Przed nami bój o samorządy
Sobota, 3 lutego 2024 (19:42)Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej
Prawo i Sprawiedliwość kontynuuje kampanię przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Jak ważne będą kwietniowe wybory, co od nich zależy?
– Struktura samorządowa jest szalenie ważna. W Polsce dzisiaj istnieje umowny podział, zgodnie z którym wielkie aglomeracje miejskie są opanowane przez ludzi związanych ze strukturami obecnej władzy centralnej, mniejsze miasta są – przynajmniej w znacznej części – bardziej wszechstronne politycznie, z wyraźną dominacją Prawa
i Sprawiedliwości. Natomiast na polskiej wsi, obok PiS-u, również ludowcy mają swoje niemałe wpływy.
I ten istniejący podział dzisiaj może być podważony. Jest pewna nadzieja, szczególnie gdy patrzymy na Warszawę
i na wyjątkowo nieudanego prezydenta Rafała Trzaskowskiego, nieinteresującego się stolicą i właściwie szkodzącego temu miastu, co ludzie widzą i krytykują tego typu podejście. Dlatego mamy nadzieję, że w końcu uda się odzyskać Warszawę i przywrócić temu miastu znaczenie oraz właściwą powagę stolicy Polski. Niewątpliwie przykładem, że jest to możliwe, a zarazem pewnym odniesieniem była prezydentura Lecha Kaczyńskiego, który przy skróconej kadencji prezydenta miasta stołecznego Warszawy zrealizował i pozostawił bardzo ważne inwestycje i instytucje, które przetrwają pokolenia. Przykładem jest Muzeum Powstania Warszawskiego, do utworzenia którego przymierzali się kolejni włodarze Warszawy, ale prezydent Kaczyński obiecał to powstańcom i tę wizję zrealizował.
Ale to przecież nie jedyna inicjatywa zrealizowana przez Lecha Kaczyńskiego, którą po sobie pozostawił. Wymienić można chociażby Centrum Nauki Kopernik i parę innych inwestycji, działań tego prezydenta, które na trwałe wpisały się w pejzaż Warszawy. I takich gospodarzy nam potrzeba. Myślę też, że jest szansa, żeby w różnych polskich miastach rządzili ludzie podobni do Lecha Kaczyńskiego, którzy myślą nie kategoriami europejskimi, choć w swoich horyzontach są Europejczykami, ale myślą przede wszystkim o Polsce i o lokalnej społeczności.
Wspomniał Pan Profesor o Warszawie.
Z czego wynika trudność prawicy, jeśli chodzi o wybory właśnie w dużych aglomeracjach, dlaczego batalie we Wrocławiu, Gdańsku czy Łodzi PiS przegrywa?
– Myślę, że to jest kwestia pewnego stereotypu propagandowego, który się utrwalił, mianowicie że PiS to konserwa, to obciach, że to, co głosi, jest niemodne, uwstecznione, antyeuropejskie. Dlatego w odniesieniu do zwolenników PiS-u ukuto pejoratywne określenie „mohery”. Wydaje się jednak, że w dużym stopniu owa pseudointeligencja, do której zaliczają się m.in. aktorzy, poza tym, że są znani, poza generowaniem hejtu, właściwie nic oryginalnego nie wnoszą. Natomiast to, że są znani, wystarcza im, aby w prześmiewczy, czasem wręcz nienawistny sposób odnosić się do prawej strony sceny politycznej.
Stąd skandale z ich udziałem, które są dzisiaj bardzo ważnym elementem życia publicznego, a w pewnych środowiskach wręcz są w modzie. Niestety, młodzi ludzie, powiedzmy do 30. roku życia, kupują w ciemno taki nienawistny i de facto prymitywny przekaz, uważając, że można się w ten sposób dobrze bawić. Świadomie czy nie stają się właściwie używką dla tej sączącej się propagandy, jaką serwuje Platforma.
Jest też Trzecia Droga – widać, że obaj liderzy, rozochoceni wynikiem wyborów parlamentarnych, chcą powtórzyć to w wyborach samorządowych. Tylko czy PSL jest jeszcze wiarygodną formacją, czy ma jeszcze czego szukać na wsi?
– Trzecia Droga to twór, który się pojawił jako zlepek niby-nowoczesności i tradycjonalizmu, a właściwie samych sprzeczności. Natomiast PSL, tak na dobrą sprawę, nigdy nie było wiarygodną formacją, było jedną z „rodzinnych” partii na zasadzie szwagier szwagra wspiera i obaj mają z tego interes, taka symbioza oparta na obopólnej korzyści. Można rzec, że jest to partia, która ma za sobą rozmaite doświadczenia. Nie bez kozery ludowcy zyskali też przydomek „partii obrotowej”, która z każdym jest w stanie rządzić, układać się. Interesy zatem zastąpiły zasady
i przyzwoitość. Jest to środowisko wpływu, które wciąż próbuje się lansować jako partia polskiej wsi, na co niektórzy wciąż jeszcze się nabierają.
Natomiast polska wieś to jest środowisko chyba najbardziej wrażliwe na różne elementy, które cenimy, myślę o wartościach religijnych, wartościach katolickich. Dzisiaj Kościół jest tak bardzo ostrożny, że księża wstrzymują się nawet z nazywaniem rzeczy po imieniu, aby nikogo nie obrazić. Tylko że tą swoją spolegliwością nie bronią prawdy i zasad, które mają głosić i którym mają służyć. Zwłaszcza po naszym Episkopacie widać, jak bardzo jest wstrzemięźliwy w słowach i działaniach. Niestety, ale dzisiejszy Kościół przestał być przewodnikiem, którym był na różnych etapach historii, chociażby w okresie PRL-u, gdzie występował przeciw władzy prześladującej wolnych ludzi, w obronie prawdy, zasad i Ewangelii. Myślę, że brakuje nam dzisiaj pasterzy, przewodników, takich jak św. Jan Paweł II Wielki, bł. kard. Stefan Wyszyński czy ks. abp Ignacy Tokarczuk, którzy posługę Bogu i Kościołowi traktowali w kategoriach społecznej misji, oddając się jej bez reszty. Powinniśmy się modlić o odwagę i mądrość dla naszych pasterzy oraz o nowe, święte powołania kapłańskie i zakonne.
Powróćmy jeszcze do wyborów samorządowych. Otóż dzisiaj PiS zaprezentowało kandydata na prezydenta Warszawy, którym będzie Tobiasz Bocheński, były wojewoda mazowiecki. Tak jak Pan Profesor powiedział, Warszawa od kilku kadencji, od Lecha Kaczyńskiego, to bardzo trudny do zdobycia bastion dla PiS...
– Wydawało się, że po długotrwałej prezydenturze Hanny Gronkiewicz-Waltz już nic gorszego Warszawy spotkać nie może, a jednak. Okazuje się, że patrząc na poczynania obecnego włodarza stolicy Rafała Trzaskowskiego, wielu
z utęsknieniem wspomina czasy rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz, oczywiście pamiętając, że to za jej prezydentury miała miejsce afera reprywatyzacyjna,
a czyściciele kamienic całkiem dobrze sobie poczynali. Pomijając to, tamte czasy były chyba bliższe normalności, bo to, co dzieje się obecnie, to jest patologia.
Tobiasz Bocheński to młody człowiek, to obciążenie czy atut?
– To jest człowiek młody, ale z dużym doświadczeniem, co więcej, bardzo trzeźwo i samodzielnie myślący. Jest człowiekiem, który ma wizję. Miałem okazję poznać jego osobowość i muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem. Uważam więc, że może to być bardzo energiczny, z wizjonerskim spojrzeniem w przyszłość, prezydent. Życzę Warszawie jak najlepiej, dlatego uważam, że postawienie przez PiS na Tobiasza Bocheńskiego to jest najlepsza z możliwych decyzji w grze o mądre rządy w stolicy.
Na czym – Pana zdaniem – powinna się skupić polemika kandydata PiS z Rafałem Trzaskowskim? Chodzi o to, że poprzednią kampanię zdominowały sprawy ogólnopolskiej polityki, ale chyba nie o to chodzi, bo to nie wybory prezydenta RP, ale prezydenta Warszawy...
– Dokładnie. Warszawa potrzebuje gospodarza. Tymczasem Rafał Trzaskowski tylko formalnie przypisany jest jako prezydent miasta stołecznego, natomiast jest to obieżyświat i kreuje się na polityka, który reprezentuje swoją partyjną firmę. Nie będę odkrywczy i uważam, że debatę kandydatów Tobiasza Bocheńskiego i Rafała Trzaskowskiego powinny zdominować problemy Warszawy
i ogromne zaniedbania, jakie mają miejsce na przestrzeni ostatnich lat w tym mieście, które ma być wizytówką Polski, a pod rządami obecnego włodarza niestety nie jest.
Warszawa potrzebuje przemodelowania we właściwym tego słowa znaczeniu. Te cechy, taką wizję mieli zarówno prezydent Stefan Starzyński czy wspomniany już wcześniej Lech Kaczyński. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Tobiasz Bocheński poszedł w ślady prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Uważam, że jego mądrość, przejrzystość i łatwość formułowania myśli, a także jego przystępność, bardzo pozytywny odbiór, to cechy dzisiaj niezwykle ważne. Chodzi bowiem o to, żeby mówić w sposób prosty, jasny
i zdecydowany. Te cechy czy umiejętności ma w sobie Tobiasz Bocheński.
Myślę, że jest człowiekiem, który ma szansę dobrze zasłużyć się Warszawie, a w przyszłości, kto wie, być może całej Polsce. W tym momencie na myśl przychodzi mi kilkunastoletni harcerz, który zameldował się marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu i usłyszał – rośnij zdrowo, będziesz Polsce potrzebny. Tym harcerzem był jeden z najszlachetniejszych synów pokolenia Polski niepodległej, późniejszy ostatni prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Chciałbym dzisiaj to samo powiedzieć Tobiaszowi Bocheńskiemu.