• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Ukraina gra dzisiaj przeciw Polsce

Niedziela, 11 lutego 2024 (15:42)

Rozmowa z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem

Ostatnio w przestrzeni medialnej pojawiła się informacja o profanacji cmentarza w Brodach w obwodzie lwowskim, którą jednak zdementował Konsulat Generalny RP we Lwowie…

– Rzeczywiście, Konsulat Generalnego RP we Lwowie w wydanym komunikacie wyjaśnia, że zdarzenie takie nie miało miejsca, że doniesienia medialne zostały zweryfikowane przez pracownika konsulatu. Stwierdził on, że prace porządkowe prowadzone wokół nekropolii w Brodach nie naruszyły pomników kwatery. Konsulat powołuje się także na opinię proboszcza parafii rzymskokatolickiej w Brodach, który zaprzeczył, jakoby podczas prac porządkowych prowadzonych na cmentarzu doszło do zbezczeszczenia polskich nagrobków.

Nie zmienia to jednak faktu, że bulwersujące akty profanacji polskich cmentarzy na Ukrainie nie należą do rzadkości?

– Dokładnie. Pomijając fakt, czy w Brodach doszło do profanacji polskiego cmentarza, czy też nie, odnosząc się do relacji polsko-ukraińskich, warto przypomnieć historię tej nekropolii, która została założona w niepodległej Polsce. Otóż w II Rzeczypospolitej Brody były siedzibą powiatu, a cmentarz został założony po wojnie polsko-bolszewickiej. Jest to miejsce usytuowania grobów żołnierzy Wojska Polskiego, którzy polegli w lipcu 1920 roku w bitwie z Armią Czerwoną Budionnego. Również w czasie II wojny światowej ludność miasta Brody była poddana eksterminacji przez Niemców, którzy stworzyli tam obóz koncentracyjny. Cmentarz po II wojnie światowej był przez miejscową ludność nazywany cmentarzem polskim. Warta podkreślenia jest informacja, że ukraińskie władze – zarówno lokalne, jak też państwowe, nigdy nie wykazywały jakiejkolwiek troski o uszanowanie, odnowienie, zadbanie polskich nekropolii, których na terenie obecnej Ukrainy jest wiele. Dlatego w 2011 roku cmentarz w Brodach został odnowiony dzięki staraniom Stowarzyszenia Huta Pieniacka zrzeszającego Polaków ocalałych z zagłady w 1944 roku. W Hucie Pieniackiej, która znajduje się w województwie tarnopolskim, w przedwojennym polskim powiecie brodzkim, ukraińscy żołnierze SS-Galizien i z oddziałów UPA dokonali zagłady, wymordowali ponad 850 mieszkańców wsi. Swoją drogą przywódca OUN-UPA Stepan Bandera w marcu 2011 roku, w kontekście wspomnianej zbrodni otrzymał pośmiertnie tytuł honorowego obywatela miasta Brody. W 2015 roku rozpoczęły się – wynikające z potrzeby serca Polaków, z chrześcijańskiego i w ogóle ludzkiego sumienia oraz obowiązku wobec naszych przodków – społeczne działania mające na celu odnowienie cmentarza. Swój udział miał tu też Międzynarodowy Rajd Katyński oraz miejscowi Polacy zamieszkujący ten teren Ukrainy. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że podczas obecnych prac przy poszerzeniu nekropolii rzeczywiście nie doszło do jej zbezczeszczenia…

Barbarzyńskie działania ukraińskie dotyczące niszczenia polskich nekropolii wcale nie należały do rzadkości…

– To prawda. W czasie, kiedy Ukraina była republiką sowiecką, systematycznie, wręcz systemowo niszczono Cmentarz Łyczakowski we Lwowie. To niszczenie polskich symboli było do tego stopnia bezczelne i nieludzkie, że na lwowskiej nekropolii utworzono wysypisko śmieci, wypasano bydło, niszczono katakumby, a nawet kradziono płyty z żołnierskich grobów. Z kolei na początku lat 70. ubiegłego stulecia decyzją władz miejskich Lwowa kolumny i nagrobki zostały zniszczone przez ciężki sprzęt, w tym również przez czołgi. Kiedy powstała wolna Ukraina pozwolono na częściową rekonstrukcję Cmentarza Orląt Lwowskich. Co ciekawe, tę rekonstrukcję przeprowadziło państwo polskie. Profanacje polskich nekropolii na Ukrainie nie są incydentalne, a wręcz wpisują się w politykę państwa ukraińskiego – zarówno władz centralnych, jak i władz lokalnych, samorządowych szczególnie tam, gdzie honorowany jest Stepan Bandera.

Jak sytuacja w relacjach polsko-ukraińskich ma się do ekshumacji polskich ofiar ukraińskich zbrodni prowadzonych przez zespół prof. Szwagrzyka?

– Chciałbym zwrócić uwagę, że od lat Niemcy prowadzą na Ukrainie ekshumacje żołnierzy Wehrmachtu i SS, którzy polegli tam w czasie II wojny światowej. Te prace ekshumacyjne, które odbywają się za przyzwoleniem, przy akceptacji, a nawet wsparciu władz Ukrainy nie zostały przerwane nawet po napaści rosyjskiej na Ukrainę. Tymczasem kwestia poszukiwań pochówków i ekshumacji polskiej ludności cywilnej wymordowanej przez UPA oraz pochówków polskich żołnierzy z czasów I wojny światowej czy z okresu wojny polsko-bolszewickiej napotyka na bariery. To pokazuje, w jaki sposób Ukraińcy podchodzą do nas Polaków.

Czy wyciągamy z tego wnioski? Pytam o to w kontekście uchwalonego w ostatnich dniach przez Sejm przedłużenia wsparcia finansowego na rzecz ukraińskich uchodźców w Polsce...

– Mówiąc otwarcie i wprost, nie wyciągamy żadnej nauki z lekcji, jaką dają nam Ukraińcy. Sejm głosami koalicji rządowej oraz Prawa i Sprawiedliwości, przy sprzeciwie Konfederacji, znowelizował ustawę, która przedłuża wsparcie państwa polskiego dla obywateli Ukrainy do marca 2025 roku. Dotyczy to m.in. wydłużenia ważności pobytu na terytorium Rzeczypospolitej, korzystania ze świadczeń społecznych, rodzinnych różnego rodzaju, dostępu do opieki zdrowotnej, preferencji podatkowej itd. Według danych rządowych wartość tego wsparcia ma wynosić blisko 1,9 mln zł. Sytuacja jest oczywiście złożona, ale z pewnością wychodzi tu brak polskiej, racjonalnej polityki. Widać, że ponadpartyjne porozumienie „partia sługa Ukrainy” w Polsce ma się dobrze.

Wiele polskich miast współpracuje z miastami ukraińskimi w ramach partnerstwa. Czy ich władze nie mają świadomości, że część ich ukraińskich partnerów hołduje UPA?

– Miast, które mają umowy partnerskie z ukraińskimi, jest sporo. Są to zarówno duże ośrodki, jak Gdańsk, Łódź czy Lublin, ale także mniejsze m.in. Bełżyce, Mogilno, Żychlin, czy Garwolin. Faktem jest, że w momencie rosyjskiej agresji Polacy ruszyli z pomocą materialną dla Ukraińców – także miasta partnerskie. To oczywiście jest wielki gest wobec ludzi potrzebujących pomocy. Jednak niezależnie od tego samorządy nie mogą działać w ciemno i muszą reagować, a na pewno zażądać wyjaśnień od władz poszczególnych miast, jeśli są przypadki niszczenia polskich nekropolii, braku szacunku do polskich symboli czy gloryfikowania ukraińskich zbrodniarzy, którzy byli siepaczami Polaków. Jeśli takich wyjaśnień nie ma, to do momentu ich otrzymania należałoby rozważyć zawieszenie partnerskiej współpracy. Myślę też, że niezbędna i oczekiwana byłaby reakcja rządu polskiego także w kontekście wspomnianej, znowelizowanej ustawy o pomocy państwa polskiego dla obywateli Ukrainy. Ta ustawa była procedowana w trybie bardzo szybkim, wręcz ekspresowym bez konsultacji społecznych i zasięgnięcia opinii Polaków.

Niestety, sytuacje, z jakimi mamy do czynienia, jeśli chodzi o niszczenie polskich symboli, braku szacunku do polskich ofiar ukraińskich zbrodni, gloryfikowanie zbrodniarzy OUN-UPA, to jest też konsekwencja wieloletnich zaniechań kolejnych polskich władz po 1989 roku, w zakresie relacji oraz braku mądrej, sensownej polityki historycznej. Gdyby inaczej wyglądała polska polityka, to na pewno do wielu sytuacji braku szacunku do Polski i Polaków być może by nie dochodziło, a na pewno działania te miałyby ograniczony charakter.

W jakim momencie są relacje polsko-ukraińskie? Ukraińcy chyba przyzwyczaili się, że mamy im pomagać niezależnie od ich postawy. Jeśli do tego dodamy dogadywanie się ponad naszymi głowami z Berlinem i Brukselą, to nie wygląda to dobrze…

– Relacje polsko-ukraińskie należy rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Są to relacje międzypaństwowe, międzyrządowe, gdzie mamy do czynienia z polityką pustych gestów, i to po obu stronach. Mamy do czynienia z pewnym teatrem politycznym, w którym doskonale swoją rolę odgrywa prezydent Wołodymyr Zełenski. Niestety, w ten teatr wpisała się także polityka poprzednich polskich władz, a więc Zjednoczonej Prawicy, dotyczy to również postawy prezydenta Andrzeja Dudy. Byliśmy świadkami wielu działań polskich władz, które, niestety, nie doprowadziły do spełnienia nawet najmniejszych oczekiwań nas, Polaków, w zakresie rozliczenia ukraińskich zbrodni na Polakach, nie usłyszeliśmy nawet słowa przepraszam. Tymczasem polski rząd był i jest zobowiązany, aby o to zabiegać, i to w sposób stanowczy, niezależnie od okoliczności wojny, bo jeśli na taki gest nie było Ukraińców stać w momencie, kiedy zaangażowaliśmy się jak nikt inny w pomoc dla tego państwa, to znaczy, że brak tam dobrej woli. Te nasze błędy sprawiły, że odniesieniem dla Ukrainy, punktem orientacji polityki zagranicznej jest dzisiaj Berlin. Jednak to nie nastąpiło z dnia na dzień, ale był, i jest, to proces. Druga kwestia to relacje międzyludzkie między Polakami i Ukraińcami. Tu ze strony społeczeństwa polskiego, zwłaszcza po agresji rosyjskiej w 2022 roku na Ukrainę, nastąpiło bardzo daleko idące otwarcie, gotowość niesienia pomocy. Tyle tylko, że polityka pustych gestów, hipokryzji w relacjach między władzami Polski i Ukrainy, prowadzi do tego, że te dobre ludzkie relacje między Polakami i Ukraińcami się wyczerpują, i prędzej czy później się skończą. Co więcej, są już tego wyraźne przykłady.

Międzynarodowa pomoc humanitarna, w której Polska, jak wiemy, uczestniczy od początku wojny, jest jak najbardziej zasadna i potrzebna, natomiast trzeba też zauważyć, że na Ukrainie mamy do czynienia z daleko idącą korupcją…

– Ten aspekt też nakazuje się zastanowić, jaka tak naprawdę jest skuteczność polityki wobec Kijowa. Ta daleko idąca korupcja dotyczy też pomocy militarnej dla Ukrainy. Jeśli do tego dodamy wewnętrzne rozgrywki, które mają miejsce na szczytach ukraińskich władz, i to mimo toczącej się wojny, wygląda to po prostu źle. Przykładem może być chociażby świeża sprawa związana z odwołaniem z funkcji naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Wałerija Załużnego. W tym politycznym kotle wewnętrznych spraw ukraińskich niejako z boku, ale bardzo istotna, jak wiemy, jest pomoc państwa polskiego – w zasadzie zrównanie w prawach socjalnych, podatkowych itd. obywateli Ukrainy z obywatelami państwa polskiego. Trzeba się zastanowić, czy tak daleko idąca pomoc, biorąc pod uwagę relacje polsko-ukraińskie, brak wzajemności ze strony państwa ukraińskiego, jeśli chodzi o zaszłości historyczne, co więcej, niszczenie polskich nekropolii, w ogóle polskich symboli, czy aż takie zaangażowanie Polski powinno mieć miejsce. Myślę, że ta pomoc, to wsparcie powinno być inaczej sformułowane, tym bardziej że państwo polskie w tym zakresie zupełnie już się pogubiło i nie odróżnia pojęcia uchodźca wojenny od imigrant z Ukrainy, co wydaje się być rozróżnieniem wręcz koniecznym. Jest to zatem zły kierunek wspierania.

Wiele do życzenia pozostawia też kwestia otwarcia przez Unię Europejską rynku na ukraińskie produkty rolne, co uderza w polskiego rolnika…

– Ochrona polskiego rolnictwa, a właściwie jej brak, dotyczy wcześniejszych i obecnych polskich władz. Protesty, jakie mamy obecnie w Polsce na niespotykaną dotąd skalę, dotyczą przede wszystkim bezrefleksyjnej polityki Unii Europejskiej, która ma na celu zniszczenie rolnictwa, w tym także hodowli bydła, trzody chlewnej i w ogóle przewartościowanie oblicza wsi, rolnictwa zgodnie z polityką Europejskiego Zielonego Ładu. Niestety, spory udział w tym procesie mają też polskie władze, których zaniechania powodują, że nie tylko nasze rolnictwo jest niszczone poprzez konkurencję, i to nawet nie ukraińskiego rolnictwa, tylko rolnictwa, które na Ukrainie jest absolutnie zdominowane przez oligarchów, wielkie międzynarodowe koncerny, m.in. holenderskie, niemieckie, francuskie. To wszystko powoduje wręcz patologiczną sytuację w tym obszarze.

Reasumując, czy można powiedzieć, że Ukraina gra dzisiaj przeciw Polsce?

– Myślę, że tak, bo polityka Kijowa ukierunkowana na Berlin czy wręcz oczekiwanie ze strony ukraińskich władz, że to Niemcy będą głównym architektem nowego „porządku” europejskiego, a zwłaszcza Europy Środkowej, to jedna z naczelnych zasad polityki zagranicznej Kijowa. Ukraińscy przywódcy przecież nawet nie ukrywają, że państwo to ma ambicje odgrywania obok Niemiec roli hegemona w Europie Środkowo-Wschodniej, a ich partnerem w tym dążeniu mają być właśnie nasi zachodni sąsiedzi. Ten tandem niemiecko-ukraiński, co jeszcze niedawno mogło się wydawać wręcz nieprawdopodobne, ma stać się faktem i dominować, a Polska w tym układzie ma być krajem zepchniętym do roli drugorzędnej.

Tylko czy polityka ukraińska jest w stanie udźwignąć taki ciężar?   

– Przede wszystkim polityka ukraińska jest niestabilna. Dlatego w przyszłości mogą się pojawić rozmaite scenariusze, łącznie z trudnym dziś do wyobrażenia, ale szczególnie niebezpiecznym dla Polski – mianowicie resetem w relacjach rosyjsko-ukraińskich. Oczywiście mogłoby się to wydarzyć już po zakończeniu trwającej wojny, po erze Putina, i w sytuacji innego układu sił w Rosji. Taka sytuacja, taki scenariusz naprawdę nie jest wykluczony. Jakaś tzw. normalizacja w relacjach rosyjsko-ukraińskich spowodowałaby bardzo trudną sytuację dla Polski. Wiemy jednak, że takie sytuacje w historii się zdarzały. Kijów zatem prowadzi politykę zorientowaną na Berlin, który z kolei prowadzi politykę wielobiegunową, gdzie Moskwa już od dziesięcioleci, przez cały XX wiek, odgrywała bardzo istotną rolę. I to w zasadzie się nie zmieniło. Zatem uważam, że na politykę ukraińską trzeba patrzeć w szerszym kontekście międzynarodowym, a więc także kontekście polityki niemieckiej, rosyjskiej, jak również polityki Unii Europejskiej.

  Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki