systemem, nie powinien piastować tak zaszczytnego stanowiska. Zwłaszcza że Muzeum Wojska Polskiego jest placówką, która powinna kształtować postawy patriotyczne, oparte na prawdziwej i rzetelnej historii, powinna kultywować pamięć i oddawać cześć naszym narodowym bohaterom, bohaterom polskiej wolności, także tym walczącym z systemem komunistycznym – Żołnierzom Niezłomnym. Dlatego nie bardzo sobie wyobrażam, żeby człowiek, który robił karierę w systemie komunistycznym, miał stać na czele instytucji tak ważnej dla nas, Polaków.

Co zatem ta nominacja gen. Packa oznacza?

– Podobnych decyzji mamy więcej i widzimy, że ludzie poprzedniego systemu wracają do łask, np. do środków społecznego przekazu, do rozmaitych instytucji publicznych. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy i wszędzie, ale takich przypadków jest więcej. Widać, że to jest jakaś linia polityczna, a celem doraźnym tego typu działań jest utrzymywanie przez Donalda Tuska tej koalicji rządowej, „koalicji 13 grudnia”, w której jest także Lewica – formacja, która jednak zachowała niemało sentymentu do PRL-u. Jest to więc także coś w rodzaju haraczu wypłacanego tej części sceny politycznej. Z drugiej strony myślę, że jest to zjawisko mające szerszy kontekst, bo dla Donalda Tuska, dla jego środowiska politycznego sprawy dotyczące kultywowania polskiej tradycji, naszej przeszłości, krzewienia wartości – nie mają żadnego znaczenia. Dlatego nie ma też znaczenia kto i z jaką przeszłością będzie stał na czele instytucji typu Muzeum Wojska Polskiego. To pokazuje także wizję przyszłości, którą ekipa Tuska będzie próbowała wpajać polskiemu społeczeństwu, gdzie znika pojęcie prawdy historycznej, problem rzetelnego przedstawiania czy wyjaśniania przeszłości oraz przyszłości. To dla obecnej władzy jest mało ważne, stąd nie spodziewałbym się, że kwestie dotyczące naszej przeszłości, np. PRL-u, będą nadal badane i wyjaśniane.

Na czele MON-u stoi dzisiaj szef ludowców – partii z ambicjami, która określa siebie formacją tożsamościową. Zatem gdzie w nominacji gen. Packa jest to podejście patriotyczne, tożsamościowe, jak to pogodzić?            

– Z tymi ludowcami to ja byłbym ostrożny. Oni, owszem, określają siebie jako formacja tożsamościowa, jako przedstawiciele polskiej wsi, licząc na poparcie środowiska wiejskiego, które pod wieloma względami jest konserwatywne, związane z wartościami chrześcijańskimi i nastawione tradycyjnie patriotycznie. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że PSL to jest partia, której kadry w dużym stopniu nie mają nic wspólnego z rolnictwem, albo jest to swoista biurokracja wiejska oparta na ludziach poprzedniego systemu. Nie chcę powiedzieć, że wszyscy, ale można spotkać bardzo wiele właśnie takich osób. I ten sposób myślenia podobny do lewicowego jest obecny wśród wielu działaczy tej partii.

Jak się przeciwstawić temu rozkładowi wartości moralnych w różnych obszarach, tej destabilizacji państwa, jaką forsuje Tusk ze swoją „koalicją 13 grudnia”? Profesorowie Wysocki i Cenckiewicz w formie protestu przeciw nominacji gen. Packa zrezygnowali z członkostwa w Radzie Muzeum Wojska Polskiego…

– Trudno w tym wypadku dać jedną receptę. Jednak myślę, że warto wrócić do doświadczeń czasów minionych. Otóż przypomnijmy sobie, że kiedy Jaruzelski z WRON-ą wprowadził stan wojenny w Polsce 13 grudnia 1981 roku, to chwilę później, w roku 1982, opracowano kodeks postępowania – mianowicie, jak się zachować w warunkach stanu wojennego, bo tylko z pozoru była to rzecz oczywista i prosta. Wydaje mi się, że także dzisiaj taki kodeks postępowania powinien powstać – zwłaszcza że jego pewne niepisane normy zaczynają się już pojawiać. Na przykład, że nie można, nie należy zasiadać w radzie instytucji, na której czele stawia się ludzi dawnego systemu komunistycznego. Ludzie nastawieni patriotycznie nie powinni występować w przechwyconych i zawłaszczonych w sposób nielegalny, bezprawny przez władzę Tuska, przez pułkownika Sienkiewicza, mediach tzw. publicznych, a więc nie powinni gościć w neoradiu, neotelewizji, gdzie dzisiaj pod pozorem wiadomości są nadawane rozmaite materiały propagandowe. Ja nie występuję już w obecnej telewizji publicznej, ani też w radiu publicznym i jeśli nawet dostanę taką propozycję, to ją odrzucę. Tak czy inaczej myślę, że potrzebny jest cały szereg norm zachowań, które należy wprowadzić wobec zaistniałej sytuacji. Sądzę, że dobry byłby też bojkot towarzyski niektórych osób, które działają w sposób szczególnie bezprawny, postępują w sposób niegodziwy, cyniczny, szyderczy i działają na szkodę Polski i Polaków.

Czy taka postawa, niekoniecznie widoczna, może przynieść jakiś efekt?

– Owszem, jest to poniekąd prawda, że na co dzień tego typu sprzeciw nie będzie dostrzegany, nie przyniesie spodziewanego efektu. Choroba, jaką zostało zarażone państwo polskie przez ekipę Tuska, wymaga dłuższego leczenia, wychodzenie z tego stanu będzie wymagać czasu. To jest choroba na lata i z pewnością poniesiemy ofiary, będą straty, państwo polskie ucierpi, ludzie zubożeją. Spore straty poniosą także ludzie myślący w sposób patriotyczny, propolski. Dlatego jak minie ten zły czas dla Polski, bo minie, to trzeba będzie z mozołem nadrabiać to, co zostało stracone. I z tym wszystkim musimy się liczyć. Jednocześnie trzeba robić wszystko, żeby te straty były jak najmniejsze, trzeba zachowywać się przyzwoicie, trzeba się organizować i demonstrować swoje niezadowolenie, swoją dezaprobatę wobec działań tej władzy, która szkodzi Polsce. Trzeba ujawniać wszystkie fakty, trzeba też wykorzystywać te możliwości, które mamy jako społeczeństwo, jako Naród i przedstawiać prawdziwą, rzeczową, dogłębną analizę polityczną oraz skutki tego, co nas czeka w wyniku wprowadzanych „reform”. To bezrefleksyjne, a wręcz wiernopoddańcze otwarcie się Tuska na Unię Europejską, zgoda na pakt migracyjny, a co za tym idzie relokację nielegalnych imigrantów oraz popieranie budowy superpaństwa europejskiego, a jednocześnie wstrzymywanie czy też zaniechanie inwestycji o strategicznym znaczeniu takich jak Centralny Port Komunikacyjny czy port kontenerowy na wyspie Uznam, to wszystko działa na szkodę oraz bezpieczeństwo Polski i Polaków. I temu musimy się przeciwstawić.

Tylko jak?  

– To, co się dzisiaj dzieje w Polsce, przypomina mi stan wojenny, dlatego niezbędna jest działalność taka, jaką podejmowaliśmy i prowadziliśmy w tamtym czasie. W stanie wojennym najważniejszą formą działalności podziemnej była informacja i docieranie z przekazem do Polaków. Służyła temu prasa podziemna, pisma, ulotki. Przypomnę, że w latach 80. w samym podziemiu wyszło około siedmiu tysięcy tytułów, za którymi często kryły się gigantyczne jak na owe czasy nakłady – często nawet wyższe niż osiągają dzisiaj tygodniki. Oczywiście czasy się zmieniły i dzisiaj to nie może być działalność taka jak w stanie wojennym, gdzie pisma, ulotki były drukowane na powielaczach czy prymitywnych maszynach. Dzisiaj możliwości są dużo większe, jest internet, póki jeszcze można go używać, póki mogą działać telewizje Trwam, Republika czy rozgłośnie radiowe, póki można oficjalnie wydawać gazety czy tygodniki o charakterze konserwatywnym, patriotyczne, uczciwe, to trzeba to robić, z tych źródeł informacji rzetelnej należy korzystać. Natomiast jeśli i to zostanie zablokowane, bo – mając doświadczenia z przejmowania przez tę władzę TVP czy Polskiego Radia – i tego można się spodziewać, to trzeba będzie się przerzucić – nazwijmy to umownie – na powielacze, które dzisiaj z powodzeniem zastąpią nowoczesne urządzenia, i zacząć rozpowszechniać prawdę w inny niż dotychczasowe medialne sposoby.

Jakich scenariuszy możemy się spodziewać?

– Scenariusze mogą być różne. Nie można wykluczyć blokady stacji telewizyjnych czy radiowych, wyłączenia sygnału, jak to miało miejsce w przypadku napaści na Telewizję Polską. Pod byle jakim pretekstem można też wyłączyć internet, można wytoczyć procesy sądowe pod dowolnym pretekstem i zablokować środki społecznego przekazu. Musimy być przygotowani na różne scenariusze i nie dać się zaskoczyć.

Atmosfera naszej rozmowy – nie bez przyczyny – zrobiła się konspiracyjna, tymczasem w Polsce, w której władza w sposób pozaprawny zawłaszcza kolejne instytucje państwa, gościła wczoraj szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która chwali Tuska i odkrywa, że teraz pod jego rządami w Polsce jest wreszcie praworządność. To jakaś kpina?

– To nic innego jak zakłamywanie rzeczywistości, bo to właśnie teraz w Polsce mamy – jak niektórzy to słusznie określają – system autorytarny, natomiast osobiście uważam, że mamy system z elementami totalitarnymi. Dlatego te słowa przewodniczącej Komisji Europejskiej to jest kpina i szyderstwo z Polski i Polaków. Przecież od początku było wiadomo, że Unia Europejska od Polski wcale nie domaga się respektowania zasad praworządności, bo ta praworządność w naszym kraju za rządów Zjednoczonej Prawicy była respektowana na dużo wyższym poziomie niż np. w Niemczech, które od lat są krajem pozbawionym praw i rządzonym w sposób autorytarny. Zatem Polska za rządów Prawa i Sprawiedliwości była najbardziej praworządnym krajem w Europie. Teraz jednak, po objęciu rządów przez Tuska i jego „koalicji 13 grudnia”, nastąpiła całkowita zapaść tejże praworządności. Bruksela to widzi, ale nie reaguje, wprost przeciwnie – chwali obecną władzę za przywracanie praworządności, bo od samego początku Berlinowi i Brukseli chodziło o to, żeby pod pretekstem rzekomo łamanej praworządności obalić rząd Zjednoczonej Prawicy i doprowadzić do przejęcia władzy przez Donalda Tuska i jego ekipę, co rzeczywiście udało się zrealizować. Teraz środki unijne, których wypłata szumnie została zapowiedziana przez Ursulę von der Leyen, mają być nagrodą dla Tuska. I od początku taki był scenariusz. Przy czym organizuje się konferencję, mówi się o wielkich sumach... tymczasem czekamy, niech te pieniądze wpłyną na konto Polski, bo w mojej ocenie w tym całym spektaklu więcej jest propagandy niż faktów. Obawiam się, że jak przyjdzie co do czego, to niewiele z tej finansowej pomocy zobaczymy. Poczekajmy więc, jaki będzie efekt końcowy, ile prawdy jest w tej zapowiedzi, że środki unijne dla Polski zostały odblokowane i że je otrzymamy, a na ile był to dobrze wyreżyserowany spektakl na potrzeby Tuska.

              Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki