Gra o ogromne pieniądze
Czwartek, 4 stycznia 2024 (12:21)Rozmowa ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej, przedsiębiorcą rolnym
Produkty rolne z Ukrainy od miesięcy zalewają rynek Polski. Teraz ten sam problem dostrzegają rolnicy z zachodu Europy. Jednocześnie Unia Europejska nie widzi problemu. Czy w Pana opinii słusznie?
– To, co dzieje się wokół tematu importu ukraińskiego zboża oraz produktów rolnych, staje się farsą. Niedawno prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że w wyniku blokady prowadzonej przez Polskę, Ukraina straciła setki milionów dolarów, zarzucając nam jednocześnie, że nie pozwoliliśmy Ukraińcom wywieźć zboża. Jest to oczywisty stek bzdur i manipulacji, których dopuszcza się Zełenski. Nikt nie zabronił wywieźć zboża tranzytem. Jedyne ograniczenie dotyczy tego, że nie może ono docelowo trafić do Polski. Faktycznie jednak warto mówić o pieniądzach. Kilkanaście miliardów złotych kosztowała pomoc polskim rolnikom w związku z importem zboża z Ukrainy, a i tak nie stanowi ona całkowitej rekompensaty poniesionych przez polskich rolników strat. Polska od początku była krajem, który w największym stopniu pomagał walczącej Ukrainie. Jednocześnie to Polska jest teraz krajem najmocniej atakowanym przez rządzących Ukrainą. Od miesięcy zgłaszamy występowanie ogromnych problemów na naszym rynku wewnętrznym dotyczących nadmiernego napływu produktów rolno-spożywczych z Ukrainy. Zaczęło się od zboża, o nim było najgłośniej. Ale problemów jest więcej. Producenci owoców jagodowych, buraków cukrowych, drobiu czy etanolu są kolejnymi, którzy będą notować ogromne straty.
Czyli to realny problem. Ale czyj?
– Na początku wyłącznie kraje przyfrontowe zgłaszały problemy związane z eksportem. Reszta państw członkowskich nie poparła stanowiska grupy państw, na których czele stała Polska. Zmieniło się to około października. Wtedy zaczęto mówić głośno o tym, że niezadowolenie uwolnieniem handlu produktami rolnymi z Ukrainą rośnie nawet w krajach zachodniej Europy. To stamtąd zaczęły płynąć głosy o potrzebie wprowadzenia środków ochronnych. Kwestia niekontrolowanego napływu ukraińskich produktów rolnych była jednym z tematów poruszanych podczas posiedzeń prezydium Copa-Cogeca. Podkreślano, że import z Ukrainy zdecydowanie ma wpływ na rynek unijny, zwłaszcza zbóż, roślin oleistych, miodu, drobiu i jaj. Ale to mówili eksperci związani z branżą rolną oraz poszczególni ministrowie rolnictwa państw członkowskich. Unia Europejska, jak to ma ostatnio w zwyczaju, problemu nie widzi. Co więcej, nie tylko nie widzi konieczności przywracania ceł czy kontyngentów, ale jeszcze prze do wprowadzenia Ukrainy w struktury unijne. Bez analiz, bez zbadania wpływu na rolnictwo.
Co może stać za takim podejściem unijnych urzędników?
– Niestety, powiedzenie, że nie jest ważne, kto ma rację, tylko narrację, staje się coraz bardziej aktualne. Mając na uwadze ogromny kryzys korupcyjny, jaki przetacza się w Unii Europejskiej, trudno nie odnieść wrażenia, że pewne decyzje w Unii Europejskiej można po prostu kupić. To, co dzieje się wokół tematu produktów rolno-spożywczych z Ukrainy, jest grą o ogromne pieniądze. Roczna wartość eksportu produktów rolno-spożywczych z Ukrainy w 2022 roku wyniosła około 27,4 miliarda euro i kwota ta nieustannie rośnie. Co więcej, dochody z eksportu trafiają przecież głównie do właścicieli ogromnych agroholdingów, które faktycznie znajdują się na terytorium Ukrainy, ale z samą Ukrainą nie mają zbyt wiele wspólnego. Należy pamiętać, że na 10 największych podmiotów posiadających ziemię na Ukrainie trzy zarejestrowane są na Cyprze, dwa w Luksemburgu, dwa w USA oraz po 1 w Arabii Saudyjskiej, Holandii i na Ukrainie. Co oznacza, że ze względu na kraj rejestracji oraz udział międzynarodowych korporacji w akcjonariacie oraz finansowaniu większość zysków nie trafia do budżetu w Kijowie, a jest transferowane za granicę. W związku z tym tak bezrefleksyjne otwieranie się na produkty z Ukrainy wynikać może z troski o interes przywołanych spółek, a nie o interes ukraińskiego chłopa.
Czy w takim razie możemy spodziewać się dalszych ustępstw wobec tych koncernów?
– Niestety, polityka w dużej mierze wydaje się być teatrem. Każdy polityk czy frakcja polityczna odgrywa z góry określoną rolę, a w tym czasie znacznie głębiej toczy się biznes. Jeżeli wszyscy nie zaczniemy bardziej patrzeć na to, co dzieje się w Brukseli, jeżeli dalej tak bezrefleksyjnie będziemy przyjmować stanowione tam decyzje, to niestety to nie nasze polskie firmy, przedsiębiorstwa, gospodarstwa będą się mogły rozwijać. Ja wciąż uważam, że jako jednostka każdy z nas jest w stanie zrobić wiele. Kropla naprawdę drąży skałę. Do niedawna obserwowałem, jak o swoją przyszłość walczą nasi koledzy z Holandii. Do władzy doszła prawicowa partia, która bardzo wysoko w swoim programie podnosiła kwestię rezygnacji z azotowych ograniczeń rolnictwa. Zmienia się tam także nastawienie do kwestii przyjmowania migrantów. A zaczęło się przecież od niewielkiej grupy walecznych rolników, którzy w swoim kraju przestali się czuć potrzebni. Skoro oni tak sprawnie walczyli o własne interesy w Holandii, skoro już teraz niemieccy, francuscy i hiszpańscy rolnicy coraz częściej walczą o prawo do produkcji i prawo do normalnego funkcjonowania gospodarstw, to pokazuje jedno – ludzie są zdeterminowani. Normalni ludzie walczą o swoją ojcowiznę, o pieniądze na życie i o bezpieczeństwo swoich bliskich. To dużo silniejsza motywacja niż kolejne miliardy na kontach międzynarodowych korporacji.
Co nas czeka na linii Polska – Ukraina?
– Nie spodziewam się niczego dobrego. Gra toczy się o ogromne pieniądze. Władze Ukrainy coraz częściej i w coraz ostrzejszych słowach mówią o działaniach Polski. Za wszelką cenę starają się manipulować przekazem i tym samym wywrzeć na nas presję, abyśmy zmienili kierunek naszej polityki.
A co jako Polska powinniśmy zrobić?
– Przede wszystkim powinniśmy zacząć zbierać realne dane dotyczące sytuacji w polskim rolnictwie i wyciągać z nich wnioski. Jeżeli nie zdiagnozujemy, jakie mamy silne strony, a gdzie leżą nasze problemy, jeżeli polityka tworzona na ulicy Wspólnej w Warszawie nie będzie odpowiedzią na regionalne problemy rolników, to jak mamy rozwijać nasze gospodarstwa? Potrzebujemy strategii dla konkretnych sektorów oraz determinacji w ich realizacji. Mamy wiele przewag, które są niezdiagnozowane i niewykorzystane. Problemów nie brakuje, ale jeśli nie przygotujemy się na to, co nadchodzi – czy na jeszcze silniejszą konkurencję z produktami z Ukrainy – przegramy nasze gospodarstwa. Tym samym przegramy nasze bezpieczeństwo.