• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Tusk nie zrobi nic dla polskich rolników

Czwartek, 22 lutego 2024 (20:59)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Wołodymyr Zełenski zaapelował do Donalda Tuska o spotkanie na polsko-ukraińskim pograniczu, prosił też prezydenta Andrzeja Dudę o wsparcie tego dialogu. Czemu miałoby to służyć i czy nie jest to tylko zagrywka marketingowa prezydenta Ukrainy, a nie próba rozwiązania problemu?

– Przede wszystkim nie wygląda dobrze, jeśli prezydent jednego kraju rozmawia z innym krajem za pośrednictwem mediów czy za pomocą publicznych apelów, bo to oznacza, że nie działa dyplomacja – w tej chwili także polska dyplomacja. Sytuacja jest bardzo złożona, bo jesteśmy krajem przyfrontowym i ponosimy gigantyczne skutki wojny trwającej na Ukrainie. Przypomina to sytuację bezpośrednio sąsiadującego z Syrią Libanu, który ponosi ogromne skutki wojny na Bliskim Wschodzie. I my również – biorąc pod uwagę sąsiedztwo z Ukrainą napadniętą przez Putina – ponosimy i ponosić będziemy skutki tej wojny. Dzisiaj premierem jest Donald Tusk i to polska dyplomacja powinna działać wobec słusznych protestów naszych rolników, które obejmują także pogranicze polsko-ukraińskie. Do tego dochodzi Europejski Zielony Ład i skrajnie nieodpowiedzialna polityka unijna, która tylko potęguje trudności oraz polityka swobodnego przepływu towarów między Unią Europejską a krajami spoza Unii – w tym wypadku z Ukrainą. Zbrodniarz Putin wobec sytuacji, jaka ma aktualnie miejsce, tylko zaciera ręce. Zatem problem jest bardzo złożony, którego zupełnie nie ogarniają Donald Tusk i szef dyplomacji Radosław Sikorski, nie wysyłając żadnych komunikatów co do rozwiązania tej sytuacji. Zresztą Tusk – mimo apeli rolników – nawet nie ruszy się, żeby spotkać się z protestującymi, wysłuchać ich racji.

Tusk jest nieobecny we wszystkich sprawach niewygodnych, które załatwiają za niego inni, tacy jak Bodnar czy Sienkiewicz. Dziś jednak zabrał głos, zapowiadając wpisanie przejść granicznych na listę infrastruktury krytycznej…   

– To prawda. Dodatkowo ta sprawa jest dla Tuska trudna, która go absolutnie przerasta, ale z drugiej strony w sposób cyniczny wykorzystuje tę sytuację. Jeśli nie on sam, to dlaczego nic nie robi Sikorski, który odwiedza wszystkie możliwe miejsca w Europie, ale nie próbuje rozmawiać ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, aby rozwiązać tę sprawę i dać pozytywny komunikat dla protestujących. Sytuacja jest bardzo złożona, ale nie może być tak, że z tego, co się dzieje, z tego chaosu, będzie czerpał satysfakcję Putin. I to jest pierwsza sprawa. Po drugie, jeśli prezydent Zełenski formułuje swoje komunikaty poprzez media, może oznaczać to klincz, jeśli chodzi o stosunki dyplomatyczne, i to jest groźne. Musimy też pamiętać, że partia prezydenta Zełenskiego jest wspierana w Parlamencie Europejskim przez Renew Europe, czyli Grupę Odnowić Europę, która obok socjalistów jest formacją najbardziej zaangażowaną w proces wtłaczania Zielonego Ładu. I to m.in. przeciwko tej partii (obok socjalistów) występowali holenderscy i francuscy rolnicy. W tej sytuacji ważny jest także apel do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, także do tego unijnego skrzydła, które forsuje Zielony Ład obciążający nas w gigantyczny sposób. Trzeba więc rozmawiać, a nie zagadywać rolników i próbować ich siłą pacyfikować, bo takie zagrożenie zdaje się też istnieje, biorąc pod uwagę decyzję Tuska, który dzisiaj ogłosił wpisanie przejść granicznych na listę infrastruktury krytycznej. To może oznaczać próbę pacyfikacji, siłowego rozwiązania problemu protestów rolników, którzy przecież dbają o nasze bezpieczeństwo żywnościowe. Tusk jest z jednej strony bierny, a ta jego dzisiejsza aktywność i zapowiedź wpisania przejść granicznych z Ukrainą oraz prowadzących do nich dróg oraz torów kolejowych na listę infrastruktury krytycznej, co ma – jak zapowiedział – zapewnić ciągłość dostaw sprzętu wojskowego, w mojej ocenie wcale nie zmierza w kierunku rozwiązania problemu na korzyść naszych rolników. Nie wspomnę już o komunikatach ministra rolnictwa Czesława Siekierskiego, które przy tak ostrej fazie konfliktu są wysoce niewystarczające.  

Czy prezydent Zełenski nie próbuje zrzucić odpowiedzialności na Polskę, podczas gdy to Bruksela stoi za decyzją o otwarciu rynku unijnego na wyroby z Ukrainy?

– To jest apel przywódcy, w którego kraju toczy się pełnoskalowa wojna wywołana przez Putina i Rosję. Taki oficjalny głos zawsze jest odbierany przez międzynarodową opinię publiczną i jest brany pod uwagę. W tym momencie – słuchając apelu Zełenskiego – rzeczywiście można odnieść wrażenie, że to Polacy ponoszą winę za to, co się w tej chwili dzieje. Tylko, że tak absolutnie nie jest, bo my ponosimy takie same skutki tej wojny i konsekwencje unijnej polityki rolnej. Nikt nie ma pretensji do narodu ukraińskiego, o czym świadczy pomoc zarówno ta humanitarna, jak i każda inna, również militarna, której skala jest ogromna. Nic zatem nie wskazuje, żeby Polacy ponosili jakąkolwiek winę czy odpowiedzialność, bo to my, w tym wypadku rolnicy, doświadczamy skutków trwającej wojny. Dlatego musi być tutaj wdrożona polityka i zaangażowanie Unii Europejskiej. Jednak do tej pory mimo wojny, mimo piętrzących się problemów Unia nie pomaga. Co więcej, programami typu Zielony Ład czy liberalizacją handlu z Ukrainą, a więc całkowitym otwarciem unijnego rynku na produkty rolne lub brakiem choćby tymczasowych regulacji, bądź też brakiem włączenia się w rozwiązanie tego palącego problemu pokazuje, że ma za nic problemy tak ważnej branży jak rolnicza. Przypomnę też, że rolnicy m.in. z Belgii, Francji czy Holandii protestowali u wrót Parlamentu Europejskiego w Brukseli, a także w Strasburgu, i Unia nic z tym nie zrobiła. Myślę więc, że to, co się dzisiaj dzieje – te protesty rolnicze – powinny być artykułowane w Brukseli. Natomiast zwracanie oczu międzynarodowej opinii publicznej, w kontekście obarczania winą Polaków, jest absolutnie nie na miejscu, jest krzywdzące i nieprawdziwe. My, Polacy, już ponosimy skutki, a także koszty toczącej się wojny. Dlatego tworzenie atmosfery niechętnej Polsce i polskim rolnikom jest na rękę Putinowi, który tylko na to czeka.

Tyle tylko, że teraz nie bardzo kto ma dbać o interesy Polski i polskich rolników na arenie unijnej...

– Dokładnie, tu potrzebna jest sprawna dyplomacja polskiego rządu i samego Donalda Tuska, który rzekomo wszystko może w Unii Europejskiej, tymczasem może tyle, że do tej pory nic nie załatwił dla Polski. Owszem, klepią go po plecach, ale w moim odczuciu traktują go jak chłoptasia, który jest im potrzebny do przeprowadzenia wszystkich unijnych projektów, a więc centralizacji Unii Europejskiej, Zielonego Ładu. Tusk ma się nie buntować, bo w innym wypadku nie dostanie unijnych pieniędzy, tylko że tych pieniędzy – jak z Krajowego Planu Odbudowy, które po zapowiedziach Tuska miały być zaraz po wyborach – jak nie było, tak dalej nie ma, podobnie jak nie ma cofniętego artykułu 7 przeciw Polsce. Nie bądźmy więc naiwni, Tusk sobie nie radzi, Tusk nic nie zrobi dla Polski.

Chciałbym się jeszcze skupić na słowach Zełenskiego, czy nie próbuje nam i światu mydlić oczu, mówiąc, że w otwarciu rynku dla ukraińskich produktów chodzi o byt ukraińskich rolników? Przecież na Ukrainie nie ma rolnictwa typowego dla Polski, tylko są gospodarstwa wielkoobszarowe, a ukraiński rynek rolny zdominowany jest przez agroholdingi amerykańskie, niemieckie czy holenderskie…

– Ukraina wciąż boryka się z korupcją, która jako pozostałość po ZSRS jest tam wciąż bardzo silnie obecna we wszystkich sferach życia. Działania rozmaitych grup są nieakceptowalne w demokratycznym świecie. I Zełenski powinien sobie zdawać sprawę, jeśli rolnicy, i to nie tylko polscy, zwracają uwagę, że na Ukrainie działają na ogromną skalę agroholdingi, gdzie udziały mają bogaci i wpływowi udziałowcy tych holdingów spoza Ukrainy funkcjonujący w obrocie nie tylko Unii Europejskiej. Na to nie można przymykać oczu. Dlatego – w sytuacji, kiedy z powodu wojny cierpią zwykli ludzie – formułowanie takiego komunikatu obliczonego na litość, z jakim wystąpił prezydent Zełenski, który nie baczy, że jednak są to interesy potężnych agroholdingów, jest z gruntu nieuczciwe. Tak jak już wspomniałam, cały problem jest bardzo złożony, ale jeśli idzie o państwo polskie, o nasze interesy, jeśli chodzi o byt polskich rolników, a więc nas wszystkich, to tutaj musi zadziałać odpowiedzialna dyplomacja. Tylko, że Polska w wydaniu Radka Sikorskiego, także w wydaniu Donalda Tuska, nie może liczyć na taką dyplomację. Tusk, mimo że protest rolniczy trwa już jakiś czas, nie pofatygował się, aby porozmawiać z rolnikami, żeby pochylić się nad tym problemem. Tusk ten problem pozostawił ministrowi Siekierskiemu, który sobie nie radzi.

Prezydent Zełenski w swoim apelu mówi o dialogu. Tylko jak wygląda ten dialog polsko-ukraiński, skoro wciąż nie usłyszeliśmy słowa przepraszam za ludobójstwo na Wołyniu, nie ma też zgody na ekshumacje polskich ofiar ukraińskich zbrodni? Swoją drogą, rząd Zjednoczonej Prawicy także – mimo okazji – nie wymógł tego na Ukraińcach. A Zełenski, zdaje się, również zapomina, co Polska zrobiła i robi dla Ukrainy, Ukraińcy chyba też, bo ich pozytywna ocena Polski ostatnio spadła…

– To prawda, niezałatwienie zaszłości, brak konsekwencji odbija się na nas negatywnie. Ukraińcy patrzą tylko przez pryzmat swoich interesów, interesów swojego narodu, a my wiemy też, że Ukraina walczy o swoją niepodległość. Niemniej jednak to nie zwalnia nas z dążenia do realizacji naszych słusznych racji, a nasze interesy absolutnie nie mogą wyjść z orbity troski władzy. Uważałam i uważam, że mimo tej pełnoskalowej wojny, gdzie powinniśmy Ukrainie pomagać się bronić przed rosyjską nawałą, co jest oczywiste, bo jest to też w interesie Polski, nie wolno nam  nie zabiegać o to, by wybrzmiały prawda historyczna, żeby i Ukraińcy stanęli w prawdzie. To nie jest coś, co musi czekać na odpowiedni czas, co może być odkładane w nieskończoność. To jest kwestia woli, i wcale to nie jest trudne. Przecież stanąć w prawdzie, jeśli chodzi o ludobójstwo dokonane na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, kiedy jest tyle dokumentów, świadectw, jest zgromadzony olbrzymi materiał świadczący o winie Ukraińców, nie powinno być problemem. Odwracanie głowy od tej prawdy, unikanie przeproszenia, a co za tym idzie utrudnianie pojednania, które się nie dokona bez pełnej prawdy o zbrodni i uznania win, nie służy budowaniu dobrych wzajemnych relacji. Dlatego brak tego ze strony władz ukraińskich, i to w momencie, kiedy jak żaden inny kraj Polska i Polacy zaangażowali się po stronie walczącej Ukrainy, jest niezrozumiałe. Ale to był już poważny sygnał, który powinien nam dać wiele do myślenia.

Czy w jakimś sensie jednak nie jesteśmy sobie sami winni?

– Tuż przed napaścią rosyjską na Ukrainę na Śląsku rozpisany został konkurs o Wołyniu i pamięci ofiar ludobójstwa ukraińskiego dla młodzieży „Pamięć, nie zemsta” – pod moim patronatem. Niektórzy profesorowie wystąpili przeciwko mnie, przesłano mi nawet apel, żeby z tego zrezygnować, bo wybuchła wojna, że Ukraina walczy i że tylko Putin będzie się z tego cieszył. Jednak się nie cofnęłam i jak się okazało miałam rację, bo wiedziałam, że właśnie rezygnacja będzie na korzyść Putina. Stanąć w prawdzie, na gruncie prawdy historycznej trzeba zawsze – niezależnie od okoliczności. Skoro mimo wojny, mimo naszego ogromnego wsparcia, które cały czas trwa, po stronie ukraińskiej wciąż są uniki, nadal nie ma zgody na ekshumacje, kiedy to się nam utrudnia, nie pozwalając rodzinom godnie pochować swoich krewnych zamordowanych przez OUN-UPA, wygląda to bardzo źle. Warto się też zastanowić, jak traktowani są Polacy na Ukrainie, polscy księża, polskie parafie, polskie świątynie, które mimo zabiegów wciąż nie powróciły do właścicieli, do społeczności rzymskokatolickiej. Skoro jesteśmy dla Ukrainy partnerem, to nie możemy być w ten sposób traktowani. Co więcej, powinniśmy pamiętać, że jeśli chcemy być traktowani z szacunkiem, to najpierw sami musimy siebie szanować, a w szczególności zachowywać pamięć historyczną o mordach niewinnych dzieci przybijanych w bestialski sposób do płotów czy drzew, i dbać o tę pamięć. To były niewyobrażalne zbrodnie, dlatego trzeba być wyzutym z wszelkich norm człowieczeństwa, żeby tego nie uznawać, co więcej, żeby – jak to wciąż niestety bywa – gloryfikować ludobójców: Banderę czy Szuchewycza. Od Ukraińców nikt nie żąda reparacji, tylko uznania win oraz ekshumacji i godnego pochówku ofiar zbrodni.   

Dziękuję za rozmowę.   

 

     

Mariusz Kamieniecki