Polski premier nie może kłaniać się Niemcom
Środa, 14 lutego 2024 (20:51)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
I stało się… Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego, przyjęła pakt o migracji i azylu. Co to oznacza?
– Zgodnie z zapisami paktu migracyjnego każdy kraj przyjmuje na siebie zobowiązanie do przyjęcia określonych kwot migrantów. Owszem, można tego uniknąć i się wykupić. Jednak za każdego nieprzyjętego migranta trzeba będzie zapłacić, i to słono, bo 20 tysięcy euro. To pokazuje, że wraz z przyjęciem paktu migracyjnego, za którym głosowali europosłowie koalicji tworzącej rząd Donalda Tuska, strona polska zaciąga zobowiązania.
Tylko że Tusk w czasie kampanii zarzekał się, że Polska nie będzie przyjmowała migrantów.
– Tusk mówił i deklarował różne rzeczy, natomiast inną kwestią pozostaje to, czy się z tego wywiązuje. Rzeczywiście, jeśli chodzi o pakt migracyjny, wskazywał, że nie zgodzi się na przyjęcie migrantów do Polski, i dzisiaj widzimy, że został przyłapany na kolejnym kłamstwie. Naszym zadaniem, zadaniem europosłów Zjednoczonej Prawicy, jest mówić o tym głośno – także że jest to ogromnie niebezpieczne dla Polski.
Unijna komisarz spraw wewnętrznych Ylva Johansson mówi o gotowości przyjęcia nawet 4,5 miliona migrantów rocznie?
– Tym samym komisarz Johansson wysyła komunikat do przemytników ludzi, że można kontynuować ten proceder
i dobrze na tym zarabiać. Poniekąd jest to też sygnał, że przestępcy trudniący się przemytem mogą spać spokojnie, że mogą czuć się bezkarni i dalej gmatwać międzynarodowe relacje, sytuację w poszczególnych państwach. To, co robi komisarz Ylva Johansson, w ogóle co robi Komisja Europejska, jest obłudne i będziemy to nagłaśniać. Stawiając jasno sprawę, będziemy pokazywać dwulicowość Donalda Tuska, całej tej „koalicji 13 grudnia” oraz lewicowo-liberalnej ekipy, która rządzi dzisiaj Unią Europejską. Tak na marginesie, komisarz Johansson jest politykiem lewicy europejskiej i wysuwając tego typu projekt, spełnia postulaty tej lewackiej większości m.in.
w zakresie wymazania kwestii narodowych, likwidacji państw narodowych i chce budować nową historię Unii Europejskiej, nowe społeczeństwo, przy udziale ludzi innych kultur, spoza Europy. To jest program polityczny tych lewackich elit, ale przy okazji, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, pokazali swoje plany, odkryli swoją prawdziwą twarz. Natomiast naszym zadaniem będzie przekonywanie Polaków, że złą decyzją jest stawianie na polityków, którzy w ten sposób postępują
i oddawanie na nich głosu, bo to zaszkodzi Polsce.
Polska od czasu rosyjskiej napaści na Ukrainę przyjęła pod swój dach miliony uchodźców wojennych. Czy w związku z tym możemy liczyć na jakiś przywilej i – dajmy na to – zwolnienie z obowiązku przymusowej relokacji imigrantów?
– Bardzo w to wątpię, czy z tego tytułu będą jakieś ulgi dla Polski. Owszem, będziemy prezentować taką narrację i te kwestie oczywiście podnosić. Natomiast tzw. przychylność, wręcz uniżenie obecnych władz, polskiego rządu wobec Komisji Europejskiej i w ogóle instytucji unijnych, będą tu przeszkodą. Przy tym spolegliwym rządzie Tuska będziemy jedynie ślepymi wykonawcami poleceń unijnych i to jest bardzo niebezpieczny sygnał.
Czy ci, którzy głosowali na „koalicję 13 grudnia”, w ogóle zdają sobie sprawę, co oznacza brukselski projekt migracyjny klepnięty przez rząd Tuska?
– Warto nadmienić, że chodzi tu zarówno o Platformę czy Koalicję Obywatelską, ale także o pozostałych koalicjantów rządu Tuska, jak Trzecia Droga, a więc PSL Kosiniaka-
-Kamysza i Polskę 2050 Szymona Hołowni oraz o Lewicę Włodzimierza Czarzastego, którzy działają razem i nie mogą się przerzucać odpowiedzialnością, bo wszyscy jednakowo tkwią w tym układzie. To są formacje i politycy, którzy w czasie kampanii wyborczej nie mówili prawdy, którzy celowo rozmijali się z faktami. Dla Polski to jest koalicja destrukcji gospodarczej i nie tylko. Proszę tylko zwrócić uwagę, co wyprawiają, jeśli chodzi o projekty gospodarcze, takie jak chociażby energetyka jądrowa, co się dzieje, jeśli chodzi o kontynuację projektów zbrojeniowych, także jeśli chodzi o poprawę żeglowności polskich rzek, wreszcie co ta ekipa wyczynia wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego, próbując utrącić, a przynajmniej utrudnić, odwlec realizację tego projektu tak bardzo potrzebnego Polsce.
Wygląda na to, że Polacy muszą doświadczyć na sobie, komu powierzyli rządy, i na własnej skórze odczuć koszty tej irracjonalnej polityki Tuska i spółki, żeby zrozumieć błąd?
– Niestety, ale na to wychodzi. To będzie koalicja drożyzny energetycznej, koalicja odchodzenia od niezależności gospodarczej oraz suwerenności politycznej Polski. To jest koalicja lewicowo-liberalna, która realizuje ślepo program lewicy i liberałów brukselskich. Rządzący dziś Polską nie mają na względzie rozwoju Polski, wzrostu pozycji gospodarczej Polski, ale ślepo zapatrzeni w lewackie wzorce w Unii, chcą podążać ich śladem. To się może skończyć bardzo źle dla Polski. Tym bardziej, przy okazji kampanii przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi oraz wyborami do Parlamentu Europejskiego, musimy
i będziemy Polakom otwierać oczy, na kogo wcześniej głosowali.
Mamy więc klepnięty pakt migracyjny, ale na tym nie koniec. Czeka nas rewolucja
w sprawach klimatycznych, bo przecież to wiceminister klimatu w rządzie Tuska, Urszula Zielińska, w styczniu br. wyraziła gotowość Polski do redukcji CO2 aż o 90 procent do 2040 roku?
– Tak, koalicja Tuska, Kosiniaka-Kamysza, Hołowni
i Czarzastego będzie dalej szła drogą dotrzymywania wszystkich celów Europejskiego Zielonego Ładu. Przypomnę, że 15 stycznia 2020 roku została przyjęta rezolucja dotycząca Zielonego Ładu. Posłowie Prawa
i Sprawiedliwości głosowali przeciw, natomiast posłowie Koalicji Obywatelskiej podnieśli ręce za tym ideologicznym i szkodliwym projektem. W związku z tym nie mam złudzeń, że obecnie rządzący w Polsce będą ślepo realizowali kolejne wytyczne Zielonego Ładu, a to się skończy dla polskiej gospodarki dramatycznie, bo zagrożone będzie bezpieczeństwo energetyczne Polski. To zaś oznacza zapaść gospodarczą. Obawiam się, że Polacy – jak za poprzednich rządów Tuska – będą skazani na szukanie pracy poza Polską, np. w Niemczech. Dlatego dobrze byłoby, żeby informacje o zagrożeniach dotarły do Polaków, bo jak stracą pracę i źródła utrzymania swoich rodzin, to może być za późno. Nie można pozwolić, żeby znów dochodziło do rozłąki, a być może do rozpadu polskich rodzin. Oby nikt z Polaków, którzy będą zmuszeni za granicą poszukiwać chleba, nie musiał sobie uświadamiać, że był taki czas, kiedy w Polsce było niskie bezrobocie, kiedy rosły pensje, kiedy budowaliśmy silną armię, kiedy rósł potencjał gospodarczy naszego kraju. Zdaje się jednak, że to jest jedyna droga, żeby wstrząsnąć wieloma Polakami, żeby się przekonali, że zostali przez Tuska i całą tę „koalicję 13 grudnia” wyrolowani.
Oszukiwana jest także Polska, bo jak inaczej nazwać to, że Tusk podczas niedawnego tournée, w Berlinie de facto, ogłosił rezygnację z reparacji wojennych od Niemiec, twierdząc, że sprawa została zamknięta, i to już dawno temu?
– To kolejny, poważny błąd polityczny Donalda Tuska. Taka postawa świadczy, że będzie on ślepym wykonawcą wszystkich założeń polityki niemieckiej, polityki Unii Europejskiej. Widać, że nie chciał się narazić i się nie naraził. Czytałem artykuł profesora Musiała, który od strony prawnej wyraźnie wskazuje, że reparacje od Niemiec należą się Polsce, że roszczenia, jakie Polska przedstawiła, są słuszne i możliwe do uzyskania na drodze prawnej. Tymczasem Tusk unika tego tematu, oszukuje Polaków, a kłania się Niemcom. Widać, że Polska ma dzisiaj premiera, który pilnuje interesów europejskich, niemieckich, ale nie polskich.
Jaka jest zatem pozycja negocjacyjna Polski, jeśli premier na kolanach w Berlinie właściwie zwalnia Niemcy z rozliczenia się ze zbrodni i wypłaty reparacji Polsce?
– Żadna. Stawiamy się bardzo nisko, w pozycji klienta,
a nie jako podmiot. W tym, co robi Tusk, ale też Sikorski, nie ma żadnego odniesienia do ofiar, do strat wojennych. Tusk i jego ministrowie liczą na własne korzyści w Unii Europejskiej, ale przy założeniu, że Polska będzie słabsza. W tych ich działaniach nie ma nic, co mogłoby Polsce przysporzyć korzyści, sukcesów gospodarczych czy politycznych. To jest polityka zwijania państwa.
Na jakie korzyści liczą Tusk i prominentni politycy tego układu?
– Liczą na poklask, na stanowiska w Unii Europejskiej. Dlatego tak łatwo godzą się na jedno superpaństwo europejskie, na unijny centralizm, liczą na bezpieczeństwo europejskie, które ma zagwarantować jedna wspólna armia europejska. Tyle tylko, że to wszystko jest złudne, bo sojusze budowane na tak nietrwałych fundamentach, jakie daje Unia Europejska, nie gwarantują żadnej stabilności. Takie nietrwałe sojusze upadają, sojusznicy często nie wywiązują się ze swoich obowiązków. Wychodzi więc na to, że droga do bezpieczeństwa wiedzie przede wszystkim przez siłę własnego państwa, siłę własnej armii i gotowość narodu do poświęceń za ojczyznę, a dopiero potem można liczyć na wsparcie sojuszników. Tak czy inaczej powinniśmy pamiętać, że to my sami jesteśmy kowalami własnego losu i to głównie od nas samych, od naszego rządu, zależy nasze być albo nie być. Natomiast jeśli rząd jest słaby, jeśli rząd sam nie potrafi albo nie chce zadbać o nasze bezpieczeństwo i liczy, że w sytuacji zagrożenia wszyscy inni będą nam pomagać, jest to wysoce posunięta naiwność, jest to podejście śmieszne, niepoważne i de facto zagrażające państwu. Wielokrotnie w naszej historii doświadczaliśmy, czym jest liczenie i oglądanie się na innych. Myślę, że w tych ważnych kwestiach powinniśmy wyciągać wnioski z przeszłości i kontynuować dobre działania, jakie w zakresie bezpieczeństwa państwa polskiego podjął rząd Zjednoczonej Prawicy. To, co dobre, zawsze należy kontynuować.
Czy służąc obcym, można być w ich oczach wiarygodnym jako solidny partner?
– Donald Tusk nigdy nie przejmował się Polską, dla niego nigdy nie był najważniejszy los Polaków, nasza historia.
W zasadzie nigdy nie dbał o naszą reputację, a raczej szydził z Polski. Przecież to dla niego „polskość to nienormalność”. Do historii jako wyraz bezczelności przejdą jego słowa: „z jakiej paki miałby pan dostać reparacje”, pochodzące z ostatniej kampanii wyborczej, które skierował do jednego z uczestników wiecu, który pytał go, co z reparacjami od Niemiec. To jest człowiek, który swoją karierę polityczną opiera na posadach i apanażach, które mają zewnętrzne źródło. I to jest straszne, że Polacy, mając świadomość, kim jest Tusk, ponownie dopuścili go do władzy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki