• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Polska nie jest prywatnym ranczem Tuska

Czwartek, 1 lutego 2024 (21:29)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę budżetową na 2024 rok, ale mając wątpliwości, jednocześnie w trybie kontroli następczej odesłał ją do Trybunału Konstytucyjnego. Co jeśli Trybunał orzeknie, że Sejm, przyjmując budżet, nie działał w składzie konstytucyjnym?

– Tusk próbuje bardzo mocno, cynicznie grać tą sprawą, wystawiając w tej rozgrywce np. interesy nauczycieli. Próbował też zastawić pułapkę na prezydenta Andrzeja Dudę, ale mu się to nie udało. Po pierwsze, ustawa budżetowa jest jedyną, której prezydent nie może zawetować. W tej sytuacji racjonalne jest odesłanie tej ustawy do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem, czy w obecnej sytuacji została ona przyjęta przez Sejm we właściwej procedurze. Chodzi o to, czy Sejm bez dwóch posłów – Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, którzy w świetle Konstytucji RP, w świetle prawa i ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, w świetle Kodeksu karnego i Kodeksu postępowania karnego, a także Kodeksu karnego wykonawczego zostali ułaskawieni przez prezydenta już w 2015 roku i de facto bezprawnymi działaniami marszałka Szymona Hołowni nie mogli mieć wygaszonych mandatów, co potwierdził też Sąd Najwyższy. Chodzi o to, czy Sejm w okrojonym składzie mógł prawomocnie i w sposób prawidłowy przyjąć ustawę tak ważną jak ustawa budżetowa. Dla przypomnienia: te wątpliwości prawne mieli nie prezydent Duda oraz Prawo i Sprawiedliwość czy Suwerenna Polska, tylko marszałek Hołownia, minister Bodnar i oczywiście premier Tusk. Myślę więc, że w tej sytuacji odwołanie się prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego, który zresztą ma zabity termin do odpowiedzi w tej sprawie, jest jak najbardziej uprawnione. Innymi słowy, musi być wykładnia co do takiego zachowania organu, jakim jest Marszałek Sejmu, i musi to przeanalizować właśnie Trybunał Konstytucyjny. Oczywiście mam na myśli bezprawne wygaszenie mandatów posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

Tylko czy to nie grozi paraliżem państwa, jeśli Trybunał Konstytucyjny przesądzi, że ustawa budżetowa uchwalona bez dwóch wspomnianych posłów jest nieważna, że po prostu jej nie ma?

– Moim zdaniem nie. Dlatego że jeśli Trybunał Konstytucyjny uzna, że ustawa budżetowa została przyjęta przez Sejm wbrew Konstytucji RP, to znaczy, że wchodzi prowizorium budżetowe. W tym wypadku sprawy państwa w zakresie rozliczeń mogą być nadal realizowane i tylko nie może być ten budżet, który został w obecnym składzie przyjęty. I to jest jedna rzecz. Druga to jest problem Donalda Tuska, bo to on i marszałek Hołownia mogli myśleć o konsekwencjach, kiedy ten budżet uchwalali, czy kiedy robili wolty z ministrami Kamińskim i Wąsikiem. Dlatego przedmiotem ich troski powinno być przestrzeganie prawa i przyjęcie najważniejszych dokumentów na podstawie obowiązującego prawa i na podstawie Konstytucji RP. Skoro tego nie zrobili, to muszą mieć pretensje sami do siebie. Sytuacja w tej sprawie jest absolutnie jasna.

Tusk zdaje się nie rozumuje w ten sposób, zresztą już wcześniej zapowiedział, że nie wyklucza przedterminowych wyborów. Czy to jest blef? Kogo Tusk straszy: PiS czy może koalicjantów – żeby wymóc na nich posłuszeństwo wobec swoich pomysłów?         

– Taka teoria, że może to być straszak na koalicjantów, żeby zgadzali się i popierali wszystko, co forsuje Tusk, oczywiście istnieje i jest zasadna. Jednak Tusk nie musi straszyć swoich koalicjantów, którzy już są wystraszeni i potulnie wykonują wszystko, co im narzuci. Nie musi więc nikogo dyscyplinować, dlatego rządzi i dzieli, jak mu się podoba. Chce – to idzie z Lewicą, nie chce – to nie idzie, zaskakuje ich decyzjami. Z tego, co wiem, to zgoda istnieje tylko w kwestii spółek Skarbu Państwa, które są dla nich najważniejszym kąskiem, natomiast co do obsady reszty stanowisk „koalicja 13 grudnia” nie potrafi się dogadać. Natomiast Tusk musi sobie zdawać sprawę z tego – i pewnie jest tego świadom – że po ewentualnym zakwestionowaniu budżetu może powstać trudna sytuacja polityczna. Ponadto te jego sto konkretów zapowiadanych w kampanii wyborczej i tak nie zostanie zrealizowane, dlatego puszcza zasłony dymne, robi igrzyska i rękoma Bodnara czy Sienkiewicza wywołuje awantury, żeby przykryć swoją indolencję. Tyle tylko, że to, co tworzy, powoduje głęboką destabilizację, destrukcję państwa polskiego, co w sytuacji wojny, jaka się toczy za naszą wschodnią granicą, jest bardzo nierozważne i niebezpieczne. Mianowicie destabilizacja co do bardzo ważnych kwestii, jakimi są bezprawny atak na Prokuraturę Krajową, odwołanie prokuratora Dariusza Barskiego bez zgody prezydenta Andrzeja Dudy, powołanie Jacka Bilewicza jako pełniącego obowiązki prokuratora krajowego w sytuacji, gdy taka funkcja w ogóle nie istnieje, to powoduje, że za chwilę wszystkie decyzje prokuratorów będą podważane np. przez mecenasów, obrońców m.in. bossów mafijnych, którzy będą się czuli poszkodowani. I to jest niezwykle groźne.

Tusk i jego ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co robią i do czego to prowadzi?        

– Tusk nigdy nie był mocny, jeśli chodzi o znajomość meandrów funkcjonowania państwa. On uważa, że państwo to on i ma być tak, jak on chce. Tylko że Polska to nie jest prywatne ranczo Tuska. Dlatego i on, i jego polityczni kompani muszą sobie zdawać sprawę, że przyjdzie im kiedyś ponieść odpowiedzialność za swoje bezprawne czyny. Ten jego dzisiejszy komunikat o przedterminowych wyborach to – w mojej ocenie – blef. Zobaczymy, czy będzie takim chojrakiem w sytuacji, kiedy Trybunał Konstytucyjny orzeknie – dajmy na to – że tryb działań Tuska, jeśli chodzi o przyjęcie ustawy budżetowej – bez dwóch posłów posiadających mandat – był niezgodny z Konstytucją RP. Nie wiemy na razie, jak zachowa się Trybunał Konstytucyjny, ale załóżmy, że orzeknie, iż odbyło się to w sposób niezgodny z Konstytucją, to zobaczymy, jak wtedy zachowa się Tusk – czy dalej będzie chojrakował i dążył do przyspieszonych wyborów. Podejrzewam, że bardzo szybko będzie zasypywał tę swoją wypowiedź niepamięcią.

Nie jestem pewien, czy tak będzie, skoro  dzisiaj przed rozpoczęciem szczytu Rady Europejskiej Tusk stwierdził, że nie rozumie decyzji Andrzeja Dudy dotyczącej skierowania budżetu do Trybunału, którego – jego zdaniem – właściwie nie ma, i występuje w sprawie posłów, którzy nie są posłami. Czy nie jest to zapowiedź ataku na Trybunał?

– Takie wypowiedzi świadczą po pierwsze o absolutnej bucie i bezczelności Tuska. Widać, że ma być tak, jak on sobie tego życzy. Ma obowiązywać lex Tusk – jeżeli Tusk uważa, że Trybunał Konstytucyjny nie jest Trybunałem, to tak ma być. Takie jest jego przesłanie i taka jest jego filozofia przywracania praworządności. Oczywiście przy okazji testuje też prezydenta Andrzeja Dudę, a więc jak daleko może się posunąć, bo taka jest jego metoda działania. To, że on za chwilę będzie atakował Krajową Radę Sądownictwa, i to w sposób bardzo brutalny, to, że będzie atakował Narodowy Bank Polski – to jest chyba dla wszystkich oczywiste. Pamiętamy, że zapowiadał działania „silnych ludzi”. Natomiast pytanie jest inne: dlaczego to robi, i to z tak ogromną determinacją? Przecież gdyby znał choć trochę meandry funkcjonowania państwa, to wiedziałby, że za tego typu bezprawne działania będzie kiedyś odpowiadał. Może mu się wydaje, że jeśli zrobi to rękoma ministrów Bodnara czy Sienkiewicza, to nie będzie podlegał odpowiedzialności. Ale tu się myli, bo to on jest kierownikiem całego tego zamieszania.     

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po tym, jak zrobią bałagan, zechcieli uciec do Brukseli, aby schronić się pod immunitetem europosłów?

– I uciekną. Cała trójka zwieje do Brukseli i taki jest plan Tuska. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Tylko że Tusk – w mojej ocenie – celuje jeszcze wyżej, mianowicie w przewodniczącego Komisji Europejskiej. Dlatego będzie potulnie wykonywał wszystkie polecenia Brukseli i Berlina. Mam na myśli zgodę m.in. na podatki unijne, które będą drenować kieszeń Polaków  

Tusk nie wyklucza przedterminowych wyborów…  

– Być może zdecyduje się wspólnie z koalicjantami na natychmiastowe skrócenie kadencji i rozpisanie nowych wyborów, dlatego będzie zgoda na pakt migracyjny, i to w najostrzejszej formie, czyli zwielokrotnionej ilości uchodźców, którzy zostaną relokowani w Polsce. Stąd będzie jego milcząca zgoda na centralizację Unii Europejskiej i zmianę unijnych traktatów, co dobije nie tylko polską suwerenność. I nic w tym dziwnego, bo Tusk ma w tym wszystkim swój osobisty cel – jeszcze bardziej dalekosiężny – mianowicie powrót do Polski na białym koniu jako kandydat na prezydenta RP. I mimo jego zaprzeczeń, zaklinania rzeczywistości jestem pewna, że to się za rok wydarzy. Zresztą Tusk już wiele razy zaprzeczał, a potem robił dokładnie odwrotnie. Tak było chociażby z ucieczką do Brukseli i objęciem funkcji szefa Rady Europejskiej. Dlatego nie wierzę w ani jedno słowo tego człowieka i jestem pewna, że będzie tak, jak wspomniałam. Żeby móc zrealizować swoje ambicje, będzie wykonywał wszystko, co zleci mu Bruksela, bo ma cel, który chce osiągnąć. A co będzie z Polską, co będzie z bezpieczeństwem naszej Ojczyzny, co będzie z Centralnym Portem Komunikacyjnym, co będzie z polską gospodarką – to są sprawy, które Tuska nigdy nie interesowały.

Rolnictwo także. Swoją drogą, patrząc na dzisiejsze protesty zachodnich rolników w Brukseli, to nasi rolnicy są jak potulne baranki…

– Widziałam już różne protesty rolnicze, ostatnio chociażby jadąc do Brukseli, przejeżdżając przez Niemcy, kiedy musiałam się przebijać przez zapory stworzone przez tamtejszych rolników. Obserwowaliśmy też potężny protest francuskich rolników, słyszymy też o buncie włoskich, hiszpańskich rolników, ale tak naprawdę te protesty rozpoczęli rolnicy holenderscy, którzy zresztą założyli partię, która jak na zupełnie nową formację świetnie poradziła sobie w wyborach i postawiła się wszystkim eurokratom, liberałom i innym zielonym głowom, osiągając dobry wynik. Nasi rolnicy też ostro protestują przeciw tej bezrefleksyjnej unijnej polityce, choć w nas nie ma jeszcze świadomości, co tak naprawdę niesie Europejski Zielony Ład. Tę świadomość mają już rolnicy holenderscy czy niemieccy, którzy głównie przeciwko tej polityce się buntują. Ponadto na razie na tapecie jest kwestia bezcłowego handlu z Ukrainą, przeciw czemu bunt jest jak najbardziej słuszny, ale jeśli do tego dodamy konsekwencje Zielonego Ładu, który pod płaszczykiem walki z wysoką emisją zakłada likwidację wielu branż, to trzeba się liczyć, że spowoduje to ogromną katastrofę w rolnictwie. I to jest podstawowy problem. Dzisiaj rolnicy w Brukseli, podpalając opony, siano, dali lekcję wszystkim odrealnionym eurokratom. Niektórzy z nich po korytarzach europarlamentu chodzą przerażeni, ale też są tacy, którzy mówią, że przez palenie opon tylko klimat się nam ociepli. To pokazuje kompletne odrealnienie, czy wręcz głupotę i zacietrzewienie tych ludzi opętanych zieloną, lewacką ideologią. Natomiast rolnicy, którzy pracują na roli, którzy wiedzą, na czym polega życie, i tak naprawdę zgodnie z Bożym prawem czynią sobie ziemię poddaną, oni są w tej chwili naprawdę zdesperowani, bo nie wiedzą, do czego ta unijna polityka ich doprowadzi. Z kolei politycy w Brukseli są kompletnie odrealnieni, żyją w ideologicznej bańce i tylko w głowie im się klimat ociepla. I to jest wszystko, co oni potrafią.

                Dziękuję za rozmowę.           

Mariusz Kamieniecki