• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Polityka zemsty dotyka także edukacji

Niedziela, 21 stycznia 2024 (19:41)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wojciechem Polakiem, historykiem, zastępcą przewodniczącego Kolegium IPN

Sejm RP przyjął ustawę budżetową na 2024 r., ograniczając środki na działalność np. Instytutu Pamięci Narodowej, który m.in. według Lewicy przez ostatnie osiem lat był kanałem propagandowym rządu Zjednoczonej Prawicy. Polityczna zemsta, kara?

– To jest polityka zemsty. To jest zemsta, ale realizowana w sposób ślepy. Zasad, jaka przyświeca nowej władzy, polega na tym, że niszczy się wszelkie instytucje utworzone za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Wycofuje się wszystkie inicjatywy np. gospodarcze, inwestycje, które mogły się przydać Polsce, jak chociażby Centralny Port Komunikacyjny czy port kontenerowy na wyspie Uznam. To wszystko odbywa się poniekąd na zasadzie: a na złość babci odmrożę sobie uszy. Co więcej, nie zważa się na to, że wstrzymanie tych inwestycji zaszkodzi nam wszystkim – obecnie rządzącym także. Jednak w związku z tym, że to były inicjatywy Zjednoczonej Prawicy, to trzeba się z nich wycofać za wszelką cenę, nawet jeśli to godzi w bezpieczeństwo Polski.

Przecież to jest demontaż państwa także w obszarze historycznym?

– Dlatego atakowany jest Instytut Pamięci Narodowej. Realizowana przez niego polityka pamięci, polityka wzmacniania tożsamości narodowej, patriotyzmu czy badanie, kto był kim w najnowszej historii Polski – to wszystko nie podoba się ugrupowaniom liberalno-
-lewicowym. Swoją IPN „odziedziczył” po PRL-u całą masę dokumentów dotyczących służb specjalnych, nad którymi trzeba wciąż pracować. IPN bada też dzieje nie zawsze wygodne dla osób, które wolałyby zatuszować swoją przeszłość i współpracę z reżimem komunistycznym. I ten aspekt działalności IPN-u też niektórym nie odpowiada. Jest jeszcze trzecia warstwa tej polityki likwidacyjnej, mianowicie zdaniem obecnie rządzących „szkoda pieniędzy na działalność IPN-u”. Forsowana jest narracja, że to się nikomu nie przydaje, ponieważ wzmacnianie, kształtowanie polskiego patriotyzmu, polskiej tożsamości – to do niczego nie jest potrzebne. Jest przekonanie, że Unia Europejska wymaga od nas swoistego kosmopolityzmu, a więc zaprzestania akcentowania tradycyjnych, narodowych wartości czy przypominania historii. Wedle tego rozumowania to wszystko są sprawy nieważne, więc nie ma sensu tego wyciągać. I taka mniej więcej narracja towarzyszy tym wszystkim destrukcyjnym działaniom.               

O podważaniu istoty polskiej tożsamości mówił też prezes IPN dr Karol Nawrocki. Jak to obcięcie budżetu o blisko 70 mln zł może się odbić na działalności i misji Instytutu?

– Bez wątpienia ograniczy to działalność IPN-u, który znajdzie się w trudnej sytuacji, a więc będzie miał różne problemy. Jest to duża instytucja, aktywna na wielu polach, która wykonuje kawał dobrej roboty w dziedzinie edukacyjnej – za jej pośrednictwem do młodzieży trafia wiele ważnych treści. Z drugiej strony IPN robi to, bardzo umiejętnie wykorzystując różne dostępne instrumenty, jak gry komputerowe, także planszowe, różne działania audiowizualne, z wykorzystaniem internetu itd. Są to też sprawy dość kosztowne, ale dzisiaj, chcąc trafić do młodego człowieka, do jego wyobraźni, to trzeba też dostosować środki przekazu pod konkretnego odbiorcę. Ograniczenie budżetu z całą pewnością spowoduje problemy, ale – jak słyszymy – IPN nie zamierza rezygnować z realizacji swojej misji. Natomiast nie wiemy, jaka jest strategia władzy Tuska, co ci ludzie zamierzają dalej, bo środki finansowe są – owszem – ważne, ale mamy też w Polsce cały szereg posunięć wobec instytucji publicznych, np. w odniesieniu do mediów publicznych, które wykonano z naruszeniem prawa, czyli w sposób jawnie bezprawny. To, jaka będzie polityka władz „koalicji 13 grudnia”, pokaże czas.

Słyszymy, że oszczędności na IPN mają trafić do samorządów, NIK i Rzecznika Praw Obywatelskich. Tylko czekać, kiedy Tusk powróci do obietnicy naprawienia „krzywd” esbekom, co zresztą wybrzmiało w jego wystąpieniu podsumowującym 2023 rok?

– Jeśli doszłoby do przywrócenia uposażeń byłym funkcjonariuszom PRL-u, esbekom do dawnych, kosmicznych poziomów, to byłby to prawdziwy skandal. Powróciłaby sytuacja, którą zresztą mieliśmy przez całe lata, gdzie ubek czy esbek, który prześladował działaczy NSZZ „Solidarność”, czy w ogóle działaczy opozycji demokratycznej, zarabiał czy otrzymywał emerytury kilkakrotnie wyższe od tych, których prześladował. Czyżby obecnej władzy zależało, żeby ta niesprawiedliwa sytuacja powróciła? Na pewno byłby to kolejny skandal tej władzy, która rządzi krótko, a już się dała poznać z jak najgorszej strony.  

Ta próba zagłodzenia IPN-u idzie w parze z zamiarem usunięcia ze szkół przedmiotu historia i teraźniejszość oraz ograniczenia lekcji religii. Nie wygląda to na przypadkowe działanie…

– To jest celowe, systemowe działanie w kierunku odpowiedniego ukształtowania młodego pokolenia Polaków. Przedmiot historia i teraźniejszość miał rzeczywiście dać młodym ludziom rzetelną wiedzę o Polsce i świecie, o historii najnowszej, a więc tę wiedzę, której szkoła dotychczas nie dawała. Można powiedzieć, że ten przedmiot był rozwiązaniem dobrym, wspaniałym, umożliwiającym kształtowanie młodzieży na ludzi inteligentnych, myślących, pożytecznych, podejmujących świadome decyzje w sprawach osobistych, ale także jako obywateli będących częścią suwerennego państwa. Młodzież wyposażona w odpowiednią wiedzę, w wiadomości, w instrument analizowania rzeczywistości mogła podejmować rozsądne decyzje. Widać jednak, że władzy Tuska na tym nie zależy, że im chodzi bardziej  o wychowywanie zbieraczy szparagów w Niemczech niż świadomych, mądrych, aktywnych, wykształconych i dobrze ukształtowanych obywateli państwa polskiego. To wyrzucenie przedmiotu historia i teraźniejszość, ograniczenie lekcji religii do jednej godziny i przesuwanie katechezy na ostatnią czy pierwszą godzinę lekcyjna – to wszystko jest niczym innym jak dążeniem do dechrystianizacji Polski. Myślę, że spełniają się marzenia komunistów z okresu PRL-u, którzy chcieli wyrzucić naukę religii na margines, co im się nie udało. Tymczasem obecne władze suwerennej Polski robią to samo, i to jest skandal. Mam nadzieję, że głos sprzeciwu wobec tego typu prób wybrzmi też ze strony rodziców, którzy zaprotestują przeciwko ograniczaniu praw ich dzieci.

Rodzice chyba w ogóle powinni zabrać głos odnośnie do poziomu nauczania w szkołach przedmiotów ścisłych, który w ostatnich dekadach spada. Izabela Brodacka-
-Falzmann, wdowa po Michale Falzmannie, który ujawnił aferę FOZZ, uważa, że poziom maturzystów jest dzisiaj niższy niż ucznia V klasy szkoły podstawowej w czasach
PRL-u. To nie brzmi optymistycznie?

– I to jest, niestety, prawda – smutna prawda. Przez wiele lat prowadziłem zajęcia głównie na pierwszym roku studiów wyższych i widziałem, z jaką wiedzą ci młodzi ludzie przychodzą na studia. Nie czas i miejsce epatować skrajnymi przykładami, ale mógłbym ich przytoczyć całą masę. Tak czy inaczej mogę powiedzieć, że wiedza, jaką młodzi ludzie wynoszą ze szkół różnego stopnia, jest bardzo słaba. Niestety, ogólne wykształcenie naszej młodzieży spada, a posunięcia, do jakich przymierza się rząd Donalda Tuska i de facto lewicowe – żeby nie powiedzieć lewackie – kierownictwo resortu edukacji, jeszcze bardziej tę wiedzę ograniczą. Lektur do przeczytania jest dzisiaj jak na lekarstwo, tymczasem dawniej było ich dość dużo. Co ciekawe, są narzekania, że program w tym zakresie i tak jest zbyt szeroki. Jeśli do tego dodamy ograniczenia w nauczaniu przedmiotów ścisłych, np. chemii, fizyki, biologii czy geografii, gdzie młody człowiek powinien mieć wiedzę przynajmniej ogólną, to widać, że dąży się do tego, żeby Polacy byli słabiej wykształceni. Jednak zbieraczom szparagów, a więc sile roboczej dla niemieckich kolonizatorów, wiedza ścisła nie będzie potrzebna. Również wycofanie prac domowych ze szkoły podstawowej to jest kolejny nonsens. Oczywiście nie mówię, że dzieci mają być zamęczane, nie twierdzę też, że powinno się zadawać prace domowe na weekend, bo kiedy ja uczęszczałem do szkoły, to raczej obowiązywały wewnątrzszkolne przepisy, że na sobotę i niedzielę się nie zadaje. Natomiast nie można serwować młodzieży lenistwa. Nie wyobrażam sobie dzisiaj, jak ma wyglądać szkoła, gdzie w ogóle nie ma być prac domowych. Uczeń powinien pracować także w domu, poszerzać zakres swojej wiedzy, więc usuwanie tej zasady – w moim przekonaniu – prowadzi do rozłożenia poziomu nauczania i kształcenia jeszcze bardziej.

Słychać też głosy, żeby ze szkół wycofać ocenianie.      

– W starszych klasach szkół podstawowych prace domowe mają być dobrowolne, a więc jeśli uczeń będzie chciał. Podejrzewam, że w takim układzie większość nie będzie chciała. To jest dalszy etap anihilacji dzieci i młodzieży. Co to będzie za szkoła, z której znika wszystko to, co ją stanowiło przez pokolenia? To jest podejście, które rozkłada szkołę, które – jak mówił prof. Aleksander Nalaskowski – rozmiękcza też młode umysły. Ludziom młodym na początku edukacji potrzebna jest dyscyplina także w realizowaniu treści naukowych. W tej chwili to, co się dzieje, to jest tragedia. Mamy trend ogłupiania dzieci. Mniejsza, zawężona podstawa programowa, mniej obowiązków ucznia – to droga donikąd.

                 Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki